Béton brut

Długi ogon krótkich fiutków

2010-12-13

My artyści tak zwani niezależni
Mamy powód poważny na zmartwienia
Dosyć mamy sterczenia pod oknami
Czemu nie jesteśmy w końcu doceniani?

My artyści tak z kręgu podziemnego
Mamy powód na rozterki gorące
Skoro robimy tak fantastyczne rzeczy
Czemu się nie przekłada to na pieniądze?

Kult - Artyści Niezależni

Jednym z najsilniejszych mechanizmów społecznych jest chęć przynależenia do grupy. Oznakowania się, przepasania flagą. Bycie reprezentantem idei, bycie z kimś przeciwko komuś. Bycie marką, nawet jeśli ta marka jest tak słaba jak marka “bloger”.

Fascynuje mnie ruch świadomej blogosfery, który rodzi co jakiś czas spotkania (czy też w nowomowie “iventy”) mentorskie takie jak BlogDays. Uważny obserwator może zauważyć panującą wtedy atmosferę AmWayowego zebrania. Czubek piramidy nadaje komunikat, doły absorbują. Są piosenki, filmy motywacyjne. Uściski rąk i wzajemne całowanie policzków.

Ty, blogerze z dołu piramidy, całe życie będziesz miał zadarty łeb. Będziesz czytał teksty o tym, jak optymalizować treści, jak się marketingowo miziać, może nawet zrobisz jakiś własny “ivent”, na który zrekrutujesz kilku podobnych ci ludzi. Bo przecież to, że ten z czubka piramidy jest tam właśnie, to tylko dlatego, że odkrył skład sekretnego sosu na topowy blog.
Linki do własnych treści? A może udzielanie się w dyskusjach na innych blogach? Pastelowy szablon?

Wiesz, że to działa. Popatrz na ulice w sobotnią noc. Zobacz szeregi lachonów poubieranych w kostiumy Dody i Paris Hilton. One też szukają drogi na czubek piramidy.

I nie chcę cię martwić, ale pewnie jest bardzo niewiele osób, które twój blog interesuje. I nie chcę cię martwić, ale pewnie jest bardzo niewiele osób, które interesuje najbardziej poczytny blog, ten który znasz i liczysz, że zajmiesz jego miejsce.

Po raz kolejny pomyliłeś medium i wiadomość. Kupiłeś sobie bezprogowy bas i okazuje się, że nie grasz jak Les. Upijasz się jak Ernest, a kartka pusta.

Jesteś kapelą, która rozpada się przed pierwszą próbą w wyniku walki o nazwę i o to, czy bardziej jesteście soft-indy-scremo czy też post-punk-synth-indy. Musisz przeanalizować każde działanie, tak jak kobiece magazyny analizują kobiecy orgazm. Masz wyniki badań focusowych, zasiadłeś na panelu, na którym występowały osoby, które też czytały o orgazmie. Hostessy podawały krakersy i mineralkę. Na sugestię jakiegoś niewdrożonego prostaczka, że najlepiej rytmicznie poruszać członkiem w pochwie, zaśmiałeś się dobrotliwie.

Uwaga, radykalny pomysł na 12tej: żebyś przysiadł na dupie i napisał tak od serca, co tam cię kręci, wiesz, te rzeczy, od których jest gęsia skórka. Wrzuć zdjęcie swojego psa.

Nie optymalizuj nagłówków, odpuść sobie “@sethgodin Dude, you need to check this out”, nie publikuj nieudolnych tłumaczeń z TC. Blog miał być tubą, przez którą wykrzyczysz światu swoje żale, opinie i pochwalisz się nieważnymi dokonaniami. Blog ma być głupi. Nie zakładaj krawata do czerwonego nosa clowna i jego szerokich gaci.

Pamiętasz jak Vonnegut, Einstein i Puszkin spotkali się na AtramentDay? Ja też nie.