Archiwum | emil@fuse.pl && crypto

Trafić

Lokal wyglądał jak połączenie pubu z barem mlecznym, który udaje restauracje dzięki zręcznemu udekorowaniu stołów i nałożenia ramy na miejsce gdzie spod farby wyłaził grzyb — tabliczka obok podawała informacje, że to bardzo rzadkie dzieło azjatyckiego twórcy Sane Pida.

Wszedłem tam przypadkiem. Człowiek głodny nie myśli, a jeżeli nie myślał jeszcze zanim zgłodniał, to do bezmyślności dokłada agresje. Zamówiłem lekki obiad z dwu dań i osłoniłem się przed tubylcami gazetą, która na pierwszej stronie straszyła polską polityką, a na ostatniej polską ligą. Czytałem więc artykuły w środku — ważka dyskusja o polskich programach rozrywkowych na zagranicznych licencjach.

Mój gazeciany mur berliński poległ pod demokratycznym naporem kelnera, który gestem dość zdecydowanym opuścił moją gazetę tak, aby mógł mówić patrząc mi w oczy. Kaszlną nie zakrywając ust i powiedział: “Zupa będzie później” — nie proszę / przepraszam / dziękuję — informacja jak z agencji prasowej. Bąknąłem coś pod nosem leczy kelner podjął na nowo “Kucharz ma coś z pęcherzem. Mogliśmy go odesłać do domu i zwinąć interes na kilka dni, ale chłopaki wymyślili, że można mu postawić wiadro i teraz leje nie odchodząc od pracy! Jak te Niemcy przy tym piwnym festynie, wie Pan?” — tu porozumiewawczo rzucił lekki uśmieszek sygnalizujący, że ludzie obyci w świecie wiedzą.

Jak to?! Jak to?! Przecież to niedopuszczalne! Nie dość, że to skandaliczne zachowanie, to Pan się jeszcze tym chwali? Żądam żeby przyszedł tu ktoś z kierownictwa lokalu” — powiedziałem tonem człowieka, który wie czego chce, że chce tego teraz i że nie jest to zupa.

Kelner zapalił zapałkę o mój stół i wyciągając pogniecionego peta zza ucha na wpół wykaszlał, na wpół wychrypiał: “On z Panem nie będzie gadał. Jak Pana zobaczył, to zapytał, co Pan zamówił. Powiedziałem. Stwierdził, żeś Pan żyd, prasę polskojęzyczną Pan czytasz i nie zamówiłeś porcji wieprzowych nóżek, które uzyskujemy z kurzych łap i ścinków parówek drobiowych”

Zacząłem się ubierać, chciałem ostentacyjnie opuścić lokal. Rzucić spojrzenie “nie zapłacę, gnidy” i trzasnąć drzwiami z odpowiednim efektem. Zapytałem jednak — odwołując szturm na drzwi — “Jezu, to najgorszy lokal, jaki widziałem. Jak Wy się utrzymujecie”

Tu kelner nachylił się do mnie i powiedział scenicznym szeptem:

Wszystko to kwestia targetu, wie Pan. Raz na dwa tygodnie organizujemy spędy blogosfery. Prawdziwy bloger jest wtedy szczęśliwy, gdy może się wyżalić. Że w obcym kraju strzelają ludziom w plecy, że przedstawiciel siły politycznej znów mówił jak nawalony, że zupa była za słona.

Z tym strzelaniem i politykami to nic nie możemy poradzić. Możemy za to zgubić ich kurtki, oblać czymś, pomylić dania, smażyć wegetariańskie posiłki na smalcu wytopionym z grillowych kiełbasek. Grubiańsko się odezwać czy nawet wywlec kogoś za frak.

Potem wracają do domu i piszą! Skandal! I przysyłają nam e-maile z podziękowaniami. Są twórcami opinii, a my im tę twórczość ułatwiamy, żeby szukać i jeździć po świecie nie musieli”

Wyszedłem z knajpy, wróciłem do domu i zalogowałem się do systemu blogowego. Nie wiem jeszcze, o czym napiszę.

Całkiem serio: Łódź będzie miała we wtorek swój *camp. Nie znam absolutnie nikogo, nie mam nic do powiedzenia, nie mam chyba nawet wizytówek, ale wpadnę się napić piwa i zobaczyć jak rodzi się nowa, świecka tradycja. Boatcamp, klub Morphine (była Dekompresja, ale dojazdu nie powiem, bo nie potrafię nadążyć za zmianami w komunikacji miejskiej), wtorek, 19.


Ubuntu 8.04 — Moja ostatnia nadzieja w postaci ISO

Używam Ubuntu od początku. Hardy Heron, wersja 8.04, może być moją ostatnią próbą “pogodzenia się” z tą dystrybucją. Coraz częściej czuję, że ilość ułatwień utrudnia mi pracę. Weźmy taki Network Manager. Zacny to aplet. Obsługuje połączenia kablowe, WiFi. I integruje się z aplikacjami! Cud. Szkoda, że u mnie nie działa. Dwa razy w życiu udało mi się zmusić go do połączenia z domowym WiFi. Wpisywanie ‘iwconfig’ powoduje uzyskanie połączenia w 100% przypadków.

No to wpisuj sobie i nie marudź!

Nie marudziłbym, gdyby NM nie był spięty z aplikacjami sieciowymi. Jeżeli nie masz wyklikanej sieci, to Pidgin Ci się nie połączy przy logowaniu. Ani Evolution. Trzeba ręcznie przejść w tryb online.

Oh, nie działa też na PPP, więc Twój modem i karta GPRS-owa nie jest kwalifikowanym dostarczycielem sieci.

Następną sprawą jest 6 miesięczny cykl wydawniczy. Zacne to, że developerzy Ubuntu dostarczają Nam świeżych aplikacji. Mniej zacny jest fakt niestabilności niektórych programów. GNOME miewa wydania typu “yawn1 ale Ubuntu — będące związane timeline z wydaniami GNOME — dorzuca resztę aplikacji i wydaje system mimo tego. Dostajemy wtedy dwa-trzy nowe funkcjonalności w GNOME, nowy kernel i często — regresje w oprogramowaniu. Ile razy ćwiczyłem już: “w poprzedniej wersji działało, WTF?“. Karty graficzne, WiFi, hibernacja, instalator.

Gdyby wydawali co rok może znalazłby się czas na doprowadzenie do stanu, gdzie nowa wersja rzeczywiście jest warta inkrementacji numerków.

Ubuntu, jako całość, wygląda świetnie. Dużo ludzi, dużo tekstów wspomagających codzienną walkę z problemami, ładna infrastruktura Launchpad. I te cholerne, malutkie kamyczki w butach, przez które nie można chodzić.

Inne dystrybucje też mają błędy!!11 Odwal się od Ubuntu, frajerze!1@

Inne dystrybucje też mają błędy. Niektóre są jednak wypolerowane, że świecą się jak psu jajca (Debian Stable), inne znów — dzięki swojej prostocie — pozwalają objąć głową powstały problem. 2

Parafrazują trochę — “Z wielkim hajpem przychodzi wielka odpowiedzialność” — nadużywanie przymiotników “najlepszy“, “najłatwiejszy“, “najzajebistszy” powoduje, że wymagania rosną. Jeżeli na serio podbijamy biurka tych wszystkich frajerów, co używają jeszcze OS X i Windowsa 3 i — pożal się boże — AmigaOS to raczej nie jest dobrze naprawić w 2008 buga zgłoszonego przeze mnie w 2005 w sprawie GDM-a odpalającego się w złej rozdzielczości. Ani tego, że Evo zdechnie Ci z kalendarzem, aKMail nie umie pokazać dobrze list-view z e-mailami.

Czy 8.04 — będące bądź co bądź LTS-em — zaskoczy mnie i wreszcie dobije jakością do pierwszych wydań Ubuntu? Zobaczymy. Właśnie wyszła beta.

Można ją pobrać od ręki i samemu się przekonać 4 jak się nowe “Obonto” sprawuje.

Czytając releasenote:

  • Nowy klient BiTorrenta
  • Nowy klient VNC
  • Jakiś programik do budowania DVD
  • Poprawki do Nautilusa (moim skromnym zdaniem Nautilus jest idealnym klonem Findera, obu nie potrafię używać i nie ma na to poprawki)
  • AppArmor (przynajmniej nie cierpią na syndrom NIH)
  • KDE 3.5.9, GNOME 2.22, OpenOffice.org 2.4.0rc2, X.org 7.3

No cóż, ten e-mail o becie nie był zbyt porywający. Ale tego oczekiwałbym od LTS. Tego i w miarę komfortowej pracy przez rok czy dwa.

  1. dla mnie większość, ale ja już tak mam
  2. Slackware, CRUX
  3. dla frajerów bez wyczucia ironii, to ironia, frajerzy
  4. co zresztą robię. Dlaczego torrent ma tylko 10 seedów, nie wiem

My God, it’s full of stars

Behind every man now alive stand 30 ghosts, for that is the ratio by which the dead outnumber the living.

Wstęp do Odysei Kosmicznej 2001, Arthur C. Clarke

Dziś w nocy w wieku lat 90 zmarł Arthur C. Clarke — pisarz, który całe swoje życie patrzył w gwiazdy. Kolejna osobistość SF, po Iassacu Asimovie, Philu K. Dicku i Lemie, która pozostawiła po sobie książki tak ważne, że nie wyobrażam sobie półki bez nich.

Nasz malutki świat stał się jeszcze mniejszy.


Komiksy, komiksy — magiczne obrazki

Ile jest Internetowych komiksów? Bogowie raczą wiedzieć. Ile jest dobrych? Zdecydowanie mniej. Jak je znaleźć? Szukać długo i zdecydowanie, pytać przyjaciół, pytać autorów dobrych komiksów o listę ich ulubionych lub ostatecznie — przeczytać tę notkę.

Apple Geek [feed]

applegeeks.png

Ciężko określić ten komiks jednym słowem. To klasyczny pasek o bandzie znajomych a Apple wymienione w tytule często pojawia się jako atrybut sceniczny, ale mało kiedy jako “bohater”. 1 Codzienne paski są czarno-białe i mało kiedy opowiadają historię przez więcej niż kilka dni, weekendowe paski są piękne, kolorowe i czasami ciągną się bardzo długo. Czasem nie czytam AG przez tydzień tylko po to, by mieć dwa wielokolorowe komiksy.

Basic Instruction [feed]

basicinstr.png

Jak zachować się wobec ludzi, którzy kłamią Ci w żywe oczy? Co zrobić, gdy chcesz iść na ryby, a Twoja partnerka właśnie wyciąga odkurzacz i patrzy na Ciebie wyczekująco? Jak dać sobie radę z pijanym przyjacielem łapiącym Cię za tyłek? Te i inne odpowiedzi znajdziecie w komiksie Basic Instruction. Teza i cztery panele podające rozwiązanie. Czasem bardzo dobre.

Boli Blog [feed]

boli.png

Chyba nie oczekujecie, że będę opisywał ten komiks? Nie, serio? :-)

Boy on the stick and Slither [feed]

bobas.png

Cyniczne, ale pełne rozmaitych prawd życiowych, dialogi między Patykowatych Chłopcem i Pełzaczem. Jeżeli chcesz się pośmiać, to zdecydowanie nie czytaj.

Brevity [feed]

breavity.png

Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafią sprzedać żart w jednym panelu. To typowy komiks gazetowy. Bez histori, czysty phun.

Cat & Girl [feed]

catandgirl.png

O czym może rozmawiać dziewczyna z kotem? O wszystkim. Głównie o życiu, celach i o tym, jak zdobyć następny posiłek. Kolejna świątynia cynizmu i zdroworozsądkowej obserwacji.

Bizzaro by Dan Pizzaro [feed]

pizzaro.png

Jak Ci się podobała książka o historii kleju?” — zapytał Dogbert — “Nie mogę się od niej oderwać” — odpowiedział Dilbert. Scott Adams (Dilbert) napisał w wyjaśnieniu do historyjki, że uwielbia dowcipy, które powodują w Twojej głowie to “Ah! Hehe!”. Dan Pizzaro jest mistrzem zabawy ze słowami i znaczeniami.

Dilbert [feed]

dilbert.png

Siedzisz w zagródce, Twój szef jest debilem i jego hasłem przewodnim jest “Boli? A teraz?!”. Ostatni raz widziałeś kobiety w spamie, którego Twój zaawansowany setup serwera nie zdołał wyfiltrować, dla zabawy piszesz program przewidujący średni czas potrzebny na zagotowanie wody na szczycie Himalajów. Nazywamy się Dilbert, bo są nas miliony.

Poza tym podziwiam Scotta Adamsa jako model człowieka, który odmienił swój los.

Dresden Codak [feed]

dresden.png

Szczerze? Nie mam pojęcia o czym jest ten komiks. Zawsze czytam go tak, że nie trafiam w początek historii. Ale rysunki tak mi się podobają, że nie mogę go pominąć za nic na świecie.

Cyanide & Happiness [feed]

cah.png

Jeden z tych totalnie prymitywnych i głupich komiksów do których śmiejesz się jak idiota. Urwane kończyny, kupa, seks i cierpienie są nieodłącznymi motywami tej serii. Nie można nie kochać.

Hijinks Ensue [feed]

ensue.png

Nie wiem po co to czytam. Komiks ma swoje momenty, jest trochę nerdowski, ale jakoś ciągle czekam na przełom. Mimo to warto śledzić — komiksy o scjentologii były świetne.

Minus [feed]

minus.png

O Minus już kiedyś blagowałem. :-)

Overcompensating [feed]

over.png

Gdybyś wziął przeciętnego Amerykanina i jego żonę, jarającego zioło przyjaciela i kazał im mówić o polityce, to co by wyszło. Komiks o tym, jak rząd przekopuje Twoje śmieci. Dobry komiks.

Perls before Swines [feed]

perls.png

Krokodyle tak głupie, że świętej pamięci Croc Hunter nawet by nie spojrzał w ich kierunku, polujące na Zebrę w stylu dostępnym tylko dla pewnego Kojota z kreskówek, Szczur z jego potajemnym alterego Egomana, superbohatera, który troszczy się tylko o siebie (“Pomóż mi Egomanie!!!!” — “Hmm, a co ja będę z tego miał?“) i całkiem naiwna Świnia. Hieny prowadzące zakład pogrzebowy w którym ważną część odgrywa skecz Monthy Pythona “I’m not dead! Look, I’m feelin’ better! — No, you’re not!” — przepis na świetny komiks.

Penny Arcade [feed]

pa.png

Ten komiks znają chyba wszyscy. Świat gier oczami dwóch świrów. Must have w Twoim czytniku.

Questionable Content [feed]

qc.png

Na starość zaczynam mieć soft spot dla oper mydlanych. Jest coś w tym bogatym życiu emocjonalnym komiksowych postaci co przyciąga nerda jak światło świecy ćmę. Jak człowiek dyskutuje w pracy przyrost o 0.0.1 biblioteki, której nikt nie używa, to potem chce poczytać jakieś skomplikowane historie o ludziach siedzących po uszy w związkach i takich tam.

QC polecam czytać “od deski”. Wtedy ma sens.

Simulated Comic Product [feed]

sim.png

Ulubiony komiks basistów. Nie, nie wiem dlaczego. Kiedyś autor zapytał, czy ktoś na czymś gra i w jakiej kapeli. Pierwsze siedem komentarzy brzmiało mniej więcej tak “Gram na basie w kapeli [tu link]“. Wpisy skończyły się po tym, jak ktoś zacytował stary dowcip — “Do baru wchodzi trzech muzyków i basista“. 2

Sinfest [feed]

sinfest1.png

Sto procent przekazu. To jeden z tych komiksów, który powoduje, że otwieram okno w IM do Shota i piszę — “Widziałeś dzisiejszy SF?” I zwykle widział. I nawet nie ma o czym specjalnie dyskutować, bo wszystko zostało już ~~powiedziane~~ narysowane. Czasem jest lekko i zabawnie, gdy seria opowiada historię Świni, której życiowym motto jest p0rn i jamajskie ziele. Nagle — zupełnie znikąd — Tatsuya wali po nerkach metafizyką i męsko-damskimi zapasami, w których jedyną zasadą jest, że ich nie ma.

To jeden z pierwszych komiksów sieciowych, które zacząłem czytać. Polecone dawno temu przez Asiaque, za co jej dzięki na wieki.

The Non-Adventures of Wonderella [feed]

wonderllea.png

Leniwa superbohaterka, Wondarella, otwiera supermarket. Nic więcej nie powiem.

The Perry Bible Fellowship [feed]

pbf.png

Kolejny komiks, o którym nie można nic napisać. No bo co można napisać o TPBF? Że każdy odcinek to perełka? Że każde pojawienie się nowego komiksu wywołuje palpitację pompy krwi i żal, że autor tak rzadko decyduje się na dodanie czegoś nowego? To kolejny feed, który trzeba przelecieć od “frist ps0t”.

Wizard of Id [feed]

wizard.png

Klasyczny komiks “gazetowy“. Czy średniowiecze byłoby zabawne? Dla despotycznego króla — zdecydowanie tak. Dla poddanych? No, do cholery, wtedy piło się wino zamiast wody. Woda powstawała w wyniku czynności fizjologicznych smoków, a wino wychodziło spod nóg wieśniaków dłubiących w nosie. Wybór był oczywisty! 3

Wulffmorgenthaler [feed]

wulff.png

Obwisłe cycki, pandy zjadające dzieci (ale pandy są taaaaaaakie urocze), wypadające oczy. Wulgarni Duńczycy idealni przed kawą.

xkcd [feed]

xkcd.png

Jeżeli 99.7% 4 nerdów zaczyna dzień od Twojego komiksu, a wszystkie demokratyczne społeczności 2.0 (tu: Digg, Reddit, YC! HN) linkują do większości stripów, irytując ludzi, którzy już je subskrybują — musisz robić coś dobrze. Cholernie dobrze.

See Mike Draw [feed]

see.png

Moje nowe odkrycie. Jednostripowe szaleństwo. Jeszcze nie mogę wiele o nim napisać, ale wiem, że zagości na stałe w mojej kolekcji.

What the Duck [feed]

wtd.png

Życie fotografa — w świecie opanowanym przez aparaty, którymi nawet ja potrafię robić zdjęcia — musi być fatalne. Nie, jest fatalne. Jeżeli jesteś Kaczorem i nie pełnisz akurat kierowniczej funkcji w kraju Unii Europejskiej, to masz na serio przewalone. Klienci zrobią z ciebie metaforyczny pasztet, a konkurenci naplują Ci w twarz — a do tego trzeba się nad tobą nachylić. Potem siedzisz w domu i mówisz do siebie WHAT THE DUCK ja robię. Zmieniam branżę! Ale nie zmienisz — kochasz fotografować nawet podczas przypływu generacji Polaroid³.

Ten post nie powstałby gdyby nie Eri, która poganiała mnie bezlitośnie wyznaczając deadline zawstydzający nawet najbardziej radykalnych klientów i kapela Morion, której płyta przygrywała mi do klepania.

Jeżeli znacie jeszcze jakieś niezrównanie fantastycznie komiksy nie omieszkajcie wspomnieć ich w komentarzach.

Emil, over and out.

  1. piszę żeby jabłkofobi nie musieli go kompletnie pominąć
  2. a wiecie, jakie są ostatnie słowa perkusisty w kapeli? — “Chłopaki, napisałem piosenkę
  3. nie, nie Pepsi
  4. 68% statystyki jest zmyślonej na miejscu

Naczelnik ma rację [i lekko NSFW]

Wpierw Marcin wspomniał o wpisie na blogu ireportera. Ireporter wyłowił ciekawą wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego na temat głosowania w Internecie. Ogólnie w Internecie zgnilizna, alkohol, gołe dupy i brak powagi. W Internecie rządzą też określone siły, dlatego naczelnik PiS nie patrzy przyjaznym okiem w stronę ludzi, którzy raczej nie są jego wyborcami.

Ja tam się osobiście z Jarkiem zgadzam. Piwo piję do komputera, a co jakiś czas Patrys wrzuci na Blip linki zupełnie rozebrane, to człowiek kliknie.

Natomiast chciałem wrócić do sprawy tego, kto rządzi w Internecie. Pojawiłem się na stronie KP PiS (via Pan Makowski, który [dziś blaguje o sądzie tamże](http://www.ooops.pl/makowskiundpepe/?p=2420[/ref] jako gość. Nigdy  wcześniej nie miałem okazji bycia tam gościem, więc wszystko było nowe i kusiło akcją onClick. Moją uwagę zwrócił pewien post. Pozwalam sobie na reprodukcję.

PiS in de
zone

Tak. Już wiemy, kto rządzi w Internecie. Ci, którzy potrafią sobie radzić z tym medium.


Jak poczuć się fatalnie (jako artysta, albo w ogóle twórca)

Mizarable

  1. Bez przerwy porównuj się do innych artystów
  2. Rozmawiaj z rodziną o Twoich dokonaniach i oczekuj pochwał
  3. Oprzyj sukces swojej kariery na jednym projekcie
  4. Rób tylko te rzeczy, które już potrafisz
  5. Nie doceniaj swojej wiedzy
  6. Niech pieniądze dyktują Twoim życiem
  7. Poddaj się presji społecznej
  8. Rób tylko to, co pokocha Twoja rodzina
  9. Rób wszystko, co sugeruje Ci galeria/klient/mecenas
  10. Ustawiaj sobie nieosiągalne cele, które masz zrealizować do jutra

(To w ramach przypomnienia. Często popełniamy te same błędy. Czasem zawsze.)


Króka historia o uporze i braku talentu

6945-startup_-2_0-sfull.png

Robimy zdjęcia naszym wspaniałym aparatem cyfrowym, nagrywamy kawałki przy użyciu pierwszego lepszego programu dołączonego do karty muzycznej. Filmy z imprez rodzinnych nagrywa nasza kamerka cyfrowa a DVD z menu przygotowuje programik, który dostaliśmy z nagrywarką.

Okradliśmy artystów ze wszystkiego: nie wiem nic o przysłonie, nie wiem nic o świetle, nie wiem nic o muzyce i nie pozwalam, aby wiedza o niewiedzy powstrzymywała mnie przed tworzeniem. Grafik ślepnie, muzyk głuchnie a scenarzysta zostawia wszystko i pracuje nad serią reklamówek dla “Biedronki” gdy ich skonfrontować z moimi spazmami.

Zawsze brakowało mi automatu, który pozwoliłby jeszcze ująć mój absolutny brak poczucia humoru w kilka fajnych paneli z chmurkami tekstu.

No i jest. Nazywa się Toonlet i jak sama nazwa wskazuje “let” nam robić “toon”.

Cała zabawa jest przednia. Od autorów (i kilku bardziej uzdolnionych użytkowników) otrzymujemy “worki” zawierające części pozwalające “zbudować” własną postać. Już samo używanie narzędzie do budowania postaci jest frajdą samą w sobie. Dla ludzi, którzy rysują jedną ręką idealne koło a drugą je cieniują nie jest to może coś użytecznego, ale to nie dla takich ludzi jest ten serwis.

Możemy stworzyć kilka wariacji swojej postaci i otagować je “nastrojami”. Potem wystarczy zbudować dość postaci do naszego wymarzonego komiksu i kliknąć na link pozwalający zapełniać panele.

A tam już banalnie. Wybieramy postać na panel, jej nastrój, górny przypis (jeśli potrzebujemy), treść dymku, kolor tła. Koniec. Teraz tylko czekać na przelew pierwszego miliona dolarów od wydawcy książki o najbardziej znaczących dokonaniach w świecie “komiksowego paska”.

Czekam od 20 minut i Scott Adams nadal nie dzwoni. Dziwne.


Rzeczy (podstawowe), które warto wiedzieć o typografii

Nie jestem specem od typografii. Lubię patrzeć na ładnie poskładane rzeczy i czytać ludzi, którzy się na tym znają. Teksty o typografii zwykle powodują, że w głowie odzywa mi się cichutki głosik — “Amm, to ma sens! Czemu wcześniej o tym nie pomyślałem?

Chłopcy-webowcy są szczególnie na bakier z tą sztuką. Specjalnie dla nich serwis ILoveTypography przygotował mały przewodniczek opisujący kilka zasad typografii przydatnych dla webmasterów.

Życzymy miłej lektury i mamy nadzieję, ze z czasem sieć będzie pełna wymuskanych projektów, gdzie wszystko gra jak w stuletniej gazecie.


Encore, encore!

Miałem się powstrzymać od komentowania około politycznej rzeczywistości, ale chyba mi się nie uda. Właśnie przeczytałem artykuł o tym, jak jakiś prawicowy bloger wyskoczył z budynku w ramach protestu “przeciwko islamizacji”.

No to im pokazał!

W swoim ostatnim poście na blagu twierdził, że robi to by uczcić pamięć osób wyskakujących z płonącego WTC i zabitych żołnierzy, którzy niosą na bagnetach demokrację krajom pokrytym piaskiem. Z pewnością jego czyn pomógł rodzinom zmarłych.

Roztrzaskany obecnie blager uprzedza jednak! Nie powinniśmy go brać za wariata. Jest zupełnie zrównoważonym człowiekiem, którego wpierw małżeństwo Clintonów wrobiło w usiłowanie zabójstwa, a który potem testował znany wzór z masą, wysokością i stałą grawitacyjną. Z pewnością, jak twierdzi, lewackie media przekręcą jego śmierć i zrobią z niego zgorzkniałego człowieka na krańcu wytrzymałości. Głupie media.

Facet się zabił (i jako katolik przekreślił swoje szanse na zwis swobodny w chmurach) aby udowodnić swój punkt widzenia. Nie zaciągnął się do wojska. Nie poświęcił życia na edukację o zagrożeniach, które niesie ze sobą teokracja. Nie zrobił tak wielu rzeczy, które dla jego sprawy (sam nazywa się ‘ideowcem’) miałyby jakieś znaczenie.

Wyjebał się przez okno.

A ja się śmieję. Tak, nieczuły ze mnie drań. Puste gesty są zabawne, a tak ostateczne powodują, że muszę szukać szybko chusteczki do nosa i powstrzymywać się od przyjmowania płynów. Mam nadzieję, że pomysł na zabijanie się (tak jak on, po cichu, na chodniczek i do woreczka) rozprzestrzeni się wśród innych nawiedzonych ideologów. Kilka lat i będziemy mogli zająć się innymi rzeczami. Na początek oczywiście trzeba będzie się wyposażyć w jakieś mocne parasole (spadające ideowcy) i kalosze (leżący ideowcy ulewający posokę), ale moda nie powinna grać roli, gdy idzie o święty spokój.

Więc drodzy niezdesperowani, rozsądni nawracacze i ‘mojsza bardziej niż twojsza’! Encore, encore!


Little Riding Hood

/*

 Little Riding Hood, pesudocode version

 Inspired by eri
 By Emil Oppeln-Bronikowski

*/

mother = new Person(Person::Female);

rrh = new Person(Person::Female);

basket = new Items(Items::Basket);

scenery = new templates();

// First scene

scenery->load("home");

scenery->attach(mother);

scenery->attach(rrh);

// We need object in basket

mother->copyObjects(mother->stock, basket);

foreach(basket as food){

 // learn rrh object what's in basket object by enumeration

 rrh->addInformation(food);

}

mother->attachObject(rrh,basket);

grandma = new Person(Person::Female);

mother->addEvent(rrh, grandma->position([/ref];

scenery->load("woods");

wolf = new Animal(Animal::Wolf);

scenery->attach(rrh);

scenery->attach(wolf);

while(rrh->eventLoop([/ref]{

 rrh->postition(

    scenery->currentX, grandma->positionX(),

    scenery->currentY, grandma->positionY()

 );

 if(wolf->style->visible){

    rrh->stopEvent();

    wolf->addEvent(

        self,

        array(

            avg(grandma->positionX([/ref],

            avg(grandma->positionY([/ref]

        )

    );

    rrh->continueEvent();

 }

}

scenery->load("house");

scenery->attach(grandma);

scenery->attach(wolf);

// FIXME: just a hack

grandma =& wolf;

wolf->addListener(rrh);

scenery->attach(rrh);

while(instanceOf(rrh) != Person){

 rrh->nextQuery();

 switch(grandma->ansferQuery(rrh->lastQuery([/ref]){

    case 'TO_SEE';

        break;

    case 'TO_HEAR';

        break;

    case 'TO_EAT';

        grandma->inherit(rrh);

        ~rrh();

        break;

 }

}

ranger = new Person(Person::Male);

scenery->attach(ranger);

ranger->attach(Weapon::Boomstick);

ranger->destroy(wolf); // makes .guts public

foreach(wolf->guts as people){

 rescued[] = People::LoadInstance(people);

}

if(rescued.count() > 1){

 scenery->load("happyEnd");

}else{

 // hmmm, I need some kind of story exception here?

}

Microsoft pomaga użytkownikom

Testujemy nowy kod z Tomkiem i Michałem. Ogólnie chodzi o to, że po migracji systemu na nowy serwer nagłówki sprzedające typy jakoś głupio działają. Klikamy więc, klikamy — nawet uzyskując jakieś sensowne rezultaty, gdy stwierdzam, że zobaczymy co IE7 powie na nasz kod.

Odpalam VirtualBoksa, bootuje XP, odpalam IE7. Klikamy. Sprzedał nam dokument ODF jako nieznany plik. Już miałem zamknąć okno, gdy zauważyłem przycisk pozwalający poszukać oprogramowania, które otworzy ten nieznany plik. Czy Microsoft poleci OpenOffice? Czekamy. Baza dany rozszerzeń plików firmy Microsoftu szuka, szuka i stwierdza, że po polsku to ona nic nam nie powie. Prosimy o angielski. Czekamy.

O rany! Plik jest zupełnie nieznany. Kto się spodziewał? Ale jest jeszcze jeden link, do Microsoft Marketplace. W temacie ODF-a znalazł się jeden programik, wtyczka do IE wspomagająca integracje z pakietem Zoho.

To samo mam u siebie. Gdy szukam oprogramowania, tak developerskiego, jak użytkowego, system trzyma mordę na kłódkę i nie wspomina o formatach konkurencji.

Oh, wait.

emil@heroina:~$ apt-cache search microsoft doc

libwmf-doc - Windows metafile documentation

libwps-doc - Works text file format import filter library (documentation)

libwv-1.2-3 - Library for accessing Microsoft Word documents

libwv-dev - Development files for the wvWare library

libwv2-1c2 - a library for accessing Microsoft Word documents

libwv2-dev - development files for Microsoft Word access library

openoffice.org-voikko - Finnish spell-checker and hyphenation for OpenOffice.org

aolserver4-doc - AOL Web Server 4 (Documentation)

cryptonit - A client side PKI (X.509) cryptographic tool

gpsbabel - GPS file conversion plus transfer to/from GPS units

gstreamer0.10-pitfdll - GStreamer plugin for using MS Windows binary codecs

latex2rtf - Converts documents from LaTeX to RTF format

latex2rtf-doc - Converts documents from LaTeX to RTF - documentation

libchm-dev - library for dealing with Microsoft CHM files (development)

libchm1 - library for dealing with Microsoft CHM format files

libjakarta-poi-java - Poor Obfuscation Implementation

libjakarta-poi-java-doc - Poor Obfuscation Implementation Documentation

libole-storage-lite-perl - simple class for OLE document interface

libwps-tools - Tools from libwps for converting Works text documents to HTML/RAW/Text

mailscanner - email virus scanner and spam tagger

nsis - Nullsoft Scriptable Install System (modified for debian)

python-adodb - A database abstraction library for python

r-cran-rodbc - GNU R package for ODBC database access

ripole - Extract attachments from OLE2 data files (ie, MS Office docs)

swish++ - Simple Document Indexing System for Humans: C++ version

testdisk - Partition scanner and disk recovery tool

wv - Programs for accessing Microsoft Word documents

libpango1.0-doc - Documentation files for the Pango

libpt-doc - Portable Windows Library documentation & sample files

openoffice.org-dev-doc - OpenOffice.org SDK -- documentation

mozilla-openoffice.org - OpenOffice.org Mozilla plugin

openoffice.org-dtd-officedocument1.0 - OfficeDocument 1.0 DTD (OpenOffice.org 1.x)

openoffice.org-filter-mobiledev - Mobile Devices Filters for OpenOffice.org

okular-extra-backends-kde4 - extra backends for okular

Różne kształty i kolory — pogromcy i potwory

Uwielbiam oglądać rysunki. Po prostu. Zostało mi chyba jeszcze z czasów czytania komiksów — niektóre panele dało się oglądać przez dłuższy czas i co chwila wpadać na jakiś detal, który wcześniej nam umknął. Z drugiej strony uwielbiam proste i szybkie szkice, które mają czasem więcej charakteru niż dowolna grupa poselska.

Dziś znalazłem stronę DrawerGeeks! — zawiera ona reinterpretacje znanych postaci ze świata komiksu, bajek i popkultury. Wielu artystów, wiele spojrzeń. Warto poklikać w pracy. Ostatecznie jest piątek!

Na koniec pozwolę sobie dać link do jeszcze jednego zbioru prac — tym razem jednego autora — Kyziera. Na forum przedstawił on graficzne interpretacje komiksowych bohaterów tłumacząc jednocześnie, czemu nadał im takie kształty i cechy. Bardzo dobra lektura.

Spiderman. Najlepszy, jakiego widziałem!

Spiderman


Out of Walentynki experience

Czwartek zaczął się e-mailami od klientów, że już za chwileczkę, już za momencik będzie trzeba pokazać nowe demo systemu. Okazało się, że nie tylko ja mam dziś dużo pracy: to samo przypadło thungowi i Pio. Zebraliśmy się wiec w jednym pomieszczeniu, powpinaliśmy się do sieci i zaczęły się produktywne Walentynki.

blip.jpg

Wpierw trzeba było przerwać lansy na Blipie i pootwierać te wszystkie okna związane z pracą.

padrethungpoczatek.jpg

Thung ruszył spokojnie podbijając punkty znajomości CSS — Pio pisał system, który miał zostać oddany tak dawno temu, że w tej chwili prowadzi negocjacje z wnuczkiem klienta, a sam klient zamienił się w kupkę proszku.

kawki.jpg

Praca bez kawy jest jak taka rzecz, która nie ma sensu i jest ciężka do zrobienia.

opipio.jpg

Ruszyli! Twarze pełne skupienie. Klik-klik-klik.

kod.jpg

Powoli powstaje poprawka. Powoli, bo utknąłem na banalnym algorytmie. Popełniłem podstawowy błąd i zamiast zabrać się za przemyślenie sprawy — zabrałem się za dopisywanie warunków, które niby miały coś pomóc.

piwo.jpg

Support. Nie pomógł. Ale ułatwił przełknięcie smaku porażki.

algorytmy.jpg

Ostatecznie poddałem się i zabrałem się za to, co powinienem zrobić na początku. Zapisać sobie na kartce co ja w ogóle chcę osiągnąć. Pisałem z uwagą godną lepszego celu.

sukces.jpg

Nirvana połączyła się z Eureką. Na szczęście obyło się bez wizyty w wannie. Analogowa kartka znów wygrała z cyfrowym debugowaniem zepsutego kodu.

notka.jpg

Ostatnia kartka, która okazała się zwycięską. Tak mało, a tak wiele.

koncowka.jpg

Koniec. To był produktywny dzień. Dużo kodu, zadeptanych bugów bez liku, jeszcze więcej nowych. Teraz trzeba dopić tę resztę piwa, która została. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze. Różnica taka, że Wam kazali sprzedawcy kartek z życzeniami i ciastek w kształcie serca, a nam klienci. ;-)


Dzielić się i mnożyć czytelników

Od zawsze byłem fanem zasypywania ludzi linkami w miejsca, w które nigdy by nie trafili, bo mają inne zajęcia: kobiety, śpiew, pracę. Żeby zwiększyć zasięg rażenia przeniosłem się z wysyłania ich przez IM na drogę mailową. Potem zdecydowałem, że pojedyncze osoby także nie spełniają mojej pasji śmiecenia. Przeniosłem się na listę dyskusyjną naszego grona przyjaciół, gdzie ludzie niezainteresowani także musieli choć na nie rzucić okiem.

Nadal mało. Postanowiłem więc przetestować moje śmieci na Webie i przykleiłem dziś zawartość jednego z takich e-maili na blaga, którego trzymam właśnie ku celom śmiecenia. Możecie sobie przeczytać, ocenić jak to wygląda i wyrazić opinię, czy chcecie taki “nielucki”-ludzki filtr RSS-ów.


Ruchu w biznesie ciąg dalszy

Ledwo zdążyłem zapomnieć o wykupie MySQL-a, a już firma Sun zrobiła kolejny ruch: zakupiła dziś firmę Innotek, autorów VirtualBoksa. Trzeba przyznać, że Słoneczko zgromadziło już całkiem niezłą kolekcję oprogramowania. Dodajmy do tego wydanie pierwszej wersji Nexenty, działania Iana Murdocka na rzecz ‘uładnienia’ Solarisa i mamy całkiem wybuchowy miks.

Czy Solaris zacznie powoli zabierać stacje robocze Linuksowi? Czy zje trochę rynku serwerom LAMP? Czy VirtualBox przestanie działać na Linuksie?

Dowiedź się więcej w następnym odcinku “Zakupy z Sunem: moja karta kredytowa jest lepsza od Twojej!”


Wychodzisz? Zapomnij o kłopocie.

Wychodząc z pokoju zostawiasz na ekranie swojego komputera różne rzeczy. Zalogowaną sesję do banku, kawałek notatki o higienie Twojego kolegi z pokoju, która trafi na biurko zarządu, program pocztowy. Pamiętasz, żeby za każdym razem “zablokować” dostęp do ekranu? Ja postawiłem na 3 minutowe opóźnienie wyciemniacza. Ale przez trzy minuty każdy może podejść i sobie kliknąć.

Do akcji wkracza BlueProximity.

Program ten jest apletem dla GNOME, który “wyczuwa” czy Twój telefon komórkowy jest dostępny via Bluetooth. Wychodzisz z telefonem w kieszeni, następuje automatyczna blokada dostępu do systemu.

Można też uzyskać efekt “automatycznego odblokowania” pojawiając się z urządzeniem w zasięgu.

Sprytny, malutki programik, który pokochają ludzie dzielący pokój z współpracownikami lub współlokatorami.

Użytkownicy Windowsa mogą wejść w posiadanie podobnego programiku za jedyne \$15.


Podręcznik o większości z Nas

Rodzina kiwa z politowaniem głowami? Dziewczyna wyniosła się dawno temu przegryzając przed wyjściem skrętkę? Znajomi uważają Cię za pożytecznego kretyna? Najwyższy czas podarować im Nerd Handbook!


MacBookAir: Ars rozbiera MBA i ogląda gołe części

Ars Technica, jeden z moich ulubionych portali o całym tym naszym IT zamieścił dwie recenzje MacBookAir. Jedną dla standardowej edycji a drugą, rozszerzająca dla wersji z dyskiem SSD. Jak zwykle w przypadku Ars opisy są dokładne i dają obraz produktu.

Żeby oszczędzić czytania leniwcom lub tym, którzy są zapracowani, postaram się zrobić mały skrót.

Apple przysyła MBA w ładnym, 40% mniejszym, pudełku (chrońmy środowisko naturalne), które zawiera ładowarkę, laptopa i o dziwo — aż dwa kable do monitora. Klapka, pod którym ukryto wszystkie trzy porty jest umiejscowiona tak, że większość urządzeń nie chce się w nią zmieścić. Polecane są kable przedłużające. Klawiatura mu się podoba. ;-) Trackpad z możliwością macania nie zmienił jego życia. Bardziej cieszy się z faktu, że jest on (trackpad) większy. Jeden głośny, monofoniczny głośniczek ukryty pod klawiszami nie robi na nikim wrażenia. Brak napędu optycznego autorowi nie przeszkadza, ale rozumie czemu innym już tak. Używanie napędu przez sieć bezprzewodową jest fajne, jak twierdzi, póki nie trafisz do miejsca w którym nie będziesz mógł zainstalować programiku do udostępniania. Przy okazji, programik dostępny jest tylko i wyłącznie na płycie instalacyjnej.

Rozmiar i waga wg. autora to 100% tego, czego oczekiwał od Apple. Dysk, to też to, czego oczekiwał od Apple. Bardzo Wolny Dysk, w standardzie. Każdy zna straszne historie, gdy plażowa piłka wytacza się i nie chce iść. Tu też się wytacza. WiFi bez rewelacji, działa, ale nie śmiga. Prawdopodobnie aluminiowa obudowa pomaga sygnałowi iść w inną stronę.

In my standard battery test, where I disable all power-saving features, set the screen brightness at maximum, turn on the Wi-Fi and play an endless loop of music, the MacBook Air’s battery lasted 3 hours, 24 minutes. That means you could likely get 4.5 hours in a normal work pattern, almost the five hours Apple claims.” \~Walt Mossberg

No, jeżeli czyjś normal-work-patter to słuchanie muzyki w loopie, to może i tak.

Wróćmy do Ars. Laptop wydaje się być dobrze zbudowany i bardziej wytrzymały, niż na to wygląda. Przeżył nawet jedną podróż na podłogę. W testach wydajnościowych — co w miarę oczywiste — MBA zebrał w tyłek od swoich mniej anorektycznych braci.

Rzeczy dobre: rozmiar, wytrzymałość mimo wyglądu, działa dobrze jako przenośny terminal Internetowy (tego trochę nie rozumiem, ale dobrze, to Ars pisało)

Rzeczy słabe: Manager migracji ssie 1, Twoje urządzenia USB pewnie się nie zmieszczą w klapkę, nie jest dość mocny w porównaniu z innymi jabłkami.

Rzeczy paskudne: Dysk, bateria.

Drugi tekst skupia się na pytaniu “Co da Ci dodatkowy wydatek dodatkowych \$1300?”. Kondensując już bardzo szybko cały artykuł: niewiele. System wstaje szybciej (11.5 sekundy), dzięki szybkiemu dostępowi do dysku, niektóre operacje nie wytaczają plażówki. Życie baterii nie uległo wielkiej poprawie, ogólna szybkość aplikacji poprawiła się tylko dzięki różnicy zegarów (1.6 vs. 1.8).

  1. Po szczegóły odsyłam do tekstu

Spicebird czyli Thunderbird zderza się z Evolution, które podglądało Outlooka

Często powtarzającą się uwagą w kierunku pomysłu “Linux na biurku” jest brak dobrego systemu kalendarzy, wiadomości i notatek, spiętych w jedno. W świecie korporacji niekwestionowanym królem tego poletka jest Outlook i własnościowy serwer Exchange. W świecie Open Source powstało kilka projektów, mających dostarczyć podobnej funkcjonalności, z najbardziej popularnych dzięki dołączeniu do biurka w Ubuntu wymienię Evolution — niestety, brak możliwości implementacji protokołu Exchange (lub jego częściowa implementacja) powodują, że program taki nie może po prostu zająć miejsca Outlooka.

Ale nie o problemach z wywalczeniem sobie miejsca na rynku chciałem tu pisać. Przeglądając sieć natrafiłem na nowy projekt z gatunku poczta-kalendarz-newsy-kontakty. Tym razem zamiast wynajdywać od nowa koło postanowiono skupić się na czymś, co już działa — i to nieźle — i dobudować niezbędne elementy.

Spicebird jest programem opartym na kodzie Thunderbirda z dołączonym kalendarzem i systemem gadgetów. Po uruchomieniu czwartej bety otrzymamy okno podzielone tabami dostępnymi u góry, które pozwalają nam przechodzić między funkcjonalnościami programu. Zaczynamy od “Home”, które jest niczym więcej jak tablicą (“dashboard”) na do umieszczania gadetów. Na teraz nie ma tego wiele: jest czytnik RSS, zegary pokazujące czas w różnych częściach świata, szybki wgląd w listę zadań i kalendarz i podgląd folderu pocztowego. Dla mnie to bardzo dobry pomysł. Czytnik RSS nie jest może tak potrzebny, ale szybki wgląd w dany folder poczty, zadania na dziś 1 to większość informacji, których potrzebuję po odpaleniu klienta pocztowego. “Co mam zrobić i kto z klientów napisał”. Wskaźnik mojej zajętości.

Spicebird -
home

Chciałbym opisać różnice między Thunderbirdem a częścią pocztową Spicebirda, ale ten drugi nie chce za nic na świecie odebrać poczty z serwera, który posługuje się certyfikatem SSL stworzonym przez “jednostkę niezaufaną”. 2 Na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od standardowego wyglądu Grzmotoptaka. Dla wielu będzie to niewątpliwa zaleta.

Kalendarz. Tu też mamy w miarę standardowy zestaw możliwości. Różne typy widoków, zadania, lokalne kalendarze i kalendarze zewnętrzne (hostowane gdzieś przez WebDAV, Google Calendar, ICS), możliwość zaproszenia do uczestnictwa w wydarzeniu.

Spicebird -
calendar

Podsumowując: Jak na czwartą betę nie jest źle. Gdybym mógł odebrać pocztę prawdopodobnie dałbym szansę Spicebirdowi. Mam jednak wątpliwości, czy sam projekt jest na tyle nowatorki, by przyciągnąć użytkowników i programistów. Prócz zakładki “Home” nie ma w nim absolutnie niczego, czego nie dostarczyłby standardowy Thunderbird i jedna z wtyczek z Kalendarzowego Projektu projektu Mozilla.

Brak możliwości komunikacji z serwerem Exchange po raz kolejny zmusza nas do wykreślenia nazwy programu jako potencjalnego zastępcy Outlooka. Ewentualne przeniesienie pracowników z jednego systemu w drugi wymagałoby zbudowanie własnej infrastruktury i przeszkolenie wszystkich użytkowników. Nic takiego raczej się nie stanie.

Moim drugim problemem z tego typu programami jest to, że mając do wyboru budowanie własnej infrastruktury mającej dostarczyć pocztę i kalendarze dla małej organizacji, a użyciem Google Apps, nie wahałbym się ani chwili nad ofertą Google.

Trzeba przyznać, z pewną przykrością, że otwarte FOSS nie dostarcza niczego innowacyjnego w kategorii oprogramowania biznesowego. Zdaję sobie sprawę, że wynika to ze specyfiki ruchu, który raczej koncertuje się na robieniu rzeczy zabawnych i takich, które rozwiązują ich własne problemu 3 niż na projektowaniu systemu, który pozwala dwóm krawaciarzom umówić się na posiadówkę w pokoju 304.

Mimo to, trzeba sobie uzmysłowić, że biurko to nie tylko trójwymiarowy sześcian i efekt spalającego się okna. To także miejsce pracy gdzie możliwość dodania notki jest ważniejsza od półprzeźroczystej konsoli.

PS. Wiem, że nie ma żadnej winy FOSS-owskich developerów w fakcie, że Exchange jest zamknięty. Tak, jak GG. Tak jak dziesiątki innych protokołów. My to wiemy, ludzie używający oprogramowania mają to w nosie. Ja mogę mieć Jabbera i kalendarz w WebDAV-ie, Jack R. User nie. Zanim dostarczymy lepsze rozwiązanie trzeba włożyć jakoś nogę między drzwi.

  1. na dziś zadania “na dziś” mają buga i pokazują jedno zadanie kilka razy
  2. czyli mnie
  3. ”Szkracz maj icz”

Krzyż:Kross w Łodzi

Za tydzień, w piątkowy wieczór, w łódzkim klubie Bagdad Cafe odbędzie się koncert grupy Krzyż:Kross. Demoscenowcom nie trzeba ich przedstawiać, dawali koncerty na parties. 1 Osobom, które konsumowały swoją młodość w inny sposób, opiszę krótko o co chodzi z Krzyż:Kross: jest to sobie ekipa, grająca muzykę przy użyciu kilku C64. Psychodeliczna elektronika, disco punk, etc. Zabawa zwykle jest świetna.

Zapraszam więc wszystkich fanów C64, dziwnej muzyki i duchoty Bagdadu na dziwny koncert dziwnych ludzi. Przypominamy: piątek, 2008.02.08, 22:00, wjazd 10 PLN.

  1. nadal szukam drania, który mnie przypalił papierosem pod “sceną” w Poznaniu. Mosh-pit i papierosy się nie łączą, głupku