Béton brut

Kanał subskrybcji Napisz do mnie…

Ładny macie lokal. Prawdziwą tragedią byłoby, […]”

Mam kilka ulubionych knajp. Ta, o której będę opowiadał, serwuje dania śródziemnomorskie, ma przedziały dla palących i niepalących, można zapić wspaniałe falafel piwem lub w opcji “jeszcze idę na spotkanie”, zieloną herbatą. Niedawno odkryłem, że w lokalu jest dostępna także sieć bezprzewodowa.

Knajpa znajduje się na ulicy Piotrkowskiej, vis-a-vis “restauracji” McDonald’s.

Wyciągam więc moje urządzenie z dostępem do Internetu i skanuję dostępne sieci bezprzewodowe i na liście pojawia się “Plujemy do Big Maców”. Pomyślałem sobie chwilę i wyszło mi, że to wspaniała zagrywka. Każdy, kto w McD wyciągnie laptopa, iPhone czy inny telefon z WiFi, zostanie podłączony do sieci “Plujemy do Big Maców”. Nie wiem ile osób będzie potrafiło stwierdzić, że sygnał dochodzi z drugiej strony ulicy, ale zakładam, że niewiele.

Stołowałbyś się w lokalu, w którym kucharze plują do paszy i się tym chwalą lub żartują na ten temat? Wychodzisz więc trzaskając drzwiami. Nadal jesteś głodny. Zauważasz knajpę po drugiej stronie ulicy. Ciągle podłączony do “sieci z McD” możesz jeść jedzenie bez płynów ustrojowych pracowników!

Metoda odwiedzania konkurencji z kijem w celu negocjacji biznesowych jest już przestarzała. Dziś walka o teren zaczyna się powietrzu.


Muzeum Kinematografii w Łodzi: “60 lat animacji”

Obywatelko, Obywatelu!

  • Masz od 25 do 40 lat,
  • mieszkasz w Łodzi lub będziesz ją niedługo odwiedzał,
  • stać Cię na wydanie 5 PLN (15 PLN jeśli posiadasz aparat fotograficzny w stanie erekcji),
  • wyraz “muzeum” nie powoduje, że uciekasz w dowolnym kierunku.

Już dziś możesz odwiedzić ekspozycję “60 lat animacji” w łódzkim Muzeum Kinematografii. Za szybami, na obrazach i na celuloidowych kliszach czekają na ciebie postacie z bajek wyświetlanych przed DTV oraz tych dostępnych na “wielkim ekranie” dzielnicowego Domu Kultury.

Poza lokalnymi produkcjami można zobaczyć, jak wyglądają obecnie prace naszych sąsiadów Czechów. Naszym absolutnym faworytem został film “Pani G.” wyreżyserowany przez Michala Zabke, który można było zobaczyć na festiwalu ReAnimacja.

img_7630

img_7638

img_7629

Tych postaci chyba w większości nie trzeba Państwu przedstawiać.

img_7643

img_7644

Przekrój. Pismo prawdziwego Borsuka.”

img_7646

img_7648

Tata Koralgola był prawdziwym trendsetterem. Homoseksualista z Samoobrony — to nawet dziś ciężko sobie wyobrazić”

img_7649

Prawdziwego bandytę rozpoznaje się po: opasce na oczy, worku, zaroście”

img_7659

Chciałbym zobaczyć reakcję zagranicznej widowni na “nasze” bajki.

img_7661

Koleżanka Pingwinka Pik-Poka pali zioło przed wejściem na plan. To spojrzenie poznam wszędzie.”

img_7664

img_7665

Nie wiem z jakiej to bajki, ale autor jest szaleńcem. Albo geniuszem. Albo obie odpowiedzi są poprawne.

Tu i tam stoją, leżą, a czasem nawet działają rozmaite maszyny związane z sztuką filmową. Gdy Eri koncentrowała się na sposobach zwędzenia lalek z gablot, których okolice patrolowali czujni jak węże na meskalinie pracownicy muzeum, ja i Staszek podziwialiśmy tajemnicze i nęcące skrzynki ze zwisającymi kablami, pokrętłami i guzikami opisanymi “Aus”, “Ein”, “Schwarz” czy też “Weiss”.

img_7628

img_7635

img_7639

img_7667

Pozostaje mi tylko jeszcze raz zaprosić do Muzeum i życzyć miłego zwiedzania.

Wszystkie fotografie wykonał Stanisław Osiński, dziękuję za udostępnienie ich do notki.


AJ-I(E*6)

Scott Adams w jednej ze swoich książek o świecie zagródkowo-technologicznym opisuje postać Primadonny Techniki. Złośliwego egomaniaka, który żyje tylko po to byś mógł czuć się każdego dnia jak w piekle i marzyć o startupie, który polega na hodowli kóz, gdzieś w niedostępnych rejonach Szkocji, gdzie gorzelnia jest największym przedsięwzięciem technologicznym. Jedną z kluczowych cech takiego technologicznego świra jest uwielbienie starej technologii. Nowe rzeczy posiadają dwa stany: są nieprzetestowaną technologią lub czymś, co zostało wyssane z brudnego palucha marketoida. (Web 2.0, Cloud Computing)

Primadonna Technologii ma tu bezsprzeczną rację. Mówię to jako taka właśnie osoba, wiem więc lepiej niż wy!

Ludzie próbują czasem naśladować tych, których podziwiają i których się boją. Można przetestować tę teorię udając się do dowolnego pubu z karaoke i posłuchać fantastycznego wykonania “Baranka” na trzy głosy i ósme piwo.

Nie ma w tym nic groźnego. Końcowym produktem może być kompromitujące wideo na YouTube lub poranny kac i śniadanie z kuzynką, która normalnie z Tobą nie mieszka.

Naśladowanie zawodowców może się skończyć tragicznie. Nie chcę widzieć programu “Jak oni operują” ani reality-show o przypadkowej gromadzie ludzi budujących bombę atomową. Zwykły użytkowniki nie powinien też naśladować świrów od IT. My wybieramy starą technologię opierając się na ważnych przesłankach (“Tego się nauczyliśmy, tego się będziemy trzymać”), inni ludzie są po prostu nieświadomi i leniwi. Wielu jest szpetnych i ma zwyczaj zostawiania noża ubrudzonego majonezem na Twoim biurku. 1

IE6. Ludzie ludziom zgotowali ten los”

Zwykły użytkownik pozostaje wierny rzeczom, które mu zainstalował producent. Na pulpicie ma “Ściągnij 50 utworów MP3 za darmo!.lnk”, a tacce systemowej przeterminowaną wersję Norton Antyvirusa, który z radością pożera 60% czasu procesora. Sieć przeglądają niebieskim e. Windowsa zainstalował im syn sąsiada, który jest licencjonowanym dostawcą The Pirate Bay. Aktualizacje są wyłączone.

Od dawna nie wspieramy IE6. Nie wspieramy też Atari XL, nie produkujemy raportów dla telegrafów podłączonych do USB, instrukcji nie kaligrafujemy na skórach zwierząt, które wcześniej były naszą kolacją. Lubimy starą technologię, która działa.

Piotr Potera projektuje dla mnie większość międzymordzi i zwykle znika pomiędzy projektem a wdrożeniem na jakiś tydzień. Pije i klnie. Czasem pali. Inni spece od UI znają to jako syndrom “Pod IE pasek uciekł, bo [lista wyjaśnień, która mnie nie interesuje]”.

ie6

Podczas ostatniego alkoholowego korka wyprodukował Ostateczną Odpowiedź, stronę IE6.pl, która nawraca, upomina i ruga. Prócz standardowego tekstu o tym, że używanie IE6 jest subskrybcja “Bravo” (nakrją Cię znajomi to trochę wstyd Ci będzie) dostępny jest też skrypt doprowadzający zwykłych ludzi do szaleństwa.

Chcesz spędzić piątek na czymś, co wygląda jak praca i nie jest pracą? Powrzucaj przygotowaną napominajkę do swojego kodu. W podziedziałek helldesk będzie miał kilka ciekawych rozmów, które z pewnością przedyskutujecie sącząc kawę i naśmiewając się z głupich użytkowników.

  1. nie, nie o Tobie mówię

Czytelność” i biurowa bezczelność

Coraz trudniej przeczytać tekst zamieszczony w sieci. Prócz migających i śpiewających nam głosem Bogusława Lindy reklam ([AdBlockPlus](https://addons.mozilla.org/pl/firefox/addon/1865, mamy całe zastępy projektantów-amatorów, którzy uwielbiają dać czcionkę o rozmiarze siedmiu punktów jako tę, która będzie reprezentowała treść. Dodatkowo! Nic tak nie podkreśla  lekkości “dizajnu” jak nadanie jej koloru porannej szarej mgiełki, która unosi się nad białą jak obudowa plastikowego laptopa znanej firmy kartą strony.

My, nerdy, poradzimy sobie. Możemy sobie używać Opery i własnego zestawu CSS, można użyć jakichś gotowców z userstyles (dla Firefoksa [Stylish](https://addons.mozilla.org/en-US/firefox/addon/2108. Pięknie treść renderuje ELinks.

pudelek

Coraz trudniej czyta się tekst zamieszczony w sieci. W biurze. W godzinach pracy. Bardziej złośliwi szefowie potrafią poznać design strony zjadającej czas pracowników z bardzo dużej odległości. Jedne krzyczą różem, inne straszą błękitem. Pani Jadzia pracująca w sekretariacie nie może używać przecież ELinksa. Administrator jej konta shellowego jest pałą i odinstalował wszystkie przeglądarki tekstowe. Przekonywanie księgowych do zaprzestania używania firmowych serwerów jako zbiornika na kilkusekundowe, promocyjne klipy porno spełzło na niczym, stąd ten nerwowy ruch użytkownika root. 1

Jestem w kropce” — powiedziała Pani Jadzia, obecnie będąca w kropce.

Wczoraj znalazłem w RSS-ach i rozesłałem e-mailem link do strony projektu Readability, który zdaje się rozwiązywać oba problemy. Ten cięższy, związany ze zbijaniem bąków przez nietechnicznych pracowników, i ten mniejszy, tyczący się poprawy czytelności stron WWW.

Autorzy przygotowali wideo, które wyjaśni Wam ideę.

No, skoro już wszystko wiecie, możecie się rozejść do… pracy.

PS. Bardziej kumatym Jadziom można osadzić też Pudelkowy RSS przygotowany przez Wiktora.

  1. Trochę na faktach. W poprzedniej pracy administrator napominał pewnego Pana, że ssanie porno na konto to nie jest taki dobry pomysł. Użytkownik nie należał do tych, którzy potrafią przewidywać i kontynuował proceder. Aż admin odebrał mu prawa zapisu do kolekcji. Z 50 MiB dostępnego miejsca zostały mu kilobajty. Przestała dochodzić mu poczta. Co jakiś czas sprawdzaliśmy, czy próbuje skasować. Próbował. Ostatecznie do biura przyszedł e-mail proszący o usunięcie plików młoda-robi-laskę.avi, babcie-na-kucach.mpg i inne. Don’t fuck with IT.

Teoria ewolucji: powieki

Leżeli na wpół pijani, na wpół zmęczeni, na wpół odurzeni narkotykami. Półtora nieszczęścia. Migotliwe chwile szczęścia przerywa napomnienie:

Światło, niech ktoś zgasi światło.”

Cisza. Cisza. Autobus nocny ze zmienioną trasą. Cisza.

Zgaś światło, masz najbliżej.”

Bezruch. Bezruch.

Sześć par oczu obserwuje żarówki wiszące pod sufitem. Ktoś próbuje je bezskutecznie zdmuchnąć. Za daleko od sufitu do podłogi.

Błagam, no niech się ktoś ruszy.”

Cisza. Bezruch.

Eeee, idzie się przyzwyczaić.”


Dowiesz się, gdy będzie za późno

Dzieci ze smutkiem patrzyły na miskę z cukierkami. Co jakiś czas wybierały chińską metodą ochotnika (“dlaczego znowu ja?”), który przedarłby się przez linię wroga, składającą się z dorosłych siedzących przy stole. Obierano różne drogi, ale każda ostatecznie prowadziła do Matki, która zaciągając się papierosem upominała: “Słodycze są niezdrowe”.

Metoda na “ale Wujek je, prawda?” zawiodła. Wujkowi cukierki nie szkodziły na zęby. Wujek zęby miał magiczne, można je było wyciągnąć w dowolnej chwili, co zademonstrował ku uciesze biesiadników.

Cukierki zepsują wam zęby”

Zepsują się nam? A jak Wujkowi zepsują i już ich nie włoży?

Dlaczego nikt nie mówi dzieciom o mleczakach?


W tej samotności jesteśmy oboje

Czujecie się czasem sfrustrowani, bo nikt was nie słucha? Ja z dnia na dzień denerwuję się coraz bardziej, bo pamiętam jeszcze czas, gdy w moim życiu była choć jedna postać słuchająca się mnie w każdej sytuacji.

Nie hałasuj”, prosiłem, “mama nie pozwala mi się z Tobą bawić”. I nie hałasował.

Bawiliśmy się w chowanego, a on zawsze wygrywał. Ja byłem zbyt niecierpliwy, on zbyt dobry w wynajdywaniu zakamarków.

Któregoś dnia zapytałem, czy chce zostać ze mną na zawsze. Zapytałem jeszcze raz, ale nie odpowiedział. Kazałem się mu więc wynosić. Wykrzyczałem mu “nie chcę Cię widzieć”. I nigdy więcej go nie zobaczyłem. To był bardzo dobry, posłuszny, wyimaginowany przyjaciel.


Listonosz przynosi rachunki dwa razy

Bycie tak nieprzeciętnie przeciętnym jest zwykle niezwykłe. Mam swój kapelusz i prochowiec. Kapelusz jest wyszczotkowany, prochowiec czysty. Piję. W weekendy, po rodzinnym obiedzie. Tak, mam żonę i dzieci. Biuro z przeszklonymi drzwiami jest w naszej piwnicy, naprzeciw suszarni.

Mój partner nie zginął w tragicznych okolicznościach, nie szukam więc zemsty. Nie mam nawet partnera, bo nikt mnie nie potrzebuje, a ja nie potrzebuję nikogo.

Z bohaterskimi detektywami zapełniającymi strony tanich powieści sensacyjnych i tych uwiecznionych na klatkach filmu łączy mnie jedno. Odwieczna, nierozwiązywalna sprawa.

Skąd brać klientów?”


Calm like a bomb

Czy ja mogę prosić o spokój?” — zapytała bomba atomowa przed eksplozją.

Pytanie to rozgrzało atmosferę i odebrało oddech obserwatorom.

Po krótkiej chwili zaprzątające ich głowy zmartwienia wyparowały i zgodzili się.

Poranne gazety doniosły o skuteczności retorycznych pytań.


bronikowski.com mail is handled by 0 listonosz.localhost.

lyst


Trzysta lat, Karol!

darwin

Charles Robert Darwin

1809, 12 lutego - 1882, 19 kwietnia

Ewolucja pozwoliła nam porzucić pozycję misjonarską”


Z tyłu głowy

Zwykła impreza.

Gwar, gorące powietrze przesycone zapachem tytoniu i potu. Obecni na sali wykonują ruchy brownowskie, zbijając się w grupy, których wyznacznikiem czasu rozpadu jest atrakcyjność tematów poruszanych przez część męską i głębokość dekoltów części żeńskiej do ilości skonsumowanego alkoholu.

Być może to całkiem niezwykła impreza?

Fotele gwałtownie odsunięte od stołu wykonały pasaż na drewnianą podłogę i krzywe nogi. Agresja trzymała za poły koszuli Strach i potrząsała nim rytmicznie. Niepewność, która przyszła na imprezę razem ze Strachem nie potrafiła zdobyć się na interwencję. W dawnych czasach często trzymała się razem z Agresją, teraz nie potrafi już znaleźć z nią wspólnego języka.

To nie ma sensu” — powiedziała do zgromadzonych Apatia, skinęła głową i rozpoczęła powolny proces zbierania się do wyjścia. Nie było powodu żeby się śpieszyć. Brak Kultury nadal rzygał do zlewu.

Schyłek imprezy pomiędzy nadchodzącą bójką a wymiocinami.

Pstryczek w ucho obrócił Agresję o 180 stopni, “blaszka” w czoło zneutralizowała zdolność do gwałtownej reakcji. “Weź idź, przydaj się na coś. Wyciągnij tego chama ze zlewu. Strach, weź się ogarnij. Masz takie wielkie oczy, że prawię żałuję, że nie jestem Twoim okulistą. Komu innemu sprzedają okulary w metrach kwadratowych? Apatia, Ty wypierdalasz. Nie, serio. Siedzisz, pijesz, nigdy nic ciekawego nie wnosisz do konwersacji.”

Szmer rozmów wypełnił salę po przemówieniu Pewności Siebie.

— “Spokój! Spokój!”

— “Słucham?” — odezwał się facet bujający się na fotelu.

— “Weź im coś powiedz”

— “Nie będę mówił, że jest łatwo. Siedzimy tu dzień w dzień i szczerze mówiąc sam już mam dość obliczy niektórych z was” — tu wskazał podbródkiem Głupie Miny — “ale jaki mamy wybór? Osobno jesteśmy tylko małymi trybikami, razem stanowimy naprawdę wkurwiającą osobowość. Tego należy się trzymać”

— “Tylko Spokój nas uratuje”

— “Właśnie. I do usług.”

Poczucie Bezpieczeństwa polało jeszcze jedną kolejkę szkockiej na kamyczkach. Impreza z tyłu mojej głowy trwała dalej.


Impreza z okazji braku okazji

Ludzie organizują imprezy z różnych powodów. Ktoś się urodził, ktoś umarł, wytłoczono nowe ISO z systemem operacyjnym, zupa była za słona i sędzia powiedział, że rozwód jest dobrym rozwiązaniem dla obu stron.

Jak dla mnie to zupełnie rozsądne powody żeby na chwilę popływać w falach alkoholowego morza, czy też poskakać w rytm muzyki.

W piątek trzynastego tego miesiąca mam zamiar zorganizować imprezę. Tego dnia POSIX time osiągnie wartość: 1234567890. 1

1234567890

Kto w duszy jest nerdem, ten wie, że impreza z takiej okazji jest czymś, co trzeba zorganizować. Powiadomcie swoich znajomych i wypijcie za następne 1234567890 szarpnięć zegara. Czy będzie lepsza okazja na wspominki?

Za moich czasów nie mieliśmy Internetu, dokumentacje drukowaliśmy razem z opozycją na przenośnych powielaczach. Prąd wyłączali podczas kompilacji, bo był trzeci stopień zasilania. Telefonów nie mogliśmy phreakingować, bo i tak nie działały. 2 Na jeden automat telefoniczny wypadało siedmiu milicjantów, ZOMO-wiec i trzy czwarte psa rasy ‘mieszaniec z wilczurem’.

Mój pierwszy program ważył 17Kg i debugowałem go klejem ‘Guma Arabska’, który jak sama nazwa wskazuje, nie był ani klejem, ani arabskim.

Bosko, w śniegu, pod górkę w obie strony.

Ale czy narzekaliśmy?!”

  1. 23:31:30 UTC, dla nasgodzinę później, ale chyba nie uśniecie, prawda?
  2. tu trochę kłamie, bo pewnie większość z was umiała dzwonić przez zero z dobrze wymierzonym stuknięciem w automat, prawda?

GMail Offline. Trzymaj laptopa przy tyłku.

O możliwości przejścia w tryb ‘offline’ w GMailu napisali już wszyscy profesjonalni blogerzy. Nie czytałem jednak niczego co wykraczałoby za opisanie funkcjonalności lub przetłumaczenie prisrilisu. Jak to się dzieje, że GMail jest dostępny gdy nie jesteś podłączony do sieci? Czy wiążą się z tym jakieś problemy?

Technologia, technologia, technologia

Przestępnym wymogiem do używania poczty bez kabelka jest wtyczka Gears, dostępna dla przeglądarek Safari, Firefoks, Chrome i IE. Przeglądarka z aktywną wtyczką udostępnia stronom WWW możliwość zapisywania danych na dysku lokalnego komputera.

Sercem wtyczki jest SQLite, mała i szybka baza danych, która nie wymaga serwera — wszystkie dane zawarte w takiej bazie trzymane są w jednym pliku. Oczywiście powoduje to, że modelem dostępu do danych jest “wielu-czyta-jeden-pisze”, nie jest to jednak ograniczenie w przypadku Gears, jedynym zapisującym dane procesem jest przeglądarka.

Jak wygląda pojedyncza sesja?

Logujesz się do swojej poczty, strona, przy pomocy JavaScriptu, szturcha Zębatki i mówi, żeby sprawdziło z kiedy ma ostatnie e-maile i kontakty, bo ona ma z środy. “Z środy? Szlag, dawaj je” — odpowiadają Zębatki. Gears otwierają bazę SQLite i notują zmiany w poczcie, kontaktach, tagach i innych elementach. Kiedy już uzgodnią, że są spoko ziomale w temacie danych, zaczynają się Ciche Dni 1.

Kiedy urwiesz się z kabelka, siedzisz w pociągu i modlisz się w duchu o śmierć współpasażera wykonującego skomplikowany rytuał pożerania kanapki z mielonką w kakofonii beknięć i mlaskania, możesz wpisać w swojej przeglądarce adres GMaila. Przeglądarka wczyta “pierwszą stronę”, którą ma zawsze pod ręką na dysku, bo Google powiedziało “masz, pamiętaj tę stronę, ona się mało co zmienia”, ona znów spróbuje zobaczyć czy ma w zasięgu sieć.

Jeżeli sieci nie ma “pierwsza strona” mówi do Gears: “Zakładaj sukienkę, masz tu biustonosz i watę, wysokie obcasy i perukę — będziemy udawać Internet!”. Od tej pory statyczna strona w HTML, przy pomocy JavaScriptu i API Zębatek będzie pobierała dane z bazy SQLite, wyświetlała je jakby nigdy nic i notowała wszystkie zmiany, które odeśle do serwera, gdy tylko pojawi się szansa.

Problemy, problemy, problemy

Nie ma róży bez ognia, bo gdzie drwa rąbią, tam koniom lżej.

Hipotetyczna sytuacja: Halina Ź, dobrze zapowiadająca się pracownica działu Kłamstwa i Dezinformacji 2 utrzymuje swoją pocztę w pełnej synchronizacji dzięki wyżej wspomnianej technologii. Dostęp do firmowej poczty jest niezbędny w te ciężkie, weekendowe, wyjazdy firmowe z dyrektorem do jego letniego domku w absolutnej głuszy.

Emil O., znany ze swojej nienawiści do wszystkiego, co oddycha, wie o tym. Ma też  szansę podsiąść koleżankę i poużywać jej komputera. Czasem dlatego, że mu pozwala, zwykle dlatego, że nie blokuje ekranu gdy wychodzi na papierosa.

Ponieważ jest to abolutnie zmyślona historia, cała firma używa Linuksa na biurkach 3.

cd  "~/.mozilla/firefox/kw6ebg01.default/Google Gears for Firefox/mail.google.com/https_443"

cp hania.z@gmail.com-GoogleMail#database /media/usbkey

Jeden ruch i cała baza danych SQLite jest już na moich kluczu USB, który wpiąłem. Odmontować i biegiem do swojego biurka.

Co teraz? Teraz wszystko. Emil odpala terminal, instaluje 4 SQLite na swoim komputerze i wystukuje w terminalu

sqlite3 /media/usbkey/halina.z@gmail.com-GoogleMail#database

Od tego momentu wszystkie dane skazane są na łaskę i niełaskę faceta o bardzo złym portrecie psychologicznym.

SELECT Name, PrimaryEmail From Contacts;

I mam wszystkie kontakty Hani.

SELECT COUNT(c2FromAddressName),c2FromAddressName FROM MessagesFT_content GROUP BY c3FromAddressEmail ORDER BY count(c2FromAddressName) DESC;

I wiem, kto do niej pisze i jak często.

SELECT MessageId FROM Messages WHERE NumberOfAttachments > 0;

Jakie e-maile mają załączniki.

SELECT c2FromAddressName, c3FromAddressEmail FROM MessagesFT_content WHERE c0Subject = 'Wyjazd' OR c1Body LIKE '%seks%';

Kto wspominał o wyjeździe w temacie lub o seksie w treści.

Strachy na lachy?

Powiecie, że wyciągnięcie danych z innych klientów pocztowch to też zero problemu i będziecie mieć rację. Nigdy wcześniej jednak nie było możliwe tak proste operowanie na danych, a wszystko to dzięki bazie! Jak tu nie kochać SQL-a. Co więcej, chyba każdy programista już widzi oczami fantazji 50-100 linijkowy program w Ruby czy Pythonie, który odpalony na komputerze  ofiary objada ją ze wszystkich ciekawych informacji i wysyła je na nasz prywatny serwer celem analizy.

Są też dobre strony, bawiąc sie własnym plikiem z GMaila popisałem zapytania wyrzucające najróżniejsze statystkyki. Kiedy pisuje najwięcej, kto najwięcej bluzga w treści.

Z całości płynie kilka oczywistych wniosków:

  1. Nie synchronizujcie poczty na komputerach, nad którymi nie macie fizycznej kontroli
  2. Nie puszczajcie do swojego komputera ludzi
  3. Jeżeli dzielicie z kimś komputer, to upewnijcie się, że inny użytkownik nie ma dostępu do waszego katalogu domowego
  1. które są raczej cichymi minutami
  2. dawniej marketing
  3. hahahaha, snort
  4. nie, miał zainstalowany, ale to tekst na potrzeby nongikowej części czytelników

Kolejna lista osobista: anime

Vox populi, vox dei.

Wstępy są dla mięczaków.

Akira

アキラ, 1988

akira_movie_posterBył wiosenny dzień, Częstochowa roku pańskiego 1997, moja pierwsza wizyta w Manga-Roomie.

Dawno temu demoscena komputerowa przenikała się delikatnie z grupami otaku (niemały wpływ na to miał wielki popularyzator japońskich gratów i znany muzyk na amigowej scenie — Mr. Root) i każdy, kto miał już dość picia i darcia mordy do ekranu, mógł wbić się w tłum ludzi i próbować oglądać anime.

W takich warunkach po raz pierwszy zobaczyłem Akirę.

O samym filmie można powiedzieć tyle: trzeba go zobaczyć żeby mieć jakieś odniesienie do tego co się działo później w świecie anime. Jeżeli masz jakiegoś znajomego Otaku to po prostu poproś o płytkę. Nie może nie mieć. Gatunkowo cyberpunk. Dużych robotów nie pamiętam. Małe dzieci trzymać raczej z daleka. 1

Zobacz trailer Akiry

Appleseed, Appleseed: Deus ex Machina

アップルシード, 2004, 2007

appleseed

Ratatatata. Buuuum! \<dobrze zaplanowany choreograficznie skok zakończony strzałem między oczy>

Appleseed i Appleseed: Ex Machine to dwa filmy, które podążyły holiudzkim szlakiem do sukcesu: scenariusz jest ciekawym dodatkiem do potyczek na pistolety, pięści i bomby, prowadzonych przez bohaterów z hordami przeciwników. Nie ma w tym nic złego. Mamy tajemniczą przeszłość głównej bohaterki, jej tragiczną miłość do partnera, któremu niestety urwało wszystkie witalne części i został zapakowany w metalowe gacie, jego klona i terrorystów.

Do użycia z piwem i chipsami w weekendowy wieczór. Dzieciom? Jeżeli pokazałeś im coś co leży na półce “Matrix”, to tak.

Zobacz trailer Appleseed

Zobacz trailer Appleseed: Ex Machina

appleseed1

Azumanga Daioh

あずまんが大王, 26 odcinków

azumanga

Shōjoto gatunek anime (i mangi) przeznaczony dla młodych dziewczynek. Głównymi tematami są perypetie życia szkolnego, dorastanie, pierwsze miłości i wszystkie te problemy związane z przerastaniem intelektualnie kolegów, którzy zaczynają komunikować się z wami patrząc na wysokość ramion.

Azumanga to jedna z tych pozycji, które wkłada się na półkę “wstydliwe przyjemności”. Sześć dziewczynek, liceum, wiecznie walczące ze sobą nauczycielki (które czasem lubią sobie iść wypić 2 ), potencjalnie zboczony nauczyciel.

Każdy odcinek składa się z dwóch lub trzech miniepizodów.

Ach, Osaka. Jeżeli jest powód żeby zobaczyć kawałek tego serialu, to jest nim Osaka 3Ayumu Kasuga, koleżanki ją tak nazwały gdyż przeniosła się właśnie z Osaki — postać, której nie da się nie kochać. Absolutnie oderwana od rzeczywistości, rzucająca absurdalne uwagi, kiepski uczeń i źródło ataków śmiechu.

Dzieciom? Zawsze, choć czasem odcinki opływają w dość psychodeliczne momenty, których nie można wytłumaczyć ludziom, którzy jeszcze nie mieli doświadczeń z narkotykami.

Zobacz trailer Azumangi

Dodatkowo idealny podkład na Maczki z Osaką.

azumanga1

Batman: Gotham Knight

2008

batman1

Morderczy fani anime mogą mnie nabić na pal za umieszczenie tego tutaj, ale co tam, raz się żyje — potem się ino straszy.

Przed wypuszczeniem do kin “Mrocznego Rycerza” zanęcono publikę DVD zawierającym sześć krótkich historii o tak lubianym bohaterze. Dla prawdziwego fana obowiązkowa pozycja.

Zobacz trailer Batman: Gotham Knight

batman

Bleach: Memories of Nobody

2006

bleach

Bleach to jeden z popularniejszych seriali będących obecnie w produkcji. “Memories of Nobody” to pierwszy pełnometrażowy film, który nie jest bezpośrednio oparty na mandze. Prawdopodobnie nie da się go oglądać bez przebrnięcia przez pierwszą część serialu. (od pierwszego odcinka do uwolnienia Nee-san jest ile? Siedemdziesiąt odcinków lekko. Ktoś, kto jest na bieżąco może mnie poprawić?)

Mimo to umieszczam to anime na liście, bo jest naprawdę dobre. Klasyczne “miłość zwycięża wszystko” wsparte całkiem ciekawym pomysłem na scenariusz, no i genialny soundtrack.

Zobacz trailer Bleach: Memories of Nobody

bleach1

Blood: The Last Vampire

ブラッド ザ ラスト ヴァンパイア, 2000

blood

Baza wojskowa Stanów Zjednoczonych w latach 50, nowa uczennica, Saya. Ostatni oryginalny wampir, zajmujący się zawodowo nabijaniem na katanę maszkar.

Nie można nic więcej napisać. Każdy kto ma sześćdziesiąt minut powinien zobaczyć. Zwłaszcza miłośnicy horrorów.

Zobacz trailer Blood: The Last Vampire

blood1

Chobits

ちょびっツ, 2002, 26 odcinków

chobits

Hideki Motosuwa jest wieśniakiem. Przepraszam: rolnikiem. Znów nie dostał się na uniwersytet, bo prócz bycia wieśniakiem ma słabe oceny. Wyrusza więc do Tokio by podjąć naukę w szkole przedwstępnej, która przygotuje go do ponownych egzaminów.

Czego może chcieć młody facet? Każdy młody facet chce komputera i cycków, w tej kolejności. Składa się wręcz doskonale, bo w historii rolę komputerów odgrywają persocomy, androidy pełniące funkcję PC-tów. Najlepiej sprzedają się te przebrane w stroje francuskich pokojówek, nie wiem czemu.

Problem w tym, że Hideki jest raczej upośledzony finansowo. Głupi ma jednak szczęście, prawda? Ktoś wyrzucił zupełnie dobry model na śmietnik, a nikt przecież mi nie powie, że wynoszenie komputera ze śmieci to coś, czego by nie zrobił.

Pierwszym problemem jest to, że komputer nie ma dobrze opisanego guzika “włącz”. 4 Ach, radości poszukiwania. Drugim problemem, Chi nie ma oprogramowania. Jedyne co umie powiedzieć to — nie zgadniecie — “Chi” (oraz “Chi?”).

Lekko zboczone ([ecchi](http://en.wikipedia.org/wiki/Ecchi, mocno zabawne.

Ścieżka dźwiękowa wprost wbija w ziemie, można jej słuchać zupełnie bez oglądania anime.

Trailera nie ma, jest temat z czołówki, którym uwielbiam wpieniać ludzi w biurze. Tak, brzmi jak disko, ale ma fajową partię basu, której nie słychać bez słuchawek.

chobits1

Five centimeters per second

秒速5センチメートルアチェインオブショートストリーズアバウトゼアディスタンス, 2007

5cm

Pisałem o tym niedawno. Po prostu zobaczyć. Jeżeli macie możliwość wersję HD.

5cm1

Ghost in The Shell, Ghost in The Shell: Innocence

攻殻機動隊, 1995. イノセンス, 2004.

gits1

Ktoś nie widział Ghost in the Shell? Nie chce mi się wierzyć.

Motoko Kusanagi pracuje w specjalnej jednostce policji, Sekcji 9.

Motoko Kusanagi jest cyborgiem.

Coś szepcze w duszy Motoko Kusanagi.

My name is Project 2501. 5 I am a life form, spontaneously created from the sea of information.”

Trailer Ghost in the Shell.

Trailer Ghost in the Shell: Innocence

gits

Hotaru no Haka

火垂るの墓, 1988

hotaru

Wojna to tragedia. Na wojnie giną ludzie.Seita i jego młodsza  siostra, Setsuko, w wyniku działań wojennych traci rodzinę. Matka ginie podczas bombardowania Kobe, Ojciec gnie pełniąc służbę w japońskiej marynarce wojennej. Kiedy nie masz nic pozostaje Ci tylko jedno: przeżyć.

Hotaru no haka, czyli groby świetlików.

Świetliki giną szybko, kamikadze płoną jak świetliki. Spadające na miasto bomby oświetlają nocne życie miasta. Mocny, antywojenny film. Animacja stworzona na podstawie biografii.

hotaru1

Hellsing

ヘルシング, 2001, 13 odcinków

hellsing

Alukard 6 to taki neonazista w świecie wampirów. Słabe, nic nie warte, wampiropodobne indywidua,  stworzone sztucznie przy użyciu freak-chipa, zasługują na śmierć w sposób możliwie szybki i bolesny. Jedynym problemem Alukarda jest to, że w wyniku pewnych starych przyrzeczeń, musi słuchać się człowieka. Jego kierownikiem planowanej eksterminacji wampirów jest Integra Hellsing, córka starego Hellsinga, który wsławił się wykończeniem Drakuli.

Dobra zabawa dla całej rodziny, jeśli tylko wyprosisz swoją dziewczynę/żonę i poczekasz aż dzieci pójdą spać.

Soundtrack wart uwagi.

Zobacz intro

hellsing1

Howl’s moving castle

ハウルの動く城, 2004

howl

Starość nie radość. Gorzej, gdy starość przychodzi nagle z pominięciem powiedzmy 70 lat życia w wyniku klątwy rzuconej przez wiedźmę.

Ruchomy Zamek Howla to animowna adaptacja książkiDiana Wynne Jones pod tym samym tytułem. Zdecydowanie pokazać dzieciom.

Zobacz trailer Howl’s Moving Castle

howl1

Monster

モンスター, 2004, 74 odcinki

monster

Tutaj propozycja trochę na wyrost. Utknąłem na piątym odcinku, ale nie wątpię, że całe anime jest równie dobre jak to, co zobaczyłem. Całość dzieje się w Niemczech, w latach osiemdziesiątych. Młody lekarz, który w przeciwieństwie do zwierzchników, czytał przysięgę Hipokratesa ratuje życie pary dzieci. Miał uratować burmistrza, który miał zdecydowanie więcej pieniędzy. Od tego momentu robi się tylko ciekawiej.

Zobacz intro Monster

monster1

Musishi

蟲師, 2004, 26 odcinków

Tutaj jak z Monster, widziałem tylko trzy odcinki, ale były niesamowite. Jeszcze nie za bardzo rozumiem o co chodzi w całości, ale z pewnością główne role grają mushishi (takie duszki) i lokalnego odpowiednika Petera Venkmana w stroju a’la Włóczykij.

Za nic na świecie nie mogłem znaleźć intra czy trailera, macie jakieś losowe ujęcia z różnych części.

Ranma 1/2

らんま1/2, 1989, 161 odcinków

ranma

Zamiast pisać krótki opis Ranmy oddam głos znanej mikrocelebrytce i rysowniczce komiksów.

Omg, jakie to gupie. Obejrzałam 13 odcinków czekając na puentę…

Innymi słowy: bardzo warto.

ranma1

Shin-Chan

クレヨンしんちゃん, 1992, ponad sześćset odcinków i nadal idzie ;-)

shinchanGdyby Bart Simpson był zabawny, a Dennis “the menace” był na serio rozrabiaką, to połączeni byliby Shinem, pięciolatkiem uwielbiającym robić Głupie Rzeczy.

Dać dzieciom jeśli macie odwagę.

Z tego co pamiętam puszczała go nawet jedna ze stacji w Polsce. Nie wiem jednak która, posiadacze telewizora mogą sobie sprawdzić. Niestety u nas nadawano to nocą, bo Shin czasem biega z gołym tyłkiem. Narodowej dulszczyzny nic nie boli bardziej niż goły tyłek.

Poza tym to potencjalny materiał dla pedofilów.

Spirited Away

千と千尋の神隠し, 2001

spirited

Twoi rodzice to istne świnie, dostałaś pracę w łaźni dla bogów i demonów (nic tak nie pomaga istotom ezoterycznym w męczeniu ludzi jak czyste uszy) i byłoby fajnie gdyby nie to, że umowę pisali wyjątkowo wredni prawnicy. Za miejsce do spania tracisz imię i możliwość opuszczenia pracodawcy. Pierwszym klientem został wyjątkowo cuchnący osobnik, do wtorku daleko.

Kolejne małe arcydzieło, tak w dziedzinie animacji jak i historii.

Dać dzieciom.

Zobacz trailer Spirited away

spirited1

Słowo od Ojca prowadzącego

Musiałem wyciąć wiele tytułów. Nie dlatego, że były słabe. Nie były bardzo-bardzo-dobre, a ja tę notkę klikam już drugi dzień i nie mam już siły dodawać kolejnych pozycji. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie i nie krępujcie się podrzucić mi propozycji w komentarzach. Ergo Proxy i Samuraj Szampoo leżą nadal nieodpakowane, Naruto i DBZ nie chcę oglądać, Robin jest słabe, mechy mnie męczą. To tak żeby zawęzić potencjalne propozycje. ;-)

  1. oczywiście akurat NIE MAM płyty, stąd brak screenów ;-) 
  2. jeden z moich ulubionych odcinków
  3. naprawdę
  4. Dla ciekawskich: wagina
  5. Projekt 2501 występuje też “Pi”
  6. wspak; Drakula

Blue Monday dla Czarnej Tłuszczy

Psychologowie mówią, że „blue monday” (dosł. smutny, przygnębiający poniedziałek) wyznacza taki dzień w roku, gdy kumulują się wszystkie niekorzystne zdarzenia: niskie nasłonecznienie, świadomość niedotrzymania postanowień noworocznych, a także czas, który upłynął od Bożego Narodzenia, gdy kończą się terminy płatności pożyczek związanych z zakupami świątecznymi.

TVN24 via Zupa Czerskiego

Zastanawiające. Rozbierzmy to na malutkie kawałki.

Postanowienia noworoczne

Postanowienia noworoczne to zabawa dla ludzi bez jakiejkolwiek woli zmiany. Człowiek taki potrzebuje jakiegoś symbolu, który pomógłby mu coś zrobić. “Narodziny” nowego roku, przeskok najwolniej zmieniającej się liczby na zegarku, są świetną wymówką do zrobienia swojej psychice fellatio.

Nie umiesz rzucić fajek 18 maja, gdzieś w porze obiadowej? Zaklęcie: “W nowym roku obiecuję sobie, że…” niewiele Ci da.

Pożyczki świąteczne

Ludzie biorący kredyty na święta zgodnie ze starą zasadą “zastaw się — postaw się” mają dwa problemy:

  1. Nie mają pieniędzy (a będą ich mieć jeszcze mniej)
  2. Nie potrafią objąć głową punktu pierwszego

W takim przypadku prócz Smutnego Poniedziałku mają też Nieciekawy Wtorek, Męczącą Środę, Apatyczny Czwartek, Obolały Piątek i Chujowy Weekend.

oraz picie alkoholu oraz palenie papierosów”

Oraz autor nie napisał, czy to zmienna obniżająca wrażliwość na Poniedziałek, czy zwiększająca szanse wystąpienia.

Mam własną teorię. Dziś postaram się przeprowadzić dowód we własnym zakresie.


Pochwyc problem w zeby

Uwielbiamy marudzic. Zupa byla za slona, orgazm za krotki, piwo cieple, szef sie na nas krzywo patrzy. Siedzac na kanapie, ktora nie jest ze skory, placzemy nad telewizorem, ktory ma tak malo cali, ze ledwo widac pryszcze w HD.

Jestesmy ofiarami dobrobytu.

Bioimy sie o rzeczy, ktore mozna z natury odwrocic lub naprawic. Bezrobocie, zwiazki, pusta lodowke, opozniony pociag, ktory zabierze nas na wakacje. Rzeczy prawdziwie tragiczne i nieodtwarzalne nie spedzaja nam snu z powiek. I dobrze. Taki strach sparalizowalby nas absolutnie.

Ostatnio zastanawialem sie, co by bylo, gdybym polamal sobie rece. Albo stracil je w ogole. Takie mysli przychodza mi glownie po bardziej zajadlych meczach. Takich, gdy schodzisz z podbitym okiem, wybitym palcem i zostawiasz na linii smuge krwi cieknaca Ci z nosa. Eri zazartowala, ze musialbym pisac przy pomocy czegos w ustach, albo palcami u stop. Siegnalem wiec po notatnik, wyciagnalem pioro i wcisnalem sobie w morde. Po zdaniu zdretwiala mi szczeka.

Ta notatka powstaje w ten sam sposob. Wlasnie musze przerwac i zapalic, bo klawiatura laptopa pokryta jest moja slina. Nie moge wcisnac klawisza ‘alt’, nie moge wcisnac ‘shift’. Kark sztywnieje od patrzenia w klawiature z odleglosci 10cm.

Jeden z moich przyjaciol poprosil kiedys o doplate do biletu miesiecznego komunikacji miejskiej. Szef odpowiedzial, ze ‘powinien sie cieszyc, ze jest mlody i ma nogi’. Uznalismy to za przejaw wybitnej glupoty manazerii. Moze bylo w tym jednak ziarnko prawdy? Jedyne o czym teraz moge myslec to fakt, ze robie sobie glupi eksperyment i bede mogl zaraz polozyc rece na klawiaturze. Odkrywam tez mniejsza potrzebe opowiedzenia komus o tym, ze padla mi bateria w laptopie i wyrazic zal z tego powodu. Na linii problemow wydatek 200 PLN lezy zdecydowane blizej ‘problem nieistniejacy’ niz pisanie tekstu w tempie wyraz na 15 sekund.

armless


Dedede! Ka? /var/log

  1. Nie będziesz miał blogów cudzych przede mną
  2. Nie uczynisz sobie obrazu, gdy siedzę i piję na imprezie. Pozwę Cię i wygram sprawę, bo jestem blogerem niefotogenicznym  a karzącym
  3. Nie używaj e-maila mojego do byle czego, robisz to nadaremno
  4. Pamiętaj, aby w dzień deadline — smęcić
  5. Czcij kierownika swojego, możesz mieć gorszego
  6. Nie będziesz zabijał praktykantów podczas okresu próbnego
  7. Nie będziesz cudzołożył. Serio. Nie będziesz. Jesteś programistą, masz inne sprawy na głowie
  8. Nie będziesz kradł, boś za słaby by nosić fanty. Będziesz łamał licencje i prawa autorskie w imię moje
  9. Nie będziesz kłamał. Mamy na wszystko logi
  10. Nie pożądaj żony bliźniego swego, wybrała jego, co świadczy o stanie jej umysły. Nie pożądaj też niczego, co ma w domu i ogródku, prócz zajebistej serwerowni w piwnicy.

(Pomiędzy dokumentacją, pociągami i skrzynką wypchaną e-mailami nadchodzi czas, w którym już więcej nie mogę myśleć. Głupie rzeczy mnie wtedy cieszą. Winią za tę notkę obarczam status Shota, do którego powiedziałem sobie pod nosem “6. nie będziesz zmywał” i stąd uzyskałem efekt kuli śnieżnej.)


Byōsoku Go Senchimētoru a chein obu shōto sutorīzu abauto zea disutansu

Kolejne anime, które warto zobaczyć: “Pięć centymetrów na sekundę” 1 . Sześćdziesiąt trzy minuty wypełnione wizualną orgią i jedną z tych historii, która mogła przytrafić się każdemu z nas.

Zapowiedź. DVD. Recenzji nie linkuję, większość zdradza scenariusz.

shot0002

shot0003

shot0005

shot0006

shot0007

  1. szybkość z jaką opadają płatki kwitnącej wiśni

Pozostawiony śmierci

Są ulice, miejsca i ścieżki, które znasz doskonale. Za dnia śmieją się do Ciebie koszmarnymi reklamami, wykonami przez kuzynów właścicieli sklepów, co znają się na grafice i typografii. Za dnia pełne są ludzi i idzie się nimi z pewnością.

Gdy nimi biegniesz, nocą, zamieniają się w labirynt. Neony pływają w kałużach, rzeczywistość istnieje w plamach światła ulicznych latarni. Uciekasz nimi, a dookoła gra muzyka. Coraz szybciej bijące serce: kanał lewy. Coraz krótszy i świszczący oddech: kanał prawy.

Schody, a z nich w lewo. Skok, podwórko małego domku. Wprost w betonową pustynię okolicznych bloków. Nie odwracasz się. Odwracanie to coś, co robią ludzie, którzy chcą być pochwyceni. Jeszcze chwila i będziesz bezpieczny. Trzysta, może czterysta metrów. Zajęty obliczaniem kroków potrzebnych do pokonania tej odległości (uciekać najłatwiej, gdy mózg zajęty jest czymś, co nie jest związane z wszechogarniającym uczuciem paniki) nie słyszysz nawet cichego szczęknięcia.

Śmierć poprzedza, w innym przypadku wyglądający całkiem komicznie, upadek, uczucie ognia w płucach i rezygnacja.

Westchnąłem i zaciągnąłem się papierosem. Głos, gdzieś obok, powiedział: “Prawie się udało”. Wiedziałem, że prawie to za mało. Brzęknęło, gdy maszyna zjadła kolejny żeton. Odpowiedziałem mu: “Tym razem się uda, muszę tylko pamiętać o tym życiu obok śmietnika.”

Zagrała muzyka. A potem: schody, a z nich w lewo. Skok, podwórko małego domku. Wprost w betonową
pustynię okolicznych bloków. Nie odwracasz się. Odwracanie to coś, co robią ludzie, którzy chcą być pochwyceni.


Jeż

Gdy miałem 16 lat, czułem się zażenowany, widząc głupotę moich rodziców. Teraz mam 24 lata i jestem zadziwiony, jak wiele udało się im nauczyć w takim krótkim czasie. 1

Było już zimno. Wracając do domu znalazłem w korytarzu jeża. Próbował uciec na schody, co oczywiście było sprawą przegraną, gdyby Matka Natura chciała żeby jeże śmigały po schodach, dałaby im lepsze kolana. Albo w ogóle jakieś kolana.

Muszę wytłumaczyć czytelnikom, może zdziwionym obecnością jeża w korytarzu, że jako dziecko mieszkałem z rodzicami w bardzo zielonej i oddalonej od blokowisk części Łodzi. Wy mówiliście na to zadupie, a my chodziliśmy polować na bażanty, które czasem łaziły w lasku obok boiska. Od bażanta do kolacji jest rzut kamieniem dosłownie. Rzut kamieniem od obecności bażantów do jeży spacerujących po korytarzach.

Podniosłem go z ziemi i obróciłem w rękach. Był trochę mniej ekscytujący niż te jeże z bajek. Ryj w błocie i zero jabłek na kolcach. Pomyślałem, że żyjąc w kraju socjalistycznym trzeba wyrównać szanse wszystkich, nawet zwierząt. Zabrałem go więc do domu i przekonałem rodziców, że siano dookoła pracującego wina 2 będzie idealnym miejscem zimowej drzemki kolczastego faceta bez kolan.

Nie pamiętam już czy to prośba, czy groźba zadziałała, ostatecznie pozwolono mi go przetrzymać przez zimę. Przez jakiś czas sobie łaził (nie pamiętam już czy w dniach, czy w tygodniach liczone), aż wreszcie zasnął. Sprawdzałem co tam u niego słychać dzień w dzień.

Któregoś dnia wróciłem ze szkoły i zobaczyłem, że jeża nie ma! Jak to, no niby już czas żeby wstał! Ale chyba nie wypuścili go beze mnie. Chciałem mu pomachać i miałem jabłka w słoiku na drogę! Dopadłem do Ojca.

Jeż zdechł, Emil. Sprawdzaliśmy. Ostatnio nic nie jadał, więc zobaczyłem, czy rzeczywiście śpi. Nie spał. Nie ma już jeża.”

Zabiliście mojego jeża! Jak mogliście go zabić. Przecież nie mógł umrzeć. Nie jeż. Nie po to go przynosiłem żeby umierał bez podziękowania!

Podrosłem trochę, nauczyłem się kłamać i pomyślałem, że dużo lepiej byłoby, gdyby mi powiedzieli że go wypuścili.

Podrosłem trochę, oduczyłem się kłamać i pomyślałem, że gdyby mi powiedzieli, że go wypuścili beze mnie, mój żal do nich byłby dużo głębszy i trwał dłużej.

Rodzice, nie kłamcie dzieciom o jeżach.

  1. Niedokładny cytat, nie pamiętam autora, nie będę zeznawał
  2. Polska, jedyny kraj w którym “wino” uzyskujemy z jabłek

WebNotes: czyli markerem po ekranie

Firefox dorobił się pokaźnej kolekcji wtyczek. Czym więcej ich piszą, tym trudniej jest odszukać taką, która na serio uzależnia od siebie jak heroina. Moja żelazna dawka to: AdBlock, Foxmarks (jest wersja na Safari w bardzo wczesnym stadium rozwoju, “u mnie działa”), Firebug. Co jakiś czas próbuję jeszcze bardziej ułatwić sobie życie w sieci i testuję nowe cudaki.

Dzięki uprzejmości Macieja Chojnackiego mogłem pooglądać jak zachowuje się “nowy, niesamowity startup” 1 WebNotes.

Idea łebnotatek jest prosta jak konstrukcja cepa. Cep składa się z Trzymającego Cep (użytkownik przeglądarki), Cepa Właściwego (plugin dla Firefoksa plus konto w systemie) oraz Materiału Młóconego (strony WWW).

Kolekcjonujesz zakładki? Chyba każdy kolekcjonuje. WebNotes to połączenie funkcjonalności zakładek (adresy URI poukładane w folderach) z możliwością zaznaczenia niektórych elementów, lub “przybicia” informacji własnej do strony. Przykładowo: przeglądasz stronę z dokumentacją jakiejś klasy/serwera/cokolwiek, robisz to co jakiś czas, bo pamięć ludzka jest zawodna, a marihuana, którą palisz 2 nie pomaga w utrwalaniu informacji. Ile razy czytasz tę dokumentację, tyle razy udaje Ci się zapomnieć o pewnej czynności. Tracisz więc czas i nerwy. Z WebNotes klikasz odpowiedni guzik dostępny na toolbarze, pojawia się “czysty post-it”, uzupełniasz go i już. Podczas następnej wizyty zastaniesz go przyklejonego tak, jak go zostawiłeś.

Przykładowa karteczka wygląda tak:

obrazek-2

Drugą, podobną w funkcjonalności (dodajemy naszą informację do strony raz, wyświetla się ona przy następnych wizytach) opcją jest zakreślanie markerem. Wybieramy kawałek tekstu ze strony, zaznaczamy go, klikamy “Highlight” i wham! Niestety, nie znalazłem jeszcze opcji, która pozwala ustawiać kolor pisaka. Esteci i osoby rozpoznające ponad 16 kolorów 3 będą niepocieszone.

Jak wygląda zakreślony Najlepszy Premier? 4

obrazek-3

Co jeszcze? Manager zebranych informacji otwierający się w bocznym panelu przeglądarki, możliwość dzielenia się wykonanymi notatkami z innymi użytkownikami, generowanie raportu w PDF-ie zawierającego informacje z danej kategorii (Notatki Do Sprawy Rozwodowej), i inne, które pewnie przeleciały mi nad głową.

Muszę przyznać, że pomysł karteczek przyklejanych na strony bardzo mi odpowiada. Mam już wynotowane “quirks” w niektórych bibliotekach, kilka wątków na forach, które trolluję w wolnym czasie, ma wynotowane słabe punkty użytkowników i ogólną linię programową żebym się nie zgubił. Zakreślanie jeszcze mi się nie przydało, ale to chyba psychiczna bariera. Na moim mentalnym radarze leży to za blisko dawno zburzonego miasta “Notatki na zajęcia”.

Dziesięć zaproszeń do rozdania, pisać na blog at bronikowski dot com.

  1. każdy taki jest
  2. tonami, tonami
  3. tu; kobiety
  4. mam nadzieję, że doceniacie moje poświęcenie! Odwiedziłem Onet celem zrobienia zrzutu

Zigływidłyzm

Pozwolę sobie zacytować kawałek ostatniej notki MacKozera

Kilka dni temu padłem ofiarą młodzieńca, do którego pasuje raczej określenie “dziecko Linuxa”, który to pchany niepohamowanym “parciem na szkło”

Jakąż to szkodę wyrządzono autorowi? Ktoś podebrał mu fotkę iPhone i wkleił tam zrzut ekranu z Linuksa. Jest to rzecz tak niesamowicie urągająca środowisku, że poszkodowany rzuca propozycję, aby nazwać takich żartownisiów po imieniu: “Dzieci Linuksa” 1

Uśmiałem się jak fretka podczas tańca Świętego Wita.

Wszystkie blagi zajmujące się tematem komputerów z białego plastiku żyją spekulacjami. Nie ma miesiąca żeby jakaś mądra głowa nie zamieściła informacji o  “nowym laptopie”, “netbooku za \$500! Zobaczycie!”, “iPhone Nano!”, razem z podrabianymi fotkami i projektami “wprost od zaufanego człowieka na Infinite Loop 1”.

Nie mówimy o nich “dzieci Apple”, które “mają parcie na szkło”. To są dziennikarze śledczy wyrywający informację z postit-ów zalegających na biurku Świętego Stefana. Informacje pomaga wykradać sprzątaczka, która ryzykuje zwolnieniem, a może nawet śmiercią!

Żarty żartami.

Rozumiem rozgoryczenie autora. Zajumali fotkę, no bywa. Witamy w Internecie, miejscu, gdzie każdy rozpycha się łokciami. Czy to zasługuje na takie wyrazy jak “ofiara”, “kłamstwa” i wyciąganie baaardzo szerokiego pędzla celem umalowania środowiska FOSS, w którym jest dużo młodych osób?

Blagosfera od Jabłka została zatrollowana przez jakiegoś faceta. To mówi mi więcej o “dziennikarstwie obywatelskim” niż o facecie. Kto łyka wszystko, jak leszcz, trafi kiedyś na haczyk.

Swoją drogą, kernel Linuksa ładuje się na iPhone. Do tego, zupełnie za darmo, dorzucają Busyboksa. Za jakiś czas ktoś pewnie dorobi do tego jakiś framebuffer, a może nawet sterownik do X.org.

Na koniec konkurs składający się z dwóch pytań.

  1. Czy usługę Neostrada TP da się uruchomić na komputerach działających pod kontrolą Mac OS X, Windows i Linuksem?
  2. Jak nazywamy pryszczersa robiącego psikusy starszym i bardziej rozsądnym użytkownikom sieci zależnie od używanego systemu?

Nagrody wyślemy telepatycznie.

PS. nie mam zamiaru robić ambitnych podsumowań dotyczących zeszłego roku. Rok był całkowicie do dupy i jako taki nie zasługuje sobie na nic więcej jak pogardę i szybkie zapomnienie. Poza czytnikiem RSS bronikowski.com przeczytało w 2008 \~100K UU, za co Wam dziękuję, choć gust macie całkiem mierny.

  1. kogo, czego nie ma: Linuksa. Nie Linuxa

Miara

Na Antywebie uderzono jeszcze dwa razy martwego konia, jakim jest pomysł “wyszukiwarki informacji na Twitterze, ale tak, żeby Ci z autorytetem nie byli zasłaniani przez Swee7grr”. Koń wypuścił gazy i ogarnął go rigor mortis, ale jest amerykańsko-francuski, więc wart uwagi mimo to.

Albo nie. Bo.

Patrzysz, a tam człowiek je zupę. Je, idzie po dokładkę. Zjada, wyciera chlebkiem talerz i znów biegnie. Początkujący obserwator stwierdziłby, że ilość talerzy pochłanianych przez osobę świadczy dobitnie o jakości zupy.

Ktoś bardziej cyniczny zapyta, czy w życiu konsumującego często pojawia się coś gorącego do jedzenia.


Niedzielne rozmyślania nad sensem ru…rozmnażania

Podczas wczorajszej rozmowy z Pauliną zeszliśmy na chwilę na temat tematów muzycznych, bajek i wierszyków, które zalęgły się nam w głowach jeszcze w czasach dzieciństwa.

Dziś, podczas zmywania naczyń, zanuciłem sobie następującą piosenkę:

Ojciec Wirgiliusz
Uczył dzieci swoje
A miał ich wszystkich
Prawdziwe roje
Takie malutkie
I takie wielkie
Takie grubiutkie
I takie cienkie

Zatrzymałem się po pierwszej zwrotce (innych i tak pewnie nie pamiętam) i zastanowiłem się. Wirgiliusz miał roje dzieci. Zupełnie niepodobnych jedno do drugiego. Powoli i majestatycznie, jak lodowce w stronę Tytanika, napływały pytania mające zatopić dobre wspomnienie głupawej piosenki.

Wirgiliusz miał wiele żon, które powiły mu różne dzieci, czy też żona jedyna jest rozwiązła i puszcza się gdy on kupuje im “bluzeczki w kwiatki”? Czy bohater piosenki powinien wystąpić o badania w celu ustalenia ojcostwa i jakie ma szanse na uniknięcie alimentów po rozwodzie? Czy za takie badania powinien płacić polski podatnik, refundować ZOZ. Może lepiej sponsorować prezerwatywy w ramach akcji zapobiegawczej? No, religia może nie pozwalać.

Dodatkowo: jakie są warunki mieszkaniowe dzieci Wirgiliusza? Czy chodzą ubrane, domyte i najedzone?

Sztuka nigdy nie daje odpowiedzi. Zwiększa tylko pulę sprytnych pytań bez odpowiedzi powodując zakłopotanie odbiorców.


Historie z budowy, część druga

Budowa nie żyje tylko dowcipem fizycznym. Są jeszcze zabawne dialogi.

Jako pracownik fizyczny mam jedną, ale bardzo znaczącą, wadę. Przy wykonywaniu powtarzalnej czynności mój mózg odpływa w ciekawsze miejsca, a ręce robią same. Czasem powoduje to, że wygrzebię dziurę w podłodze, którą zacierałem po wylewce. Ręce pracowały, mózg wziął kwadrans wolnego, ja się nie ruszyłem i tarłem w miejscu. Awantura gotowa.

Ojciec, będąc człowiekiem zaradnym, wymyślił następujące rozwiązanie. Dawał mi drugą osobę z do której wygłaszałem monologi, co powodowało, że bardziej uważałem. Druga osoba mogła też przypomnieć mi co robię w chwilach dekoncentracji.

Pracowałem więc z młodym człowiekiem, którego imienia już zapomniałem, a który określał się jako “fanatyk Widzewa”. Jednym z jego największych dokonań, którym chwalił się podczas przerwy kawowo-herbacianej, było namalowanie sprayem w swoim pokoju “Widzew Król”.

W tych dniach moją fantazją zawładnął Tolkien i jego “Władca”. Przeczytałem trzy tomy za jednym weekendowym posiedzeniem. Kiedy więc zacieraliśmy podłogę opowiadałem współtowarzyszowi pracy o tych wspaniałościach, co je właśnie skończyłem czytać. Opowiedziałem z grubsza całą historię wyprawy, dlaczego Rohan rządzi, że koniec z Gollumem przewidziałem.

Skończyłem monolog i zauważyłem, że słuchacz przestał pracować, jego czoło się zmarszczyło, a oczy wpatrywały się we mnie. Potrwało to może minutę. Przysunął się trochę bliżej i powiedział:

Emil, ale przecież hobbity nie istnieją!”

Przez chwilę nie mogłem zebrać myśli i wydusić z siebie odpowiedzi, rzuciłem więc tylko “Serio?”

Serio, gdyby istniały to przecież byłoby coś o nich w TV

Tego samego dnia podarłem bilety do Shire i karnet na piwo pod “Rozbrykanym Kucem”.


Historie z budowy, część pierwsza

Dawno nie pracowałem fizycznie. Praca fizyczna indukuje nostalgię związaną z czasami, gdy nie chciało się nosić teczki, więc nosiło się woreczki. Podczas gipsowania sufitu uknułem sobie, że podzielę się kilkoma historiami związanymi z budowlanką.

Dawno, dawno temu. Za górami, za lasami, a z pewnością za ulicą jedną i drugą, w mieście Łodzi budowała się hurtownia materiałów budowlanych. Wielka to była hala. Powiedziałbym nawet “zajebista” gdybym był bardziej bezpośredni.

No więc była zajebista, a klientem był Holender. Budowaliśmy więc holendrowi halę po polsku, czyli ospale i po części na wstecznym biegu. Wsteczny bieg wrzucano, gdy wczoraj za mocno jechaliśmy na czwórce po piwie Książ (nie pijcie, nigdy).

Klient był człowiekiem dość miłym, choć zupełnie niezrozumiałym dla reszty kadry. Bo byle prostak przyjedzie do naszego kraju i spodziewa się, że jak powie “konkrit” to wszyscy mu wytłumaczą co pod betonem leży, czemu styropian, czemu wystaje i w ogóle. Ogólnie: detale.

Jako jedyny władałem językiem barbarzyńców pożerających baraninę w sosie miętowym, spędzałem więc dużo czasu chodząc za klientem i tłumacząc mu dlaczego grabie stoją oparte o ścianę (bardzo go to irytowało).

Kiedy już z z ziemi wyrosła konstrukcja ze stali i betonu (socrealizm, panie) Pan na włościach zamówił elektryków, którzy jak wiadomo zajmują się tymi rzeczami, które źle podłączone powodują rozwodnienie krwi i miganie komór.

Wspominałem, że hala była wielka? Nie tylko szeroka, ale i wysoka. Wysoka. Przyjechali więc elektrycy, ocenili odległość przy pomocy najdoskonalszego przyrządu jaki był pod ręką — ludzkiego oka. Zamówili rusztowanie.

Holender poprosił mnie abym mu pomógł w negocjacjach. Porzuciłem więc ogrzewanie podłogowe i pobiegłem.

Wchodzimy. Wzrok Holendra pada na rusztowanie. Potem podążając za każdym szczeblem trafia na koniec rusztowania. Rusztowania, które nie sięgnęło sufitu. Ponieważ rusztowanie nie sięgnęło sufitu, można było zrobić dwie rzeczy:

  1. Zamówić więcej elementów
  2. Zrobić coś innego

Elektrycy wybrali drugą opcję i postawili na rusztowaniu szkolną ławkę. Szkolna ławka podniosła trochę zasięg, ale nie dość. Pomyśleli elektrycy. Na ławce wylądowały deski, na deskach postawiono drabinę. Z drabiny fatalnie się podłącza lampy, kto robił, ten wie. W ostatni szczebel drabiny wetknięto znów deski. Konstrukcja, której nie powstydziłby się żaden cyrk. Na szczycie balansowało dwóch elektryków. Płacono im od wykonanej pracy, nie od godziny.

Wchodzimy więc. A on patrzy. Patrzy, patrzy. Twarz mu się zmienia w maskę. Powoli odwraca się w moją stronę, a cygaro, które zawsze palił, zwisa z kącika ust. Widocznie przykleiło się na ślinę toczącą się mu z ust. Jak w greckiej tragedii uniósł rękę wskazując konstrukcje i ludzi zawieszonych pomiędzy wyłącznikiem nadprądowym z cewką wydmuchową, transformatorem, dławikiem i pewną śmiercią.

Why? What? Hell, they… Uh?

Wzruszyłem ramionami. Jego mózg przetłumaczył to na “That’s how we roll, bitch!”. Zamknął oczy. Elektrycy skończyli, zburzyli budowlę i poszliśmy pić wino do lasku obok.

Grawitacja to coś, co przytrafia się innym


To Radio (kropka com)

Jest Last.fm, Deezer, Seeqpod, DI, kiedyś była Pandora.

Dzięki tym projektom nie muszę siedzieć w szumie serwera plików, na którym leży w większości mojej muzyki. Ba, nie muszę nawet spędzać czasu na opracowywanie “najlepszej listy muzyki na dziś”. Podzielę się linkiem do nowego projektu, którego zadaniem jest odcinanie nas od posapywania i marudzenia współpracowników.

The
Radio

TheRadio.com, obecnie w becie 1, czyli kolejne radio internetowe. Co je odróżnia od losowego adresu IP serwującego WMA w szokującej jakości 11050Hz, Mono, 8bit, disko-bit? Bardzo dobra jakość, niezła selekcja muzyki, nie musisz mieć konta. Klik i poszedł! 2

Mamy początek tygodnia. Nie oszukuj się, to nie jest ten tydzień, który odmieni Twoje życie. Zamiast produkować kwas w żołądku wrzuć Jazz Cave (Genre / Jazz & Blues) i powtórz mantrę: “Hahaha! Nic nie robię i płacą mi za to”. Nogą wybijaj rytm do kontrabasu.

  1. utwory mają całe, więc nie ma się co martwić
  2. click & go!!1

Dni Kultury Japonii, Łódź, 12.2-12.6.2008

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Po pięciu dniach obcowania z japońską kulturą serwowaną na różne sposoby nie pozostało mi nic, jak napisać kilka słów o imprezie.

Na początek pozytywne zaskoczenie. Właściwie dwie rzeczy. Frekwencja. Spóźnieni goście nie mogli liczyć na miejsca siedzące. 1 No i rozpiętość wiekowa. Najmłodszym uczestnikiem była dziewczynka, na oko 4 lata, która oglądała bez słowa dwie długie prezentacje (szacunek dla mamy siedzącej obok). Najstarsi? Siedemdziesiąt lat będzie bezpiecznym strzałem, myślę.

8_f

Nie mam zamiaru opisywać wszystkiego, co widziałem. Wyimki jednak będą.

Chór “Echo” pod dyrekcją Elżbiety Klimowicz wykonał “Szła dzieweczka do laseczka” po japońsku. Dość ciekawe wrażenie. Szkoda, że nie miałem niczego, co rejestruje dźwięk.

chor

Masakatsu Yoshida, sensei Towarzystwa Polsko-Japońskiego w Łodzi, opowiedział trochę o tracycjach, które przenikają życie, postrzeganej przez nas jako wybitnie nowoczesny kraj, Japonii. Chyba największe wrażenie na oglądających (ze względu na szkolny wiek) zrobiła lista zajęć młodych Japończyków.

Dzieci sprzątające szkołę po zajęciach i wspólnie przygotowujące posiłek? Młodsze dzieci prowadzane na zajęcia przez dzieci starsze (sempai,先輩)? Wszystko wyglądało to trochę jak fantastyka dla równolatków, którzy siedzieli obok mnie.

sensei1

Bożena i Jan Zeitz prezentowali nam swoje zbiory laleczek Kokeshi. Prócz zwykłego oglądactwa mogliśmy się też dowiedzieć nieco o historii tej sztuki, podstawowych gatunkach oraz kilku przykładach obecnie projektowanych lalek.

Lalki nas mocno zakręciły i próbujemy robić własne. Nie, nie podzielimy się efektami, bo mamy jeszcze trochę zdrowego rozsądku. Nie zdziwcie się jak na święta dostaniecie od kogoś pomalowany kawałek drewna. Udawajcie wtedy, że to Kokeshi i że wyszło świetnie.

2_f

Pani Irena Domanska opowiedziała nam (szkoda, że tak krótko) o swoich podróżach do Japonii. Dlaczego ludzie nie tłoczą się na dworcach? Bo na ziemi namalowane są kolorowe linie z podpisami. Stajesz przy swojej i gdy nadjedzie pociąg zatrzyma się drzwiami idealnie przy niej. Tylko wsiadać. Jak sobie radzić z tym, że większość domów jest nieogrzewana i czemu sake nie jest odpowiedzią (a jest stół, którego centrum zajmuje grzałka, a zamiast obrusu mamy “za długą kołdrę”, którą można się przykryć).

Opowiadać Pani Irena mogłaby pewnie jeszcze kilka godzin, niestety, dobre prezentacje kończą się za szybko, a złe za późno.

Izumi Yoshida przybliżyła trochę twórczość Hayao Miyazakiego (którego pewnie nie trzeba było przedstawiać nikomu obecnemu na sali), dodatkowo mieliśmy możliwość zobaczyć mały rarytas: reportaż telewizji japońskiej o studiu Ghibli, tłumaczony na żywo przez Panią Izumi.

Kto czyta mangę, temu nazwisko Yoshida nie powinno być obce. Polskie tłumaczenia “Love Hina” wydawane przez Waneko wychodzą(dziły? Nie czytam LH;-) spod jej pióra.

Izumi

5_f

Odwiedzający DKJ mogli też zobaczyć (a dwie odważne dusze spróbować wziąć udział) ceremoniał parzenia herbaty. Chciałbym napisać więcej, niestety, dać małpie aparat. Niektórzy “fotografowie” myślą, że nie ma nic zabawniejszego niz podziwianie ich pleców, gdy ich nowy aparat z MendaMarkt robi idealne zdjęcia cery serwującej herbatę Japonki. Serio, stuknijcie się. Jesteście czasem upierdliwi.

picture-036

Podsumowując: impreza nadzyczaj udana, trochę kultury zaszczepione, ludzie uśmiechnięci.

Chciałbym podziękować towarzyszącym mi gościom: Eri, Paulinie i Staszkowi. Przyjechać specjalnie z Poznania i znosić mnie ponad godzinę to nie jest wyczyn, który powinien przejść nienagrodzony. Dariuszowi Szpakowskiemu ukradłem natomiast kilka fotografii. Mam nadzieję, że nie ma nic przeciwko. 2

  1. oficjalnych, bo przecież od czego są schody i przestrzeń między sceną?
  2. się jeszcze dopytam post factum e-mailem ;-) 

Jak rozpoznać dziecięcą pornografię z dużej odległości?

(Aktualizacja: [cenzorzy schowali nożyczki](http://news.bbc.co.uk/2/hi/technology/7774102.stm[/ref]

Pewna, dość popularna, hard rockowa kapela wypuściła w 1976 płytę “Virgin Killer”. Okładka przedstawiała młodą, nagą, dziewczynkę. Wyglądało to tak:

Brytyjczycy uznali, że dość już tej sodomii i gomorii w publikacji mającej, bądź co bądź, ambicje encyklopedystyczne i przykazali firmom dostarczającym Internet stronę zablokować. Dobrze. Czy ktoś może mi odpowiedzieć na kilka pytań?

  1. Czy encyklopedie mają przedstawiać w miarę obiektywny obraz historii świata, czy też należy je naginać do obecnych trendów?
  2. Czy pedofile zadowolą się okładką z tak niefortunnie roztrzaskanym szkłem? Powiedzą sobie “O szlag, pokonaliście nas ukrywając okładkę płyty! Teraz już nigdy nie będziemy się wymieniać filmami w setkach miejsc!”
  3. Skoro ktoś może dokonywać takich kroków i wskazywać palcem treści, to co powstrzyma ich przed blokowaniem innych złych treści?

Moi faworyci do zablokowania:

Grecja. Zapomnieć i zakopać. Niby mądrzy tam ludzie chodzili, ale kurde, pedały. A jeszcze sobie, dranie, obrazki z tym malowali i one teraz po muzeach leżą. Dzieci tam prowadzają pod pretekstem sztuki!

Biblia. Fantastyczna książka wypełniona historiami o gwałtach, pogromach, mściwym facecie z brodą, kazirodztwie. Praktycznie nikt jej nie przeczytał, ale większość ma ją w domu. Przeszkadza Ci okładka z dziewczyną, a historie o bogu zabijającym wszystkich pierworodnych nie? Ktoś tu ma lekko popierdolony system wartości i dziś to nie jestem ja!

Cherubinki, sodomici! Cherubinki, dzieci, z siusiakiem na wierzchu fotografowane przez miliony turystów!

Zanim wyciągnięcie na mnie argumenty o “wartości artystycznej” i “wyobraźcie sobie, że to wasze dziecko, i nie mówcie, że dzieci nie macie, bo zawsze mieć możecie (sprawdzić czy nie ksiądz)” zastanówcie się nad tym, czy chcecie definicji “wartości artystycznej” zapisanej w prawie, oraz nad tym, że największą ilość krzywd dziecko (statystycznie) zaznaje od osób najbliższych, w podstawowej komórce społecznej, rodzinie.

Wróćmy do okładki. Wiadomo, ktoś będzie chciał podciągnąć pod pornografię. Tylko nikt za bardzo nie wie, co jest pornografią. Pamiętam jeszcze z poprzednich rządów w tym kraju, gdy mądre głowy próbowały wymyślić jak to zdefiniować. Padła propozycja, że to “obrazy mające wzbudzić podniecenie seksualne”.

Bardzo dobra definicja.

Nie wiem jak Wam, ale mi zawsze staje na widok zajebistego racka pełnego serwerów. No piękne, proste linie, delikatne drżenie dysków w macierzach, migające RX/TX. Ktoś już biegnie zamknąć stronę IBM-a?

Wszędzie są pedofile. Wszędzie. Każdy facet z dzieckiem w parku to pedofil. Każdy fotograf robiący zdjęcia kręcącej się karuzeli ma zamiar się nad nimi onanizować. Wszyscy walczący z wyimaginowaną pedofilią, czającą się na każdym rogu i w każdej sekundzie życia dziecka, to bohaterowie.

Witam w nowym, czystym i bezpieczniejszym świecie. W świecie gdzie nikogo okładka Scorpionsów nie podnieci. Teraz zostały nam mniejsze problemy: kryzys ekonomiczny, śmierć ekosystemów, rak, AIDS, wojny i bieda. Dobrze, że żyję w świecie, gdzie niewyrośnięty cycek jest ważniejszy od kogoś umierającego w śmietniku. Gdyby było inaczej, to by nie było w porządku.