Béton brut

Pokaż mi Twojego ThinkPada, a powiem Ci kim jesteś!

Trzy ThinkPady, trzy historie odciśnięte na pokrywach LCD. Który z nich może być mój? 1 Nagród nie wyślemy pocztą.

  1. Jeden jest az-a, drugi nozbiego. ;-)

Piwo korzenne, duchy i pięć minut z Guybrushem

Jestem fanem, nie — fanatykiem — serii przygód niezbyt udanego pirata 1 Guybrusha Threepwooda. “Secret of the Monkey Island” oraz “Secret of the Monkey Island 2: LeChuck’s Revenge” ukończyłem jeszcze w czasach, gdy nie musiałem się golić. Nadal z wielką przyjemnością odpalam sobie ScummVM i klikam po znajomych miejscach, czytam te same dowcipy i nadal się z nich śmieję.

Ba, po tylu latach nadal odkrywam rzeczy, które wcześniej przeleciały mi nad głową.

Wczoraj w nocy stwierdziłem, że chyba coś mi uciekło. No i oczywiście przypomniałem sobie o “Curse of Monkey Island” — części na którą się zawsze śliniłem, a w którą nigdy nie dane było mi zagrać, bo byłem wtedy jeszcze amigowcem. 2 Szybkie wyszukiwanie w Allegro i już idzie do mnie paczuszka z pudełkiem pełnym czarów LucasArtu. Nie mogąc się doczekać postanowiłem pooglądać jak wygląda gameplay w “Klątwie”. Wygląda bosko.

Na końcu znalazłem coś, co mnie rozbiło: pięciominutową animację pokazującą historię z pierwszej części gry. Samo mięso, sam śmiech. Każdy, kto zna tę grę musi to zobaczyć. Nie ma wymówek.

Nie zapraszajcie mnie w weekend na imprezy. Będę na Małpiej Wyspie. :-D

  1. to taki Rincewind siedmiu mórz
  2. Buuu! Hiss!

Democamp, 24-25.06.2008

W dniach 24 i 25 czerwca, w Szczyrku, odbyła się konferencja Democamp, na której miałem przyjemność gościć. Sama impreza była wręcz przepełniona wydarzeniami i wprost nie mogę nie napisać kilku słów raportu.

Swoją podróż na imprezę rozpocząłem w poniedziałek, tak żeby mieć czas pozwiedzać zanim zacznie się część oficjalna. Na moje szczęście na miejscu byli też już organizatorzy (Adam, Kuba, Paulina, Wiktor) i mogłem pozwiedzać lokalne knajpy w doborowym towarzystwie. W ramach sportowego współzawodnictwa rozegraliśmy turniej w trambambulę i ping-ponga. Tak minął dzień zero.

Dzień pierwszy to śniadanie, moje pierwsze podejście pod górę 1 no i ostatecznie wybiła godzina, w której rozpoczęto serię prezentacji. Zanim jednak oddano mikrofon prelegentom mieliśmy okazję wysłuchać krótkich wystąpień organizatorów nowych spotkań *camp: krakowskiego Krakspotu, olszytńskiego Olcampu i jeśli mnie pamięć nie myli, przedstawiciela Szczecina. Niestety, moja pamięć uległa tutaj jakiemuś uszkodzeniu i nie mogę zdradzić detali, ani czy w ogóle ta sprawa miała miejsce.

Serię prezentacji rozpoczął Dominik Koza, razem z pomagającym mu (występującym jednocześnie w roli kamerzysty) z doskoku Maciejem Budzichem. Tematem był Kodeks Blogerów – rzecz mocno aktualna zważywszy na coraz większe zainteresowanie firm reklamowaniem swoich produktów i usłuch przy użyciu „nowych mediów”. Dominik opowiedział pokrótce historię powstania samego Kodeksu, oraz to, które dziedziny z życia blogera ma on regulować. Chodzi głównie o etykę w pisaniu o produktach, stosunek marketerów do blogerów (padło wiele przykładów – tak od prezentujących jak i z sali), a całość przesłania podsumował Maciej używając trzech prostych do zrozumienia słów „Nie kłam, kurwa”.

Zaczęliśmy od miękkiego prawa — „etyki” — potem mikrofon przejęli Marcin Błaszyk i Tomek Olech, prawnicy z Kancelarii Prawnej Renata Urowska i Wspólnicy i zabrali się za tłumaczenie nam o ochronie danych osobowych w sieci. Prezentacja bardzo zajmująca, pełna ważnych informacji dla każdego, kto ma bazę danych pełną e-maili i adresów IP. Dostało się trochę nam – programistom – za pewne olewactwo gdy chodzi o pracę z danymi osobowymi, dostało się trochę twórcom prawa, którzy bezrefleksyjnie implementują dyrektywy Unii Europejskiej, tworząc przepisy kłopotliwe, zbyt wymagające, lub nie chroniące rzeczy naprawdę ważnych. 2 Pytań o różne niuanse prawa było więcej niż czasu, a ich zakres szerszy niż prezentacja, dopisałem więc za przyzwoleniem Adama na tabliczce z planowanymi sesjami unconference „Marudzić prawnikom”. Zarówno Tomek jak i Marcin dawali się przepytywać żądnym wiedzy (i pewnie skąpym;) uczestnikom Democampu w kuluarach.

Potem „wystąpiłem” ja.

Po mnie na scenę wskoczył Kuba Filipowski z wykładem o Enterprise 2.0, czyli co korpo może zabrać z tego całego webdwazerowego grajdołka. Czy warto sprzedawać aplikację SaaS, która wygląda jak Facebook lub Nasza Klasa? Kto potrzebuje audytów ISO i czy w ogóle.

Kuba oddał mirofon Michałowi Śliwińskiemu, autorowi aplikacji Nozbe wspomagającej zarządzanie czasem i projektami. Tę prezentację powinien zobaczyć każdy programista, który ma o marketingu takie pojęcie, jak ja. Na przykładzie własnego projektu (i trochę zahaczając o niejakiego Piotra M.) Michał opisał co warto zrobić, by zaistnieć ze swoim projektem, czy i jak warto się chwalić, jak „spamować” użytkowników, żeby byli chętni wydać te kilka dolarów na konto premium. Mnie najbardziej poruszyło proste stwierdzenie, które padło pod koniec wystąpienia — „Kochajcie swoją aplikację”. Takie proste, a jednak trudne, prawda? Bo jak już ją kochacie, to będziecie potrafili powiedzieć użytkownikom, jakie płyną zyski z jej używania, no i będziecie się w stanie nią szczerze chwalić.

Ze sceny powiało lekkim wiaterkiem niosącym przyszłość – to Michał Małyszko wprowadzał nas w problemy, technologie i potencjalne możliwość wiążące się z mobilną telewizją, oraz obecny stan wdrożeń w Polsce. Prezentacja wywołała automatycznie dyskusję wśród słuchających — „Czy Internet nie zastąpi telewizji”, „WiFi czy kabel, a może stara infrastruktura?” — dlatego też temat trafił na tablicę z tematami dla sesji unconference.

Ostatnią prezentacje przeprowadził Tomek Kolinko, jeden z programistów projektu szuku.pl – Szuku to wyszukiwarka ludzi, posługująca się danymi zgromadzonymi w sieci (rozmaite rejestry, aplikacje społecznościowe), która pozwala nam zweryfikować naszą randkę, partnera w biznesie i poszukać ewentualnych brudów na nielubianego blogera. Niestety, zgodnie z prawami rządzącymi prezentacjami, systemu nie udało się zademonstrować na rzutniku. Tomek, niezrażony tym faktem, przeprowadził dodatkową prezentację pokazującą jak mogą wyglądać narodziny i życie polskiego startupu, skąd brać programistów pracujących za orzeszki ziemne i czego im nie mówić. Odpowiedział też na męczące wielu pytanie, ile ważą książki, które kosztowały tysiąc nowych polskich złotych.

Bym był zapomniał! Maciej Żłobiński na początku opowiedział nam jak się powinno siedzieć na fotelu. Nigdy nie myślałem, że to taka sztuka. Po wysłuchaniu instrukcji wszyscy zaczęli się kręcić na wcześniej wygodnych krzesełkach. Potęga wiedzy!

Prezentacja Tomka zamknęła część oficjalną i ludzie rozpoczęli przygotowania do ogniska. Na początek wytargaliśmy z lodówki sto piw, które zasponsorowała nam firma Dominika – Insignia. Było już piwo, zaczynało się palić ognisko, na papierowych tackach czekało kombo ogórek-kaszanka-kiełbaska-smalec-chlebek, więc ludzie przystąpili do konsumpcji. Czym dłużej trwała konsumpcja tym bardziej zacieśniały się stosunki między uczestnikami, co dało się łatwo zaboserwować przyglądając się dowolnemu stołowi i licząc wybuchy śmiechu na minutę, oraz dzieląc to przez odgłos ‘psst’, który wydawały z siebie puszki. Bez wątpienia świetny sposób na integracje *campowego środowiska. 3

Na dzień drugi zaplanowano dwie strategie spędzenia poranka. Grupa mniej integrująca się na ognisku 4 wybrała się zdobywać góry, podczas gdy inni pływali w basenie, lub najzwyczajniej w świecie odsypiali. Gdy już wszyscy znaleźli się znów w obrębie hotelu rozpoczęto sesję unconference. Najwięcej okrzyków i gestów dobywało się z grupy omawiającej startupy w kontekście naszego kraju. Bałem się podejść, więc wybrałem bardziej spokojną sesję o telewizji mobilnej. Niestety, byłem tak spóźniony 5, że udało mi się właściwie wysłuchać tylko wniosków końcowych.

Nastał czas obiadu i turnieju gry w prowadzonego przez Macieja Żłobińskiego. Na turniej nie dotarłem, gdyż zostałem brutalnie porzucony przez Eri i jej chłopaka. Prawdopodobnie bali się przegrać i wymknęli się z pokoju nie niepokojąc mnie. ;-)

Podsumowując: impreza udana pod każdym względem i aż żal, że trwała tylko dwa dni. Prócz ciekawych (i mojej;) prezentacji, można było stanąć twarzą w twarz z wieloma osobami znanymi nam wcześniej tylko z sieci i zapytać, czemu nie obserwują nas na Blipie. Mogę tylko pragnąć, aby następna impreza w takiej formie odbyła się jak najszybciej.

No i podziękowania dla organizatorów: Netguru, PTI, sponsora piwa — Insignia oraz sponsora generalnego — bank WBK.

Zdjęcia użyte w notce wykonał Krzysztof Kowalczyk, pamięć odświeżała mi Paulina via Blip i Koza swoją notką o Democampie.

PS. Udało mi się też wczołgać na drugą górę. Niestety, złą trasą, co kosztowało mnie sporo energii i nadużywania wyrazów powszechnie uznawanych za szewskie.

  1. w górach nigdy nie byłem, więc chciałem sprawdzić co takiego jest w tym wspinaniu się po stromych ścieżkach
  2. Uwaga, to moja interpretacja ;-)
  3. Padło kilka rzeczy wartych opatentowania, jak gorset na rzepy (c) Koza i wszystko mówiące pytanie zadawane pojawiającym się przy stoliku ludziom — „Gitara czy bas?”
  4. lub z silniejszym systemem trawiennym
  5. czynnik ogniska

Dlaczego nie mówimy w branży brzydkich wyrazów i co z tego dla nas wynika? [czyli o czym nie słyszeliście, gdy mówiłem]

Moje wystąpienie na Democampie było fatalne, pełne zacinek i nie przekazało absoltunie nic. W zamyśle była to szybka pogadanka o komunikacji problemów w firmie. Poniżej jest notatka, którą mniej lub bardziej miałem się inspirować. Jak wyszło, wiadomo.

Zamysł oryginalny:

Chcę Wam dziś opowiedzieć o pewnej rzeczy, którą zauważyłem pracując przez te kilka lat z różnymi ludźmi. Jest kilka zwrotów, które są w branży związanej z IT uważane za wulgaryzmy. Wypowiedzenie ich powoduje omdlenia programistów, spojrzenia pełne niesmaku rzucane przez administratorów i płacz działu marketingu. Mleko kiśnie, pakiety zaczynają płynąć pod prąd, serwery rzucają kernel panic. Możecie sobie wyobrazić.

Zanim wymówię jeden z tych zwrotów chciałbym rzucić trochę światła na społeczność ludzi używających komputerów w celach twórczych. Wielu z postronnych obserwatorów uważa, że żyją oni tylko po to, by zarabiać, by kupować nowe gadżety i komputery i że są napędzani przez kofeinę.  Po części mają oni racje, ale zapominają o największej sile stojącej za każdym z twórców. O ego. Ego każdego twórcy jest parokrotnie większe niż on sam, a gdyby terroryści mogli się o nie rozbijać samolotami, to prawdopodobnie nigdy nie zabrakłoby im celów. Kto napisze najbardziej łebski algorytm, zrobi design tak minimalistyczny, że obraz „Biały niedźwiedź jedzący krówki podczas zamieci śnieżnej” będzie się wydawał zatłoczony. Ja. Ja. Moje ego.

Więc jaki jest ten wulgarny zwrot? Proszę ludzi o słabym sercu o zakrycie uszu – to „nie wiem”. Pewnie – powiecie – co w tym strasznego? To zwrot powodujący drżenie kolan każdego egomaniaka. Scenka rodzajowa: pytacie nowo przyjętego pracownika o kwestie optymalizacji zapytań w kontekście operacji na łańcuchach. Jego oczy zaczynają swoją wędrówkę od pięciozłotówki po zakrętki od słoików. Powoli mówi „Uhm”. Pytasz go, czy może to zrobić. „Uhm”. No to wszystko jest super, ty możesz zająć się innymi superważnymi sprawami jak blagosferowa wojna o ogień podczas gdy on będzie kodował. Problem leży w tym, że on tak na serio to nie wie, ani co do niego powiedziałeś, ani jak się do tego zabrać. Ale pracując w środowisku gdzie miłość własna jest tak ważna, prędzej umrze niż powie „nie wiem”.

Co z tego wynika? „Nie wiem” powoduje wymierne straty dla firmy. Nieme „nie wiem” to zawalony termin, bo przecież nikt nie przyzna się, że nie wie jak mierzyć dostępność zasobów. „Nie wiem”, którego zabrakło, to późniejszy refactoring projektu, dużo kosztowniejszy i stresujący, niż pisanie czegoś, ze świadomością niewiedzy.

Dlaczego tak się dzieje? Sami budujemy takie środowisko. W zespole, czym więcej warstw biurokracji-działów-kierowników, tym więcej ludzi czuje brak zaufania do kolegi z pracy. Przyznać się do niewiedzy to jak narysować sobie tarczę strzelniczą w dowolnym regionie konfliktu. Przykład idzie też z góry. Samo kierownictwo nie potrafi się przyznać do żadnego złego kroku, czemu więc programiści mają czuć się zmuszeni do uczciwości?

W zespole, w którym panuje zaufanie, dużo łatwiej jest powiedzieć nie wiem. Płaska struktura i ogólna znajomość tematu przez większość ludzi pomaga. Gdy u mnie w biurze pada słowo „nie wiem”, to zbieramy się i wymieniamy rozwiązaniami, albo ktoś obeznany podsunie gotowe rozwiązanie. Gdy ktoś mówi, że czegoś nie wie, to można go zapytać, czy spróbuje zerknąć w problem i powiedzieć, czy da radę go rozwiązać.

Oduczymy się mówienia białych kłamstw w stylu „nie widzę problemu w tym podejściu” — co czytamy jako — „nie wiem jaki problem to rozwiązuje, ale wygląda OK”. Trochę uczciwości w stosunku do innych i do siebie. Czy to, co powiedziałem ma w ogóle sens. Ja nie wiem.

Wykonanie:

Umm. Ee. \<spalony dowcip>. Dziękuję.


Democamp, część zero: podróż

Czym różni się pociąg relacji Łódź → Bielsko-biała od statku? Na statku mamy lepsze widoki, pociąg mocniej kołysze. Na całe szczęście prawie całą drogę mam zasięg iPlusa i mogę sobie klikać pracę i czytać RSS-y.

Czasem myślę nad dołożeniem jeszcze jednej baterii zamiast napędu DVD. Nie pamiętam, kiedy coś z nim zrobiłem (zbieranie kurzu się nie liczy), a 8h biegać bez kabelka musi być fajnie. Nie żebym marudził na 4h które teraz dostaje od mojego ThinkPada.

No nic, minąłem Częstochowę, czas zacząć się zastanawiać jak rozpoznać BB Centralny i co powiedzieć panu od PKS-u (‘Democamp - rachciachciach - dobry - człowieku - silwuple‘ — może zadziałać, nie każdy ma jednak charakter Niani Ogg)


Szczyrk, ognisko i IT [Democamp 2008]

Ostatnie dni czerwca przyniosą nam dwa warte odnotowania wydarzenia: Polacy niepłacący ZUS-u rozpoczną wakacje, Polacy płacący ZUS będą mieli okazje osłodzić sobie ten fakt (tygodniowe wakacje i comiesięczny ZUS) wybierając się do Szczyrku.

Grupa odpowiedzialna za organizację poznańskiego Barcampu zapragnęła  aktywności na świeżym powietrzu i ogniska, wpadli więc na pomysł przygotowania takiego spotkania, które realizuje wyżej wymienione cele, gdzieś w piękniejszych rejonach Polski, dorzucenia paru gadających głów i nazwania tego *camp.

  • Panie kierowniku, czy mogę jechać na tę konferencję? Ma wszystkie słowa kluczowe, nawet łebdwazero. Bardzo tanio, pięćdziesiąt polskich nowych złotych. Zawsze Pan mówi, że stawiamy na aktywnych, szukających wiedzy pracowników!”

  • Dobrze, proszę jechać. Po konferencji proszę zdać krótkie sprawozdanie na firmową listę dyskusyjną.”

(Aaa… aalle… jak się ppisze ‘pijjacka czka… czka… czkawka?)

masz naiwnego kierownika lub po prostu robisz tak niewiele, że nikt nie zauważy Twojego dwudniowego zniknięcia, to pakuj się i jedź na Democamp. Odbędzie się on 24-25 czerwca, prócz oczywistych atrakcji, tj. słuchanie wykładów, jedzenie, sen, ognisko i spacer, będzie można spróbować swoich sił w turnieju Pétanque. Nie, nie wiem, co to jest. Tak, mam zamiar spróbować. 1

Na koniec chciałbym ostrzec, że na prośbę Adama Zygadlewicza mam też coś powiedzieć do mikrofonu. 2 Na razie jeszcze za bardzo nie wiem o czym, ale pewnie o komunikacji i brzydkich wyrazach.

  1. Prawdopodobnie zabiorę też strój bramkarski, jak ktoś chce pobawić się w “Polacy przegrywają Euro2008, to ja jestem jak najbardziej za
  2. Z Dobrze Poinformowanych Źródeł wiem, że sensowni mówcy się wykruszyli, a jak się nie ma co się lubi…

Blip: prywatne wiadomości i odwiedziający

Po Blipaferze 1

Przed chwilą wróciłem do domu i zauważyłem ikonkę, której nie było gdy wychodziłem z biura. Jej zastosowanie jest oczywiste: pozwala zaznaczyć, że wiadomość którą wyślemy, będzie widoczna tylko dla nas i odbiorcy.

Brakuje mi tylko opcji w ustawieniach pozwalającej zdefiniować domyślne zachowanie. W tej chwili wszystkie wiadomości wychodzą jako prywatne i musimy je ustawić jako publiczne. Oczywiście dla użytkowników klawiatury/komunikatorów dodano odpowiedni tag — >> — dzięki niemu nasza wiadomość od razu staje się prywatna.

Z dodatkowych zmian: poprawiono obsługę tagów ([więcej na Bliplogu](http://www.bliplog.pl/tagi-poprawione/115 oraz wprowadzono podgląd ludzi odwiedzających kokpit. Bez wątpienia to kolejny ficzer-szpiegula, który wywoła piekło (przepraszam, #blipafera.ę) — na szczęście można go już teraz wyłączyć i podglądać te wszystkie piękne kobiety bez zostawiania śladów.

  1. Blipscan, Nieblipowy blip o Twitterze, Jest na Blipa “zlecenie” zespół Blipa obiecał dokonać zmian pozwalających użytkownikom na prywatne kierowane wiadomości. Do tej pory wiadomości przesyłane między użytkownikami mogły być obserwowane do pewnego momentu przez kokpit, a później pobrane via API.

Szczęście jako parametr RLIKE

Ktoś potrafi zdefiniować szczęście? Wikipedia mówi, że szczęście to:

Szczęście jest pozytywną emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Psychologia wydziela w pojęciu szczęście rozbawienie i zadowolenie.

Cholernie ciężko wyczuć takie szczęście w stringu. Możemy próbować budować sieci neuronowe, posiłkować się zdobyczami nauk związanych z AI, ale nadal nie potrafimy stwierdzić, czy “Ja pierdolę!” to zawołanie rozpaczy, czy skrajnej radości.

sieci pomagamy sobie uśmieszkami. Jest to jeden ze sposobów wykrywania nerdów — jeżeli ktoś przekrzywia głowę żeby się uśmiechnąć, to jest na najprostszej drodze do kliniki uzależnień. Wczoraj umyśliłem sobie, że przekuję tę wiedzę w coś zabawnego. Tak powstał isBlipHappy(); — barometr nastrojów użytkowników Blipa.

Więc jeszcze raz: klik-klik isBlipHappy(); — jak widać, stereotyp narzekającego Polaka upadł. ;-)

PS. Logo jest fatalne, bo mi grafik uciekł zanim zdążyłem przekazać mu te ekscytującą (darmową) pracę. Nie dostałem pozwolenia na użycie loga Blipa, gdyż czynnik decyzyjny jest chwilowo offline. Jeżeli czynniki decyzyjne są niezadowolone, natychmiast dokonam podmianki.


A jednak się kręci

Wydano nowego Firefoksa. Twitter pada na pysk. Blogerzy przerzucają się z krawaciarzami o to, czy impreza była koszerna, czy kanapa (po 30K PLN za sztukę) dość wygodna i co z tego wynka. Kupiłem trzy płyty, dwie muzyczne i jedną grę. Płyty nie chciały zaskoczyć w komputerze coby ich nie piracić, a gra, którą aktywuje się przez sieć nie daje się aktywować. Bo klucz jest użyty. Nie ma z kim o tym porozmawiać. Kupujcie oryginały, zabawa dla całej rodziny.

Polacy odpadli z Euro. Odpadli koncertowo, pokazują nonkonformistyczne podejście do dyscypliny, którą uprawiają. Mogą wystąpić w reklamach środków zabijających smród potu, bo prawie nik się nie zmęczył na tyle, by cuchnąć.

Dolar leci na łeb, Thunderbird nie obsługuje lokalnych skrzynek pocztowych, mam wezwanie z Urzędu Skarbowego, na imprezie ogolono mnie na łyso. AmigaOS nadal nie jest najpopularniejszym systemem na świecie. Fotografia umiera. Pornografia trzyma się dobrze. Fajki drożeją, ale już prawie nie palę (wrzućmy to na kupkę tragedii), Orange wystawia faktury, nie chcąc przyjmować ode mnie rozliczeń za połączenia z ludźmi, których mam szczerze dość.

Większość projektów, na które się cieszę, nie wychodzi poza fazę “Mam taki pomysł”, wszystkie projekty, których nie znoszę są w fazie “czemu to jeszcze nie gotowe”. Skończyły się worki na śmieci i płyn do kąpieli — “O zapachu szyszek”. Mój nowy LCD ma już dwa piksele świecące na niebiesko. Kupiłem Maka i chyba zaczynam rozglądać się za facetami.

Świat jest pełen rzeczy. Mało kto jednak zauważa, jak bezsensowne są te nasze małe wojny prowadzone z cieknącym kranem, otyłością, odsetkami od kredytu i setkami na stole. Machamy tak łapami przez sześćdziesiąt lat i zakopują Nas w małym, drewnianym pudełku, a ZUS — jak szeryf z taniego westernu — wypłaca za naszą głowę cztery tysiące nowych polskich złotych dla zabójców, którymi tak często okazują się najbliźsi.

Łazimy, kupujemy, wydalamy, kopulujemy, znikamy, a świat kręci się dalej.

Tak wygląda Wensu na tle Słońca.

Wasz jutrzejszy commit, design i muzyka nie doskoczy nawet do kolan zajebistości Wszechświata. Trzeba się nauczyć z tym żyć.


Galaktyka repozytorium

Gdybyś chciał prześledzić narodziny, wzrost i momenty letargu projektu o otwartym źródle, to od czego byś zaczął? Zwykle jest jeden punkt, w którym możemy prześledzić całą historię kodu — repozytorium. Michael Ogawa wpadł na wspaniały pomysł wizualizacji życia projektu w oparciu o zmiany kodu.

Małe, kolorowe punkciki ganiają po ekranie. Obok nich pojawiają się nazwy użytkowników wprowadzających poprawkę. Code is poetry.

Python

PostgreSQL

Apache

[via 2mind]


Postępowcy w katolickim kraju

Kupujemy mieszkanie dla siostry. Jest z tym trochę biegania i dzwonienia. Ponieważ nie ufam jej w kwestii papierkologii muszę czasem dzwonić drugi raz i potwierdzić zebrane przez nią informacje. Ostatnio nie potrafiła mi odpowiedzieć jakie firmowe papiery mam dostarczyć do banku, więc wybrałem numer z wizytówki.

Dryń, dryń.

  • Dzień dobry. Nazywam się Emil Oppeln-Bronikowski i dzwonię w sprawie kredytu mieszkaniowego. Rozmawiała Pani ostatnio z moją siostrą, Anną.”

  • A, tak. Dzień dobry. W czym mogę pomóc?”

  • Mogłaby mi Pani powiedzieć jakie papiery muszę dodać do wniosku kredytowego?”

  • Czy są Państwo małżeństwem?”

  • Słucham? Przecież powiedziałem, siostrą!”

  • Czyli nie?”

  • …”

Zgnilizna moralna przy tych telefonach siedzi, normalnie!


Nigdy nie spałam z użytkownikiem PC

A kto by Cię chciał, idiotko? :-)


Znajdę Cię, /usr/bin/find! Znajdę Cię.

Jakie system lubisz najbardziej i dlaczego UNIX?” 1

Ze wszystkich systemów najbardziej lubię systemy UNIX-owe. W dzisiejszej pracy domowej odpowiem dlaczego. Takie systemy składają się z kernela, który jest duży i z małych plików, które są tekstem lub programami. Te małe programy są dlatego małe, gdyż robią jedną rzecz — czasem dobrze. Programy te moża łączyć rurami. Rura do łączenia wygląda tak: |.

Bardzo lubię taki program /usr/bin/find. Program ten znajduje pliki i katalogi. Może też zrobić coś z nimi, jak już je znajdzie. Program obsługuje się bardzo łatwo, dlatego jest taki prosty.

Żeby zobaczyć wszystkie pliki w katalogu wystarczy napisać:

emil@heroina:\~\$ find .

To nie jest bardzo użyteczne. Bardziej fajnie będzie, gdy wyszukamy pliku po kawałku nazwy. Żeby to zrobić, trzeba napisać takie coś:

emil@heroina:\~\$ find . -name “Vespa”
 ./Music/Vespa

Możemy dodatkowo szukać plików, lub katalogów — zależnie od tego co chcemy znaleźć: plik lub katalog. Do tego służy -type. Jak wpiszemy “f” to będzie szukał plików, a jak “d” to directorów (zwanych folderami (zwanych katalogami (zwanych szufladami). Napiszę teraz jak znaleźć pliki mp3, ale tylko takie, co mają w nazwie “ska” i mają więcej niż 4MiB.

emil@heroina:\~\$ find . -iname “*ska*” -type f -size +4M

./Music/podworkowi_chuligani/03-podworkowi_chuligani-ska_ska_ska.mp3
./Music/Cala_Gora_Barwnikow/11-cala_gora_barwnikow-skavenir.mp3
./Music/Skapoint - Skapoint/Skapoint - track6.mp3
./Music/Skapoint - Skapoint/Skapoint - track10.mp3
./Music/Skapoint - Skapoint/Skapoint - track8.mp3
./Music/Skapoint - Skapoint/Skapoint - track4.mp3
./Music/Skapoint - Skapoint/Skapoint - track5.mp3
./Music/Skapoint - Skapoint/Skapoint - track2.mp3
./Music/Skapoint - Skapoint/Skapoint - track3.mp3
./Music/Skapoint - Skapoint/Skapoint - track7.mp3
./Music/Skapoint - Skapoint/Skapoint - track9.mp3
./Music/Skapoint - Skapoint/Skapoint - track1.mp3
./Music/oldies/la ruda salska - roots ska goods.mp3
./Music/Polemic - Do ska pre malibu/13 Doska.mp3
./Music/Polemic - Do ska pre malibu/07 Skank.mp3
./Music/Polemic - Do ska pre malibu/03 Do SKA!.mp3

Przełącznik -name od -iname różni się tym, że jeden widzi duże litery, a drugi niebardzo. Ten z ‘i’ niebardzo. Przełącznik -size pozwala nam określić jaki rozmiar powinien mieć plik. Cyferki można podawać jako małe (c), średnie (k), duże (M) i zajebiście wielkie (G).

Ale to nie wszystko! Bo find umie też z tymi plikami coś zrobić. Jednym z coś zrobić jest -delete. Służy on do kasowania znalezionych plików. Jak mamy taki edytor, co z uporem maniaka dodaje nam pliki z tyldą na końcu, to my możemy szybko je skasować.

find . -name “*\~” -delete

Jak jesteśmy leniwi i potrzebujemy lufy przy skroni, żeby cokolwiek zrobić, to możemy sobie napisać

find . -atime +3 -delete

I to nam po prostu skasuje każdy plik, cośmy go nie otworzyli przez trzy dni. Świetne dla doktorantów. Jak mamy koleżankę, a ta koleżanka ma UNIX-a (tak, jest to sytuacja hipotetyczna), i chcemy jej ukraść wszystkie zdjęcia (w nadziei na) to możemy napisać takie coś.

find \~ -type f -name “*.jpg” -exec cp {} /media/kradziej \;

Bo przełącznik -exec pozwala nam wykonywać zewnętrzne rozkazy na liście plików znalezionych.

Możemy je kasować, dodawać, odpalać z nimi GIMP-a, no po prostu wszystko, co nam wpadnie do głowy.

Manual programu /usr/bin/find bardzo mi się podobał. Z manuala dowiedziałem się bardzo dużo ciekawych rzeczy. Wielu nawet nie opisałem, bo jest bardzo gorąco, ale to co opisałem, to się najczęściej używa.

Jak dorosnę chcę zostać nerdem, tak jak mój Ojciec.

  1. W biurze jest bardzo gorąco. Bardzo.

Krótko o dzisiejszym meczu

Czyli internetowa napinka śmieszy mnie bardzo.


Nigdy nie zapomij o meczach na Euro 2008

Postawiłem sobie ambitne zadanie obejrzenia większości meczy tegorocznego Euro. Dlaczego? Odkąd sięgam pamięcią nie udało mi się, z różnych przyczyn, zobaczyć więcej niż 10 meczy turniejowych. Przeszło mi przed nosem kilka klasyków i nie mam zamiaru znów ryzykować.

Ponieważ mecze da się oglądać w sieci (SOPCast, Player ipla 1 ) postanowiłem zaprzęc komputery do ciężkiej pracy polegającej na pamiętaniu za mnie terminów meczy.

Znalazłem na sieci pliczek .ICS zawierający kalendarz ze wszystkimi spotkaniami na Euro. Dzięki temu Wasz iPhone, Blackberry, Google Calendar, Mak, Windows-box czy Linux-box będą wiedziały co się dzieje.

Pobierz plik .ICS z kalendarzem Euro 2008!

Dodatkowo RAFi linkuje do równie ciekawych pliczków dla fanów arkuszy kalkulacyjnych.

  1. który generalnie obsysa — użyjcie go tylko do podpisywania certów DRM, a potem zobaczcie z jakim streamem się łączy i wklepcie go do WMP — działa dużo lepiej

Po Boatcamp #2

Zakończyła się druga z imprez, mam nadzieję — cyklicznych, pod szyldem Boatcamp. Były trzy profesjonalne prezentacje i moja. Atmosfera ciepła i luźna, duża część osób (na moje oko) zaliczyła rewizytę, więc chyba zaczyna coś klikać w łódzkiej branży ajti. Afterparty krótkie, ale ostatecznie jest (był) wtorek.

Dziękuję wszystkim za wizytę: w imieniu swoim i organizatorów. Mam nadzieję, że powakacyjny Boatcamp będzie jeszcze lepszy, piwo jeszcze zimniejsze, a pytania jeszcze bardziej załamujące występujących.

Byłyby zdjęcia, ale thungsformatował kartę pamięci w aparacie Artiego (dzięki czemu nie mam fotek z mikrofonem, bardzo dobrze;)

Oto co powstało z jajek, którymi nie chcieliście wyrażać dezaprobaty dla prowadzących! Dzięki. ;->


LastFM i Flickr po drugiej stronie lustra

Komputery przetwarzają dane. Liczą Twój dług wobec banku, kręcą Twoimi pakietami abyś mógł czytać najnowsze wieści ze świata komputerów przetwarzających dane. Czasem — dla frajdy — ktoś bierze dane agregowane przez serwisy społecznościowe i prezentuje je w sposób, którego nie przewidzieli autorzy.

Podczas nocnego klikania znalazłem dwa takie serwisy i chciałem podzielić się odnośnikami.

LastGraph3

Czym jest LastFM nie muszę Wam mówić. Wiadomo, że zbiera on dane na temat słuchanej przez Was muzyki, streamuje muzykę i ma całkiem niezły system pozwalający na odkrywanie nowych twórców. Standardowo mamy dostęp do naszych statystyk, ale nie jest to nic, co może zaspokoić gusta prawdziwego miłośnika śledzenia własnego (lub cudzego) życia.

LastGraph3 dostarcza nam możliwości obserwowania naszych gustów muzycznych w ujęciu globalnym, dla jednego twórcy oraz produkuje z siebie fantastyczny wykres pozwalający śledzić trendy w słuchaniu.

Kiedy czuję się źle zwykle kończę na jakiejś płycie Toma Waitsa. Jak widać na załączonym wykresie cierpię na nieregularny syndrom przedmiesiączkowy. (który ostatnio się zintensyfikował)

Dane na podstawie których zbudowano wykresy można pobrać w XLS i CSV. Absolutnym hitem jest dokładniejsze ujęcie naszych gustów. Ponieważ nie chce mi się opisywać wyglądu to pozwolę sobie odesłać Was do pliku PDF wygenerowanego z LG3 dla mojego profilu.

Wadą LG3 jest czas oczekiwania na wygenerowanie danych. Autorzy serwisu zmienili adres IP i stracili przez to dostęp do specjalnej wersji API pozwalającej na wysyłanie wielu zapytań.

Taggalaxy

Chmurka tagów jest passe.

Powitajcie Galaktykę Tagów Flickra.

Zasada jest prosta jak konstrukcja dowolnego akceleratora cząstek. Wpisujemy początkowy tag i lądujemy w galaktyce, którego centrum jest poszukiwane słowo, a dookoła którego orbitują inne ciała niebieskie — powiązane tagi. Klikając na powiązany tag czynimy go centrum nowej galaktyki, klikając serce galaktyki trafiamy do podglądu zdjęć o odpowiednim tagu. Zupełnie bezużyteczne i fajne.

Uwaga! Klikanie po tagach może uzależnić.

Mam nadzieję, że zmarnujecie choć godzinę tej pięknej, letniej, niedzieli na robieniu rzeczy bezużytecznych przy pomocy waszego wyspecjalizowanego kawałka krzemu w plastiku.


Boatcamp #2

Wielkimi krokami nadchodzi drugi łódzki zlot miłośników Naszej-Klasy i piwa (popularnie zwanych branżą IT) — Boatcamp. Na agendzie znalazły się następujące tematy:

  1. System Information Project - następca uptime-project.net” — prowadzone przez Kamila Porembińskiego, Adama Mirowskiego
  2. Platforma społecznościowa Second Life” — prowadzone przez Pawła Pietrasa i Macieja Szczepańczyka
  3. Gdy cash \< cache”

Odwiedzających Boatcamp muszę jednak uprzedzić, że punkt trzeci będę prowadził ja. Podejmuje się tego wyzwania w ramach wewnętrznego projektu 1 pod wszystko mówiącą nazwą “Rzeczy, na których się nie znam, a które i tak Wam opiszę”. Głównymi punktami wystąpienia będzie wyjaśnienie, dlaczego chodzenie po ZUS-ie w celu uzyskania kwitku jest długim i męczącym procesem oraz kartka z napisem “Emil”.

duża szansa, że będzie to moja wielka kompromitacja. Ostatnie duże wystąpienie zaliczyłem w 2005, na Symphony Demoscene Party w Poznaniu i chyba nie czuję już jak się przemawia. 2 Każdy z ludzi życzących mi szczerej śmierci jest oczywiście zaproszony (lista ludzi życzących mi dobrze byłaby krótka, a jak już mówić, to do niezainteresowanego tłumu, prawda?)

Podsumowując: Łódź, Kino Cytryna, następny wtorek, godzina 19:00. Przyjmuję łapówki w piwie.

  1. wewnętrzny — znaczy, w mojej głowie
  2. Był jeszcze mały event sponsorowany przez BDR, na którym razem z Piotrem Szotkowskim prezentowaliśmy podstawy Linuksa (Shot poprawił mi wymowę katalogu /etc na ‘etsi’. Do tej pory mam czerwone uszy, jak o tym myślę)

TwójNagrobek

Wszyscy wiemy o piractwie, wszyscy wiemy, że YouTube ma obowiązek usuwać treści co do których zgłoszono wątpliwości. Czasem jednak słyszymy o naciskach — głównie politycznych — na operatorów tego popularnego serwisu. Co jakiś czas ktoś chce aby usunąć jakaś niezbyt rozsądna wypowiedź polityka, “szkolenia terrorystów” czy szkółki gitarowe, w których pokazano jak zagrać melodyjkę. To wszystko musi zniknąć. Czy znika? Ile jest “Don’t be Evil” w Google?

Grupa studentów MITzrzeszonych w Free Culture napisała ciekawą aplikację śledzącą usuwany z YouTube materiał. Serwis nazwano YouTomb, a znajdziecie na nim ostatnio usunięte pliki, statystykę zawierającą powody usunięcia. Możemy też, jeżeli bardzo lubimy noise-2-signal, zapisać się na kanał RSS.

Ciekawscy mogą pobrać kod źródłowy dostępny na licencji AGPL 3.


Weezer + Internet Memes =