Béton brut

Wychodzisz? Zapomnij o kłopocie.

Wychodząc z pokoju zostawiasz na ekranie swojego komputera różne rzeczy. Zalogowaną sesję do banku, kawałek notatki o higienie Twojego kolegi z pokoju, która trafi na biurko zarządu, program pocztowy. Pamiętasz, żeby za każdym razem “zablokować” dostęp do ekranu? Ja postawiłem na 3 minutowe opóźnienie wyciemniacza. Ale przez trzy minuty każdy może podejść i sobie kliknąć.

Do akcji wkracza BlueProximity.

Program ten jest apletem dla GNOME, który “wyczuwa” czy Twój telefon komórkowy jest dostępny via Bluetooth. Wychodzisz z telefonem w kieszeni, następuje automatyczna blokada dostępu do systemu.

Można też uzyskać efekt “automatycznego odblokowania” pojawiając się z urządzeniem w zasięgu.

Sprytny, malutki programik, który pokochają ludzie dzielący pokój z współpracownikami lub współlokatorami.

Użytkownicy Windowsa mogą wejść w posiadanie podobnego programiku za jedyne \$15.


Podręcznik o większości z Nas

Rodzina kiwa z politowaniem głowami? Dziewczyna wyniosła się dawno temu przegryzając przed wyjściem skrętkę? Znajomi uważają Cię za pożytecznego kretyna? Najwyższy czas podarować im Nerd Handbook!


MacBookAir: Ars rozbiera MBA i ogląda gołe części

Ars Technica, jeden z moich ulubionych portali o całym tym naszym IT zamieścił dwie recenzje MacBookAir. Jedną dla standardowej edycji a drugą, rozszerzająca dla wersji z dyskiem SSD. Jak zwykle w przypadku Ars opisy są dokładne i dają obraz produktu.

Żeby oszczędzić czytania leniwcom lub tym, którzy są zapracowani, postaram się zrobić mały skrót.

Apple przysyła MBA w ładnym, 40% mniejszym, pudełku (chrońmy środowisko naturalne), które zawiera ładowarkę, laptopa i o dziwo — aż dwa kable do monitora. Klapka, pod którym ukryto wszystkie trzy porty jest umiejscowiona tak, że większość urządzeń nie chce się w nią zmieścić. Polecane są kable przedłużające. Klawiatura mu się podoba. ;-) Trackpad z możliwością macania nie zmienił jego życia. Bardziej cieszy się z faktu, że jest on (trackpad) większy. Jeden głośny, monofoniczny głośniczek ukryty pod klawiszami nie robi na nikim wrażenia. Brak napędu optycznego autorowi nie przeszkadza, ale rozumie czemu innym już tak. Używanie napędu przez sieć bezprzewodową jest fajne, jak twierdzi, póki nie trafisz do miejsca w którym nie będziesz mógł zainstalować programiku do udostępniania. Przy okazji, programik dostępny jest tylko i wyłącznie na płycie instalacyjnej.

Rozmiar i waga wg. autora to 100% tego, czego oczekiwał od Apple. Dysk, to też to, czego oczekiwał od Apple. Bardzo Wolny Dysk, w standardzie. Każdy zna straszne historie, gdy plażowa piłka wytacza się i nie chce iść. Tu też się wytacza. WiFi bez rewelacji, działa, ale nie śmiga. Prawdopodobnie aluminiowa obudowa pomaga sygnałowi iść w inną stronę.

In my standard battery test, where I disable all power-saving features, set the screen brightness at maximum, turn on the Wi-Fi and play an endless loop of music, the MacBook Air’s battery lasted 3 hours, 24 minutes. That means you could likely get 4.5 hours in a normal work pattern, almost the five hours Apple claims.” \~Walt Mossberg

No, jeżeli czyjś normal-work-patter to słuchanie muzyki w loopie, to może i tak.

Wróćmy do Ars. Laptop wydaje się być dobrze zbudowany i bardziej wytrzymały, niż na to wygląda. Przeżył nawet jedną podróż na podłogę. W testach wydajnościowych — co w miarę oczywiste — MBA zebrał w tyłek od swoich mniej anorektycznych braci.

Rzeczy dobre: rozmiar, wytrzymałość mimo wyglądu, działa dobrze jako przenośny terminal Internetowy (tego trochę nie rozumiem, ale dobrze, to Ars pisało)

Rzeczy słabe: Manager migracji ssie 1, Twoje urządzenia USB pewnie się nie zmieszczą w klapkę, nie jest dość mocny w porównaniu z innymi jabłkami.

Rzeczy paskudne: Dysk, bateria.

Drugi tekst skupia się na pytaniu “Co da Ci dodatkowy wydatek dodatkowych \$1300?”. Kondensując już bardzo szybko cały artykuł: niewiele. System wstaje szybciej (11.5 sekundy), dzięki szybkiemu dostępowi do dysku, niektóre operacje nie wytaczają plażówki. Życie baterii nie uległo wielkiej poprawie, ogólna szybkość aplikacji poprawiła się tylko dzięki różnicy zegarów (1.6 vs. 1.8).

  1. Po szczegóły odsyłam do tekstu

Spicebird czyli Thunderbird zderza się z Evolution, które podglądało Outlooka

Często powtarzającą się uwagą w kierunku pomysłu “Linux na biurku” jest brak dobrego systemu kalendarzy, wiadomości i notatek, spiętych w jedno. W świecie korporacji niekwestionowanym królem tego poletka jest Outlook i własnościowy serwer Exchange. W świecie Open Source powstało kilka projektów, mających dostarczyć podobnej funkcjonalności, z najbardziej popularnych dzięki dołączeniu do biurka w Ubuntu wymienię Evolution — niestety, brak możliwości implementacji protokołu Exchange (lub jego częściowa implementacja) powodują, że program taki nie może po prostu zająć miejsca Outlooka.

Ale nie o problemach z wywalczeniem sobie miejsca na rynku chciałem tu pisać. Przeglądając sieć natrafiłem na nowy projekt z gatunku poczta-kalendarz-newsy-kontakty. Tym razem zamiast wynajdywać od nowa koło postanowiono skupić się na czymś, co już działa — i to nieźle — i dobudować niezbędne elementy.

Spicebird jest programem opartym na kodzie Thunderbirda z dołączonym kalendarzem i systemem gadgetów. Po uruchomieniu czwartej bety otrzymamy okno podzielone tabami dostępnymi u góry, które pozwalają nam przechodzić między funkcjonalnościami programu. Zaczynamy od “Home”, które jest niczym więcej jak tablicą (“dashboard”) na do umieszczania gadetów. Na teraz nie ma tego wiele: jest czytnik RSS, zegary pokazujące czas w różnych częściach świata, szybki wgląd w listę zadań i kalendarz i podgląd folderu pocztowego. Dla mnie to bardzo dobry pomysł. Czytnik RSS nie jest może tak potrzebny, ale szybki wgląd w dany folder poczty, zadania na dziś 1 to większość informacji, których potrzebuję po odpaleniu klienta pocztowego. “Co mam zrobić i kto z klientów napisał”. Wskaźnik mojej zajętości.

Spicebird -
home

Chciałbym opisać różnice między Thunderbirdem a częścią pocztową Spicebirda, ale ten drugi nie chce za nic na świecie odebrać poczty z serwera, który posługuje się certyfikatem SSL stworzonym przez “jednostkę niezaufaną”. 2 Na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od standardowego wyglądu Grzmotoptaka. Dla wielu będzie to niewątpliwa zaleta.

Kalendarz. Tu też mamy w miarę standardowy zestaw możliwości. Różne typy widoków, zadania, lokalne kalendarze i kalendarze zewnętrzne (hostowane gdzieś przez WebDAV, Google Calendar, ICS), możliwość zaproszenia do uczestnictwa w wydarzeniu.

Spicebird -
calendar

Podsumowując: Jak na czwartą betę nie jest źle. Gdybym mógł odebrać pocztę prawdopodobnie dałbym szansę Spicebirdowi. Mam jednak wątpliwości, czy sam projekt jest na tyle nowatorki, by przyciągnąć użytkowników i programistów. Prócz zakładki “Home” nie ma w nim absolutnie niczego, czego nie dostarczyłby standardowy Thunderbird i jedna z wtyczek z Kalendarzowego Projektu projektu Mozilla.

Brak możliwości komunikacji z serwerem Exchange po raz kolejny zmusza nas do wykreślenia nazwy programu jako potencjalnego zastępcy Outlooka. Ewentualne przeniesienie pracowników z jednego systemu w drugi wymagałoby zbudowanie własnej infrastruktury i przeszkolenie wszystkich użytkowników. Nic takiego raczej się nie stanie.

Moim drugim problemem z tego typu programami jest to, że mając do wyboru budowanie własnej infrastruktury mającej dostarczyć pocztę i kalendarze dla małej organizacji, a użyciem Google Apps, nie wahałbym się ani chwili nad ofertą Google.

Trzeba przyznać, z pewną przykrością, że otwarte FOSS nie dostarcza niczego innowacyjnego w kategorii oprogramowania biznesowego. Zdaję sobie sprawę, że wynika to ze specyfiki ruchu, który raczej koncertuje się na robieniu rzeczy zabawnych i takich, które rozwiązują ich własne problemu 3 niż na projektowaniu systemu, który pozwala dwóm krawaciarzom umówić się na posiadówkę w pokoju 304.

Mimo to, trzeba sobie uzmysłowić, że biurko to nie tylko trójwymiarowy sześcian i efekt spalającego się okna. To także miejsce pracy gdzie możliwość dodania notki jest ważniejsza od półprzeźroczystej konsoli.

PS. Wiem, że nie ma żadnej winy FOSS-owskich developerów w fakcie, że Exchange jest zamknięty. Tak, jak GG. Tak jak dziesiątki innych protokołów. My to wiemy, ludzie używający oprogramowania mają to w nosie. Ja mogę mieć Jabbera i kalendarz w WebDAV-ie, Jack R. User nie. Zanim dostarczymy lepsze rozwiązanie trzeba włożyć jakoś nogę między drzwi.

  1. na dziś zadania “na dziś” mają buga i pokazują jedno zadanie kilka razy
  2. czyli mnie
  3. ”Szkracz maj icz”

Krzyż:Kross w Łodzi

Za tydzień, w piątkowy wieczór, w łódzkim klubie Bagdad Cafe odbędzie się koncert grupy Krzyż:Kross. Demoscenowcom nie trzeba ich przedstawiać, dawali koncerty na parties. 1 Osobom, które konsumowały swoją młodość w inny sposób, opiszę krótko o co chodzi z Krzyż:Kross: jest to sobie ekipa, grająca muzykę przy użyciu kilku C64. Psychodeliczna elektronika, disco punk, etc. Zabawa zwykle jest świetna.

Zapraszam więc wszystkich fanów C64, dziwnej muzyki i duchoty Bagdadu na dziwny koncert dziwnych ludzi. Przypominamy: piątek, 2008.02.08, 22:00, wjazd 10 PLN.

  1. nadal szukam drania, który mnie przypalił papierosem pod “sceną” w Poznaniu. Mosh-pit i papierosy się nie łączą, głupku

Firefox w kontekście systemów operacyjnych

Byte bloguje o tym, że Hubert bloguje o integracji Fx z systemami operacyjnymi. Świetnie się składa, bo akurat miałem napisać o czymś podobny. Myślę, że moje fanatyczne oddanie klawiaturze jest znane wielu czytelnikom. Zawsze uważałem, że większość rzeczy zrobię szybciej przy pomocy klawiatury niż próbując celować w małe kwadraciki małą strzałeczką. Nie jestem kompletnym radykałem w tej kwestii. Graficy mogą używać klawiszy kursora zamiast ‘j’ i ‘k’. ;-)

Żartuję oczywiście.

Tydzień temu przesiadłem się z ION3 na jeszcze wspanialszy WM jakim jest wmii. Dzięki temu mogę już praktycznie nie odrywać rąk z klawiatury. Postanowiłem poszukać jeszcze jakiejś wtyczki, która polepszy moje życie z Firefoksem. Chwila z Googlem i okazało się, że ktoś — chyba niespełna rozumu 1 — napisał wtyczkę naśladującą obsługę Vi dla Fx. Nazwa tego szatańskiego wynalazku: Vimperator. Trzy, cztery minuty i już byłem w tym zakochany. ESC:tstrona.pl — już otwiera się strona.pl w nowym tabie. ESC:bmark — strona, którą oglądam trafiła właśnie do bookmarków. Tak, mógłbym robić F6strona.pl i CTRL+D-Tab-Enter ale przecież piszemy o integracji z systemem.

Jak to wygląda? Jakoś tak.

Vimperator

Pusty tab. Na dole, jak widać, znana linia statusu i operacja :open ubuntu.com

VI+Fx+Ubuntu

Tu, standardowo. Strona załadowana. Można oglądać. ;-)

VI+Fx+Tab

Tak jak w Vimie, tabulator dopełnia wszystko: od rozkazów, przez zakładki, po adresy stron wcześniej odwiedzonych. Działa to dużo sprytniej niż find-as-you-type użyte w ostatniej becie Swiftfoksa.

Dlaczego uważam, że kombinacja wmii i Vimperatora jest taka wspaniała?

  • Mój mailer
  • Mój edytor
  • Mój WM
  • Moja przeglądarka
    • używają tych samych skrótów, dają się obsłużyć w całości bez używania myszki
  • Po co mi Gnome czy KDE pod spodem, skoro dekstop całe dnie jest przykryty kilkoma oknami?
  • Paskudne” dla Was — niezbędny minimalizm dla mnie. Komputer nie miga do mnie, nie wyskakują mu popupy z powiadomienie, że stała się kolejna rzecz, która mnie kompletnie w tej chwili nie interesuje
  • Ktokolwiek siada przed moim laptopem drapie się w głowę i poddaje się po minucie
    • Tak samo czułem się, jak mi pierwszy raz odpalili sesje telnetu w PDi.
      • Różnica jest taka, że ja byłem ciekaw i uparty w dolinie UNIX-ów
  • Przepraszam netto
    • za “zajumanie” wcięć i listy ;-)

Jak widzie, nie tylko błyszczące systemy operacyjne — czy też środowiska graficzne — mają własną wersję Fx. Są też wersje dla grup specjalnej troski do której z wielką radością się zaliczam.

W następnej notatce: MyLittlePonyFx, SamoopalaczGnome i BiałyPasekStartBar dla ludzi o rozwiniętym wyczuciu mody.

  1. za to go kochamy

Minus

Jestem absolutnym wariatem na punkcie komiksów. Uściślę: jestem absolutnym fanem komiksów publikowanych w sieci. 1 To pierwsza kategoria w czytniku RSS, którą przeglądam do porannej kawy. Niestety, “rynek” stripów nie jest aż tak prężny i po pewnym czasie coraz trudniej wpaść na perełkę. Dziś się udało.

Od 2006 niejaki Ryan Armand rysuje komiks pod nazwą Minus. 2 Jest tu wszystko, co lubię: przyjemna kreska, humor i coś, czego nie mają inne komiksy, które czytam. Nie wiem jak to określić, ale pierwsza nazwa jaka wpadła mi do głowy to “Mikołajkowatość”. Czytaliście kiedyś “Przygody Mikołajka” Goscinnego i Sempé? Takie było moje pierwsze wrażenie.

No, ale dość już pisania o czytaniu komiksu. :-) Jest 2:55 nad ranem, właśnie skończyłem pracować i mogę zatargać laptopa do łóżka i przeklikać wszystkie dostępne odcinki. Potem pozostaje tylko patrzeć z uporem na czytnik RSS.

  1. Kiedyś mam zamiar opublikować listę The Best Of, tylko jeszcze ją z Mr. Shotem przedyskutuje
  2. link do pierwszego stripa

Kolejny gracz na rynku “małych” przeglądarek

Skyfire to nowa przeglądarka dla telefonów z systemem Windows CE. Prezentacja, którą przygotował Ed Hardy z serwisu Brighthand wygląda naprawdę zachęcająco. Przeglądanie YouTube, bardzo dobry silnik renderujący (ciekawe, czy to ich własna produkcja, czy posiłkowali się KHTML/WebCore), ładnie działająca opcja skalowania zawartości strony z możliwością dostosowania tekstu tak, aby nie uciekał poza ekran. W porównaniu z tym, co widziałem na IE dla CE, to jak błogosławieństwo. Hm, zasadniczo to takie samo błogosławieństwo jak zostawienie IE6 na desktopie.

W tej chwili Skyfire jest w fazie beta (która dzięki Google Beta Syndrome nie znaczy już zupełnie nic) i można zgłosić swoją kandydaturę na testera.

Przeglądarki na telefonach, na początku bolesne w użyciu i wyśmiewane przez wszystkich, zaczynają coraz bardziej przypominać kolejne narzędzie, a nie dodatek dla lanserów. Pomysł przeglądania zasobów sieci przez telefon nie podążył ścieżką rozwoju “aparatów fotograficznych” w telefonie. Mamy więc Operę Mini, Operę Mobile, Safari, drugą betę OWB i nieustające próby wsadzenia Gecko na małe, przenośne urządzonka.

Sam od roku używam non-stop sieci dzięki Blackberry. Ciężko mi sobie wyobrazić, że nie mógłbym sprawdzić w dowolnym momencie czegoś ważnego, przeczytać na Wikipedii o odtrutce na to, co właśnie dolała mi do kieliszka zniesmaczona znajomością kobieta, czy wybrać opcję “random” w Bashu i pośmiać się do siebie w środkach komunikacji miejskiej.


Maria ukoi MyISAM?

No i mamy kolejną nowinkę. MySQL doczekał się pierwszego wydania nowego silnika składowania danych, który w przyszłości (MySQL 6.0) zastąpi standardowy silnik MyISAM. Do zalet starego silnika ma dojść kilka nowych rzeczy:

  • Transakcje (mamy już w InnoDB)
  • Lepsze operacje na BLOB-ach, w tym wybieranie dowolnej części BLOB-a
  • Optymalizacja pod kątem rozmiaru bazy i wymaganej pamięci
  • MVCC
  • Możliwość zakładania LOCK-a na poziomie pojedynczego rekordu
  • Kopie bezpieczeństwa możliwe do odtworzenia z logów serwera (po części możliwe z binlogiem)

Zapowiada się przyjemne uzupełnienie InnoDB. Więcej informacji można przeczytać na  blogu jednego z autorów silnika z dokładnym opisem funkcjonalności dostępnych i planowanych.


Konsolidacja czy też pożeranie FOSS?

Obyś żył w ciekawych czasach”. Po niedawnym zakupie MySQL-a przez firmę Sun dziś światło dzienne ujrzała kolejna, dość niespodziewana, informacja. Fińska Nokia wykupiła Trolltech, autorów biblioteki Qt stanowiącej podstawę KDE. To dość ciekawy ruch ze strony Nokii. Sam fiński gigant ma pewną schizofrenie w temacie standardów i wolnego oprogramowania: z jednej strony sprzedaje PDA działające pod kontrolą Linuksa (N7xx/N8xx), z drugiej sprzedaje FUD w sprawie OGG-a.

Czyżby Maemo nie okazało się dość dobre? Czy QTopia będzie stanowić podstawę nowych telefonów? Co na to wszystko developerzy KDE? Co z Androidem? Co z zapowiadaną zamianą licencji Qt na GPL3?

Ciekawe czasy, nie ma co. Powstaje pytanie: czy uznane firmy, duże, firmy wykupujące mniejsze FOSS-owskie to komplement dla dokonań i modelu rozwoju czy tylko drenaż talentów? Z pewnością przekonamy się już niedługo.