Béton brut

Boatcamp, czyli jak w Łodzi hartowała się stal

2008-03-26

(Słowo wstępu. Zawsze mi się wydawało, że miasto, które kocham — Łódź — ma jakiś problem mentalny. Znam od cholery zdolnych ludzi ale to wszystko nie przekładało się nigdy na reprezentacje. Już za czasów sceny amigowej Łódź reprezentowało ledwie kilka rozpoznawalnych osób (thung, Metal, Monica, Guma aka Draw, Saddam, Bonzaj) a reszta (jak ja) stanowiło tło do scenowego życia. Warszawa, Wrocław, Poznań — ktoś zawsze był stamtąd — nawet w czasach 2.0)

Oto zakończył się pierwszy Boatcamp — impreza formułą podobna do Barcampu czy spotkań na Chłodnej. Brałem w niej udział i chciałem się podzielić refleksjami. Po pierwsze, brawa dla organizatorów za zabranie się za to. Mi by się nie chciało, moim znajomym by się nie chciało, tysiącu ludzi by się nie chciało — im się chciało. Trójka młodych osób spróbowała wprowadzić Łódź-City w strefę 2.0.

boat.jpg

Część merytoryczna składała się z trzech prezentacji: “Captcha”, “Coworking” i “Adobe AIR”.

Prezentacja o Captcha, chociaż merytorycznie dobra, miała słabe momenty. Autor ugiął się trochę pod presją pytań i zaczął zmieniać zeznania. Raz miało sens mieć taką metodę zabezpieczenia przed spamem, innym razem nie miało to sensu, bo spamboty szybciej deszyfrują Captcha niż ludzie. Dyskusja nie została zakończona konkluzją i to było chyba najgorsze w całości.

Potem przyszedł czas na wystąpienie o coworkingu — mając doświadczenie z pierwszej ręki chciałem posłuchać, co też ciekawego mogą o tym powiedzieć. Prezentacja była dobrze zorganizowana, argumenty słuszne, większość spraw naświetlona a autor z sensem odpowiedział na moje dwa pytania: “Czy zastanawiał się nad prawnymi zabezpieczeniami takiej formy pracy” i “Czy wolałby pracować w coworkingu z przyjaciółmi czy obcymi”. Zdecydowany plus i brawo.

Potem nastąpiła prezentacja Adobe AIR. Byłem ciekaw co też w trawie piszczy, słuchałem więc uważnie. Wystąpienie prowadziły dwie osoby — to był pierwszy błąd — gdyż zależnie od sfery kompetencji jedna osoba wyrywała drugiej mikrofon, mówiąc znów za chicho, co powodowało zawołania “GŁOŚNIEJ” z sali. Podczas słuchania robiłem sobie notatki tak, żebym mógł zadać sensowne pytania. Kiedy skończyli, poprosiłem o mikrofon i zapytałem o kilka rzeczy (z tych, które zapamiętałem)

  1. Czy wiedzą, że “na każdą platformę” to dla Adobe znacz x86? Że ich aplikacje na platformach embedded takich jak ARM i PowerPC nie ruszą
  2. Że Silverlight z którego się naśmiewano, w swojej wolnej implementacji — Moonlight — się kompiluje pod wyżej wymienionym procesorami
  3. Dlaczego zapomnieli o XULRunnerze, który może nie jest genialny, ale zdecydowanie jest
  4. Czy aplikacje używają dostarczonej przez system funkcjonalności (obsługa przez klawiaturę, gesty, eventy do WM i inne ciekawe rzeczy)
  5. Czy uważają, że aplikacja (demonstrowali coś a’la PS) trzymająca dane gdzieś na serwerze w innym kraju to jest to, czego chciałaby firma troszcząca się o dane
  6. Co z niewidomymi (prezentowano system CMS “prawie” jak strona) i niedowidzącmi

Niestety, nasza krótka wymiana zdań została przerwana przez moderatora, który odebrał mi głos po zadaniu kolejnego pytania. Prawdopodobnie miało to związek z moim językiem — trzeba przyznać, dość prostym — bo powiedziałem “Ja gówno wiem o AIR, przekonajcie mnie, że chcę w tym programować”

Dla rozluźnienia atmosfery prezentujący AIR zorganizowali konkurs. Zwycięzca mógł wygrać darmowe piwo. Pierwsze pytanie “Dla kogo pracujemy” spotkał się z ogólnym odgłosem rozbawienia z sali i pomrukami że taki PR ssie jajca. Ssał jajca. Zmieniono strategie: zapytano o języki w których można programować w AIR. Strzeliłem, że to JavaScript i ActionScript. Powiedziano mi, że jeszcze jeden. Odpowiedziałem, że świetnie, ale nie wiem. Ktoś się zgłosił i zaczął dukać, więc mu zawołałem, żeby mówił te dwa, co wymieniłem i walił jeszcze jeden. Nie zgadł. Wreszcie prowadzący objawili, że to HTML.

To zmusiło mnie do podniesienia głosu i zwrócenia uwagi, że HTML jest językiem opisowym, nie przechodzi testu Turinga i tak dalej.

Ponieważ i tu nie udało się przyznać nagrody zapytano o rozszyfrowanie AIR. Straciłem już kompletnie zainteresowanie i zacząłem się zbierać do domu. Ostatecznie kupiłem piwo i postanowiłem dołączyć do jakiejś grupy dyskutantów. Przyłapałem organizatora i przeprowadziliśmy dość miłą rozmowę — mimo mojego poprzedniego zachowania traktował mnie nawet poważnie — z której wynikało, że oni też chcą lepiej. Bardzo dobrze. Nie wątpię, że następny raz będzie fantastyczny i zamknie japy takim draniom jak ja.

Potem nastąpiła najlepsza część programu — zupełnie spontaniczna dyskusja na temat moralności a SEO. Ponieważ znów niewiele osób było zainteresowanych zadawałem pytania ludziom stojącym przy mikrofonie. I wreszcie czułem, że ktoś odpowiada mi z głowy. Trzy czy cztery osoby, z którymi rozmawiałem wpierw przez mikrofon, a później już prywatnie, potrafiły mi odpowiedzieć na pytania, które mnie dręczyły w sprawie SEO. Tak moralne, technologiczne jak i praktyczne.

I to mnie przekonało ostatecznie do Boatcampu. Żeby występować przed ludźmi trzeba na serio być gotowym na wszystko. Nie każdy chce i potrafi. Dla jednych “oficjalki” będą nudne, dla innych trudne. Nigdy nie zadowolisz i mnie, i faceta, który rozpoczyna zabawę w programowanie. Ale “po godzinach” znajdziesz ludzi, którzy zjedli zęby w swojej działce.

Dawno nie słuchałem czegoś z pozycji kompletnego neofity.

Boatcamp I przeszedł do historii. Czekamy na część drugą.

seo.jpg

Specjalne pozdrowienia dla grupy edukacyjnej w kwestii SEO, członków Forum Optymalizacji

Megaspecjalne pozdrowienia (dziękując za cierpliwość w oczekiwaniu na wiadomość) Pannie A.