Béton brut

Będziecie ćwierkać jak Wam zagramy

2011-03-12

Ledwie opublikowałem wczorajszy tekst o konflikcie między wygodą używania cudzych platform i kontrolą nad własnymi produktami a słowo stało się ciałem i Twitter poprosił developerów żeby już więcej nie robili oprogramowania klienckiego. Podobno psują one klimat dookoła platformy swoimi niedociupcianymi i niestandardowymi rozwiązaniami. Jeżeli zdanie takie pada z ust przedstawiciela firmy, która ma stronę z hashbangiem i klienta na Maka, który trzyma w szafie HIG, wypuszcza go w weekendy tylko po to żeby sprać go kijem wykrzykując „who’s your daddy?” to wiadomo, że na rzeczy jest coś innego.

Twitter chce wreszcie zarobić, a to wymaga odstawienia od cyca klientów, które mogą być przyjaźniejsze dla użytkowników (pomijające reklamy) lub tych, które same chcą takie reklamy wstawić.

Blogosfera wybuchła notkami: skandal, skandal, zdrada, zdrada!

Przyczajony RSS, ukryta decentralizacja

Uwaga, będzie bezpośrednia transmisja do waszych mózgów. Dziwię się, że nikt jeszcze czegoś takiego nie zrobił, bo pomysł jest banalny i oczywisty. Rozważmy „timeline” Twittera lub „news feed” Facebooka. Mamy autora, który produkuje treść. Treść trafia na platformę, która zajmuje się repulikacją do czytelników, którzy wyrazili zainteresowanie wpisami autora.

Przeskakujemy chwilowo do dowolnego czytnika kanałów RSS. Czytnik kanałów RSS zbiera dane z URI i prezentuje je zainteresowanemu czytelnikowi. Wszystko jasne?

Połączmy to. Wyobraźmy sobie, że każdy z zainteresowanych uczestnictwem w „naszej platformie” przygotowuje swój własny kanał RSS: domena.tld/microblog.xml, czytnik RSS jest zmodyfikowany tak, aby przypominał timeline na Twitterze. Piszemy krótką notkę przy pomocy ulubionego oprogramowania, publikujemy w odpowiednim kanale, a ludzie, którzy nas „śledzą” otrzymują wpis w swoim RSSTwitterze. Odpowiedzi używają funkcji trackback. Całość nie różni się od tego, do czego przywykliśmy w systemach mikroblogowych.

Co wygrywamy? Absolutną niezależność. Każdy język programowania dorobił się bibliotek do tworzenia kanałów RSS. Jak ktoś się uprze to może nawet sedem przez procmaila. Kompletną decentralizację, pad jednego kanału nie kładzie całego systemu na kolana. Nigdy więcej Panów Oponek i Wielorybów Niepowodzenia.

Problemy? Całkiem wysoka bariera wejścia ze względu na brak gotowych rozwiązań (co oczywiście jest tylko kwestią czasu), większe zużycie sieci (sto tysięcy obserwujących znaczy sto tysięcy odpytań o zmiany, da się oczywiście rozwiązać poprawnymi nagłówkami) i pewien brak standaryzacji w opublikowanych wiadomościach. Są to normalne koszty przy rozwiązaniach bez odgórnej kontroli.

Czy jest sens? Pewnie nie ma. Czy byłoby fajnie? Dla mnie jak najbardziej. Czy to nie kopia pomysłu Diaspory? Tak i nie. Diaspora używa w miarę popularnego protokołu komunikacyjnego XMPP, ale potrzebuje serwera i infrastruktury, RSS przychodzi za darmo z każdym Wordpressem, kontem na Blogspocie, galerią na Flickrze a nawet kontem na Twitterze. Nie potrzeba pośredników.

Ostatnią mądrością narodów jest stwierdzenie, że „RSS umiera”. Myślę, że wielu chciałoby zobaczyć go martwym. Jaka jest różnica pomiędzy

http://feeds.arstechnica.com/arstechnica/everything

a

http://twitter.com/arstechnica?

Na jednym Twitter może publikować reklamy.

Zdjęcie na licencji CC, autor: junics. Ten ptak nie jest martwy. Jest oszołomiony i tęskni za fjordami.