Béton brut

Web 2.0 — dramat

[![Web 2.0 — dramat. Po prostu dramat.](http://bronikowski.com/wp-content/uploads/2008/07/dramat.png “dramat”)](http://bronikowski.com/wp-content/uploads/2008/07/dramat.png)

(Czy Szekspir miałby profil na Fotce?)

Scena 1:

(Pusta scena, po chwili pojawiają się osoby, które przechodzą przez snop światła w różnych kierunkach)

(Dwie osoby stają naprzeciw siebie)

Osoba 1: Lubisz ryby?

Osoba 2: Jeść?

Osoba 1: W akwarium.

Osoba 2: Zostańmy przyjaciółmi.

(Osoby zostają przyjaciółmi. Podróż wypadkowych osób przez snop światła jeszcze przez kilka chwil. Osoba 1 i Osoba 2 nie spotykają się już więcej)

Scena 2:

(Pokój, dwie osoby rozdziela stół. Jedna z nich nosi biały kitel sugerujący, że jest lekarzem)

Lekarz: Więc co Panu dolega?

Osoba: Niceo.

Lekarz: Jest Pan pewien, wygląda mi to na agresywny szczękościsk.

Osoba: Spoker! Flaker nie boleo, oko nie flickr.

Lekarz: Pozwoli Pan, że Pana obsłucham?

(przykłada słuchawkę od piersi Osoby. Rozlega się “Blip! Blip! Blip!”)

Lekarz: Jeżeli chce Pan poznać moją oficjalną diagnozę, to wygląda mi Pan na debila.

Osoba: Spierdala.me! ichuj.eu!

Scena 3:

(Wchodzi Dziewczyna, suknia do kostek, warkocze, spuszczony wzrok)

Dziewczyna: Kiedyś było inaczej. Kiedyś patrzyliby na mnie nieprzychylnie. Ale dziś! Dziś mogę — mogę być kurwą nie wychodząc z domu. Mam swój profil w jednym i drugim serwisie. Mam zdjęcia, bardzo skromne, ledwie sutek czy kawałek bielizny. Czuję, że chłopcy mnie akceptują, bo dają mi wysokie oceny. Czasem dam się zaprosić na kolację, czasem zostaję na dłużej. Rodzice nie wiedzą, że jestem częścią społeczności. Oni mnie w ogóle nie rozumieją. Moim mottem jest “Jestem jaka jestem”.

(Wchodzi facet)

Facet: Ale fajna z Ciebie dupa, bym Cię wyruchał!

Dziewczyna: (dyga) Dziękuję. (czerwieni się)

Scena 4:

(Dwa wygodne fotele, pomiędzy nimi stolik z buteleczką whiskey. Na fotelach siedzą Grube Ryby stylizowane na XIX wiecznych fabrykantów)

Gruba Ryba 1: Szanowny Panie kolego, proszę mi powiedzieć, jak doszedł Pan do pierwszego miliona.

Gruba Ryba 2: Zbudowałem serwis nasza-plantacja. Pomysł był prosty — ludzie to istoty społeczne, lubią się spotykać, poznawać. Pracowali dwie czy trzy godziny na mojej plantacji, za co dostawali bezużyteczne punkty, które mogli po pracy wymienić na mineralną w chillout roomie. Licencja mówiła, że kawa i bawełna zostaje u mnie. Najlepsi mogli — za darmo — przykleić więcej niż dwa swoje zdjęcia w szafce na ubrania robocze.

Gruba Ryba 1: Wyśmienicie! (unosi szklankę) Za budowanie społeczności!

Gruba Ryba 2: Za społeczność!

Scena 5:

(Mikrofon, wchodzi facet w garniturze, odgrywany sygnał wiadomości telewizyjnych)

Facet: Dzień dobry, dzisiejszy dzień był pełen ważnych wydarzeń, przejdźmy więc od razu do rzeczy. (szpera w kieszeni, wyciąga zdjęcie kota i pokazuje publiczności) “OH HAI! I R NUS REPRTR. KAN I HAZ GRAMI?” (śmieje się do siebie) Wiadomości ze świata: bloger, którego nie znacie, napisał o projekcie, którego nie używacie. iPhone, iPhone, iPhone (przed mikrofonem przebiega Komentator)

Komentator: PIERWSZY!

Facet: Pojedynek script-kiddies zakończył się remisem, gdy większość z nich została wezwana przez matki do snu (i/lub mycia uszu). Z wielkiej firmy zwolnił się jeden człowiek — wszyscy wpadli w panikę. Przegląd filmów ambitnych…

Komentator: Twoja stara prostuje banany, a Polską rządzi spisek masońsko-żydowski, który zabił Ks. Popiełuszkę

(wbiega komentator 2)

(Komentator 2 wali Komentatora 1 pięścią w twarz)

Komentator 2: Zdychaj fanie PiS-u! Pokój, miłość, braterstwo!

(Komentator 2 kopie leżącego Komentatora 1 w nerki i wyciąga go ze sceny)

Facet: …zamieszczonych na serwisie YouTube. “Facet łamiący sobie nogę” (viral pasty do zębów), “Dziewczynka patrząca w webcama” (viral filmy ubezpieczeniowej), “Chuligani Parasola Wrocław ścierają się z chuliganami Orła Ząbkowice”.

Epilog:

(pokój, butelki, laptopy, komputery, części ubrania, zimna kawa, facet przy komputerze)

Facet: No, teraz to już robi się to trochę zbyt meta jak dla mnie.

Kurtyna!


Konferencja czcionek

Miałem nie pisać takich głupich, jednolinijkowych postów. Ale jak mogę się powstrzymać przed podlinkowaniem czegoś, co jest zabawne — ale tak na serio zabawne.

Font Conference.


Przekładanie PDF-a z kieszeni do kieszeni — Dropbox

Czasy w których posiadanie więcej niż jednego komputera było nieprawdopodobnym luksusem odeszły dawno temu. Komputer na biurku, laptop, sublaptop, komputer w pracy, komputer partnera, dzieci, rodziców. Uh. Co jakiś czas okazuje się, że siedzimy przed “tym złym, mniej używanym komputerem” i właśnie potrzebujemy pliku ze zdjęciem kotka, PDF-a z dokumentacją, którą czytamy, czy też sterowników, który chcieliśmy zainstalować.

Metody oldskulowe, nerdowskie lub zwyczajnie irytujące

Do tej pory ludzie wpadli na kilka sposobów rozwiązywania problemu “nie mam przy sobie tego, czego potrzebuję”. Przy spadających cenach pamięci jednym z podstawowych sposobów przenoszenia danych stały się klucze USB. Tanie to, szybkie no i w tych czasach zadziała nawet pod AmigaOS. Mam jednak problemy natury logistycznej: laptopy cierpią na deficyt portów USB (przynajmniej moje, nie chce mi się targać hubów), a komputer jest ustawiony tak, że trzeba się do niego wczołgać pod stół. Jestem na to mocno za leniwy.

Samba. Samba wydaje się być wprost idealnym rozwiązaniem — szybki dostęp do plików w sieci lokalnej. No i znów lista smutków: zawsze są jakieś problemy z zestawieniem jej dla trzech środowisk 1, zasadniczo działa tylko w LAN-ie (mówiłem już, że jestem leniwy i nie chcę budować dodatkowo VPN-ów), dorzućmy jeszcze fakt, że Finder potrafi się zgubić w Sambie 2 a komputer z plikiem musi być online i dobre rozwiązanie “przestaje już być bieżące”.

Subversion? Subversion jest świetne, nawet da się w nim trzymać dokumenty, 3 ale przerzucanie filmiku, serii zdjęć czy muzyki wydaje się lekką przesadą. Możliwość skakania po rewizjach to świetna rzecz, ale na serio, ile rewizji Kokodżambo.mp3 możesz mieć? Większość plików, których potrzebujesz na drugim komputerze, nie będzie podlegała zarządzaniu wersjami (w rozsądny sposób — delta między plikami MPEG jest lekko bezużyteczna). Będą, albo ich nie będzie. Oprogramowanie klienckie obsługujące Subversion jest zbudowane pod kątem potrzeb programistów. Trzeba wytłumaczyć dziewczynie, że po wrzuceniu pliku do katalogu należy mu zrobić add, potem commit i jeszcze ten commit opisać. Dużo kroków.

Dropbox

po raz pierwszy wpadłem na projekt Dropbox od razu pomyślałem, że to coś dla mnie. Niestety, okazało się, że nie ma wersji dla Linuksa. Strona trafiła do zakładek, a ja o całej sprawie zapomniałem.

Po jakimś czasie na moje domowe biuro trafił jednak OS X i postanowiłem przetestować czy projekt działa tak sprawnie jak pokazana na “piarowski” wideo.

Dropbox: o co chodzi?

Po zainstalowaniu Dropboksa na wszystkich komputerach, których używamy, dodajemy je (komputery) do naszego konta w serwisie. Dzięki temu zyskujemy dostęp do specjalnego katalogu, w którym dokonywane przez nas zmiany są automatycznie synchronizowane na wszystkich komputerach.

Przykład z życia wzięty. Mam na OS X fotkę, którą chciałbym obrobić. Niestety, nie udało mi się jeszcze odpalić żadnego z dostępnych portów GIMP-a dla OS X, muszę więc użyć PC pod stołem. Ciągnę fotkę z pulpitu na folder Dropbox i loguję się na Windowsa przy pomocy RDC. Fotka już czeka.

Genialne w prostocie i działa — kombinacja która nie występuje w naturze dość często.

Dropbox pozwala nam udostępnić pliki dla szeroko rozumianej ludności pozbawionej konta w serwisie (folder “Public”) i współdzielić katalog z innymi użytkownikami Dropboksa (katalog “p0rn”, “torrentz”, “LOLCats”) — współdzielenia nie udało mi się jeszcze przetestować, bo nie mam przyjaciół! ;-(

Zalety:

  • Cholernie dobrze realizuje zasadę “dżast łorks”
  • Interface webowy pozwala nam dokonać operacji na plikach nawet jeśli używamy komputera niepodpiętego do Dropboksa. Dodatkowo mamy tu dostęp do przywrócenia skasowanego wcześniej pliku lub folderu.
  • Zamiast używać jakiś magicznych metod zapisywania plików na dysku mamy zwykły katalog. Możemy mieć dostęp do plików będąc offline lub przy wyłączonym kliencie (oczywiście, tracimy wtedy możliwość synchronizacji)

Wady:

  • Musicie trzymać swoje pliki w obcej infrastrukturze. Nie używałbym Dropboksa z “poważnymi plikami”, chyba, że po kuracji GPG
  • Klient na Linuksa jeszcze nie wyszedł ze stadium alpha
  • Synchronizacja odbywa się zawsze z “centrum” w “dół”. Jeżeli wrzucisz pół giga danych, to musisz się liczyć z tym, że za chwilę reszta Twoich komputerów je odbierze. Nawet jeśli stoją obok siebie.
  • Tylko” dwa giga miejsca
  • System jest jeszcze invite-only

Posłowie

Dziękuję Maciejowi Chojnackiemu za podarowanie zaproszenia. Jeżeli sami chcielibyście potestować Dropboksa, proszę skrobnąć mi e-maila, mam jeszcze dziesięć zaproszeń do rozdania. Chętni do “wspólnego folderu” z komiksami też mile widziani. ;->

  1. Linuks, OS X, Windows
  2. Finder zgubić, rozumiecie? Taki żart. Ha ha ha!
  3. …i kod, ale to chyba oczywiste?

Chuligański sport dla gentelmanów [2008.07.18, Łódź]

Ludzie się zmieniają. Myślisz, że ich znasz: lubią się napić, szukają pretekstu żeby kogoś wywrócić i lubią chodzić w krótkich spodenkach — nagle — ni z tego, ni z owego zaczynają grać w rugby. Zastanawiasz się, jak to się stało. Przecież to synowie, ojcowie, matki 1 — poważne osoby płacące podatek dochodowy i ubezpieczenie społeczne. Patrzysz na nich z mieszaniną współczucia i niedowierzania.

Mijają miesiące i okazuje się, że oni tak na serio.

Skoro na serio, to wypada mi zaprosić wszystkich zainteresowanych sportem na sparing pomiędzy drużynami Gentlemen’s Rugby Club 2 i ŁKS Rugby Team 3, który odbędzie się na stadionie Łódzkiego Klubu Sportowego o godzinie 20:30. Chłopaki bardzo się ucieszą słysząc niesamowity doping. Ucieszą się też (bez bardzo), jak po prostu przyjdziecie popatrzeć. Kto wie, może rugby stanie się waszą nową pasją i nie będziecie musieli oglądać Oranż Ekstraklasy, czy jak ten twór bez głowy się teraz nazywa.

Miłość, muzyka, mordobcie — wybierz jedno. ;-)

  1. dobra, matki rzeczywiście nie
  2. to nasi
  3. cholera, zasadniczo to też nasi ;-)

Aviomarin

Nie wiem jak długo to już trwa. Przed oczami ciągle stają mi te same obrazy. Zielony park gdzie rodzice wyprowadzają dzieci, psy wyprowadzające właścicieli, drąca się młodzież wyprowadzająca wszystkich z równowagi. Potem poczta, z kolejką staruszek upominających się o rentę. Oni nadal strajkują? To chyba naturalny stan Poczty? Przejście dla pieszych – chwilowo zajmowane przez wylegujące się w słońcu koparki. Mój blok, mój balkon.

Nawet się nie zorientowałem, a znów muszę oglądać to samo. Wszystko staje się nudne po jakimś czasie. Czuję się coraz gorzej. Chyba się zrzygam. Nagle świat zatrzymuje się.

— „Przepraszam?”

— „Tak?” – odpowiedziałem.

— „Proszę zejść z karuzeli. Stary Pan jesteś, zielony się zrobiłeś na pysku i dzieci straszysz.”

Proszę zejść z karuzeli” — powtórzył — „żeby tak zasuwać dookoła trzeba umieć odnajdywać naiwną radość, albo mieć cholernie mocny żołądek!”


Programiści PHP poszukiwani

Poszukuję kilku (albo jednego cyborga) programistów PHP, którzy wspomogliby wykonanie dość zaawansowanego technologicznie projektu. Wymagamy — znajomości PHP (duh) — czyli pisania obiektowego kodu, czytania ze zrozumieniem, pisania zapytań bez użycia * i innych tak niespodziewanych rzeczy jak sumienność i punktualność.

W zamian nie oferujemy pracy w młodym, dynamicznym zespole, korpoposiłków ani nagrody w postaci dyplomu do powieszenia nad łóżkiem. Paintball też odpada. Oferujemy tylko pieniądze — bardzo nam przykro.

Propozycje współpracy prosimy przysyłać na adres cHJhY2FAZnVzZS5wbA== — nie potrzebujemy waszych CV, listów motywacyjnych i zdjęć. Jeden bank to zbierał i zobaczcie jakie ma teraz kłopoty. Jeżeli czujecie się lepiej w białych kłamstwach to proponujemy karierę w marketingu.

Oferta dostępna tylko na terenie województwa łódzkiego.


Twoje dane na moim ekranie

Zaufanie. Bezpieczeństwo. Wygoda. To słowa, które według reklam najlepiej reprezentują instytucje finansowe. I rzeczywiście, trzeba ufać instytucji, która trzyma nasze pieniądze, przetwarza informacje o nas, która wie ile wydajemy w internetowym sklepie “Różowy lateks i pałki”. Banki zatrudniają specjalistów, banki szukają specjalistów. Bank Pekao S.A. przeszedł nawet “kolejną milę” i stworzył serwis “Zainwestuj w przyszłość” dla osób zainteresowanych pracą i stażem w ich oddziałach.

Zaufanie. Bezpieczeństwo. No, to trochę trafił szlag.

Natomiast nadal jest “wygoda”. Wygoda przeglądania wszystkich złożonych życiorysów, CV, listów motywacyjnych. No i czas reakcji banku — włam-post z 2008-07-08 — nadal wisi.

Jeżeli znacie kogoś, kto składał dokumenty do Pekao S.A. to powiedzcie mu o tym. Chyba, że ja mam do tego kogoś zadzwonić? E-mail i telefon już mam, prawda?


To już jest koniec, nie ma już nic

Wiesz, że jesteś już jedną nogą w wariatkowie, gdy oglądając Final Fantasy: The Spirits Within widzisz następującą klatkę:

…i myślisz sobie, że jakaś lama nie domknęła phantomufo();


Tu jestem, tu jestem, tu jestem, tu jestem, ja też, ja też, ja też

Cierpię na technologiczne rozszczepienie jaźni. Z jednej strony uwielbiam klikać w te wszystkie wspaniałe zabawki, które noszę w plecaku, z drugiej strony najchętniej oblałbym je benzyną i podpalił, zdjął buty i pobiegł na pole zająć się plantacją rzodkiewki. Chyba każdy po jakimś czasie doznaje tego uczucia osaczenia przez technologię.

Przebudziłem się dziś w nocy. Chciałem iść do toalety, ale zamarłem w łóżku. W moim pokoju wylądowało UFO! Wyjrzałem delikatnie zza ściany.

Pieprzeni Marsjanie przylecieli by odebrać nam Wolność!

Nie, zaraz — chwileczkę. To monitor, access point, modem i odtwarzacz muzyki. Dobrze, na serio, czy ambicją każdego producenta jest dodanie do swojego produktu takiej ilości migającego draństwa żebym mógł po nocy czytać książkę bez włączania nocnej lampki? O ile diody na urządzeniach sieciowych jeszcze można jakoś zrozumieć to pulsujące fioletowe światło na panelu LCD? Łatwiej paluszkiem trafić w guziczek po ciemku?

No i odtwarzacz. Ponieważ ładuje się on przez USB, często zostawiam go na noc. Po podłączeniu go do prądu natychmiast rozjarza się jak świąteczna choinka. Ale to jeszcze nic! Zapala się, leci bannerek producenta (Sandisk), miga nazwa ostatnio słuchanego utworu, po czym całość gaśnie, by po sekundzie rozpocząć proces od początku. Ilekroć ładuję go w biurze, dostaję szału. Każde mignięcie niemal naturalnie przyciąga mój wzrok, więc co pietnaście sekund głowa odwraca mi się niemal automatycznie. Na szczęście mam też port USB z tyłu i mogę go ukryć za wyświetlaczem.

Nawet nie chcę pamiętać o producentach telefonów komórkowych. To Ci goście, którzy sygnalizują niski poziom naładowania baterii pulsującą diodą i głośnym dźwiękiem. Dorzućmy do tego pasek diódek znajdujący się na laptopie i mamy orgię światełek.

Czym więcej urządzeń chce nam powiedzieć o swoim stanie, tym lepiej uczymy się je ignorować. Kiedy ktoś krzyknął “pożar” w budynku, ruszałeś z miejsca. Dziś każdy kto przechodzi po korytarzu mruczy pod nosem różne rzeczy i jest duża szansa, że ważnemu komunikatowi nie uda się przecisnąć przez Twój mentalny filtr.

Może dożyję kiedyś czasów, gdy podczas nocnego spaceru do ubikacji odkryję, że muszę zapalić światło, bo wyłączone urządzenia nie robią za latarnie morskie.

Technologia ssie. Idę zapolować na wiewiórki w parku.


Grzebiąc się w cudzych flakach, czyli przygody Emila z flaker.pl

Flaker.pl to system agregujący “życie online Twoich znajomych”. Z grubsza polega to na tym, że rejestrujemy się na serwisie, uzupełniamy dane o serwisach, których używamy (dla przykładu Blip, Flickr, Nasza-Klasa, RSS), a obserwujący nas ludzie maja przegląd całej naszej aktywności.

Na początku byłem bardzo sceptyczny i nie widziałem wielkiego sensu w używaniu takiego serwisu. Przecież wiem, kto co robi, i mogę sam z łatwością śledzić ich działalność. Ostatnio naszła mnie jednak myśl, że pewna część rzeczy mi ucieka. Bo wiem o blogu X znajomego Y, a nie wiem, że dla zabawy fotografuje akty z swoją osiemnastoletnią, adoptowaną, siostrą Azjatką i wrzuca je na Flickra. Że o blogu głoszącym teorii narodowo-socjalistycznych nie wspomnę. 1 O ile wyżej wymieniony znajomy (i inni) będą utrzymywać swoje profile, to już nigdy nie będę musiał szukać produkowanych przez nich treści. Fajowo.

Dobrałem więc kilka osób i trafiłem na pierwszy zgrzyt. Bardzo często gubię się w serwisie. Nie wiem, czy jak teraz kliknę, to dodam RSS do znajomych znajomego, czy tylko jego? Gdzie kliknąć, żeby zobaczyć odwiedzających poszczególną domenę zarejestrowaną w trakerze? Może ja jestem za głupi. Długo musiałem chodzić z kąta w kąt by znaleźć to, czego szukałem.

Ostatecznie miałem już to, co chciałem. Postanowiłem, że będę obserwował znajomych przez RSS, bo to wygodne, mogę sobie ewentualnie wysyłać e-mailem dzięki rss2mail, no i w ogóle dwazero. Minęło trochę czasu i wreszcie Google Reader zarejestrował ślad życia. Kliknąłem na feed i się lekko skrzywiłem. Wszystkie wpisy zarejestrowane przez Flakerapochodziły z Blipa. Do tego wśród blipnięć ludzi obserwowanych znalazły się moje. Dodatkowo przez Flakeraprzeniknęły wpisy, które na Blipie do mnie nie dotarły — dlaczego? — Flaker nie wie, jakie tagi ignoruje. Dowiedziałem się więc, że Kubica nie wygrał. Minęła znów chwila i znów przyszła paczka. Tym razem wśród blipnięć ludzi, których i tak obserwuję znalazła się lista utworów, które odsłuchują na Last.fm. Miałem więc \~40 wpisów, które nie stanowiły dla mnie specjalnej wartości.

Czy Flaker może w przyszłości dorobić się następującej funkcjonalności: możliwość wyłączania obserwowania serwisów, w których publikuje znajomy, z dokładnością do znajomego, lub jeśli to będzie zbyt skomplikowane — podział serwisów na te z wysokim noise-2-signal i te z małym? Blip i Last.fm produkują bardzo dużo ruchu. Ruch z Blipawidzę na kokpicie,  a ruch z Last.fm jest braktycznie bezużyteczny. No i te nieszczęsne tagi. Tu chyba trzeba zapytać Dyrekcję o rozszerzenie zapytania “tags”, tak, żeby dało się po tym jakoś filtrować.

Dalej, tracker. Może dla ludzi, którzy nie używają (jeszcze, jak coś, mamy zaproszenia;) Flakera wytłumaczymy o co chodzi. Tracer to dwie części: kawałek JS, który możemy sobie wrzucić na stronę i system rejestracji po stronie Flakera. Każdy z użytkowników systemu wchodząc na stronę z kodem trackera zobaczy request Flakerapozwalający poinformować innych, że odwiedziło się taką stronę. Można się zgodzić na przekazanie takiej informacji, odmówić rejestracji obecności i ustawić, aby wybrana odpowiedź stała się tą domyślną. Dzieje się to per serwis, co może irytować. Brakuje opcji “Tak, zawsze informuj” i “Nigdy nie informuj”. Dzięki temu ludzie kochający dzielić się swoimi gustami nie musieliby ciągle klikać “Tak”, a zwolennicy prywatności ganiać za “Nie”.

Traker ma też inny problem. Gdy ostatnio na pewien czas wyłączono serwis Flaker.pl to wszystkie blogi z kodem trackera przestały się wczytywać. Czekały na “instrukcje z góry”. Niestety, nie doczekały się.

Więc co, same negatywy? Oczywiście, że nie. Próbuję się po prostu rozgościć. Z pewnością będę dalej obserwował rozwój Flakera, bo nijak nie mogę trafić nigdy za Flickerowymi galeriami, mikroblogami na które ludzie wrzucają fotki z fail-bloga, lasn-fotami z Naszej Klasy, aukcjami Allegro i całym tym innym elektronicznym szumem. Chciałbym tylko żeby to był szum, a nie stereofoniczny zestaw silników odrzutowych, który zapewnia mi feed z Blipa i Last.fm.

  1. siostra i narowowi socjaliści to tylko przykład, proszę nie pytać mnie o linki