Béton brut

Tinyproject. by Fuse

W Poznaniu zakończył się wczoraj Hackfest by netguru. Planowałem się pojawić i coś wygrać, potem popatrzyłem w rozkład rzeczy do zrobienia i jakoś mi się odechciało. Dziś skończyłem pracę wcześniej i zakląłem na głos.

Ilość informacji płynąca z różnych źródeł mnie dobija. Tu mi ktoś coś powie, tu wyśle e-maila, tu ticket, a tam znów notatnik z zapiskami ze spotkania. *płacze*

Co jakiś czas patrzę na listy TODO dostępne w sieci i za każdym razem gdy już mam się na jakąś zdecydować, znajduję w niej jakiś drobny kamyczek, który mnie uwiera i doprowadza do szaleństwa. Postanowiłem więc “podrapać swoją wysypkę”.

Przez ostatnie 160 minut pisałem sobie narzędzie, którego jedynym celem jest grupowanie krótkich notatek pod projekty. Bez chmury tagów, bez powiadomieniem SMS-em, bez możliwości dodawania zadań via e-mail. Bez RSS-ów.

Siedzący obok mnie Jarek powiedział, że mógłbym dać ludziom wjazd — może ktoś cierpi na podobne zatrucie informacyjne. Właściwie czemu nie?

Instrukcja: “+” dodaje wpis w projekcie, “-” usuwa projekt, “:-)” zamyka zgłoszenie, “e” edytuje zgłoszenie. Szablony są żałosne. Pogoniłbym Poterę do pracy, ale ma chyba dość własnej zajęć. Z pewnością dojdzie jeszcze jedna rzecz — podgląd zamkniętych złoszeń.

Tinyproject. (klik, klik, klik)

Miłego używania.


Kawowy snob

Człowiek uczy się całe życie. Dziś — podczas lektury RSS-ów — dowiedziałem się, że znana franczyza, jaką jest McDonalds chce zająć się sprzedażą kawy. Nie na worki, tylko w kubkach. Na tę wieść podniosła mi się brew, a mina wykręciła w tyldę. (\~)

Paweł w swojej notatce zastanawia się, czy w Polsce zobaczymy kampanie, której celem jestprzekonanie “kawowych snobów” do cieczy serwowanej w McCafe. Jestem ciekaw argumentów, bo próba przekonania mnie do postawienia stopy w McCokolwiek wygląda jak próba namówienia fana muzyki do klasycznej do zakupienia albumy najnowszej lalki wytwórni muzycznych — i mówienie mu, że muzyka jest prawie taka sama, a cena zdecydowanie niższa!

McCafe może konkurować z CoffeeHeaven, ale nigdy nie odbierze klientów normalnej kawiarni. Kawa serwowana w plastikowym kubku? Stanie po nią w kolejce? Picie w biegu? Siedzenie w hałasie pośród nastolatków z telefonami grającymi hity radia DRESKA? Jeżeli to jest picie kawy, to namiętnym seksem jest onanizm w ciemnym rogu bramy przesyconej zapachem mocznika.

McDonads wyzywający kawoszy od “snobów” bardzo mnie śmieszy. Pamiętam jeszcze czasy, gdy pierwsze jadłodajnie z złotym em otwierały swoje drzwi dla klientów w naszej części Europy — ręka do góry kto pamięta kolejkę na Placu Czerwonym? Dobre, bo amerykańskie. Wtedy nobilitacją było posadzić cztery litery w “restauracji” i zjeść kawałki ziemniaka w oleju. Teraz jesteśmy z ludem i chcemy Was wyzwolić z okowów snobizmu.

Na serio nikt nie ma już czasu żeby się napić kawy, przeczytać książkę, iść na spacer? Pozwalamy sobie przyklejać pejoratywne metki przez ludzi, którzy nie wiedzą lepiej. Popijacz mrożonego płynu z bitą śmietaną, czytelnik Faktu i posiadacz pojazdu służącego do stania w korkach kreci głową i zgadują, że to tylko taki manieryzm. Najgorsze, że to nawet nie jego obserwacja — sprzedała mu ją, za bardzo niską cenę, franczyza i wydawnictwo.


Dropbox dla Linuksa

Dropbox, o którym pisałem jakiś czas temu, ma wreszcie ogólnodostępne oprogramowanie klienckie dla Linuksa.

Paczki dla Fedory 9, Ubuntu 8.04 i źródła dla reszty świata. Miłej zabawy!


Komplikacja realna i urojona

Objawienie przyszło nagle, do szczęśliwego ze swego elektronicznego otoczenia geeka dotarło w końcu, że te wszystkie gadżety, które według etykiet na pudełkach ułatwią mi różne czynności, potrafią cholernie skomplikować życie. — Filip w notce “Trudno, coraz trudniej

Do takiego wniosku dochodzi każdy z nas. Jeden prędzej, inni później — ale w którymś momencie stajemy przed stwierdzeniem, że “komputery powstały by rozwiązać problemy, które nie istniałyby bez komputerów” i pozwalają nam się “robić błędy bardzo szybko”.

Wszyscy tęsknimy do prostych czasów, kiedy kobiety były kobietami, mężczyźni mężczyznami, lody Bambino były słodkie, a muzyki po prostu słuchało się z walkmana. Jest tylko jeden problem.

Lepsze stare czasy nie istniały. Nasz mózg ma taką wspaniałą funkcję, która pozwala nam pamiętać rzeczy dobre, a złe nakryć kocem i zlać kijem.

Możemy marudzić, że dziś słuchanie muzyki jest nie lada technologicznym wyzwaniem. Kable, ładowarki i konwersja płytek do zjadliwych formatów. Kiedyś było prościej. Kiedyś bez problemu miałem przy sobie kilka tysięcy utworów, mogłem sobie posortować po ulubionych, słuchać po gatunku, grupować. Mój walkman miał też rozmiar kilku centymetrów i dawał się przypiąć do paska tak, że nie czułem go przy biegu. Albo nie.

Nie jest więc tak, że skaczemy przez dodatkowe przeszkody chcąc słuchać muzyki. Skaczemy przez inne przeszkody. Kiedyś paluszki zdychały w najlepszych momentach “Master of Puppets”, dziś zapominamy podłączyć playera na noc do USB, kiedyś wciągało nam taśmę, dziś iPod potrafi zgubić listę. Mimo to wszystkie te “komplikacje” poprawiły, a nie pogorszyły mój standard słuchania muzyki.

Komplikacją urojoną jest mania synchronizowania wszystkiego ze wszystkim. To, że można próbować, nie znaczy że trzeba. Zresztą dobra synchronizacja jest dość niezłym technologicznym wyzwaniem, oczekiwanie że pięć firm nagle dogada się między sobą jest lekką naiwnością. Firmy produkujące nasze zabawki chcą Cię zamknąć w swojej infrastrukturze. Nie jest to wina technologi per se, tak po prostu działają firmy.

Nie bardzo też rozumiem rozżalenia faktem, że zakup czegoś wiąże się z poświęceniem czasu na zbadanie sprawy, pozwolę sobie zacytować jeszcze raz Filipa

Przy wyborze komputera nie chcę się zastanawiać, czy jego książka adresowa zsynchronizuje się z moim modelem telefonu, czy moja karta dźwiękowa zadziała z sekwencerem X, za pomocą ilu przejściówek podłączę dodatkowy monitor… Rozżalony dodam, że dotychczas całej tej układanki nie udało mi się ułożyć w żaden sensowny sposób.

Dlaczego od komputera, który jest wysoce skomplikowanym urządzeniem, miałbym oczekiwać wspaniałego “dżast łorks”, skoro ten termin nie działa nawet dla mniej skomplikowane rzeczy. Jak kupuję samochód, to sprawdzam na sieci ile to pali, jak jest z serwisem, czy da się go łatwo przerobić na karuzelę. Kupuję lodówkę — mierzę dziurę po starej, żeby mi się ta nowa zmieściła, patrzę jaką ma maksymalną moc i sprawdzam, czy mi bezpieczniki nie wywali. Kupuję telewizor: LCD, plazma, a może CRT? Jaka końcówka? Jakie wyjścia audio? Z takim czy innym trybem HD? Kupuję telefon: QWERTY czy dotykowa? Od kogo?

Bycie prosumentem ssie pałę.

Komputery można uprościć. W moich oczach zrobiono już bardzo wiele by ZU 1  cieszyć się z sieci, poczty elektronicznej i gier bez wkładania w to wielkiej pracy. Problem w tym, że Ty chcesz podłączyć “sekwencer X” i “dodatkowy monitor” i oczekujesz łatwizny? Zwykli ludzie nie mają dwóch monitorów i sekwencera. Grasz w innej lidze i dziwisz się, że trener kopie Cię w tyłek jak przystajesz na papierosa i piwo.

Kto pomyśli o użytkownikach? Większość firm myśli. Niestety, nie jesteś ZU.

  1. Zwykły użyszkodnik

Wiara

Tyrasz od ósmej do szesnastej, od dziesiątej do osiemnastej. Tyrasz — bez marudzenia — bo wierzysz, że to wszystko ma sens. Czujesz, że ktoś powinien się Tobą opiekować, ktoś na górze, który ma niezbywalną władzę i którego myśli — jak sam twierdzi — nie opuszczają Cię nawet na minutę. Oddajesz mu cześć, oddajesz mu pieniądze i krzywisz się na słowa innych. Inni mówią, że to potencjalny psychopata i żebyś sam sprawdził. Nie sprawdzasz, nie musisz.

Dogmaty, rzeczy święte, symbole, tabu i szacunek.

Spowiadasz się w rozmaitych instytucjach. Co robiłeś i po co, co Ci z tego przyszło, że się poprawisz i więcej grzechów nie pamiętasz.

Dzień święty święcisz wódką, dyskoteką i wolnym od pracy.

No i zapierdalasz od ósmej czy też od dziesiątej, bo wierzysz, że po tym złym okresie czekają Cię same dobre rzeczy.

Wierzysz w to i co cztery lata głosujesz. Amen.


Metoda jak metoda

Program na BBC. Taki dokumentalny, wiecie. Lektor przemawia angielszczyzną tak wylizaną, że automatycznie macie ochotę wrzucić trochę śmieci do Tamizy lub pożreć fish&chips. Kamera przelatuje nad głowami osób zgromadzonych w sali. Twarze są różne — starzy, młodzi, kobiety i mężczyźni. Typowe dla zgromadzeń szuranie ustaje gdy na scenę wychodzi postać — model Profesor.

Poprawił okulary i przemówił.

Dziś — proszę państwa — będziemy dalej prowadzić nasze badania nad stresem związanym z publicznymi wystąpieniami.”

Na ekranie za nim pojawia się zdanie “Leczenie stresów związanych z wystąpieniami przez podawanie LSD

Drogą losowania wybrano pierwszą osobę, która po pewnych przygodach trafia przed mikrofon, unosi rękę i zamiera. Stoi tak przez chwilę po czym zaczyna badać chropowatość mikrofonu. Druga osoba wstaje z miejsca i podchodzi, przygląda mu się przez chwilę i wyciągniętym palcem dotyka go w czoło.

Odbiegają w przeciwnych kierunkach.

Budzę się, sprawdzam pocztę i myślę, że czym lepiej mi się śpi, tym dziwniejsze sny mi się śnią.

Poza tym zapraszam na konferencje LinuxBoat gdzie opowiem o budowaniu systemów “kiosk” przy użyciu Linuksa i Firefoksa. Nie będę brał LSD, ale to właściwie nie robi mi różnicy.


Muzyka bzyczy i pyka, czyli komputerowe inspiracje muzyczne

AY, SID i cała reszta

Komputery przebyły długą drogę: z laboratoriów naukowców na biurka biznesmenów, potem do domu szalonych zapaleńców i graczy. Dziś są traktowane jak inny sprzęt AGD, no może z tą różnicą, że mniej przyglądamy się pralce (ale serio, oglądaliście kiedyś wirowanie? Prawdziwy substytut sztormu w centralnej Polsce) i nie tolerowalibyśmy tylu awarii lodówki.

Od zarania dziejów” komputery grały muzykę. Była to muzyka na miarę naszych możliwości. Pamięć była na wagę złota, nie można było się więc obładować samplami i loopami. Autor muzyki musiał więc wiedzieć trochę o fizyce dźwięku, czym się w brzmieniu różni “sinusoida” od “piły” i jak uzyskać dudniący bas z przebiegu prostokątnego. Mimo ograniczeń narzuconych przez sprzęt tupaliśmy nogą do ścieżek z inter dokładanych przez crackerów i soundtracków z gier.

Zanim się obróciliśmy komputery zaczęły odtwarzać moduły muzyczne, które składały się w 90% z sampli The Prodigy, Future Sound of London i Chemical Brohters. Siedemnaście sekund później PC-ty zyskały świadomość i zdolność odtwarzania plików MP3. Orkiestry symfoniczne i kapele rockowe przejęły ścieżki dźwiękowe w grach. Komponowanie muzyki komputerowej przy pomocy trackerów i sampli pisanych w edytorach tekstów stały się domeną demosceny.

Co się działo później?

Muzyka inspirowana grami i brzmieniami lat 80 wróciła pod dwoma postaciami.

Mamy gitary i gramy sountrack z “Commando”

Czy nie byłoby fajnie zagrać koncert na którym banda nerdów skacze do tematów muzycznych z kultowych gier? Byłoby. Banda Duńczyków zebrała się więc “w garażu” i zaczęła tworzyć covery. Przybrali nazwę “Press Play On Tape” (triva: to komunikat, który wyrzucał z siebie C64 po wydaniu rozkazu LOAD) i rozpoczęli swoją karierę. Dziś goszczą na wielu imprezach umilając trzydziestolatkom wymienianie się pornografią pisanie dem.

Posłuchaj:

W trochę inną stronę udali się muzycy grający Nerdcore. 1 Nerdcore to nic innego jak hip-hop dla nerdów — zamiast panienek, samochodów i “instrukcji obsługi życia w mieście” mamy matematykę, komputery i gry. Najbardziej rozpoznawalnym przedstawicielem gatunku jest MC Frontalot. Oto on w utworze “It is Pitch Black” (19.6 nerdpunktów jeżeli wiesz o jakiej grze jest ta piosenka)

Honorowe miejsce zajmuje oczywiście Wierd Al Yankovic, którego utwory “It’s all about Pentiums” i “White and nerdy” są klasyką dla komputerowych świrów.

Zobacz co znalazłem na śmietniku

To jednak wszystko brzmi mało syntetycznie. Co z ludźmi, którzy chcą posłuchać muzyki, która brzmi jak prawdziwy chiptune brzmieć powinien? Nie ma strachu — historia kołem się toczy i nadchodzi renesans popiskującej muzyki. Na świecie odbywają się koncerty i konkursy na których muzycy grają swoje utwory przy pomocy zmodyfikowanych C64, Gameboyów, NES-ów i cholera wie czego jeszcze. Całość wygląda jak powtórka z Kraftwerku. :-)

Posłuchaj:

No i co? Debile, nie? Wszyscy, którzy nie robią tego co Ty to debile z definicji. (I pokraki)

Dżony, zagraj mi to jeszcze raz!

W Polsce ciężko jest trafić na jakieś chiptuneowe zgromadzenie — można próbować demoscenowego zlotu, ale osobiście nie polecam — podobną koncentrację pijanych i wulgarnych debili można znaleźć tylko na Wiejskiej w Warszawie. Na szczęście w Internecie możemy bez problemu znaleźć stacje radiowe poświęcone trzaskom i buczeniu. Osobiście polecam Slay Radio (C64), Kohina (Atari), AYLand (Spectrum).

Notatka jest zainspirowana linkiem, który przyplątał się w czytniku RSS — na Pitchfork.TV można obejrzeć dokument “Refromat The Planet” traktujący o chiptunowej scenie.

  1. Pozwolę sobie zacytować Filipa — “Nintendocore to powód dla którego nikt nie bierze nerdów na poważnie” — niechcący trafił w sedno

Nokia 800: Guybrush w plecaku, Last.FM na biurku

Zakupy

Nosiło mnie na zakup jakiegoś gadżetu. Wiecie, są takie chwile, że facet po prostu musi. Wymyśliłem sobie, że chcę mieć coś ultraprzenośnego co pozwoli mi się nudzić wygodniej w domu. Przeglądałem więc artykuły dotyczące Asusa EEE 901 i MSI Winda. Już prawie szykowałem przelew na Winda, gdy przypomniało mi się, że zawsze chciałem mieć tablet Nokii.

Standardowa przebieżka po YouTube, Wikipedii i kilku forach skłoniła mnie do zmiany planów.

Zamówiłem Nokię N800.

Ale przecież!

Jak można kupować grata Nokii jak już za chwilkę w salonach Orange i Ery dostępny będzie iPhone? Zadecydowało o tym kilka czynników:

  • Linux. Całe urządzenie chodzi pod kontrolą Linuksa. To właściwie powinien być pierwszy i ostatni argument — oznacza to, że będę mógł sobie zmieniać, dodawać i programować pod te urządzono nie pytając nikogo o nic. Znane oprogramowanie, znane środowisko — będę się czuł jak u siebie.
  • Kontrakty. Długoterminowe kontrakty są beznadziejne. Na warunkach jakie oferują z iPhonem — żenujące.
  • Mam już bardzo fajny telefon, N800 jest tabletem. Nie potrzebuję opcji telefonu w iPhone, a cena iPod Touch jest dla mnie zbyt wysoka.
  • W niedalekiej przeszłości N800 będzie mogła działać pod kontrolą nowej platformy Wuja Google — [Android](http://en.wikipedia.org/wiki/Android_(mobile_device_platform.
  • Wiele różnych problemów związanych z iPhone, których nawet nie chce mi się wymieniać

Hardware, czyli to, co kopiesz

[caption id=”attachment_325” align=”aligncenter” width=”500” caption=”Nokia N800 (góra), Blackberry 8700, Nokia E61, Samsung i780”]Nokia N800 (góra), Blackberry 8700, Nokia E61, Samsung
i780[/caption]

Nokia jest cięższa i większa od iPhone, nie leży też tak dobrze w ręce. W przeciwieństwie do zabawki Apple nie posiada innego widoku niż poziomy — konstruktorzy założyli więc, że będzie trzymana zwykle w dwóch rękach. Sercem tabletu jest procesor TI OMAP taktowany zegarem 400Mhz (w starszej wersji systemu operacyjnego wartość tę obniżono do 330Mhz ze względu na problemy z jednostką DSP). Oczy marnujemy dzięki 4.1-calowemu wyświetlaczowi dotykowemu, na którym uzyskamy rozdzielczość 800×480 w 16 bitach.

Przejdźmy do dziurek i okrągłości. Po zdjęciu sukienki N800 ma dwie dziurki pozwalające na obsadzenie kart SD w standardzie SDHC 1, po prawej stronie ukrywa się port USB umożliwiający dostęp do systemu pliku oby dwu kart, port ładowarki oraz port słuchawkowy — “standard” Nokii.

Po lewej stronie ukryto małe oczko kamery, które umożliwia nam robienie zdjęć, kręcenie filmów, oraz prowadzenie rozmów wideo via GTalk i Skype. Nigdy nie odważę się prowadzić rozmowy przy użyciu tej kamery — nie tylko dlatego, że unikam golarki od kilku tygodni — obraz z niej przypomina początkowe sceny horroru SF, gdzie przez interferencje, trzaski i odbarwienia przygląda się nam jakaś przerażona twarz, która z pewnością za chwile poprosi nas o udział w misji ratunkowej.

Zawiodłem się: N800 nie posiada gołębnika — powietrzny transfer pakietów przez gołębie jest raczej wykluczony. Musi mi wystarczyć wbudowane WiFi w standardzie B/G i Bluetooth (obsługuje udostępnianie plików, klawiaturę, podłączenie się do sieci udostępnionej przez telefon komórkowy) — osiągany transfer jest bardziej niż zadowalający i bez problemu udało mi się streamować film z komputera biurkowego.

Guziczków Nokia nie żałowała. Prócz Świętej Trójcy w postaci “ESC”, “Menu” i “Pokaż listę działających programów” 2 , trochę wyżej znajduje się standardowy krzyżyk służący do nawigacji. Na samym górnym brzegu umiejscowiono “-“, “Pełen ekran”, “+” i “Power”. “Pełen ekran” się sam tłumaczy. Potrzebujesz pełen ekran w grze, czytając strony lub oglądając film? Klik. Plus i minus pozwala nam skalować zawartość strony. “Power” pozwala nam ugryźć radioaktywnego pająka (pająk zyskuje niesamowite możliwości: tyje i płaci podatki) albo włączyć urządzenie — jeszcze nie jestem zupełnie pewien.

Software, to na co klniemy

Przyznaję, że mocno obawiałem się o Linuksa na przenośnym urządzeniu. Ostatni raz miałem kontakt z takim duetem w 2004 pod postacią SimPada z Qtopią — działało to, ale nie powalało na kolana. Rozpakowywałem więc pudełko zastanawiając się: czy wykryje WiFi, jak będzie wyglądał system plików, czy “postraszy mnie” gdzieś krzaczkami i komunikatami, których na urządzeniu konsumenckim nie powinno się widzieć? Mi byłoby to bez różnicy — ale chciałem skonfrontować to, o czym czytałem w kwestii mobilnych urządzeń z Linuksem z rzeczywistością 3 — czy można pakować te śmieci z /usr/src/kernel na kawałek krzemu, który będzie macany przez Henryka Random i Joannę Null?

Na dziś stwierdzam, że sam system jest niczego sobie. Podczas ładowania widzimy splash i pasek postępu, WiFi ma łany i działający manager połączeń 4, podobnie jak w przypadku Nautilusa czy Findera zawartość katalogu domowego jest “przekłamana”, do tego większość aplikacji posługuje się “metafolderami” grupujące typy danych (obrazki, filmy, muzyka). Instalowanie aplikacji odbywa się przez specjalny program (myślcie Adept, KPackages, etc) i nie sprawia większych problemu.

Jeśli chodzi jak kaczor i kwacze jak kaczor, to musi być Linux.

Pomówmy trochę o aplikacjach.

Przeglądarka

[caption id=”attachment_336” align=”alignright” width=”200” caption=”Przeglądarka MicroB w działaniu”]Przeglądarka MicroB w
działaniu[/caption]

Bardzo spodobało mi się to, co zrobiono z przeglądarką. Mamy jedno UI, bookmarki, historię i dwa silniki: Operę i MicroB. Wybieramy co lubimy i używamy. Dlaczego na desktopie nie mamy takich cukierków? Fajnie byłoby móc wymieniać silniki i zachować całą resztę. Pomarzyć wolno. Strony renderują się w miarę szybko, wyglądają bardzo dobrze (no cóż, tak na serio mamy tutaj Gecko, więc nie ma się czemu dziwić) i bez problemu możemy używać GMaila, Blipa czy innego Flakera. Wszystkie AJAX-owe cudaki, które sprawdzałem ruszyły bez problemu. Jedyne co powoduje śmierć przeglądarki przez przeajaksowanie to Google Reader. To spowodowało, że rzuciłem okiem na dostarczony czytnik RSS

Czytnik RSS

…który okazał się kompletną klapą. Przepraszam, mam pół tysiąca feedów, a czytnik nie ma importu OPML-a? Na szczęście Google Reader for iPhone działa znakomicie.

Multimedia

Wbudowany player i doinstalowany MPlayer zapewniają nam, że zobaczymy większość formatów filmów wideo. Musimy się oczywiście liczyć z tym, że procesor mamy dość słaby. Odpowiednio dobrane parametry do ffmpeg pozwolą nam przygotować dobrze zachowujący się plik, z odpowiednią rozdzielczością i zdecydowanie mniejszy. Oglądałem już kilka odcinków Ranma½, Chobits i nie zgłaszam zastrzeżeń.

[caption id=”attachment_337” align=”alignright” width=”380” caption=”Canola → Last.Fm → The Clash “]Canola → Last.Fm → The
Clash[/caption]

Jeżeli chodzi o umilanie dnia plikami multimedialnymi to nie możemy pominąć jednego programu: Canola2. Odtwarzacz radia internetowego, Last.Fm, filmów, YouTube i przeglądarka zdjęć w jednym, pięknie wykonanym, opakowaniu.

Czuć w tym programie mocną inspirację interface JesusPhone i muszę przyznać, że wyszło mu to na dobre. Mam nadzieję, że przyszłe wersje będą kopały jeszcze mocniej w nerki. ;-)

Komunikatory

Gdy chcemy się podzielić ze światem naszymi wspaniałymi przemyśleniami na temat istoty sosu pomidorowego możemy obrać kilka kanałów komunikacji: e-mail, Jabber, GTalk, Skype. Klienta pocztowego i w ogóle obsługi poczty nie ma co opisywać, jest tak nudna i przewidywalna jak tylko się da. I działa. Prócz wbudowanego klienta Jabbera/GTalka, który integruje się z listą kontaktów, możemy użyć specjalnej wersji lubianego przez wszystkich Pidgina. GTalk pozwala na rozmowy głosowe, podobnie jak specjalna wersja Skype.

Gdybym miał przyjaciół to mógłbym przetestować to dokładniej. Teraz muszę zadowolić się faktem, że komunikatory wydają z siebie odgłos logowania się do sieci.

Gry

Czytałem, że jest Quake. I Doom. I jeszcze-coś-tam. Możliwe, że są piękne (ale w Quake grać na ekranie dotykowym? Zabijasz fiendy wsadzając im palec w oko?) — ale kogo to obchodzi, gdy istnieje port ScummVM? Mnie nie obchodzi, Guybrusha też nie obchodzi.

(Ale gra się świeeeeetnie!)

(Są też standardowe emulatory: MAME, SNES/NES, Gameboy)

Narzędzia

No, mamy sobie SSH, VNCViewer, RDesktop, Sketch, Evince. No od cholery tego. Przez jeden dzień nie udało mi się jeszcze przeklikać do dna.

Zawsze chciałem być gwiazdą YouTube

Miałem zrobić piękne i profesjonalne filmiki, niestety wszystko wymaga pewnej dawki talentu, której mi brakuje. Musicie się zadowolić dwoma plikami multimedialnymi robionymi aparatem trzymanym przez rękę deliryka.

N800. Warto?

Przeciętny człowiek obejdzie się zupełnie bez N800. To typowy gadżet, produkt kultury zachodu, gdzie kupowanie rzeczy, których nie potrzebujemy jest równie ważne jak oddychanie. Mimo to to najlepsza zabawka jaką kupiłem od dawna. Robi dokładnie to czego się po niej spodziewałem — nie ma rozczarowania, nie ma euforii.

Biorąc pod uwagę, że cena 16GiB iPoda Touch to ca. 1200 PLN, a za Nokię z kartą SD o tej samej pojemności zapłaciłem 850 PLN to mogę powiedzieć, że zrobiłem niezły interes.

Jeżeli macie jakieś dodatkowe pytania, walcie śmiało w komentarzach.

  1. 16GiB kosztowało niecałe 150 PLN
  2. taki alt-tab z możliwością ubijania drani
  3. Twoja rzeczywistość may vary. Baterie sprzedawane osobno.
  4. szkoda, że Ubuntu tak długo nie miało ;-)

Google, reklamy, prywatność

Eri lubi otrzymywać ode mnie e-maile. Nie dlatego, że piszę jakieś niezmiernie ciekawe rzeczy — frajda polega na śledzeniu reklam AdSense, które pojawiają się przy moich listach. Jakiś czas temu zacząłem popadać w lekką paranoję, gdyż reklamy zaczęły się odnosić do starszych listów czy rozmów via Jabber (które GMail archiwizuje w folderze “Chats”. Dopadł mnie lekki syndrom strachu przed Wielkim Bratem. Jak daleko sięga Google? Wcześniej zakładałem, że “przegląda” tylko wyświetlony list.

szczęście dla nas, użytkowników, amerykański kongres zaczął kręcić nosem na praktyki reklamowe sieciowych rekinów. Google i Yahoo! wykonały więc ruch wyprzedzający i udostępniły możliwość “wypisania się” (opt-out) z ciasteczek pozwalających na budowanie naszego profilu.

Oczywiście, dużo lepszym rozwiązaniem byłaby polityka “opt-in”, ale chyba nie mamy się co oszukiwać — pytanie użytkownika o to, czy chce być śledziony przez operatora wyszukiwarki spowodowałoby znaczny odpływ ludzi (czyli pieniędzy). “Wypisywanie się” wymaga wiedzy o istnieniu takiej możliwości i podjęcia działania — nie każdy jest “prosumentem”

Wypisz się z Google. Wypisz się z Yahoo.


Stać mnie!

Mam już naszoklasową fotkę z tlenioną blondynką. Mam drugą fotkę — siedzę na masce samochodu, który zaparkował obok chińskich budek w których jem jedyny ciepły posiłek. Kupiłem używanego Maka żeby nie odstawać na zlotach wyciskaczy klawiszy. Zastanawiałem się nad iPhonem.

Już się nie zastanawiam. iPhone sam w sobie jest symbolem statusu, ukazuje zdolność myślenia out-of-the-box i indywidualność liczoną milionami sprzedanych sztuk. To jednak za mało. Od dziś mogę kupić w App Store aplikację “I am Rich1 — za jedyne \$999.99 stanę się posiadaczem unikalnej ikony, która wyświetli się obok tak trywialnych narzędzi jak klient poczty i lista kontaktów. Co robi ta aplikacja?

Sztuka nie musi nic robić! Jelenie na rykowisku w złotej ramie, barokowy zegar na szafce nocnej z Ikei i czerwona ikona rzucona na estetyczne czarne tło przekazują Ci komunikat — może i nie mam gustu, ale kurwa, zobacz na co mnie stać!

Ach, status społeczny. Przy obecnej cenie dolara mogę być kimś za dużo mniej niż kiedyś. Globalizacja zrobiła ze mnie kogoś. Na dodatek piszę o tym na blogu! Jeżeli można chcieć czegoś więcej od życia, to ja sobie nie mogę tego wyobrazić. Piszę do autora, może zrobi port na zwykły OS X? Czerwona ikona będzie idealnym dodatkiem do klasowego systemu.

  1. fotka rąbnięta TC, w Polsce iTunes oczywiście not ablink