Archiwum | emil@fuse.pl && crypto

Google, reklamy, prywatność

Eri lubi otrzymywać ode mnie e-maile. Nie dlatego, że piszę jakieś niezmiernie ciekawe rzeczy — frajda polega na śledzeniu reklam AdSense, które pojawiają się przy moich listach. Jakiś czas temu zacząłem popadać w lekką paranoję, gdyż reklamy zaczęły się odnosić do starszych listów czy rozmów via Jabber (które GMail archiwizuje w folderze “Chats”. Dopadł mnie lekki syndrom strachu przed Wielkim Bratem. Jak daleko sięga Google? Wcześniej zakładałem, że “przegląda” tylko wyświetlony list.

szczęście dla nas, użytkowników, amerykański kongres zaczął kręcić nosem na praktyki reklamowe sieciowych rekinów. Google i Yahoo! wykonały więc ruch wyprzedzający i udostępniły możliwość “wypisania się” (opt-out) z ciasteczek pozwalających na budowanie naszego profilu.

Oczywiście, dużo lepszym rozwiązaniem byłaby polityka “opt-in”, ale chyba nie mamy się co oszukiwać — pytanie użytkownika o to, czy chce być śledziony przez operatora wyszukiwarki spowodowałoby znaczny odpływ ludzi (czyli pieniędzy). “Wypisywanie się” wymaga wiedzy o istnieniu takiej możliwości i podjęcia działania — nie każdy jest “prosumentem”

Wypisz się z Google. Wypisz się z Yahoo.