Archiwum | emil@fuse.pl && crypto

Firefox w kontekście systemów operacyjnych

Byte bloguje o tym, że Hubert bloguje o integracji Fx z systemami operacyjnymi. Świetnie się składa, bo akurat miałem napisać o czymś podobny. Myślę, że moje fanatyczne oddanie klawiaturze jest znane wielu czytelnikom. Zawsze uważałem, że większość rzeczy zrobię szybciej przy pomocy klawiatury niż próbując celować w małe kwadraciki małą strzałeczką. Nie jestem kompletnym radykałem w tej kwestii. Graficy mogą używać klawiszy kursora zamiast ‘j’ i ‘k’. ;-)

Żartuję oczywiście.

Tydzień temu przesiadłem się z ION3 na jeszcze wspanialszy WM jakim jest wmii. Dzięki temu mogę już praktycznie nie odrywać rąk z klawiatury. Postanowiłem poszukać jeszcze jakiejś wtyczki, która polepszy moje życie z Firefoksem. Chwila z Googlem i okazało się, że ktoś — chyba niespełna rozumu 1 — napisał wtyczkę naśladującą obsługę Vi dla Fx. Nazwa tego szatańskiego wynalazku: Vimperator. Trzy, cztery minuty i już byłem w tym zakochany. ESC:tstrona.pl — już otwiera się strona.pl w nowym tabie. ESC:bmark — strona, którą oglądam trafiła właśnie do bookmarków. Tak, mógłbym robić F6strona.pl i CTRL+D-Tab-Enter ale przecież piszemy o integracji z systemem.

Jak to wygląda? Jakoś tak.

Vimperator

Pusty tab. Na dole, jak widać, znana linia statusu i operacja :open ubuntu.com

VI+Fx+Ubuntu

Tu, standardowo. Strona załadowana. Można oglądać. ;-)

VI+Fx+Tab

Tak jak w Vimie, tabulator dopełnia wszystko: od rozkazów, przez zakładki, po adresy stron wcześniej odwiedzonych. Działa to dużo sprytniej niż find-as-you-type użyte w ostatniej becie Swiftfoksa.

Dlaczego uważam, że kombinacja wmii i Vimperatora jest taka wspaniała?

  • Mój mailer
  • Mój edytor
  • Mój WM
  • Moja przeglądarka
    • używają tych samych skrótów, dają się obsłużyć w całości bez używania myszki
  • Po co mi Gnome czy KDE pod spodem, skoro dekstop całe dnie jest przykryty kilkoma oknami?
  • Paskudne” dla Was — niezbędny minimalizm dla mnie. Komputer nie miga do mnie, nie wyskakują mu popupy z powiadomienie, że stała się kolejna rzecz, która mnie kompletnie w tej chwili nie interesuje
  • Ktokolwiek siada przed moim laptopem drapie się w głowę i poddaje się po minucie
    • Tak samo czułem się, jak mi pierwszy raz odpalili sesje telnetu w PDi.
      • Różnica jest taka, że ja byłem ciekaw i uparty w dolinie UNIX-ów
  • Przepraszam netto
    • za “zajumanie” wcięć i listy ;-)

Jak widzie, nie tylko błyszczące systemy operacyjne — czy też środowiska graficzne — mają własną wersję Fx. Są też wersje dla grup specjalnej troski do której z wielką radością się zaliczam.

W następnej notatce: MyLittlePonyFx, SamoopalaczGnome i BiałyPasekStartBar dla ludzi o rozwiniętym wyczuciu mody.

  1. za to go kochamy

Minus

Jestem absolutnym wariatem na punkcie komiksów. Uściślę: jestem absolutnym fanem komiksów publikowanych w sieci. 1 To pierwsza kategoria w czytniku RSS, którą przeglądam do porannej kawy. Niestety, “rynek” stripów nie jest aż tak prężny i po pewnym czasie coraz trudniej wpaść na perełkę. Dziś się udało.

Od 2006 niejaki Ryan Armand rysuje komiks pod nazwą Minus. 2 Jest tu wszystko, co lubię: przyjemna kreska, humor i coś, czego nie mają inne komiksy, które czytam. Nie wiem jak to określić, ale pierwsza nazwa jaka wpadła mi do głowy to “Mikołajkowatość”. Czytaliście kiedyś “Przygody Mikołajka” Goscinnego i Sempé? Takie było moje pierwsze wrażenie.

No, ale dość już pisania o czytaniu komiksu. :-) Jest 2:55 nad ranem, właśnie skończyłem pracować i mogę zatargać laptopa do łóżka i przeklikać wszystkie dostępne odcinki. Potem pozostaje tylko patrzeć z uporem na czytnik RSS.

  1. Kiedyś mam zamiar opublikować listę The Best Of, tylko jeszcze ją z Mr. Shotem przedyskutuje
  2. link do pierwszego stripa

Kolejny gracz na rynku “małych” przeglądarek

Skyfire to nowa przeglądarka dla telefonów z systemem Windows CE. Prezentacja, którą przygotował Ed Hardy z serwisu Brighthand wygląda naprawdę zachęcająco. Przeglądanie YouTube, bardzo dobry silnik renderujący (ciekawe, czy to ich własna produkcja, czy posiłkowali się KHTML/WebCore), ładnie działająca opcja skalowania zawartości strony z możliwością dostosowania tekstu tak, aby nie uciekał poza ekran. W porównaniu z tym, co widziałem na IE dla CE, to jak błogosławieństwo. Hm, zasadniczo to takie samo błogosławieństwo jak zostawienie IE6 na desktopie.

W tej chwili Skyfire jest w fazie beta (która dzięki Google Beta Syndrome nie znaczy już zupełnie nic) i można zgłosić swoją kandydaturę na testera.

Przeglądarki na telefonach, na początku bolesne w użyciu i wyśmiewane przez wszystkich, zaczynają coraz bardziej przypominać kolejne narzędzie, a nie dodatek dla lanserów. Pomysł przeglądania zasobów sieci przez telefon nie podążył ścieżką rozwoju “aparatów fotograficznych” w telefonie. Mamy więc Operę Mini, Operę Mobile, Safari, drugą betę OWB i nieustające próby wsadzenia Gecko na małe, przenośne urządzonka.

Sam od roku używam non-stop sieci dzięki Blackberry. Ciężko mi sobie wyobrazić, że nie mógłbym sprawdzić w dowolnym momencie czegoś ważnego, przeczytać na Wikipedii o odtrutce na to, co właśnie dolała mi do kieliszka zniesmaczona znajomością kobieta, czy wybrać opcję “random” w Bashu i pośmiać się do siebie w środkach komunikacji miejskiej.


Maria ukoi MyISAM?

No i mamy kolejną nowinkę. MySQL doczekał się pierwszego wydania nowego silnika składowania danych, który w przyszłości (MySQL 6.0) zastąpi standardowy silnik MyISAM. Do zalet starego silnika ma dojść kilka nowych rzeczy:

  • Transakcje (mamy już w InnoDB)
  • Lepsze operacje na BLOB-ach, w tym wybieranie dowolnej części BLOB-a
  • Optymalizacja pod kątem rozmiaru bazy i wymaganej pamięci
  • MVCC
  • Możliwość zakładania LOCK-a na poziomie pojedynczego rekordu
  • Kopie bezpieczeństwa możliwe do odtworzenia z logów serwera (po części możliwe z binlogiem)

Zapowiada się przyjemne uzupełnienie InnoDB. Więcej informacji można przeczytać na  blogu jednego z autorów silnika z dokładnym opisem funkcjonalności dostępnych i planowanych.


Konsolidacja czy też pożeranie FOSS?

Obyś żył w ciekawych czasach”. Po niedawnym zakupie MySQL-a przez firmę Sun dziś światło dzienne ujrzała kolejna, dość niespodziewana, informacja. Fińska Nokia wykupiła Trolltech, autorów biblioteki Qt stanowiącej podstawę KDE. To dość ciekawy ruch ze strony Nokii. Sam fiński gigant ma pewną schizofrenie w temacie standardów i wolnego oprogramowania: z jednej strony sprzedaje PDA działające pod kontrolą Linuksa (N7xx/N8xx), z drugiej sprzedaje FUD w sprawie OGG-a.

Czyżby Maemo nie okazało się dość dobre? Czy QTopia będzie stanowić podstawę nowych telefonów? Co na to wszystko developerzy KDE? Co z Androidem? Co z zapowiadaną zamianą licencji Qt na GPL3?

Ciekawe czasy, nie ma co. Powstaje pytanie: czy uznane firmy, duże, firmy wykupujące mniejsze FOSS-owskie to komplement dla dokonań i modelu rozwoju czy tylko drenaż talentów? Z pewnością przekonamy się już niedługo.


Diff z pakietu Subversion i białe znaki

Uwielbiam Subversion. Proste do ustawienia, szybkie, dużo fajowych narzędzi dla rozmaitych systemów operacyjnych. Niestety, nawet dobre narzędzie potrafi być zgwałcone przez nieodpowiednie używanie. Mogłem ignorować ludzi dodających binarne pliki (jeden z moich branchów ma binarkę Quake 3, nie pytajcie) ale to, co otrzymałem ostatnio jako poprawkę załamało mnie.

Niektóre edytory mają ciekawe podejście do białych znaków. Dodają entery, zamieniają tabulacje na spacje, zamieniają ostatni znak tabulacji na tabulator plus dwie spacje. Cuda, po prostu, cuda. Wystarczy, że ktoś doda (hm, ciekawe jak tę notkę wypozycjonuje słowo ‘doda‘ ;-) taką zamianę i cała procedura budowania patcha idzie do piachu. Diff z pakietu Subversion nie potrafi ignorować zmian białych znaków. To powoduje, że w wyniku porównania zaznaczone są absolutnie wszystkie linie. Każda, w której zmienił się enter i spacja. Kłopotliwe.

Mógłbym wymusić standaryzacje edytorów, ale moje pokłady charyzmy nie starczą by przekonać ludzi, że Vim jest ich edytorem.

Popatrzyłem w pomoc SVN-a:

--diff-cmd arg           : use ARG as diff command
-x [--extensions] arg    : Default: '-u'. When Subversion is invoking an
external diff program, ARG is simply passed along
to the program. But when Subversion is using its
default internal diff implementation, or when
Subversion is displaying blame annotations, ARG
could be any of the following:

Wspaniale. Przetestowałem to na swoim projekcie i uzyskałem wreszcie poprawne wyniki, dzięki którym mogłem przeanalizować zmiany naniesione przez panią programolog z pokoju obok.

Teraz wystarczy dodać tylko odpowiedni alias do pliku z konfiguracją powłoki i cieszyć się poprawnie sformatowanym diffem.

alias svndiff='svn diff --diff-cmd diff -x -wb '


Zbuduj swój “Media Center”, czyli GeeXboX

Linux napędza coraz więcej urządzeń: telefony (+ platforma [Android](http://code.google.com/android/[/ref], PDA (choćby seria 8xx Nokii), sub-laptopy (Asus EEE, OPCL), cyfrowe magnetowidy (TiVo) oraz systemy informacji publicznej (aka info-kioski). Firmy doceniają możliwość modyfikacji kodu, wyboru platformy sprzętowej i ogólnej dostępności rozwiązań. Prócz przedsięwzięć czysto komercyjnych, jak to w świecie FOSS, powstają projekty, które można użyć bez potrzeby zakupu dedykowanego sprzętu.

geexbox-logo-trans.pngOstatnia moda na domowe centra rozrywki zrodziła kilka projektów mających na celu dostarczyć gotowe do użycia dystrybucje Linuksa, których jedynym zadaniem jest odgrywanie muzyki i odtwrzanie filmów. Jedną z nich, której rozwój śledzę, jest GeeXboX.

Co oferuje GeeXbox? Niewiele, ale właśnie tyle, ile mi potrzeba.

Formaty wspierane:

  • MPEG 1/2
  • MPEG 4
  • Ogg
  • RM
  • MP3
  • FLAC
  • WMV/WMA
  • Matroska
  • Analogowe strumienie radia i telewizji (jeżeli macie odpowiednią kartę, oczywiście)

Gikopudełko” użyje także zasobów Samby, NFS-a, bezprzewodowej karty sieciowej i pilota. Całość, w formie ISO, zajmuje około 7 megabajtów. Po uruchomieniu systemu z płyty, całość wczytuje się do pamięci i pozwala usunąć nośnik z napędu. Od tej pory mamy nasz prosty i przyjemny media-center. Oczywiście, istnieje też możliwość uruchomienia komputera z USBKeya.

Co jeszcze jest słodkiego w tym projekcie? Generator ISO. Przy pomocy prostego programiku możecie wybrać kodeki, których legalnie nie można dołączyć z dystrybucją, pobrać tematy (lub wgrać swoje), dobrać sterowniki do urządzeń (szczególnie karty WiFi, które wymagają blobów do działania), ustawić sieć, dzwięk i audio. Pobrać czionki czy ostatecznie, zmienić parametry MPlayera, na którym cały projekt jest oparty. Po wybraniu wszystkich opcji wystarczy wcisnąć “Compile” i po chwili otrzymamy nasze własne, wyjątkowe ISO.

Wydajność? Myślę, że cholernie dobra. Testowałem wcześniejszą wersję na P2/350 i większość z mojej kolekcji The Simpsons nie sprawiała najmniejszego problemu. Oczywiście, czasy się zminiły i kodeki stały się bardziej procesorożerne.

Podsumowując: gdybym miał telewizor, obok niego stanąłby mały komputerek, gotów do otwarzania mojej kolekcji kreskówek. Generator ISO jest pomysłem genialnym i pozwala zbudować coś co konfigurujesz raz i masz z głowy. Dodatkowo nie potrzeba dysku w komputerze, który będzie naszym playerem. Starczy mu sieć. Zdecydowane zwycięstwo w walce z wszechogarniającym hałasem komputerów.

PS. Zapomniałem o jeszcze jednej rzeczy. Generator ISO może dołączyć pliki wideo do odgrywania. Wyobraźcie sobie rozdawanie płyt znajomym z Waszym ślubem/pogrzebem/meczem/koncertem, które nie dość, że “same się grają” to mają jeszcze menu z Waszymi mordami — “hał kul iz dat?


Konkurencja była ciężka, ale daliśmy radę

C64 vs Mac
Air


Uratuj planetę unikając ganiających się, transparentnych, kulek

Jedzenie to rytuał. Podczas jedzenia następuje wymiana poglądów, opinii na temat pogody i wczorajszego meczu, który Twoja drużyna znów przegrała z kretesem. Przy jedzeniu padają pytania, z natury zabawne, na które nikt nie spodziewa się uzyskać odpowiedzi.

Jak bardzo MySpace przykłada się do wyniszczenia środowiska?” — to jedno z nich. Dobre na żart. Oczywiście istnieją na świecie takie osobniki, które na “okołoobiadowy” żart poszukają odpowiedzi na serio.

Matthew Garrett opublikował papier zawierający jego rozważania nad wyniszczającymi środowisko produktami Adobe. Kolejny powód do używania AdBlocka.

W następnym tygodniu organizujemy grupę protestacyjną i będziemy napadać na użytkowników Getnoo i FreeBSD. Wiadomo, że oni i Flash powodują najwięcej efektu cieplarnianego


Gmailowe konto i Mutt, czyli jak szybko zerknąć w pocztę

Wszyscy wiemy, że żyjemy w dekadzie Google.  Google dostarcza nam wielu usług: od wyszukiwarki zaczynając, a kończąc na czyniku RSS-ów. Gmail, czyli poczta wg. Google, jest jedną z najpopularniejszych usług. Pojemność liczona w gigabajtach, dobry interface, zintegrowany komunikator, wyszukiarka i super filtr antyspamowy. Dla wielu osób adres w domenie gmail.com stał się tym podstawowym.

Ręka do góry kto  czuje choć raz dziennie parcie, żeby sprawdzić co tam się nowego w skrzynce pojawiło. Możecie opuścić. Na przyszlość poproszę, żeby podnieśli Ci, co nie muszą sprawdzać poczty, będzie łatwiej liczyć. Często widuję sytuacje, gdzie gość prosi o udostępnienie komputera w celu sprawdzenia poczty, wpisuje gmail.com i po chwili… ląduje w skrzynce właściciela. A tam już czają się potwierdzenia nadania nieoznakowanej paczki ze sklepów, nowe wiadomości z listy miłośników długich paznokci u nóg i inne rzeczy, których wolałbyś nie wiedzieć.

Do tego dochodzi potrzeba przelogowania się i wylogowania, o którym możesz zapomnieć. Twój Inboks też może straszyć małe dzieci.

Co robić? Oczywiście, nosić zawsze laptopa. Wasze wykręty, że nie macie laptopów mnie nie przekonują.

Można też użyć bardzo popularnego wśród użytkowników *NIX-ów klienta pocztowego. Mutt się zwie. Jeżeli wizytujecie dom w którym jedna z maszyn działa pod jakimś *NIX-em macie problem z głowy, są olbrzymie szanse, że Mutt już siedzi i czeka. Gdy trafiłeś do domu z maszynami działającymi pod kontrolą Windowsa musisz wpierw zgrać całą pornografię na przenośny USB key a potem zainstalować PuTTy, który umożliwi im zalogowanie się do jakiegoś zdalnego systemu. Pod MacOSX z pewnością da się odpalić Mutta natywnie, ale przecież nikt z nas nie ma przyjaciół z MacOSX. 1 Kiedy już dopadniemy do komputera na którym da się odpalić Mutta, nie pozostaje nam nic innego jak wpisać proste zaklęcie:

mutt -f imaps://TwojeKonto@gmail.com@imap.gmail.com

gdzie TwojeKonto nazywa się zupełnie inaczej.

gmail1.jpg

Po chwili Mutt zapyta nas, czy chcemy zachować certyfikat SSL wysłany przez imap.gmail.com — możemy chcieć. Możemy chcieć raz. Po wybraniu tej opcji Mutt zapyta nas o hasło do konta. Podajemy własne hasło lub straszymy osobę, od której hasło chcemy uzyksakć, obcięciem palca i wpisujemy je. Minie chwilka, dwie lub siedemnaście (zależnie od tego ile śmieci trzymacie) a naszym oczom ukaże się zawartość naszej skrzynki.

gmail2.jpg

Teraz szybki kurs obsługi Mutta. Strzałki ↓↑ pozwalają nam wybrać e-mail. Enter pozwala go przeczytać, naciśnięcie ‘d’ go skasuje. Naciśnięcie ‘q’ podczas czytania e-maila powoduje powrót do głównej listy. Resztę doczytajcie sobie zpomocniczka dostępnego pod ‘?’.

W ten oto sposób możecie czytać swoją Gmailową skrzynkę bez zaglądania w cudzą, bez potrzeby odpalania przeglądarki. W ogóle polecam zapoznanie się z Muttem. To piękny program. Taki, który nie stara się być wszystkim, a robi jedną rzecz dobrze.

  1.   ;-)

RIAA dostaje z kija

Zawsze nurtowało mnie pytanie: Jak to jest, że strony potężnych instytucji czy ważnych ludzi tak łatwo poddają się działaniu hackerów? 1 Kiedy mówię łatwo, to znaczy, że zwykła modyfikacja URL-a wystarczy. Dziś padło na stronę RIAA na której stronie, w sekcji news-roomowej, kod pozwalał wstawić różne rzecz (kawałek HTML-a, zapytanie SQL-a).

Choć sama zabawa nie jest zbytnio twórcza, to czasem przytrafiały się w linkach perełki:

riaa_1.png

Ile raz widziałeś, żeby news na RIAA wskazywał na thepiratebay.org? ;-)

riaa_3.png

Nie wiemy co na to Randall. Promocja XKCD na RIAA.com to żadna promocja. Całość nie skończy się dobrze. W chwili gdy to piszę w bazie artykułów na zmianę pojawiają się i znikają wpisy. Prawdopodobnie ktoś sprzedaje DELETE przez SQL a jakiś nieświadomy administrator ładuje tablicę z backupu i tak w kółko.

Mam nadzieję, że autor tego wspaniałego kodu wróci w poniedziałek i zrozumie jaki fatalny, idiotyczny błąd popełnił. Może będzie mu przykro. W sumie pracuje dla korporacji, a ta korporacja to RIAA. Chyba “przykro” nie należy do polityki firmy. Z pewnością otrzymamy prasówkę winiącą lobby pirackie za ich durnych pracowników.

  1. Hackerów. Tak, wiemy, że to słowo jest zdecydowanie za duże na zabawy w injection, ale nie chcę wymyślać jakiegoś głupiego terminu. Zostaje hacker. ;-)

Lasso na procesy [Windows]

Proces w systemie operacyjnym, bez względu na to, jaki jest ważny, może spróbować skonsumować wszystkie Twoje zasoby. Czasem pracę nad czymś ważnym przerywa Ci poszukiwanie programu, który właśnie zaczął dla własnej przyjemności liczyć fraktale i wklejać je sobie do clipboardu.

Dawno temu, na AmigaOS, wyszedl programik o nazwie Executive. Jego zadaniem było dostarczyć systemowi Amigi narzędzi pozwalających na automatyczne zmienianie priorytetów procesów zgodnie z predefiniowanymi wartościami. Program X mógł startować od razu wyżej, niż inne, a program Y mógł być wskazany jako nieważny, któremu cykle procesora możemy odebrać.

Windows 1 ma też swoją edycję “Executive”.

Process
Lasso

Process Lasso” to programik pozwalający trzymać Wasze ~~bydło~~ procesy za ~~rogi~~ priorytety. Można go odpalić na 2000, XP, 2003 i Viście. Sama aplikacja jest prosta, łatwa i przyjemna — mam nadzieję, że dzięki niej będziecie mogli zapanować nad dzunglą procesów i usług, jaką jest Windows.

  1. jeżeli dziwi Was, że piszę o systemie, którego nie używam to powiem od razu, że wielu moich przyjaciół używa i pewnie docenią informację o takim programie

Każdy ma takiego superbohatera, na jakiego zasłużył

Komiks przez wielu traktowany jest jako coś czysto rozrywkowego. Słowo “komiks” łączy się  w naszej głowie z postaciami Spidermana, Wolverine, Kajka i Kokosza. Autorzy komiksów przemycają czasem do swoich prac ziarnka moralności i okruszki edukacji.

Albo abstrakcji. No bo czy ktoś widział wcześniej komiks o programowaniu w LISP? Osobiście jestem zachwycony tą formą i mam zamiar jutro dać LISP-owi szansę. :-)


Znak plus w adresach e-mail

Wszystkie serwisy mają (OK, wszystkie powinny mieć, nie wszystkie mają) podlinkowany dokument dumnie nazwany polityką prywatności. W treści tych dokumentów, po wstępnych zapewnieniach, że wszyscy szanują Twoją prywatność i oni nigdy nic z tych rzeczy, są wymienione różne ustępy, paragrafy i inne przypisy, których nigdy nie czytasz.

I agree

Nie macie czasem ochoty, żeby dowiedzieć się kto Was zrobił w konia? Jeżeli macie własną domenę, to z pewnością można po prostu założyć kilka aliasów z nazwami serwisów, którym zostawiacie swój adres. Trochę dużo dodatkowej roboty. A przecież można prościej!

Każdy adres e-mail po nazwie użytkownika a przed @ może zawierać znak plus i dowolny ciąg znaków dozwolonych przez RFC. Jak to wygląda? Załóżmy, że mamy adres spambox@example.com i chcemy go sprzedać serwisowi Nasze-Lasy. W formularzu rejestracyjnym podajemy więc spambox+naszelasy@example.com — jeżeli serwis Nasze-Lasy kiedykolwiek zdecyduje się nam przysłać coś głupiego, adres e-mail pod który został wysłany spam natychmiast zdradzi złoczyńców.

Zabiegu tego można użyć też do wygodnego filtrowania poczty. Pozbycie się wszystkich e-maili wysłanych przez dany serwis będzie kwestią tylko jednego filtru, nawet jeśli zmienia się nadawca w polu From:

Wady? Są — nie tyle wady samego sposóbu co problemy programistów z uszanowaniem poprawego adresu e-mail z znakiem plus. Wiele gotowych RegExpów, których używamy do sprawdzania formularzy, nie potrafi przejść do porządku dziennego nad dodatkowym znakiem. Jeżeli cokolwiek wykracza za znaki alfanumeryczne i myślnik to od razu rzucają one błąd. W takim wypadku nie pozostaje nam nic innego jak poinformować autorów lub wrócić do metody na aliasy.


Powroty cieszą najbardziej

No i wróciłem. Pewnie nikt nie zwrócił uwagi, ale przez jeden dzień bronikowski.com było całkowicie wycięte. Pomiędzy pracą a spotkaniem udało mi się zestawić nowy blag i przygotować archiwum starych postów. Więc jeśli ktoś podlinkował coś ze starego blaga — nie ma strachu — archiwum przejmie zapytanie i wyświetli post.

Nowy blag ma być odpolityczniony, pozbawiony prywaty i ciekawy. Ostatniemu się nie udało. Polityka grubej greski FTW.

Mam nadzieję, że będzie się miło czytało.

PS. linka do feeda też nie trzeba zmieniać.