Béton brut

Gruba Pani śpiewa

2008-10-25

Nie było to królestwo, które można obdarować przymiotnikami “największe”, “najbogatsze” czy nawet “najszczęśliwsze”. Jedno z tych przez które jedzie się karocą i nie zapamiętuje nazwy. Targ, pola, wiejskie lepianki, zamek przegrywający walkę z bluszczem, karczma.

Jedynym wyróżnikiem był brak króla. Zgadzam się: w takim razie to nie było królestwo, a anarchosyndykalistyczna komuna, w której ludzie doszli do wniosku, że są dostatecznie sprawni w uciskaniu się nawzajem i nie potrzebują centralnego komitetu niedoli. Poprzednio urzędujący król oddalił się ze swoich komnat ze stałym przyśpieszeniem 9,80665 m/s^2^ w kierunku fosy po tym, jak kolejny z jego pomysłów okazał się być katastrofą tak tragiczną w skutkach, że aż ocierała się o geniusz.

Trzeba Wam wiedzieć, że Bąbeliusz I był kimś, kogo dziś nazywamy odważnym reformatorem (media) lub niebezpiecznym szaleńcem (ulica). Własnoręcznie przegonił on nadwornego alchemika. Pomysł zamiany metali nieszlachetnych w złoto wydawał się zbyt trywialny i mało rewolucyjny. Dużo lepszym pomysłem było odebranie wszystkim chłopom wszelkiego bydlęcia, zgromadzenie go w wielkiej zagrodzie i wypożyczanie go im. Ale nie ich własnych krów czy kóz, tylko tych, które obecnie były dostępne — drogą losowania. Kilku mleczarzy wyraziło zaniepokojenie technicznymi problemami w dojeniu kur, które losowali zbyt często, ale nie było to nic, czego dobra chłosta nie mogła naprawić.

Bez króla ludzie zaczęli się dorabiać. Urząd Miar i Wag przestał sprawdzać, czy tona zboża nie waży siedemset kilogramów. Stare mleko nazwano serem, stary ser mięsem, mięso bronią biologiczną. Lokalna wiedźma opychała niesamowicie skuteczne leki na gorączkę — za jedyną sztukę złota można było zakupić trochę cukru z barwnikiem, położyć się do łóżka, a za trzy do czterech dni gorączka odchodziła w cudowny i niezbadany sposób.

Bogacili się więc ludzie cudzym nieszczęściem, jak to ma miejsce w świecie bajek (bo w rzeczywistym ludzie bogacą się dzięki połączeniu ciężkiej pracy i talentu, musicie o tym pamiętać) aż doszli do wniosku, że choć życie zasobne, to nudne. Zebrali się więc któregoś dnia, by znaleźć jakieś rozwiązanie.

Spośród gminu wybrano najbardziej komicznych, najlepiej mówiących, najładniej śpiewających. Otrzymali oni pieniądze ofiarowane przez zamożnych obywateli i przykazano im wnieść trochę radości w szarą codzienność. Nie trzeba było długo czekać na efekty.

Już pierwszego dnia jeden z mieszczan, posiadający trochę zdolności malarskich, rozstawił sztalugi i obwieszczał, że namaluje każdego kota, którego się do niego przyniesie. Potem pozbiera obrazy, podpisze je i powiesi je na głównym rynku. Ileż było z tym zabawy. Potem przyszedł skrzypek, któremu wystarczało jaką skoczną melodię ludową się lubi, a on naprędce grał podobne melodie, aż kurz unosił się spod potupujących do taktu nóg.

Wieczorami w karczmie na stole stawali biesiadnicy i opowiadali co też nowego wymyślono. Mecenasom się to i podobało, więc stawiali heroldom kolejną kolejkę. Tak nakręciła się spirala w której upojenie alkoholem konkurowało z upojeniem faktem, że jest się słuchanym. Kochani przez jednych, znienawidzeni przez innych Prorocy Lepszej Zabawy uwierzyli w swoją moc.

Kręciło się to tak, kręciło. (choć delikatnie odbiło się na pracy wieśniaków. Kto chce kopać ziemniaki podczas gdy ktoś, gdzieś pisze niesamowity żart i opowie go przy kufelku czegoś pienistego?)

Niestety, nawet bajkowe idylle nie trwają wiecznie. Król z sąsiedniego państwa stwierdził, że dwa królestwa dalej jest zdecydowanie za dużo ludzi z piegami i postanowił zaprowadzić tam demokracje. Wprowadzanie demokracji i rozrzucanie obornika to dwie najbardziej nieestetyczne rzeczy na świecie, stało się więc nasze królestwo drogą przez które przeszły wojska niosąc ze sobą to, co zawsze niesie banda pijanych facetów będących jedną nogą w grobie: gwałty, podpalenia i zabory mienia, które mieści się w garnku. Astronomiczną chwilę później przyszło mu się stać teatrem działań wojennych. Zadziwiające jak bardzo piegowaci obstawali przy swoim prawie do dermatologicznej skazy i jak mocno wyrażali swoją niechęć ku demokracji.

Zawierucha opadła, ludzie wstali i otrzepali się z kurzu. Nachodziła zima. Nie było domów, nie było zapasów, nie było zwierząt. Zapowiadał się okres w którym trzeba będzie się zabrać do roboty i czekać wiosny. Pierwszy zauważył to malarz. Odkąd koty stały się głównym daniem niedzielnego obiadu nikt nie chciał przynosić ich i portretować je w komicznych pozach. No ilu z Was ma zabawny malunek ze schabowym wtłoczonym między ziemniaki? Mecenas pytany o drobną zaliczkę odpowiedział, że ma resztki pieniędzy, a je inwestuje w kopalnie węgla, bo w zimę to będzie potrzebne jak nic innego. Po czasie zniknął chłop opowiadający zabawne anegdoty, skrzypek napalił instrumentem podczas pierwszych chłodów i najął się jako pomywacz w karczmie. Heroldzi Lepszej Zabawy, zmieszani brakiem Lepszej Zabawy, próbowali opowiadać o pogodzie i grabiach, ale na pogodzie i grabiach znał się każdy, zostali więc zapomniani równie szybko, jak wyniesiono ich na pozycję komentatorów rzeczywistości.

Bajek nie ma bez morału.

Jedzenie i picie za pieniądze VC musi być fajnie, ale jak jeszcze nie wymyśliłeś jak zarabiać na umilaniu ludziom życia, to będzie Ci dużo ciężej podczas kryzysu w którym powracamy do podstaw piramidy potrzeb: ciepło, dach nad głową i papu. Konto premium na serwisie z fotkami może poczekać.