Béton brut

Klik, klik. Dziadek znikł.

2019-12-21

Robiła się późna niedziela, a to znaczyło, że muszę powoli wyrwać się z ciszy otaczających mnie gór i wrócić na łono ogarniętego świątecznym amokiem miasta. Ciągnąłem więc nogę za nogą i oddawałem się mojej pasji oglądania lokalnego życia. Natrafiłem na przykład na szyld, który nie tylko oferował wideofilmowanie, ale także usługę przegrywania kaset VHS na płyty DVD. Jak przepisywanie kamiennych tablic na papirus. To zawsze napełnia mnie radością, że mogę uciec w miejsca, gdzie technologiczny postęp jest na chorobowym.

Jak większość górskich dróg ta też była pełna dzikich zakrętów, a przy jednym z nich zauważyłem kolejny szyld: „zakład pogrzebowy”. Uśmiechnąłem się do siebie: taki ostry zakręt i zakład pogrzebowy to doskonałe miejsce na skecz o tym jak klient dosłownie sam stuka do drzwi biznesu.

Pokonałem zakręt i co widzę na jego końcu. Drugi zakład pogrzebowy, po przeciwnej stronie ulicy. Jak stacje benzynowe obsługujące wielopasmową autostradę. To spowodowało, że rozbudowałem moje gdybania: jak dwa zakłady pogrzebowe znajdują wystarczająco biznesu dla osady, która ma cztery tysiące dusz?1

Wykluczając scenariusz taniego horroru w którym oba zakłady pogrzebowe wynajmują morderców, którzy są kołem zamachowym biznesu, zacząłem gdybać jak funkcjonuje tak specyficzny biznes w obliczu konkurencji. Czy drzwi do gabinetu lokalnego dyrektora szpitala zamykają się non-stop za właścicielami tych zakładów, trzymających pod pachą coraz to wykwintniejsze butelki alkoholi? A może kosze owoców.

I jak ja, adept współczesnego świata, mógłbym im pomóc w polepszeniu „lejka konwersji” trupa w przelew.

Na początek należy zacząć od rzeczy prostych. Reklama na Facebooku dla targetu, zgromadzić marketingowe dane o umieralności, posegregować w grupy docelowe: ludzie, którzy umierają normalnie, ze starości. Ludzie, którzy konsumują alkohol aby zapomnieć. Operatorzy maszyn rolniczych zakończonych ostrzami. Zaoferować zniżki dla tych, którzy wybiorą usługi zanim utracą zdolność decydowania.

Potem trzeba przejść do argumentów cięższych. Zakupienie danych o zdrowiu i nawykach od firm, które inwigilują obywateli w ramach „darmowych usług”. Od producentów elektronicznych krokomierzy przez producentów urządzeń podsłuchowych, które potrafią powiedzieć jaka jest pogoda, co pozwala inwigilowanym na zaprzestanie wyglądania przez okno. Tak uzyskane informacje, wielka-mała data, nadaje się idealna do wsadzenia do paszczy modeli sztucznej inteligencji. Wyłuskane dane trzeba skorelować z już istniejącymi informacjami o denatach i wejść w biznesowy układ z okolicznymi sklepami aby promować zachowania, które są denatogenne.

Hasła jak „Na co ci fura, pij denaturat”, „Siała baba mak i zrobiła kompot dla dzieci” oraz „Bądź eko, usuwaj odpady, pal oponami” powinny pomóc we wzroście.

Nie można też zapominać o klientach drugiego stopnia, tj. rodzinie i bliskich, którzy pozostają po zmarłym. Mobilna aplikacja pozwalająca na zatrudnienie aktorów w rolach „płaczek”, wybierania im strojów i ról, zatrudnienie blogera do napisania przemowy kaznodziei, nagrobek z NFC pozwalających odhaczyć się rodzinie wraz z tabelą wyników. Mikropłatności za duszę przez BLIK. Streaming dla tych, którzy wyjechali za chlebem do San Francisco.

To wszystko zrodziło się w mojej głowie jako cyniczna obserwacja bezdusznej maszyny, która pożera ludzkie interakcje i nas samych, dlatego też jestem pewien, że ktoś właśnie siada do pisania biznesplanu i wysyła e-maile do znajomych kapitalistów wysokiego ryzyka. Do tej osoby: proszę mi odpalić z 5% żebym mógł dłużej siedzieć w lesie i snuć okropne wizje. Gwarantuje, że mam jeszcze paskudniejsze pomysły, które da się zrealizować.


  1. Ponieważ wróciłem znów w to samo miejsce udało mi się znaleźć trzeci zakład pogrzebowy. Skala przemysłowa.