Béton brut

Kanał subskrybcji Napisz do mnie…

Jak poczuć się fatalnie (jako artysta, albo w ogóle twórca)

Mizarable

  1. Bez przerwy porównuj się do innych artystów
  2. Rozmawiaj z rodziną o Twoich dokonaniach i oczekuj pochwał
  3. Oprzyj sukces swojej kariery na jednym projekcie
  4. Rób tylko te rzeczy, które już potrafisz
  5. Nie doceniaj swojej wiedzy
  6. Niech pieniądze dyktują Twoim życiem
  7. Poddaj się presji społecznej
  8. Rób tylko to, co pokocha Twoja rodzina
  9. Rób wszystko, co sugeruje Ci galeria/klient/mecenas
  10. Ustawiaj sobie nieosiągalne cele, które masz zrealizować do jutra

(To w ramach przypomnienia. Często popełniamy te same błędy. Czasem zawsze.)


Króka historia o uporze i braku talentu

6945-startup_-2_0-sfull.png

Robimy zdjęcia naszym wspaniałym aparatem cyfrowym, nagrywamy kawałki przy użyciu pierwszego lepszego programu dołączonego do karty muzycznej. Filmy z imprez rodzinnych nagrywa nasza kamerka cyfrowa a DVD z menu przygotowuje programik, który dostaliśmy z nagrywarką.

Okradliśmy artystów ze wszystkiego: nie wiem nic o przysłonie, nie wiem nic o świetle, nie wiem nic o muzyce i nie pozwalam, aby wiedza o niewiedzy powstrzymywała mnie przed tworzeniem. Grafik ślepnie, muzyk głuchnie a scenarzysta zostawia wszystko i pracuje nad serią reklamówek dla “Biedronki” gdy ich skonfrontować z moimi spazmami.

Zawsze brakowało mi automatu, który pozwoliłby jeszcze ująć mój absolutny brak poczucia humoru w kilka fajnych paneli z chmurkami tekstu.

No i jest. Nazywa się Toonlet i jak sama nazwa wskazuje “let” nam robić “toon”.

Cała zabawa jest przednia. Od autorów (i kilku bardziej uzdolnionych użytkowników) otrzymujemy “worki” zawierające części pozwalające “zbudować” własną postać. Już samo używanie narzędzie do budowania postaci jest frajdą samą w sobie. Dla ludzi, którzy rysują jedną ręką idealne koło a drugą je cieniują nie jest to może coś użytecznego, ale to nie dla takich ludzi jest ten serwis.

Możemy stworzyć kilka wariacji swojej postaci i otagować je “nastrojami”. Potem wystarczy zbudować dość postaci do naszego wymarzonego komiksu i kliknąć na link pozwalający zapełniać panele.

A tam już banalnie. Wybieramy postać na panel, jej nastrój, górny przypis (jeśli potrzebujemy), treść dymku, kolor tła. Koniec. Teraz tylko czekać na przelew pierwszego miliona dolarów od wydawcy książki o najbardziej znaczących dokonaniach w świecie “komiksowego paska”.

Czekam od 20 minut i Scott Adams nadal nie dzwoni. Dziwne.


Rzeczy (podstawowe), które warto wiedzieć o typografii

Nie jestem specem od typografii. Lubię patrzeć na ładnie poskładane rzeczy i czytać ludzi, którzy się na tym znają. Teksty o typografii zwykle powodują, że w głowie odzywa mi się cichutki głosik — “Amm, to ma sens! Czemu wcześniej o tym nie pomyślałem?

Chłopcy-webowcy są szczególnie na bakier z tą sztuką. Specjalnie dla nich serwis ILoveTypography przygotował mały przewodniczek opisujący kilka zasad typografii przydatnych dla webmasterów.

Życzymy miłej lektury i mamy nadzieję, ze z czasem sieć będzie pełna wymuskanych projektów, gdzie wszystko gra jak w stuletniej gazecie.


Encore, encore!

Miałem się powstrzymać od komentowania około politycznej rzeczywistości, ale chyba mi się nie uda. Właśnie przeczytałem artykuł o tym, jak jakiś prawicowy bloger wyskoczył z budynku w ramach protestu “przeciwko islamizacji”.

No to im pokazał!

W swoim ostatnim poście na blagu twierdził, że robi to by uczcić pamięć osób wyskakujących z płonącego WTC i zabitych żołnierzy, którzy niosą na bagnetach demokrację krajom pokrytym piaskiem. Z pewnością jego czyn pomógł rodzinom zmarłych.

Roztrzaskany obecnie blager uprzedza jednak! Nie powinniśmy go brać za wariata. Jest zupełnie zrównoważonym człowiekiem, którego wpierw małżeństwo Clintonów wrobiło w usiłowanie zabójstwa, a który potem testował znany wzór z masą, wysokością i stałą grawitacyjną. Z pewnością, jak twierdzi, lewackie media przekręcą jego śmierć i zrobią z niego zgorzkniałego człowieka na krańcu wytrzymałości. Głupie media.

Facet się zabił (i jako katolik przekreślił swoje szanse na zwis swobodny w chmurach) aby udowodnić swój punkt widzenia. Nie zaciągnął się do wojska. Nie poświęcił życia na edukację o zagrożeniach, które niesie ze sobą teokracja. Nie zrobił tak wielu rzeczy, które dla jego sprawy (sam nazywa się ‘ideowcem’) miałyby jakieś znaczenie.

Wyjebał się przez okno.

A ja się śmieję. Tak, nieczuły ze mnie drań. Puste gesty są zabawne, a tak ostateczne powodują, że muszę szukać szybko chusteczki do nosa i powstrzymywać się od przyjmowania płynów. Mam nadzieję, że pomysł na zabijanie się (tak jak on, po cichu, na chodniczek i do woreczka) rozprzestrzeni się wśród innych nawiedzonych ideologów. Kilka lat i będziemy mogli zająć się innymi rzeczami. Na początek oczywiście trzeba będzie się wyposażyć w jakieś mocne parasole (spadające ideowcy) i kalosze (leżący ideowcy ulewający posokę), ale moda nie powinna grać roli, gdy idzie o święty spokój.

Więc drodzy niezdesperowani, rozsądni nawracacze i ‘mojsza bardziej niż twojsza’! Encore, encore!


Little Riding Hood

/*

 Little Riding Hood, pesudocode version

 Inspired by eri
 By Emil Oppeln-Bronikowski

*/

mother = new Person(Person::Female);

rrh = new Person(Person::Female);

basket = new Items(Items::Basket);

scenery = new templates();

// First scene

scenery->load("home");

scenery->attach(mother);

scenery->attach(rrh);

// We need object in basket

mother->copyObjects(mother->stock, basket);

foreach(basket as food){

 // learn rrh object what's in basket object by enumeration

 rrh->addInformation(food);

}

mother->attachObject(rrh,basket);

grandma = new Person(Person::Female);

mother->addEvent(rrh, grandma->position([/ref];

scenery->load("woods");

wolf = new Animal(Animal::Wolf);

scenery->attach(rrh);

scenery->attach(wolf);

while(rrh->eventLoop([/ref]{

 rrh->postition(

    scenery->currentX, grandma->positionX(),

    scenery->currentY, grandma->positionY()

 );

 if(wolf->style->visible){

    rrh->stopEvent();

    wolf->addEvent(

        self,

        array(

            avg(grandma->positionX([/ref],

            avg(grandma->positionY([/ref]

        )

    );

    rrh->continueEvent();

 }

}

scenery->load("house");

scenery->attach(grandma);

scenery->attach(wolf);

// FIXME: just a hack

grandma =& wolf;

wolf->addListener(rrh);

scenery->attach(rrh);

while(instanceOf(rrh) != Person){

 rrh->nextQuery();

 switch(grandma->ansferQuery(rrh->lastQuery([/ref]){

    case 'TO_SEE';

        break;

    case 'TO_HEAR';

        break;

    case 'TO_EAT';

        grandma->inherit(rrh);

        ~rrh();

        break;

 }

}

ranger = new Person(Person::Male);

scenery->attach(ranger);

ranger->attach(Weapon::Boomstick);

ranger->destroy(wolf); // makes .guts public

foreach(wolf->guts as people){

 rescued[] = People::LoadInstance(people);

}

if(rescued.count() > 1){

 scenery->load("happyEnd");

}else{

 // hmmm, I need some kind of story exception here?

}

Microsoft pomaga użytkownikom

Testujemy nowy kod z Tomkiem i Michałem. Ogólnie chodzi o to, że po migracji systemu na nowy serwer nagłówki sprzedające typy jakoś głupio działają. Klikamy więc, klikamy — nawet uzyskując jakieś sensowne rezultaty, gdy stwierdzam, że zobaczymy co IE7 powie na nasz kod.

Odpalam VirtualBoksa, bootuje XP, odpalam IE7. Klikamy. Sprzedał nam dokument ODF jako nieznany plik. Już miałem zamknąć okno, gdy zauważyłem przycisk pozwalający poszukać oprogramowania, które otworzy ten nieznany plik. Czy Microsoft poleci OpenOffice? Czekamy. Baza dany rozszerzeń plików firmy Microsoftu szuka, szuka i stwierdza, że po polsku to ona nic nam nie powie. Prosimy o angielski. Czekamy.

O rany! Plik jest zupełnie nieznany. Kto się spodziewał? Ale jest jeszcze jeden link, do Microsoft Marketplace. W temacie ODF-a znalazł się jeden programik, wtyczka do IE wspomagająca integracje z pakietem Zoho.

To samo mam u siebie. Gdy szukam oprogramowania, tak developerskiego, jak użytkowego, system trzyma mordę na kłódkę i nie wspomina o formatach konkurencji.

Oh, wait.

emil@heroina:~$ apt-cache search microsoft doc

libwmf-doc - Windows metafile documentation

libwps-doc - Works text file format import filter library (documentation)

libwv-1.2-3 - Library for accessing Microsoft Word documents

libwv-dev - Development files for the wvWare library

libwv2-1c2 - a library for accessing Microsoft Word documents

libwv2-dev - development files for Microsoft Word access library

openoffice.org-voikko - Finnish spell-checker and hyphenation for OpenOffice.org

aolserver4-doc - AOL Web Server 4 (Documentation)

cryptonit - A client side PKI (X.509) cryptographic tool

gpsbabel - GPS file conversion plus transfer to/from GPS units

gstreamer0.10-pitfdll - GStreamer plugin for using MS Windows binary codecs

latex2rtf - Converts documents from LaTeX to RTF format

latex2rtf-doc - Converts documents from LaTeX to RTF - documentation

libchm-dev - library for dealing with Microsoft CHM files (development)

libchm1 - library for dealing with Microsoft CHM format files

libjakarta-poi-java - Poor Obfuscation Implementation

libjakarta-poi-java-doc - Poor Obfuscation Implementation Documentation

libole-storage-lite-perl - simple class for OLE document interface

libwps-tools - Tools from libwps for converting Works text documents to HTML/RAW/Text

mailscanner - email virus scanner and spam tagger

nsis - Nullsoft Scriptable Install System (modified for debian)

python-adodb - A database abstraction library for python

r-cran-rodbc - GNU R package for ODBC database access

ripole - Extract attachments from OLE2 data files (ie, MS Office docs)

swish++ - Simple Document Indexing System for Humans: C++ version

testdisk - Partition scanner and disk recovery tool

wv - Programs for accessing Microsoft Word documents

libpango1.0-doc - Documentation files for the Pango

libpt-doc - Portable Windows Library documentation & sample files

openoffice.org-dev-doc - OpenOffice.org SDK -- documentation

mozilla-openoffice.org - OpenOffice.org Mozilla plugin

openoffice.org-dtd-officedocument1.0 - OfficeDocument 1.0 DTD (OpenOffice.org 1.x)

openoffice.org-filter-mobiledev - Mobile Devices Filters for OpenOffice.org

okular-extra-backends-kde4 - extra backends for okular

Różne kształty i kolory — pogromcy i potwory

Uwielbiam oglądać rysunki. Po prostu. Zostało mi chyba jeszcze z czasów czytania komiksów — niektóre panele dało się oglądać przez dłuższy czas i co chwila wpadać na jakiś detal, który wcześniej nam umknął. Z drugiej strony uwielbiam proste i szybkie szkice, które mają czasem więcej charakteru niż dowolna grupa poselska.

Dziś znalazłem stronę DrawerGeeks! — zawiera ona reinterpretacje znanych postaci ze świata komiksu, bajek i popkultury. Wielu artystów, wiele spojrzeń. Warto poklikać w pracy. Ostatecznie jest piątek!

Na koniec pozwolę sobie dać link do jeszcze jednego zbioru prac — tym razem jednego autora — Kyziera. Na forum przedstawił on graficzne interpretacje komiksowych bohaterów tłumacząc jednocześnie, czemu nadał im takie kształty i cechy. Bardzo dobra lektura.

Spiderman. Najlepszy, jakiego widziałem!

Spiderman


Out of Walentynki experience

Czwartek zaczął się e-mailami od klientów, że już za chwileczkę, już za momencik będzie trzeba pokazać nowe demo systemu. Okazało się, że nie tylko ja mam dziś dużo pracy: to samo przypadło thungowi i Pio. Zebraliśmy się wiec w jednym pomieszczeniu, powpinaliśmy się do sieci i zaczęły się produktywne Walentynki.

blip.jpg

Wpierw trzeba było przerwać lansy na Blipie i pootwierać te wszystkie okna związane z pracą.

padrethungpoczatek.jpg

Thung ruszył spokojnie podbijając punkty znajomości CSS — Pio pisał system, który miał zostać oddany tak dawno temu, że w tej chwili prowadzi negocjacje z wnuczkiem klienta, a sam klient zamienił się w kupkę proszku.

kawki.jpg

Praca bez kawy jest jak taka rzecz, która nie ma sensu i jest ciężka do zrobienia.

opipio.jpg

Ruszyli! Twarze pełne skupienie. Klik-klik-klik.

kod.jpg

Powoli powstaje poprawka. Powoli, bo utknąłem na banalnym algorytmie. Popełniłem podstawowy błąd i zamiast zabrać się za przemyślenie sprawy — zabrałem się za dopisywanie warunków, które niby miały coś pomóc.

piwo.jpg

Support. Nie pomógł. Ale ułatwił przełknięcie smaku porażki.

algorytmy.jpg

Ostatecznie poddałem się i zabrałem się za to, co powinienem zrobić na początku. Zapisać sobie na kartce co ja w ogóle chcę osiągnąć. Pisałem z uwagą godną lepszego celu.

sukces.jpg

Nirvana połączyła się z Eureką. Na szczęście obyło się bez wizyty w wannie. Analogowa kartka znów wygrała z cyfrowym debugowaniem zepsutego kodu.

notka.jpg

Ostatnia kartka, która okazała się zwycięską. Tak mało, a tak wiele.

koncowka.jpg

Koniec. To był produktywny dzień. Dużo kodu, zadeptanych bugów bez liku, jeszcze więcej nowych. Teraz trzeba dopić tę resztę piwa, która została. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze. Różnica taka, że Wam kazali sprzedawcy kartek z życzeniami i ciastek w kształcie serca, a nam klienci. ;-)


Dzielić się i mnożyć czytelników

Od zawsze byłem fanem zasypywania ludzi linkami w miejsca, w które nigdy by nie trafili, bo mają inne zajęcia: kobiety, śpiew, pracę. Żeby zwiększyć zasięg rażenia przeniosłem się z wysyłania ich przez IM na drogę mailową. Potem zdecydowałem, że pojedyncze osoby także nie spełniają mojej pasji śmiecenia. Przeniosłem się na listę dyskusyjną naszego grona przyjaciół, gdzie ludzie niezainteresowani także musieli choć na nie rzucić okiem.

Nadal mało. Postanowiłem więc przetestować moje śmieci na Webie i przykleiłem dziś zawartość jednego z takich e-maili na blaga, którego trzymam właśnie ku celom śmiecenia. Możecie sobie przeczytać, ocenić jak to wygląda i wyrazić opinię, czy chcecie taki “nielucki”-ludzki filtr RSS-ów.


Ruchu w biznesie ciąg dalszy

Ledwo zdążyłem zapomnieć o wykupie MySQL-a, a już firma Sun zrobiła kolejny ruch: zakupiła dziś firmę Innotek, autorów VirtualBoksa. Trzeba przyznać, że Słoneczko zgromadziło już całkiem niezłą kolekcję oprogramowania. Dodajmy do tego wydanie pierwszej wersji Nexenty, działania Iana Murdocka na rzecz ‘uładnienia’ Solarisa i mamy całkiem wybuchowy miks.

Czy Solaris zacznie powoli zabierać stacje robocze Linuksowi? Czy zje trochę rynku serwerom LAMP? Czy VirtualBox przestanie działać na Linuksie?

Dowiedź się więcej w następnym odcinku “Zakupy z Sunem: moja karta kredytowa jest lepsza od Twojej!”


Wychodzisz? Zapomnij o kłopocie.

Wychodząc z pokoju zostawiasz na ekranie swojego komputera różne rzeczy. Zalogowaną sesję do banku, kawałek notatki o higienie Twojego kolegi z pokoju, która trafi na biurko zarządu, program pocztowy. Pamiętasz, żeby za każdym razem “zablokować” dostęp do ekranu? Ja postawiłem na 3 minutowe opóźnienie wyciemniacza. Ale przez trzy minuty każdy może podejść i sobie kliknąć.

Do akcji wkracza BlueProximity.

Program ten jest apletem dla GNOME, który “wyczuwa” czy Twój telefon komórkowy jest dostępny via Bluetooth. Wychodzisz z telefonem w kieszeni, następuje automatyczna blokada dostępu do systemu.

Można też uzyskać efekt “automatycznego odblokowania” pojawiając się z urządzeniem w zasięgu.

Sprytny, malutki programik, który pokochają ludzie dzielący pokój z współpracownikami lub współlokatorami.

Użytkownicy Windowsa mogą wejść w posiadanie podobnego programiku za jedyne \$15.


Podręcznik o większości z Nas

Rodzina kiwa z politowaniem głowami? Dziewczyna wyniosła się dawno temu przegryzając przed wyjściem skrętkę? Znajomi uważają Cię za pożytecznego kretyna? Najwyższy czas podarować im Nerd Handbook!


MacBookAir: Ars rozbiera MBA i ogląda gołe części

Ars Technica, jeden z moich ulubionych portali o całym tym naszym IT zamieścił dwie recenzje MacBookAir. Jedną dla standardowej edycji a drugą, rozszerzająca dla wersji z dyskiem SSD. Jak zwykle w przypadku Ars opisy są dokładne i dają obraz produktu.

Żeby oszczędzić czytania leniwcom lub tym, którzy są zapracowani, postaram się zrobić mały skrót.

Apple przysyła MBA w ładnym, 40% mniejszym, pudełku (chrońmy środowisko naturalne), które zawiera ładowarkę, laptopa i o dziwo — aż dwa kable do monitora. Klapka, pod którym ukryto wszystkie trzy porty jest umiejscowiona tak, że większość urządzeń nie chce się w nią zmieścić. Polecane są kable przedłużające. Klawiatura mu się podoba. ;-) Trackpad z możliwością macania nie zmienił jego życia. Bardziej cieszy się z faktu, że jest on (trackpad) większy. Jeden głośny, monofoniczny głośniczek ukryty pod klawiszami nie robi na nikim wrażenia. Brak napędu optycznego autorowi nie przeszkadza, ale rozumie czemu innym już tak. Używanie napędu przez sieć bezprzewodową jest fajne, jak twierdzi, póki nie trafisz do miejsca w którym nie będziesz mógł zainstalować programiku do udostępniania. Przy okazji, programik dostępny jest tylko i wyłącznie na płycie instalacyjnej.

Rozmiar i waga wg. autora to 100% tego, czego oczekiwał od Apple. Dysk, to też to, czego oczekiwał od Apple. Bardzo Wolny Dysk, w standardzie. Każdy zna straszne historie, gdy plażowa piłka wytacza się i nie chce iść. Tu też się wytacza. WiFi bez rewelacji, działa, ale nie śmiga. Prawdopodobnie aluminiowa obudowa pomaga sygnałowi iść w inną stronę.

In my standard battery test, where I disable all power-saving features, set the screen brightness at maximum, turn on the Wi-Fi and play an endless loop of music, the MacBook Air’s battery lasted 3 hours, 24 minutes. That means you could likely get 4.5 hours in a normal work pattern, almost the five hours Apple claims.” \~Walt Mossberg

No, jeżeli czyjś normal-work-patter to słuchanie muzyki w loopie, to może i tak.

Wróćmy do Ars. Laptop wydaje się być dobrze zbudowany i bardziej wytrzymały, niż na to wygląda. Przeżył nawet jedną podróż na podłogę. W testach wydajnościowych — co w miarę oczywiste — MBA zebrał w tyłek od swoich mniej anorektycznych braci.

Rzeczy dobre: rozmiar, wytrzymałość mimo wyglądu, działa dobrze jako przenośny terminal Internetowy (tego trochę nie rozumiem, ale dobrze, to Ars pisało)

Rzeczy słabe: Manager migracji ssie 1, Twoje urządzenia USB pewnie się nie zmieszczą w klapkę, nie jest dość mocny w porównaniu z innymi jabłkami.

Rzeczy paskudne: Dysk, bateria.

Drugi tekst skupia się na pytaniu “Co da Ci dodatkowy wydatek dodatkowych \$1300?”. Kondensując już bardzo szybko cały artykuł: niewiele. System wstaje szybciej (11.5 sekundy), dzięki szybkiemu dostępowi do dysku, niektóre operacje nie wytaczają plażówki. Życie baterii nie uległo wielkiej poprawie, ogólna szybkość aplikacji poprawiła się tylko dzięki różnicy zegarów (1.6 vs. 1.8).

  1. Po szczegóły odsyłam do tekstu

Spicebird czyli Thunderbird zderza się z Evolution, które podglądało Outlooka

Często powtarzającą się uwagą w kierunku pomysłu “Linux na biurku” jest brak dobrego systemu kalendarzy, wiadomości i notatek, spiętych w jedno. W świecie korporacji niekwestionowanym królem tego poletka jest Outlook i własnościowy serwer Exchange. W świecie Open Source powstało kilka projektów, mających dostarczyć podobnej funkcjonalności, z najbardziej popularnych dzięki dołączeniu do biurka w Ubuntu wymienię Evolution — niestety, brak możliwości implementacji protokołu Exchange (lub jego częściowa implementacja) powodują, że program taki nie może po prostu zająć miejsca Outlooka.

Ale nie o problemach z wywalczeniem sobie miejsca na rynku chciałem tu pisać. Przeglądając sieć natrafiłem na nowy projekt z gatunku poczta-kalendarz-newsy-kontakty. Tym razem zamiast wynajdywać od nowa koło postanowiono skupić się na czymś, co już działa — i to nieźle — i dobudować niezbędne elementy.

Spicebird jest programem opartym na kodzie Thunderbirda z dołączonym kalendarzem i systemem gadgetów. Po uruchomieniu czwartej bety otrzymamy okno podzielone tabami dostępnymi u góry, które pozwalają nam przechodzić między funkcjonalnościami programu. Zaczynamy od “Home”, które jest niczym więcej jak tablicą (“dashboard”) na do umieszczania gadetów. Na teraz nie ma tego wiele: jest czytnik RSS, zegary pokazujące czas w różnych częściach świata, szybki wgląd w listę zadań i kalendarz i podgląd folderu pocztowego. Dla mnie to bardzo dobry pomysł. Czytnik RSS nie jest może tak potrzebny, ale szybki wgląd w dany folder poczty, zadania na dziś 1 to większość informacji, których potrzebuję po odpaleniu klienta pocztowego. “Co mam zrobić i kto z klientów napisał”. Wskaźnik mojej zajętości.

Spicebird -
home

Chciałbym opisać różnice między Thunderbirdem a częścią pocztową Spicebirda, ale ten drugi nie chce za nic na świecie odebrać poczty z serwera, który posługuje się certyfikatem SSL stworzonym przez “jednostkę niezaufaną”. 2 Na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od standardowego wyglądu Grzmotoptaka. Dla wielu będzie to niewątpliwa zaleta.

Kalendarz. Tu też mamy w miarę standardowy zestaw możliwości. Różne typy widoków, zadania, lokalne kalendarze i kalendarze zewnętrzne (hostowane gdzieś przez WebDAV, Google Calendar, ICS), możliwość zaproszenia do uczestnictwa w wydarzeniu.

Spicebird -
calendar

Podsumowując: Jak na czwartą betę nie jest źle. Gdybym mógł odebrać pocztę prawdopodobnie dałbym szansę Spicebirdowi. Mam jednak wątpliwości, czy sam projekt jest na tyle nowatorki, by przyciągnąć użytkowników i programistów. Prócz zakładki “Home” nie ma w nim absolutnie niczego, czego nie dostarczyłby standardowy Thunderbird i jedna z wtyczek z Kalendarzowego Projektu projektu Mozilla.

Brak możliwości komunikacji z serwerem Exchange po raz kolejny zmusza nas do wykreślenia nazwy programu jako potencjalnego zastępcy Outlooka. Ewentualne przeniesienie pracowników z jednego systemu w drugi wymagałoby zbudowanie własnej infrastruktury i przeszkolenie wszystkich użytkowników. Nic takiego raczej się nie stanie.

Moim drugim problemem z tego typu programami jest to, że mając do wyboru budowanie własnej infrastruktury mającej dostarczyć pocztę i kalendarze dla małej organizacji, a użyciem Google Apps, nie wahałbym się ani chwili nad ofertą Google.

Trzeba przyznać, z pewną przykrością, że otwarte FOSS nie dostarcza niczego innowacyjnego w kategorii oprogramowania biznesowego. Zdaję sobie sprawę, że wynika to ze specyfiki ruchu, który raczej koncertuje się na robieniu rzeczy zabawnych i takich, które rozwiązują ich własne problemu 3 niż na projektowaniu systemu, który pozwala dwóm krawaciarzom umówić się na posiadówkę w pokoju 304.

Mimo to, trzeba sobie uzmysłowić, że biurko to nie tylko trójwymiarowy sześcian i efekt spalającego się okna. To także miejsce pracy gdzie możliwość dodania notki jest ważniejsza od półprzeźroczystej konsoli.

PS. Wiem, że nie ma żadnej winy FOSS-owskich developerów w fakcie, że Exchange jest zamknięty. Tak, jak GG. Tak jak dziesiątki innych protokołów. My to wiemy, ludzie używający oprogramowania mają to w nosie. Ja mogę mieć Jabbera i kalendarz w WebDAV-ie, Jack R. User nie. Zanim dostarczymy lepsze rozwiązanie trzeba włożyć jakoś nogę między drzwi.

  1. na dziś zadania “na dziś” mają buga i pokazują jedno zadanie kilka razy
  2. czyli mnie
  3. ”Szkracz maj icz”

Krzyż:Kross w Łodzi

Za tydzień, w piątkowy wieczór, w łódzkim klubie Bagdad Cafe odbędzie się koncert grupy Krzyż:Kross. Demoscenowcom nie trzeba ich przedstawiać, dawali koncerty na parties. 1 Osobom, które konsumowały swoją młodość w inny sposób, opiszę krótko o co chodzi z Krzyż:Kross: jest to sobie ekipa, grająca muzykę przy użyciu kilku C64. Psychodeliczna elektronika, disco punk, etc. Zabawa zwykle jest świetna.

Zapraszam więc wszystkich fanów C64, dziwnej muzyki i duchoty Bagdadu na dziwny koncert dziwnych ludzi. Przypominamy: piątek, 2008.02.08, 22:00, wjazd 10 PLN.

  1. nadal szukam drania, który mnie przypalił papierosem pod “sceną” w Poznaniu. Mosh-pit i papierosy się nie łączą, głupku

Firefox w kontekście systemów operacyjnych

Byte bloguje o tym, że Hubert bloguje o integracji Fx z systemami operacyjnymi. Świetnie się składa, bo akurat miałem napisać o czymś podobny. Myślę, że moje fanatyczne oddanie klawiaturze jest znane wielu czytelnikom. Zawsze uważałem, że większość rzeczy zrobię szybciej przy pomocy klawiatury niż próbując celować w małe kwadraciki małą strzałeczką. Nie jestem kompletnym radykałem w tej kwestii. Graficy mogą używać klawiszy kursora zamiast ‘j’ i ‘k’. ;-)

Żartuję oczywiście.

Tydzień temu przesiadłem się z ION3 na jeszcze wspanialszy WM jakim jest wmii. Dzięki temu mogę już praktycznie nie odrywać rąk z klawiatury. Postanowiłem poszukać jeszcze jakiejś wtyczki, która polepszy moje życie z Firefoksem. Chwila z Googlem i okazało się, że ktoś — chyba niespełna rozumu 1 — napisał wtyczkę naśladującą obsługę Vi dla Fx. Nazwa tego szatańskiego wynalazku: Vimperator. Trzy, cztery minuty i już byłem w tym zakochany. ESC:tstrona.pl — już otwiera się strona.pl w nowym tabie. ESC:bmark — strona, którą oglądam trafiła właśnie do bookmarków. Tak, mógłbym robić F6strona.pl i CTRL+D-Tab-Enter ale przecież piszemy o integracji z systemem.

Jak to wygląda? Jakoś tak.

Vimperator

Pusty tab. Na dole, jak widać, znana linia statusu i operacja :open ubuntu.com

VI+Fx+Ubuntu

Tu, standardowo. Strona załadowana. Można oglądać. ;-)

VI+Fx+Tab

Tak jak w Vimie, tabulator dopełnia wszystko: od rozkazów, przez zakładki, po adresy stron wcześniej odwiedzonych. Działa to dużo sprytniej niż find-as-you-type użyte w ostatniej becie Swiftfoksa.

Dlaczego uważam, że kombinacja wmii i Vimperatora jest taka wspaniała?

  • Mój mailer
  • Mój edytor
  • Mój WM
  • Moja przeglądarka
    • używają tych samych skrótów, dają się obsłużyć w całości bez używania myszki
  • Po co mi Gnome czy KDE pod spodem, skoro dekstop całe dnie jest przykryty kilkoma oknami?
  • Paskudne” dla Was — niezbędny minimalizm dla mnie. Komputer nie miga do mnie, nie wyskakują mu popupy z powiadomienie, że stała się kolejna rzecz, która mnie kompletnie w tej chwili nie interesuje
  • Ktokolwiek siada przed moim laptopem drapie się w głowę i poddaje się po minucie
    • Tak samo czułem się, jak mi pierwszy raz odpalili sesje telnetu w PDi.
      • Różnica jest taka, że ja byłem ciekaw i uparty w dolinie UNIX-ów
  • Przepraszam netto
    • za “zajumanie” wcięć i listy ;-)

Jak widzie, nie tylko błyszczące systemy operacyjne — czy też środowiska graficzne — mają własną wersję Fx. Są też wersje dla grup specjalnej troski do której z wielką radością się zaliczam.

W następnej notatce: MyLittlePonyFx, SamoopalaczGnome i BiałyPasekStartBar dla ludzi o rozwiniętym wyczuciu mody.

  1. za to go kochamy

Minus

Jestem absolutnym wariatem na punkcie komiksów. Uściślę: jestem absolutnym fanem komiksów publikowanych w sieci. 1 To pierwsza kategoria w czytniku RSS, którą przeglądam do porannej kawy. Niestety, “rynek” stripów nie jest aż tak prężny i po pewnym czasie coraz trudniej wpaść na perełkę. Dziś się udało.

Od 2006 niejaki Ryan Armand rysuje komiks pod nazwą Minus. 2 Jest tu wszystko, co lubię: przyjemna kreska, humor i coś, czego nie mają inne komiksy, które czytam. Nie wiem jak to określić, ale pierwsza nazwa jaka wpadła mi do głowy to “Mikołajkowatość”. Czytaliście kiedyś “Przygody Mikołajka” Goscinnego i Sempé? Takie było moje pierwsze wrażenie.

No, ale dość już pisania o czytaniu komiksu. :-) Jest 2:55 nad ranem, właśnie skończyłem pracować i mogę zatargać laptopa do łóżka i przeklikać wszystkie dostępne odcinki. Potem pozostaje tylko patrzeć z uporem na czytnik RSS.

  1. Kiedyś mam zamiar opublikować listę The Best Of, tylko jeszcze ją z Mr. Shotem przedyskutuje
  2. link do pierwszego stripa

Kolejny gracz na rynku “małych” przeglądarek

Skyfire to nowa przeglądarka dla telefonów z systemem Windows CE. Prezentacja, którą przygotował Ed Hardy z serwisu Brighthand wygląda naprawdę zachęcająco. Przeglądanie YouTube, bardzo dobry silnik renderujący (ciekawe, czy to ich własna produkcja, czy posiłkowali się KHTML/WebCore), ładnie działająca opcja skalowania zawartości strony z możliwością dostosowania tekstu tak, aby nie uciekał poza ekran. W porównaniu z tym, co widziałem na IE dla CE, to jak błogosławieństwo. Hm, zasadniczo to takie samo błogosławieństwo jak zostawienie IE6 na desktopie.

W tej chwili Skyfire jest w fazie beta (która dzięki Google Beta Syndrome nie znaczy już zupełnie nic) i można zgłosić swoją kandydaturę na testera.

Przeglądarki na telefonach, na początku bolesne w użyciu i wyśmiewane przez wszystkich, zaczynają coraz bardziej przypominać kolejne narzędzie, a nie dodatek dla lanserów. Pomysł przeglądania zasobów sieci przez telefon nie podążył ścieżką rozwoju “aparatów fotograficznych” w telefonie. Mamy więc Operę Mini, Operę Mobile, Safari, drugą betę OWB i nieustające próby wsadzenia Gecko na małe, przenośne urządzonka.

Sam od roku używam non-stop sieci dzięki Blackberry. Ciężko mi sobie wyobrazić, że nie mógłbym sprawdzić w dowolnym momencie czegoś ważnego, przeczytać na Wikipedii o odtrutce na to, co właśnie dolała mi do kieliszka zniesmaczona znajomością kobieta, czy wybrać opcję “random” w Bashu i pośmiać się do siebie w środkach komunikacji miejskiej.


Maria ukoi MyISAM?

No i mamy kolejną nowinkę. MySQL doczekał się pierwszego wydania nowego silnika składowania danych, który w przyszłości (MySQL 6.0) zastąpi standardowy silnik MyISAM. Do zalet starego silnika ma dojść kilka nowych rzeczy:

  • Transakcje (mamy już w InnoDB)
  • Lepsze operacje na BLOB-ach, w tym wybieranie dowolnej części BLOB-a
  • Optymalizacja pod kątem rozmiaru bazy i wymaganej pamięci
  • MVCC
  • Możliwość zakładania LOCK-a na poziomie pojedynczego rekordu
  • Kopie bezpieczeństwa możliwe do odtworzenia z logów serwera (po części możliwe z binlogiem)

Zapowiada się przyjemne uzupełnienie InnoDB. Więcej informacji można przeczytać na  blogu jednego z autorów silnika z dokładnym opisem funkcjonalności dostępnych i planowanych.


Konsolidacja czy też pożeranie FOSS?

Obyś żył w ciekawych czasach”. Po niedawnym zakupie MySQL-a przez firmę Sun dziś światło dzienne ujrzała kolejna, dość niespodziewana, informacja. Fińska Nokia wykupiła Trolltech, autorów biblioteki Qt stanowiącej podstawę KDE. To dość ciekawy ruch ze strony Nokii. Sam fiński gigant ma pewną schizofrenie w temacie standardów i wolnego oprogramowania: z jednej strony sprzedaje PDA działające pod kontrolą Linuksa (N7xx/N8xx), z drugiej sprzedaje FUD w sprawie OGG-a.

Czyżby Maemo nie okazało się dość dobre? Czy QTopia będzie stanowić podstawę nowych telefonów? Co na to wszystko developerzy KDE? Co z Androidem? Co z zapowiadaną zamianą licencji Qt na GPL3?

Ciekawe czasy, nie ma co. Powstaje pytanie: czy uznane firmy, duże, firmy wykupujące mniejsze FOSS-owskie to komplement dla dokonań i modelu rozwoju czy tylko drenaż talentów? Z pewnością przekonamy się już niedługo.


Diff z pakietu Subversion i białe znaki

Uwielbiam Subversion. Proste do ustawienia, szybkie, dużo fajowych narzędzi dla rozmaitych systemów operacyjnych. Niestety, nawet dobre narzędzie potrafi być zgwałcone przez nieodpowiednie używanie. Mogłem ignorować ludzi dodających binarne pliki (jeden z moich branchów ma binarkę Quake 3, nie pytajcie) ale to, co otrzymałem ostatnio jako poprawkę załamało mnie.

Niektóre edytory mają ciekawe podejście do białych znaków. Dodają entery, zamieniają tabulacje na spacje, zamieniają ostatni znak tabulacji na tabulator plus dwie spacje. Cuda, po prostu, cuda. Wystarczy, że ktoś doda (hm, ciekawe jak tę notkę wypozycjonuje słowo ‘doda‘ ;-) taką zamianę i cała procedura budowania patcha idzie do piachu. Diff z pakietu Subversion nie potrafi ignorować zmian białych znaków. To powoduje, że w wyniku porównania zaznaczone są absolutnie wszystkie linie. Każda, w której zmienił się enter i spacja. Kłopotliwe.

Mógłbym wymusić standaryzacje edytorów, ale moje pokłady charyzmy nie starczą by przekonać ludzi, że Vim jest ich edytorem.

Popatrzyłem w pomoc SVN-a:

--diff-cmd arg           : use ARG as diff command
-x [--extensions] arg    : Default: '-u'. When Subversion is invoking an
external diff program, ARG is simply passed along
to the program. But when Subversion is using its
default internal diff implementation, or when
Subversion is displaying blame annotations, ARG
could be any of the following:

Wspaniale. Przetestowałem to na swoim projekcie i uzyskałem wreszcie poprawne wyniki, dzięki którym mogłem przeanalizować zmiany naniesione przez panią programolog z pokoju obok.

Teraz wystarczy dodać tylko odpowiedni alias do pliku z konfiguracją powłoki i cieszyć się poprawnie sformatowanym diffem.

alias svndiff='svn diff --diff-cmd diff -x -wb '


Zbuduj swój “Media Center”, czyli GeeXboX

Linux napędza coraz więcej urządzeń: telefony (+ platforma [Android](http://code.google.com/android/[/ref], PDA (choćby seria 8xx Nokii), sub-laptopy (Asus EEE, OPCL), cyfrowe magnetowidy (TiVo) oraz systemy informacji publicznej (aka info-kioski). Firmy doceniają możliwość modyfikacji kodu, wyboru platformy sprzętowej i ogólnej dostępności rozwiązań. Prócz przedsięwzięć czysto komercyjnych, jak to w świecie FOSS, powstają projekty, które można użyć bez potrzeby zakupu dedykowanego sprzętu.

geexbox-logo-trans.pngOstatnia moda na domowe centra rozrywki zrodziła kilka projektów mających na celu dostarczyć gotowe do użycia dystrybucje Linuksa, których jedynym zadaniem jest odgrywanie muzyki i odtwrzanie filmów. Jedną z nich, której rozwój śledzę, jest GeeXboX.

Co oferuje GeeXbox? Niewiele, ale właśnie tyle, ile mi potrzeba.

Formaty wspierane:

  • MPEG 1/2
  • MPEG 4
  • Ogg
  • RM
  • MP3
  • FLAC
  • WMV/WMA
  • Matroska
  • Analogowe strumienie radia i telewizji (jeżeli macie odpowiednią kartę, oczywiście)

Gikopudełko” użyje także zasobów Samby, NFS-a, bezprzewodowej karty sieciowej i pilota. Całość, w formie ISO, zajmuje około 7 megabajtów. Po uruchomieniu systemu z płyty, całość wczytuje się do pamięci i pozwala usunąć nośnik z napędu. Od tej pory mamy nasz prosty i przyjemny media-center. Oczywiście, istnieje też możliwość uruchomienia komputera z USBKeya.

Co jeszcze jest słodkiego w tym projekcie? Generator ISO. Przy pomocy prostego programiku możecie wybrać kodeki, których legalnie nie można dołączyć z dystrybucją, pobrać tematy (lub wgrać swoje), dobrać sterowniki do urządzeń (szczególnie karty WiFi, które wymagają blobów do działania), ustawić sieć, dzwięk i audio. Pobrać czionki czy ostatecznie, zmienić parametry MPlayera, na którym cały projekt jest oparty. Po wybraniu wszystkich opcji wystarczy wcisnąć “Compile” i po chwili otrzymamy nasze własne, wyjątkowe ISO.

Wydajność? Myślę, że cholernie dobra. Testowałem wcześniejszą wersję na P2/350 i większość z mojej kolekcji The Simpsons nie sprawiała najmniejszego problemu. Oczywiście, czasy się zminiły i kodeki stały się bardziej procesorożerne.

Podsumowując: gdybym miał telewizor, obok niego stanąłby mały komputerek, gotów do otwarzania mojej kolekcji kreskówek. Generator ISO jest pomysłem genialnym i pozwala zbudować coś co konfigurujesz raz i masz z głowy. Dodatkowo nie potrzeba dysku w komputerze, który będzie naszym playerem. Starczy mu sieć. Zdecydowane zwycięstwo w walce z wszechogarniającym hałasem komputerów.

PS. Zapomniałem o jeszcze jednej rzeczy. Generator ISO może dołączyć pliki wideo do odgrywania. Wyobraźcie sobie rozdawanie płyt znajomym z Waszym ślubem/pogrzebem/meczem/koncertem, które nie dość, że “same się grają” to mają jeszcze menu z Waszymi mordami — “hał kul iz dat?


Konkurencja była ciężka, ale daliśmy radę

C64 vs Mac
Air


Uratuj planetę unikając ganiających się, transparentnych, kulek

Jedzenie to rytuał. Podczas jedzenia następuje wymiana poglądów, opinii na temat pogody i wczorajszego meczu, który Twoja drużyna znów przegrała z kretesem. Przy jedzeniu padają pytania, z natury zabawne, na które nikt nie spodziewa się uzyskać odpowiedzi.

Jak bardzo MySpace przykłada się do wyniszczenia środowiska?” — to jedno z nich. Dobre na żart. Oczywiście istnieją na świecie takie osobniki, które na “okołoobiadowy” żart poszukają odpowiedzi na serio.

Matthew Garrett opublikował papier zawierający jego rozważania nad wyniszczającymi środowisko produktami Adobe. Kolejny powód do używania AdBlocka.

W następnym tygodniu organizujemy grupę protestacyjną i będziemy napadać na użytkowników Getnoo i FreeBSD. Wiadomo, że oni i Flash powodują najwięcej efektu cieplarnianego


Gmailowe konto i Mutt, czyli jak szybko zerknąć w pocztę

Wszyscy wiemy, że żyjemy w dekadzie Google.  Google dostarcza nam wielu usług: od wyszukiwarki zaczynając, a kończąc na czyniku RSS-ów. Gmail, czyli poczta wg. Google, jest jedną z najpopularniejszych usług. Pojemność liczona w gigabajtach, dobry interface, zintegrowany komunikator, wyszukiarka i super filtr antyspamowy. Dla wielu osób adres w domenie gmail.com stał się tym podstawowym.

Ręka do góry kto  czuje choć raz dziennie parcie, żeby sprawdzić co tam się nowego w skrzynce pojawiło. Możecie opuścić. Na przyszlość poproszę, żeby podnieśli Ci, co nie muszą sprawdzać poczty, będzie łatwiej liczyć. Często widuję sytuacje, gdzie gość prosi o udostępnienie komputera w celu sprawdzenia poczty, wpisuje gmail.com i po chwili… ląduje w skrzynce właściciela. A tam już czają się potwierdzenia nadania nieoznakowanej paczki ze sklepów, nowe wiadomości z listy miłośników długich paznokci u nóg i inne rzeczy, których wolałbyś nie wiedzieć.

Do tego dochodzi potrzeba przelogowania się i wylogowania, o którym możesz zapomnieć. Twój Inboks też może straszyć małe dzieci.

Co robić? Oczywiście, nosić zawsze laptopa. Wasze wykręty, że nie macie laptopów mnie nie przekonują.

Można też użyć bardzo popularnego wśród użytkowników *NIX-ów klienta pocztowego. Mutt się zwie. Jeżeli wizytujecie dom w którym jedna z maszyn działa pod jakimś *NIX-em macie problem z głowy, są olbrzymie szanse, że Mutt już siedzi i czeka. Gdy trafiłeś do domu z maszynami działającymi pod kontrolą Windowsa musisz wpierw zgrać całą pornografię na przenośny USB key a potem zainstalować PuTTy, który umożliwi im zalogowanie się do jakiegoś zdalnego systemu. Pod MacOSX z pewnością da się odpalić Mutta natywnie, ale przecież nikt z nas nie ma przyjaciół z MacOSX. 1 Kiedy już dopadniemy do komputera na którym da się odpalić Mutta, nie pozostaje nam nic innego jak wpisać proste zaklęcie:

mutt -f imaps://TwojeKonto@gmail.com@imap.gmail.com

gdzie TwojeKonto nazywa się zupełnie inaczej.

gmail1.jpg

Po chwili Mutt zapyta nas, czy chcemy zachować certyfikat SSL wysłany przez imap.gmail.com — możemy chcieć. Możemy chcieć raz. Po wybraniu tej opcji Mutt zapyta nas o hasło do konta. Podajemy własne hasło lub straszymy osobę, od której hasło chcemy uzyksakć, obcięciem palca i wpisujemy je. Minie chwilka, dwie lub siedemnaście (zależnie od tego ile śmieci trzymacie) a naszym oczom ukaże się zawartość naszej skrzynki.

gmail2.jpg

Teraz szybki kurs obsługi Mutta. Strzałki ↓↑ pozwalają nam wybrać e-mail. Enter pozwala go przeczytać, naciśnięcie ‘d’ go skasuje. Naciśnięcie ‘q’ podczas czytania e-maila powoduje powrót do głównej listy. Resztę doczytajcie sobie zpomocniczka dostępnego pod ‘?’.

W ten oto sposób możecie czytać swoją Gmailową skrzynkę bez zaglądania w cudzą, bez potrzeby odpalania przeglądarki. W ogóle polecam zapoznanie się z Muttem. To piękny program. Taki, który nie stara się być wszystkim, a robi jedną rzecz dobrze.

  1.   ;-)

RIAA dostaje z kija

Zawsze nurtowało mnie pytanie: Jak to jest, że strony potężnych instytucji czy ważnych ludzi tak łatwo poddają się działaniu hackerów? 1 Kiedy mówię łatwo, to znaczy, że zwykła modyfikacja URL-a wystarczy. Dziś padło na stronę RIAA na której stronie, w sekcji news-roomowej, kod pozwalał wstawić różne rzecz (kawałek HTML-a, zapytanie SQL-a).

Choć sama zabawa nie jest zbytnio twórcza, to czasem przytrafiały się w linkach perełki:

riaa_1.png

Ile raz widziałeś, żeby news na RIAA wskazywał na thepiratebay.org? ;-)

riaa_3.png

Nie wiemy co na to Randall. Promocja XKCD na RIAA.com to żadna promocja. Całość nie skończy się dobrze. W chwili gdy to piszę w bazie artykułów na zmianę pojawiają się i znikają wpisy. Prawdopodobnie ktoś sprzedaje DELETE przez SQL a jakiś nieświadomy administrator ładuje tablicę z backupu i tak w kółko.

Mam nadzieję, że autor tego wspaniałego kodu wróci w poniedziałek i zrozumie jaki fatalny, idiotyczny błąd popełnił. Może będzie mu przykro. W sumie pracuje dla korporacji, a ta korporacja to RIAA. Chyba “przykro” nie należy do polityki firmy. Z pewnością otrzymamy prasówkę winiącą lobby pirackie za ich durnych pracowników.

  1. Hackerów. Tak, wiemy, że to słowo jest zdecydowanie za duże na zabawy w injection, ale nie chcę wymyślać jakiegoś głupiego terminu. Zostaje hacker. ;-)

Lasso na procesy [Windows]

Proces w systemie operacyjnym, bez względu na to, jaki jest ważny, może spróbować skonsumować wszystkie Twoje zasoby. Czasem pracę nad czymś ważnym przerywa Ci poszukiwanie programu, który właśnie zaczął dla własnej przyjemności liczyć fraktale i wklejać je sobie do clipboardu.

Dawno temu, na AmigaOS, wyszedl programik o nazwie Executive. Jego zadaniem było dostarczyć systemowi Amigi narzędzi pozwalających na automatyczne zmienianie priorytetów procesów zgodnie z predefiniowanymi wartościami. Program X mógł startować od razu wyżej, niż inne, a program Y mógł być wskazany jako nieważny, któremu cykle procesora możemy odebrać.

Windows 1 ma też swoją edycję “Executive”.

Process
Lasso

Process Lasso” to programik pozwalający trzymać Wasze ~~bydło~~ procesy za ~~rogi~~ priorytety. Można go odpalić na 2000, XP, 2003 i Viście. Sama aplikacja jest prosta, łatwa i przyjemna — mam nadzieję, że dzięki niej będziecie mogli zapanować nad dzunglą procesów i usług, jaką jest Windows.

  1. jeżeli dziwi Was, że piszę o systemie, którego nie używam to powiem od razu, że wielu moich przyjaciół używa i pewnie docenią informację o takim programie

Każdy ma takiego superbohatera, na jakiego zasłużył

Komiks przez wielu traktowany jest jako coś czysto rozrywkowego. Słowo “komiks” łączy się  w naszej głowie z postaciami Spidermana, Wolverine, Kajka i Kokosza. Autorzy komiksów przemycają czasem do swoich prac ziarnka moralności i okruszki edukacji.

Albo abstrakcji. No bo czy ktoś widział wcześniej komiks o programowaniu w LISP? Osobiście jestem zachwycony tą formą i mam zamiar jutro dać LISP-owi szansę. :-)


Znak plus w adresach e-mail

Wszystkie serwisy mają (OK, wszystkie powinny mieć, nie wszystkie mają) podlinkowany dokument dumnie nazwany polityką prywatności. W treści tych dokumentów, po wstępnych zapewnieniach, że wszyscy szanują Twoją prywatność i oni nigdy nic z tych rzeczy, są wymienione różne ustępy, paragrafy i inne przypisy, których nigdy nie czytasz.

I agree

Nie macie czasem ochoty, żeby dowiedzieć się kto Was zrobił w konia? Jeżeli macie własną domenę, to z pewnością można po prostu założyć kilka aliasów z nazwami serwisów, którym zostawiacie swój adres. Trochę dużo dodatkowej roboty. A przecież można prościej!

Każdy adres e-mail po nazwie użytkownika a przed @ może zawierać znak plus i dowolny ciąg znaków dozwolonych przez RFC. Jak to wygląda? Załóżmy, że mamy adres spambox@example.com i chcemy go sprzedać serwisowi Nasze-Lasy. W formularzu rejestracyjnym podajemy więc spambox+naszelasy@example.com — jeżeli serwis Nasze-Lasy kiedykolwiek zdecyduje się nam przysłać coś głupiego, adres e-mail pod który został wysłany spam natychmiast zdradzi złoczyńców.

Zabiegu tego można użyć też do wygodnego filtrowania poczty. Pozbycie się wszystkich e-maili wysłanych przez dany serwis będzie kwestią tylko jednego filtru, nawet jeśli zmienia się nadawca w polu From:

Wady? Są — nie tyle wady samego sposóbu co problemy programistów z uszanowaniem poprawego adresu e-mail z znakiem plus. Wiele gotowych RegExpów, których używamy do sprawdzania formularzy, nie potrafi przejść do porządku dziennego nad dodatkowym znakiem. Jeżeli cokolwiek wykracza za znaki alfanumeryczne i myślnik to od razu rzucają one błąd. W takim wypadku nie pozostaje nam nic innego jak poinformować autorów lub wrócić do metody na aliasy.


Powroty cieszą najbardziej

No i wróciłem. Pewnie nikt nie zwrócił uwagi, ale przez jeden dzień bronikowski.com było całkowicie wycięte. Pomiędzy pracą a spotkaniem udało mi się zestawić nowy blag i przygotować archiwum starych postów. Więc jeśli ktoś podlinkował coś ze starego blaga — nie ma strachu — archiwum przejmie zapytanie i wyświetli post.

Nowy blag ma być odpolityczniony, pozbawiony prywaty i ciekawy. Ostatniemu się nie udało. Polityka grubej greski FTW.

Mam nadzieję, że będzie się miło czytało.

PS. linka do feeda też nie trzeba zmieniać.