Béton brut

Dzieci wiedzą lepiej

Piotrek, zapytany przez swoją sześcioletnią siostrzenicę o jednorożce, próbuje wytłumaczyć, co to za stwór.

— Widzisz — mówi — to taki koń 1, tylko z rogiem na czole.

Dziewczynka popatrzyła na niego.

— Nie było jednorożców.

— Ależ były, dawno temu, tylko już wyginęły. Serio.

— Nie ma jednorożców. To tylko taka bajka, jak Święty Mikołaj. Nie ma Świętego Mikołaja. I boga też nie ma.

Każdy z nas urodził się ateistą. Żeby uchronić nas przed rozpaczą po śmierci Babci, powiedziano nam, że poszła do takiego miejsca, gdzie jest zajebiaszczo i “Dynastia” też tam jest, więc nawet martwa nie przepuści odcinka, w którym wszyscy okazują się być swoimi zaginionymi braćmi z amnezją. Żebyśmy sprzątali zabawki wciśnięto nam historię o dwóch podglądaczach z pedofilskim zacięciem: Mikołaju i bogu, którzy widzą każdy Twój gest i przygotowują odpowiednią karę dla nieposłusznych.

W szkole po lekcji polskiego, na której świetnie bawiliśmy obśmiewając greckie mity, chodziliśmy na religię, która przygotowywała nas do zjedzenia ciała i wypicia krwi Jezusa, który począł sam siebie 2 z kobietą, wieczną dziewicą. Kupiono nam ładne wdzianka, wódkę i zegarek z dwunastoma melodyjkami. Z koperty patrzył na nas dumny amerykański orzeł siedzący na napisie “stainless steel“.

Rodzice nie kłamcie dzieciom o jeżu. I Mikołaju. I bogach.

  1. kiedy opowiadał nam tę historię wczoraj, powiedział ‘nosorożec’, czym wprowadził nas w stan odrętwienia. Jak można dziecku odpowiedzieć, że Jednorożec to nosorożec? Na szczęście mówił przez niego alkohol
  2. edycja, bo Joan zwróciła uwagę na literówkę/niekonsekwencję. Wstawiam Jezusa, bo jego jemy, ale jest tym samym gościem co Jahwe z tego co pamiętam, więc teoretycznie sam się począł. I jeszcze jest gołębiem. Symbolicznie.

Marta obrączkuje Piotra

To było nieuniknione. Po przekroczeniu trzydziestki faceci rozwijają chęć posiadania pierwszego pierścionka, który można nosić bez skrępowania na ulicy. Wczoraj ofiarą tego niepokojącego trendu 1 padł Piotr Wojciech Szotkowski (znany także jako [Shot](http://shot.pl, który wziął sobie za żonę Martę Jackowską w kościele Św. Marcina.

showe-mini

Gambare, gambare Szotkowski-san!

Zdjęcie: Marta Malina Moraczewska. Kilka dodatkowych fotek dostępne w moim albumie.

  1. pierwszym z pięciu, którzy zakupią sobie biżuterię tego lata, jubilerka to dobra branża w czasach kryzysu

Na powierzchni: nerdy, giki i inni szachiści

Wpierw cię ignorują, potem z tobą walczą, na końcu wygrywasz. Później trafiasz w główny strumień popkultury.

Znany cytat wypowiedziany przez znaną osobę.

1980-1999

Kiedy zaczynałem z komputerami, było to hobby dla ludzi z brodami aspirujących do gęstszych bród oraz młodzików takich jak ja, czekających aż zapuszczą swoją. Jeżeli chodzi o publiczny odbiór, byliśmy gdzieś pomiędzy filatelistami a użytkownikami CB-radio. Nikt nie przejmował się tym, co robimy, my nie przejmowaliśmy się światem.

Nie było bariery wiekowej, nie było uprzedzeń religijnych i nie było kobiet. Dziś trochę tęsknię za starymi, dobrymi czasami. 1 Człowiek mógł poczuć się jak bohater bardzo taniej powieści sensacyjnej.

Wspinałem się po schodach w starej kamienicy, stukałem w drewniane drzwi. Po jakimś czasie otwierała mi Stara Kobieta (zbliżała się niebezpiecznie do trzydziestki) i spoglądała na mnie z mieszaniną niechęci i zmęczenia. Przepuszczała mnie do małego pokoju, gdzie na podłodze bawiła się dwójka dzieci, a w kącie przygarbiony siedział jej mąż, odkrywający wtedy tajniki asemblera 6502. Prasa branżowa na biurku, czasem nawet ksero przemyconego gdzieś z Niemiec miesięcznika o komputerach Commodore i rozmowy o fantastycznych niuansach programowania.

Patrząc z perspektywy czasu, mogę sobie wyobrazić, jak czuła się Stara Kobieta, która musiała znosić to, że jej mąż, ojciec dwójki dzieci – starsza dziewczyna była chyba cztery lata młodsza ode mnie – spędza wolny czas nad klawiszami w towarzystwie szczyla, który grywa w piłkę z chłopakami z parteru.

Dialogi z koleżankami w pracy musiały być dla niej bolesnym doświadczeniem. “Mój mąż kupił Poloneza”. “Podłączą nam telefon w przyszłym roku”. “Tak, a mój mąż siedzi z jakimś dzieciakiem i podskakują z radości, bo w lewym rogu ekranu wyskoczyło im ‘A’”. 2

Jej nieszczęście polegało na tym, że nie miała w słowniku dobrego słowa, które opisuje dokładnie to, kim był jej facet. Mogła powiedzieć “entuzjasta” albo “hobbista”, mogła użyć dużo pojemniejszego terminu “totalny pojeb”. Nie mówiło się wtedy do kogoś per geek. 3

Lata płynęły, komputery przeniosły się z banków i biurek “totalnych pojebów” do domów zwykłych ludzi. Nagle ten dziwny facet w okularach, z tłustymi włosami, ubrany we  flanelową koszulę w kratę stał się nieocenionym źródłem dyskietek z grami i pomocną dłonią w instalacji karty graficznej Virge 3D, który miał wyjątkowo kłopotliwe w instalacji sterowniki do Windows 3.11 for Workgroups.

Staliśmy się potrzebni. Jak facet, który przepycha twój kibel zapchany wyjątkowo udanym produktem jelita. Faceci przepychający kibel mieli jednak przewagę: w większości lepiej pachnieli.

Przewijamy o dziesięć lat do przodu.

Nasza powolna praca polegająca na podkopywaniu społeczeństwa opartego na wiedzy opłaciła się. Wszyscy mają komputer, telefon z własnym systemem operacyjnym, lodówkę z portem USB do aktualizacji oprogramowania.  Świat został zdany na naszą łaskę i niełaskę. Potworzyliśmy miejsca pracy, które są przykrywką do rozgrywania naszej małej gry. “Programista” i “administrator” to lepsze nazwy dla tego co robimy niż “młodszy Adolf Hitler aplikacji webowych” lub “Józef Stalin ds. systemów UNIX-owych”. Wywołują mniej komentarzy.

Z niewiedzy i strachu rodzi się kult. Młody narybek dostosował się do świata. Tak narodził się komputerowy diabeł 2.0, z zaokrąglonymi rogami.

geek2_0

Z piwnicy do świadomości

Konsumenci rozrywki popularnej poznawali nas powoli. W latach osiemdziesiątych stereotypowy nerd był zwykle pomocnikiem Przebojowych Młodzieńców w jednej z wielu nakręconych wtedy komedii, które rozgrywały się na terenach uniwersytetu.

Nie dało się już wyprowadzić dyrektora z równowagi psując zamki w drzwiach lub nosząc nieprzepisową fryzurę. Nową drogą do komicznego spełnienia byłą wyrzutnia kobiecej bielizny, a kto lepiej wie o trygonometrii, elektronice i tych wszystkich rzeczach, o których nie dowiesz się z dna butelki Bud Light niż uzbrojony w pisaki i okulary sklejone taśmą klejącą, noszący muchę mól książkowy?

angelina-jolie-hackersZza rogu zaatakował “Tron” i “Gry wojenne”, dające widowni przedsmak bohaterów uzbrojonych w klawiaturę. Zły programista uwalnia dinozaury w “Parku Jurajskim”, a ubrany na czarno profesor matematyki podrywa kobiety na teorię chaosu. Usta młodej Angeliny Jolie (i chyba reszta), muzyka The Prodigy i bohaterska walka dobrze ubranych i ekscentrycznych młodzieńców rozpala do czerwoności umysły przyszłych administratorów. Jak dziś pamiętam artykuł Bonzaja/Plastic, który w tekście zatytułowanym “Jebać” wymieniał rzeczy, które go niezmiernie irytują (“baby atakujące parasolem w tramwaju”) skąd pochodzi następujące zdanie:

Jebać tego gościa, co przed zajęciami pisze na tablicy “Hack the planet!”

Potem kosmici zginęli z ręki, czy raczej dyskietki gościa, co napisał wirusa na komputerze Apple i wgrał go do systemu statku-matki najeźdźców, a Neo razem z jego dziewczyną odzianą w lateks strzelał z karabinu maszynowego biegając po ścianach.

Świat wiedział, że nie ma z nami żartów. No, przynajmniej ta część świata, która wyrabia sobie światopogląd oglądając mały i duży ekran. Czyli większość.

Na tajnym spotkaniu zapadła decyzja, że trzeba trochę złagodzić obraz nerdów, bo mamy problemy z pozwoleniami na broń, kiedy w rubrykę zawód wpisujemy jedno z zajęć uchodzących za związane z technologią.

…i mały ekran

Ostatnie dwa lata to droga od sukcesu do sukcesu dla dwóch seriali telewizyjnych, których głównymi postaciami są właśnie typowi techniczni/naukowcy.

itcrowd

IT Crowd to produkcja anglików. Akcja dzieje się w typowej korporacji, zasiedlonej przez piękne kobiety z górnych pięter, które nie potrafią odróżnić tranzystora P-N-P od N-P-N oraz ekspresu do kawy od oprogramowania antywirusowego.

W piwnicach firmy czają się pracownicy działu IT. Ignorujący telefony od zrozpaczonych współpracowników, którym Spinacz zajumał żmudnie wklepywany raport. Randkujący od przypadku. I ich szefowa, przyjęta z łapanki paniusia, kompletna ignorantka w temacie rzeczy, którymi zajmuje się dział, którym zarządza. A przynajmniej powinna.

Trzy niestety dość krótkie sezony. Wizualna lektura dla każdego, kto kiedykolwiek musiał powiedzieć przez telefon “Próbował Pan wyłączyć i włączyć go ponownie?” w ramach obowiązków zawodowych.

tbbt

The Big Bang Theory kręcą Amerykanie. Tym razem komputery są tematem pobocznym, bo główni bohaterowie to fizycy-teoretycy. Zestaw typowych cech dziwaków, jakimi są trudność w nawiązywaniu kontaktu z ludźmi spoza swojego kręgu społecznego, obsesyjność, bluzganie żargonem technicznym i blond-sąsiadka miały dać świetny materiał na komedię. Niestety, Amerykanie mają napisane w konstytucji, że każdy film musi mieć wątek miłosny 4 i musimy znosić słabe podrywy, gdy moglibyśmy słuchać więcej monologów ulubionego bohatera wszystkich widzów: Sheldona.

Po dwóch sezonach serial zaczyna zjadać własny ogon i jeżeli reżyser się nie ogarnie to pozostanie mu dodanie z trzech rodzin i podpięcie się do nurtu “Mody na sukces”.

Jeżeli jesteś młodym człowiekiem i szukasz wyróżnika, który pozwoli Ci przyłączyć się do jakiejś grupy, której sztandarem będziesz mógł powiewać, to powinieneś się zastanowić, czy bycie nerdem się opłaca. Jesteśmy już opakowani, ometkowani i gotowi do spożycia przez kulturę masową. Bycie nerdem to ścieżka kariery jak bycie maklerem. Czerwone szelki czy prostokątne okulary z szkłami bez właściwości korekcyjnych, biała koszula czy koszulka ze sprytnym sloganem.

Na pomysł tego tekstu (który miał być tematem mojego podcastu, numer -2, ale ludzie współpracujący są kompletnie zajęci) wpadłem skacząc po blożkach. Zatrzymałem się na jakimś “szafowym”, gdzie modne kobiety przebierają się w ubrania zakupione na ciuchach lub w modnych sklepach i robią sobie fotki. Jedna z kolekcji nawiązywała do skeczu z TBBT, “Rock, paper, scissors, lizard, Spock”. Pomyślałem: nawiązanie do Spocka na blożku o modzie? Przeszliśmy tak daleko, że widzimy swoje plecy.

  1. Nie ma czegoś takiego jak stare, dobre czasy. To tylko nasza zjebana optyka.
  2. LDA, STA
  3. W państwach byłego bloku sowieckiego, bo na zgniłym Zachodzie tak. Ale tam biją Murzynów.
  4. patrz: Alien vs. Predator, Ulica Sezamkowa

Pudełko administratora: iotop, multitail

iotop

Jeżu, co tak muli?” — to jedno ze standardowych pytań zadawanych administratorom systemów. Standardową odpowiedzią jest oczywiście “u mnie działa, instalowałeś nowego service packa? Nie, to zainstaluj i wróć“.

Kiedy już pozbyliśmy się pytającego, który za chwile zniszczy sobie system fałszywym pakietem aktualizacji, który zbudowałeś właśnie na takie okazje, możemy w spokoju popatrzeć co wisi na plecach serwera i nie pozwala Ci ściągać filmów.

Na swoich serwerach używam do tego htop, mytop czy lsofw połączeniu z grepem. Dziś do pudełka administratora trafił iotop.

IOTop to prosty programik w Pythonie, który wyświetla listę procesów używających obecnie dysków. Ubuntu, OpenSuSE i Debian Stable posiadają odpowiednią paczkę, gotową do zainstalowania. Jeżeli chcemy zapisać log obciążenia dysków przez procesy, możemy użyć parametru -b, który powoduje wysyłanie informacji na STDIO.

iotop

Multitail

Każdy, kto miał przyjemność stawiania po raz pierwszy serwera pocztowego wie, jak przydatnym narzędziem jest tail w połączeniu z parametrem -f.  Czasem chce się zobaczyć pliki error.log, access.log lub mail.log i mail.err w tym samym czasie. Możemy odpalić dwa terminale lub zainstalować Multitail.

Multitail pozwala śledzić dowolną 1 ilość plików z logami i wyświetlać je podzielonym pionowo lub poziomo 2 widoku. Dostępny jest też widok łączony.

multitail-split

multitail-merge

Program w zupełności zasługuje na slogan wymyślony przez autora, czyli “tail na sterydach”. Po inne przykłady użycia odsyłam na odpowiednią stronę projektu.

  1. oczywiście, rozmiar dostępnej pamięci i rozmiar ekranu, na którym widzimy wyniki gra rolę
  2. jak :vnew i :new w Vimie

Niepewne kroki

Szedł niepewnym krokiem, co jakiś czas podpierając się ściany. Rzygać. Chce się rzygać. Poddając się sile ciążenia padł na kolana i ulżył sobie na buty przechodzącej obok kobiety. Piesi znajdujący się w okolicy popatrzyli z niesmakiem, kilku rzuciło za nim “Co za bydlę”, “Przeproś, gnoju”, a ktoś zebrał się, aby postawić pijanego do pionu kopniakiem.

Na zmianę biegnąc i czołgając się, dotarł bezpieczny do jednej z wielu uliczek i zasnął.

Na drugi dzień, już z obmytym ryjem i kawą w krwiobiegu, napisał artykuł o brutalności przechodniów i nawoływał do poprawy. A temu, co go kopnął, przekazał staropolskie “Pocałuj mnie w dupę”.

Tak upłynął wieczór i poranek w redakcji jednej z gazet.


Ostatnie Koszenie Jezusa Chrystusa

Nie chciałem wchodzić z nimi. Nie pamiętam jak ich poznałem i czemu poszliśmy do domu rodziców tej dziewczyny. W każdym szedłem w towarzystwie kilku osób. Dość młodych, ale nie dzieci. Postanowiliśmy. Nie, oni postanowili, że odwiedzimy rodziców jednej z dziewczyn. Doszliśmy do budynku, pobielonego tynkiem z frontu, do którego wchodziło się prawie jak do sklepu. Rodzice okazali się być bardzo rodzicowi. Uśmiechnięci, rozsadzający nas za kuchennym stołem, pytający czy czegoś chcemy i dający swojej córce małe, drobne rady. Te, które każdy ignoruje tym mocniej im częściej je słyszy.

Załóż czapkę zanim wyjdziesz znów na dwór, jest dość chłodno”

Pamiętaj, że w przyszłym tygodniu masz wizytę u dentysty.”

Przestań brać heroinę.”

Wyjmij łyżeczkę z herbaty. Wydłubiesz sobie kiedyś oko.”

Ludzie rozmawiali. Nie rozumiałem ani słowa. Wiedziałem, że gdzieś pomiędzy tym wszystkim ukryty jest klucz. To tak jak gdybym czytał krzyżówkę od lewa do prawa, rzędami. Litery nie składają się zdania. Ktoś wie, że to idzie pionowo, a to poziomo. Ja nie wiem, słyszę tylko litery bez klucza.

Stolica Kanady?”

Liczba morderstw popełniany w rodzinie?”

Kto zagrał rolę męską w szlagierowym filmie ‘Przeminęło z Wiatrem’?”

Przeciwnością kwasu jest?

E7, pionowo. Powiedziałem: “muszę wyjść do ubikacji”. Pomyśleć. Drzwi do kibla połączonego z łazienką były zamknięte. Zapukałem i po chwili usłyszałem szczęk odmykanego zamka. Jedna z osób — jak wynikało z mojej obserwacji gestów — chłopiec dziewczyny, w której domu gościliśmy. Opierał się rękoma o umywalkę i trzymał głowę w wodzie. Po chwili, pod wpływem mojego wzroku lub z braku tlenu, wyrwał ją z wody, parsknął w moją stronę i wyszedł. Wydawał się większy.

Czas rzucił się do przodu jak wściekły pies, który odkrył, że łańcuch został zerwany. Gdy myśli wróciły do mnie za oknem było ciemno. Szedłem korytarzem, a będąc tu przecież pierwszy raz, sprawdzałem wszystkie drzwi celem odnalezienia kuchni i ludzi. Trafiłem do sypialni. Tu, na podłodze, córka swoich rodziców gwałciła lub kochała się z koleżanką, która odwiedzała dom razem z nami. Nie mogę stwierdzić z całą pewnością, bo biorczyni seksu oralnego wydawała się być nieobecna w ciele. Obok strzykawka ze śladami krwi. Ktoś nie potrafił jej dobrze użyć. W zasięgu wzroku leżała jeszcze brzytwa. Też trochę rdzawo brudna.

Przeniosłem wzrok na łóżko i znalazłem przyczynę dla której akt seksualny odbywał się na podłodze. Nie było pościelone, a do tego przeszkadzała matka. Wpatrzona szklistym wzrokiem w sufit, z palcami sklejonymi krwią, przyciśniętymi do gardła. Pośrednia użytkowniczka brzytwy.

W tej sytuacji nie pozostało nic innego jak odnalezienie kuchni, dopicie kompotu i opuszczenie lokalu.

Korytarz, którym tu weszliśmy, był ciemny i wąski. Cichy i pusty. Cichy i pusty jeszcze osiem sekund. Zostałem odepchnięty na ścianę przez biegnącą postać. Amatorkę płci własnej gonił wcześniejszy pływak w ceramice. Z siekierą. Pomyślałem do siebie, klasyka. Należy doceniać konserwatywne podejście do mordu. Chwycona za włosy wyrwała się pozostawiając w ręku kawałek własnego skalpu. Oklepałem kieszenie spodni w poszukiwaniu papierosów.

Korytarz zapełnił się głosami i ludźmi. Człowiek z siekierą w korytarzu może się bronić póki starczy mu sił. Pierwszą ofiarą, choć właściwie uszło mu płazem, gdy się zastanowić był Ojciec dziewczyny. Ludzie nadbiegali i umierali a ja rozwinąłem chęć zostania komentatorem sportowym. Gdy jeden z przyjaciół dziewczyny dostał idealnie wymierzony cios ostrzem siekiery w kręgosłup użyłem głosu, którego mógłby użyć narrator programu “Śmieszne przypadki w sporcie”

No, proszę Państwa. Wygląda na to, że obrońca nie spodziewał się takiej ostrej interwencji, ha ha. Wygląda na to, że będzie musiał zrezygnować z imprezy tanecznej. A co Ty myślisz, Emil?” — oddałem sam sobie głos w drugim mikrofonie — “Ha ha, nie sposób się nie zgodzić. Ale sama akcja warta uwagi, co udowadniają powtórki. Poza tym myślę, że rehabilitacja potrwa trochę dłużej. Kręgosłupy nie odrastają, jak pokazują statystyki. Ha ha”

Odgłos dobijania się do drzwi. Odgłos wyłamywanych drzwi.

W bronieniu się plecam-do-ściany trzeba pamiętać żeby ściana nie była drzwiami. Ktoś uniósł młotek i uderzył w kierunku posiadacza siekiery.

Pięęęękne uderzenie” — krzyknął komentator w mojej głowie — “Proszę zobaczyć, opiera się na trzonku od siekiery. Nie będzie grał dalej. Zmiennik jednym uderzeniem oderwał mu żuchwę. Ha ha. Jedyny człowiek, który może polizać się po szyi!”

Nagłe wszystkie ciała wstały. Jak plan taniego horroru. Zmasakrowane. Posiadacz młotka powiedział: “Oni są już zbawieni”. Zgodziłem się i poszedłem ulicą do domu.

ciąg dalszy nastąpi


Bój to nasz ostatni

Czy z armią blogerów, agregatorów i zwykłych cwaniaków da się wygrać? To będzie ciężkie starcie, ale wydawcy już się jednoczą i rekrutują własne wojsko.

Gazeta Wyborcza “Gazety idą na wojnę

Miałem się nie włączać w dyskusję o upadku gazet na rzecz nowych mediów. Kotek też “miał”.

Militarystyczna terminologia (“rekrutują wojsko”, “wielka wojna”) używana w artykule nie brzmi jak wyraz pewności siebie. Brzmi bardziej jak facet stojący na drugiej stronie ulicy, który krzyczy w naszą stronę “Wyjebać Ci? Wyjebać? No?”, a gdy machamy ręką na jego zaczepki i odchodzimy, woła za nami “No, dobrze! Bo bym Ci wyjebał!”

Silniejsi nie muszą się puszyć i napinać mięśni. Po prostu biją w twarz.

Mądrzejsi rozmawiają. Skoro przewagą gazet są ludzie mądrzejsi i jako medium są dużo silniejsi (czemu na chwilę obecną nikt normalny nie zaprzeczy) to czemu wymachują mi szablą przed oczyma.

I gdzie jest ta “armia blogerów”? Jak rozumiem, armia jest zorganizowana, ma jakiś wspólny cel, dowództwo, gradację stopni i przywilejów. Przeciętny bloger to jednostka wybitnie samotna, dowodzeniem nim zajmuje się najczęściej rodzina (bloger młody) lub partner życiowy (bloger starszy).

Rozumiem też, że jest to zabieg erystyczny mający na celu zebranie  iluś tam tysięcy ludzi, pod jednym sztandarem, bo z wrogiem nazwanym łatwiej walczyć. Rozumiem też, że można jednym tchem wymienić ludzi piszących o swoich kotach razem z “agregatorami i innymi cwaniakami” i być w porządku.

Dalej w artykule stoi, że duzi rozmawiają. Ze sobą. Duży może więcej. Portale chcą płacić autorom zajumanych z gazet tekstów. Doniosła chwila. Może nadejdzie taki dzień, gdy portale uznają, że wartością dodaną są też użytkownicy piszący komentarze? Bo jeżeli informacja o tym, że Paris Hilton pokazała kanał rodny warta jest miedziaka, to dwa miedziaki warty jest komentarz o tym, jak Paris Hilton skończyła się na “…and Justice For All”.

Nadejdzie też czas, gdy nie będziemy musieli czytać artykułów z enigmatycznym źródłem “Internet”. Lub przeredagowanych blogowych notek zaczynających się “Jak podaje anonimowe źródło”.

Bo zgadzam się z tezą Piotra Waglowskiego, że wszyscy jesteśmy autorami. Beznadziejnymi, w większości. Prawo nie powinno jednak być tylko dla “białych ludzi, mężczyzn, szlachetnego rodu, posiadaczy ziemskich, o nieposzlakowanej opinii. Katolików”. Skoro szlachta nie daje przykładu, to jak od gminu wymagać, żeby sobie nie skopiował fotki na swój plotkarski blożek?

Jak wiadomo, prowadzenie bloga czyni ze mnie eksperta we wszystkim: od życia seksualnego muszek owocówek, przez systemy UNIX-owe po dziennikarstwo. Postanowiłem więc dać wydawcom gazet i redakcjom portali darmową radę.

Pierwsza jest darmowa, następne sprzedawane w pakietach po 30.

Jeżeli chcecie żebym Was czytał i dawał Wam moje ciężko zarobione pieniądze to musicie — to bardzo ważne — przestać pisać żenujące i słabe teksty. To jest wasza praca, do cholery. Przestańcie się mazgaić, wytrzyjcie nosy i nie pokazujcie na “układ” agregatorów i “armię” blogerów czyhających na wasze dobro.

Wiara w to, że rygorystyczne rozwiązania prawne pomogą wam zachować obecną pozycję jest równa wierze, że wystarczy wydać ogólny przepis o zakazie przechodzenia na czerwonym, aby ten proceder ustał.

Współczesny świat to cholernie dynamiczne miejsce. Programiści w BASIC-u nie płaczą, że nikt nie chce kupić ich arkusza kalkulacyjnego napisanego w Microsoft Basic v2 1, ustalono ponad wszelką wątpliwość, że kolej żelazna nie powoduje wyjałowienia u krów dojnych, kaseta magnetofonowa nie zabiła muzyki.

Ludzie zarzucają wytwórniom fonograficznym i redakcjom, że nie rozumieją współczesnego odbiorcy i chcą tego odbiorcę przekonać, że potrzebuje tego, co oni oferują.

Mała demonstracja. Joel Watson jest autorem komiksu Hijinks Ensue oraz podcastu pod tym samym tytułem. Jego celem jest utrzymanie siebie i swojej rodziny dzięki rysowaniu i gadaniu do mikrofonu. Każdy, kto przeleje dowolną kwotę na konto Joela, otrzyma miesięczny dostęp do podstrony, na której ukazują się szkice komiksów oraz krótki dodatek do podcastu, dużo luźniejszy w formie.

Mnie, jako wielkiemu fanowi ich cotygodniowej audycji zależy na tym, żeby jego misja zakończyła się sukcesem. Gdy tylko sobie przypomnę, podsyłam kilka dolarów. Ziarnko do ziarnka. Czyli wbrew powszechnej opinii o złych użytkownikach Internetu, co z piwkiem w jednej, a penisem w drugiej ręce ściągają wszystko za darmo, płacę za rzeczy, które na serio mi się podobają. Szok, prawda?

obrazek-1

Wczoraj zauważyłem, że da się bez problemu obejść zabezpieczenie płatnej części strony Joela, napisałem mu więc e-maila i zaoferowałem pomoc w zatkaniu dziury.

A teraz zobaczycie różnicę między autorem, który kuma, a autorami, którzy nie kumają.

I know about that. The idea is, if you are going to steal the vault files, you probably aren’t going to donate any way. No reason to police douchebaggery.

Joel Watson via Twitter.

Zanim zakrzykniecie, że traci tylko pięć centów, no, może dolara, zastanówcie się, jaki procent jego budżetu stanowi dolar.

Więc nie paradujcie mi tu z prawnikami, nie róbcie sobie rautów, na których będziecie się poklepywać po plecach i płakać nad jakimś dupkiem, co buduje sobie bazę SEO na waszych artykułach o świńskiej grypie.

Piszcie ciekawe artykuły, kręćcie dobre filmy, grajcie fantastyczną muzykę i patrzcie, jak moje pieniądze płyną wprost do waszych kuferków. Na dziś nie macie mnie i mi podobnym osobom wiele do zaoferowania.

  1. jeżeli ktoś chce pałać niechęcią do MS to powinien właśnie za ten “produkt”

Ubunchu: No to widziałem już wszystko

e38186e381b6e38293e381a1e38285efbc810001

Puściłbym na Cynika w normalnych okolicznościach, ale manga o uczniach poznających arkana administracji systemami *NIX-owymi przy użyciu Ubuntu?

Ubunchu. Po angielsku. Z lewa w prawą. Z prawa w lewą.

Jeszcze nie wiem co o tym myśleć. Podziw i przerażenie zmieszały się i wlały mi do oka, co spowodowało roższerzenie źrenic.

Drukarka już drukuje.


Na serio o prima aprilis

Planowałem zrobić jakiś dowcip z okazji prima aprilis. Myślałem, myślałem i niczego dość dobrego nie wymyśliłem. Skoro nie mogę podejść do tego poważnie, czyli niepoważnie, podejdę niepoważnie, czyli na serio.

Podczas wymyślania najlepszego żartu na świecie (ale czy coś pobije zeszłoroczny “zakup Maka” i Jarka wbiegającego do biura żeby go zobaczyć?) zastanowiłem się: “Skąd w ogóle wziął się ten zwyczaj?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: nikt tak na serio nie wie. Natomiast wiele osób ma własne teorie. Ze wszystkich (a było ich spokojnie ponad piętnaście) które przeczytałem dwa motywy kreacji powtarzają się najczęściej.

Kalendarzowe szaleństwa dawnych wieków

Dziś przesuwanie wskazówki o godzinę w jedną lub drugą stronę wywołuje nieprzychylne komentarze. Gdybyś żył w czternastym wieku, to oprócz możliwości pracy do końca życia u Pana za tyle kopniaków ile możesz znieść, szczurów i L4 w postaci Czarnej Śmierci, miałbyś przyjemność oglądać jak papież Grzegorz XIII przenosi Nowy Rok na pierwszego stycznia. Wcześniej obchodzono go właśnie w kwietniu.

Poczta dostarczała kiedyś listy trochę szybciej niż dzisiejszy monopolista, dzięki czemu wiadomość o tym fakcie szła z jednego końca chrześcijańskiego świata na drugi kilka lat, by ostatecznie być zwrócona do nadawcy przez Renesans.

Świat podzielił się jak zwykle na liberałów (“Co dobrego przyszło nam z Nowego Roku w kwietniu? Uwielbiam odmrażać sobie tyłek pijąc szampana! Dawać styczniowe obchody!“) oraz konserwatystów (“Mój dziadek obchodził Nowy Rok w kwietniu, mój ojciec obchodził w kwietniu. Też będę obchodził w kwietniu!“).

Ponieważ liberałowie kontrolowali media (zawsze!) udało się przedstawić szerszej publice obraz zakutego łba-konserwatysty, słuchacza Barda Maryjana, zwolennika wypraw krzyżowych. Papierkiem lakmusowym testu na głupca była próba przekonania testowanego obiektu, że Nowy Rok jest w kwietniu. Gdy obiekt się zgadzał, śmiechom nie było końca.

Śmy go zrobili w wała. Nowy rok jest w styczniu! Hahaha!

Imprezy

Jeśli teoria kalendarza nie wydaje Ci się dość dobra, możesz zawsze zapisać się do szkoły historyków i antropologów kultury, którzy szukają korzeni dnia robienia z ludzi tata-wariata w naśladowaniu starych imprez. Ogólna teoria idzie tak: “Trzeba zauważyć, że w okolicach kwietnia, w tej czy tamtej kulturze, odbywały się święta na których funkcjonowała postać Głupca, Króla Głupców czy też innego Parlamentarzysty. Wyciągamy stąd wniosek, że współczesne igraszki to właśnie naśladowanie tamtych rytuałów”.

Brzmi zgrabnie.

Mój problem z tą teorią polega na tym, że praktycznie w ciemno mógłbym wybrać datę i znalazłbym jakąś imprezę organizowaną przez praszczurów. Nie przeczytałem wielu książek antropologicznych, ale ogólnie wyniosłem wrażenie, że oni tam trzeźwieli nad butelką wina, a dobra impreza tłumaczyła się jako “nie mogę chodzić”, najlepszym terminem na jej odbycie był zaś “dzień”, ewentualnie “noc”.

Rzymianie mieli Hilaria 25 marca. Na początku marca Hindusi mają Holi, Żydzi Purim. Średniowiecze dało nam znów Festiwal Głupców (Festus Fatuorum), zabawę w parodiowanie szanowanych funkcjonariuszy kościelnych i państwowych. Całością Festiwalu rządził Pan Nieładu, co po raz kolejny pokazuje jak sprawni byli nasi przodkowie. Dziś trzeba zatrudniać setki Panów Nieładu, a ich impreza trwa cztery lata.

Słoneczko

Jest też mało popularna teoria, która w moim odczuciu jest właśnie podstawą tego święta. Bo są fakty, daty i manuskrypty. Są literaci dyskutujący, czy wiersz  z XII wieku mówi o kwietniowym święcie głupców, czy też może interpretowanie linii “dwadzieścia i dziewięć dni, a dwa później marca” 1 to może lekka przesada.

Jest też słońce, które wreszcie zaczyna trochę pracować nad Europą, i dłuższe dni. Człowiek się trochę rozluźnia, otrzepuje spodnie z błota i idzie zobaczyć, czy można się z czegoś pośmiać.

Moja teoria jest taka: mylimy skutek z przyczyną. Ludzie nie dlatego żartują na wiosnę, bo osiemset lat temu ktoś coś zrobił. Ludzie żartują na wiosnę, bo to bardzo dobra pora na żarty.

  1. nie zrobiłem zakładki z tego wiersza więc kłamię absolutnie tutaj. Ogólnie próbowano ustalić, kiedy pierwszy raz pojawił się w tekście prima aprilis jako osobne święto. Czym starszy tekst, tym bardziej naciągana interpretacja

Earth hour: the time earth stood stupid

Kliknąłeś brzuszek Pajacyka, wywiesiłeś baner przeciwko okupacji Tybetu i opiekujesz się parkiem wirtualnych drzew. Jesteś, trzeba to przyznać szczerze, współczesnym bohaterem.

Kościół Rzymski, nawet krytyk tej instytucji musi to przyznać, ma łeb do interesów. Handel odkupieniem był świetnym pomysłem. Świat nosi na sobie wielu zajętych ludzi, którzy zawodowo zajmowali się urywaniem głów, ćwiartowaniem i innymi usługami świadczonymi przez wojsko. Drobny abonament na usługę “wybaczam Ci” rozwiązywał męczące kwestie moralne.

Wiesz, że jesteś konsumentem. Czujesz, że w wyniku takiego trybu życia jesteś zły. Potrzebujesz odkupienia.  Dostajesz więc akcję, ładnie opakowaną w stronę internetową, z logiem żebyś mógł wszystkim pokazać jak świadomy swoich zbrodni jesteś, prawdopodobnie przemówi też Bono z U2 i powie żebyście się wszyscy kochali bez względu na religię i kupowali jego nowy album, którzy brzmi jak pierwszy album, który był też najgorszym albumem.

Nadejdzie jutro, ustawisz status na GG “Wyłącz światło!! :-)” i przejdziesz do działania. Wszystko zostanie wyłączone. No dobrze, nie wszystko. Pralki nie, kabel ciężko sięgnąć. Lodówki też nie,  masz trochę resztek z KFC. Zgasisz światło, uśpisz laptopa i będziesz czekał aż minie ta cholerna godzina. Z okna porobisz zdjęcia wygasającej dzielnicy. Znajdą się z pewnością na Twoim blogu, obok loga akcji.

Gratuluję! Wziąłeś udział w kolejnej akcji poklepywania się po plecach. Z 8760 godzin w roku udało Ci się przetrzymać prawie jedną bez swoich zabawek. Użyte przy tym świeczki wyprodukowały więcej CO~2~ niż udało Ci się “zaoszczędzić”. Kupę, którą zrobiłeś z nudów, spłukałeś wiaderkiem czystej wody. Nie szkodzi. Kupisz wirtualną szklankę dla Murzyniątek na nawodnij-słodkie-murzyniątko.org. Nie zapomnij zostawić włączonego komputera. Z torrenta leci przecież film o roli prosumentów we współczesnym społeczeństwie. Leci od 18 dni, bo słaby transfer, ale to Ci nie szkodzi, bo przecież komputera nie wyłączasz. Masz duży uptime i możesz się pochwalić przy okazji spotkania z innymi młodymi i zaangażowanymi ludźmi.

Na koniec chciałbym zaproponować własną akcję, która — mam nadzieję! — zainteresuje wszystkich bawiących się jutro wyłącznikami. Zrobiłem Wam logo. Liczę, że się przyłączycie!

ratunku