Archiwum | emil@fuse.pl

Siekiera, motyka, pakiet, bramka

Wszyscy obserwowali sufit. Cztery, trzy, dw… Uderzenie zatrząsnęło budynkiem, tynk posypał się małymi strumykami, pokrywając ukrytych w pomieszczeniu ludzi warstwą kurzu.

Ktoś wyciągnął świeczkę i zapalił zapałkę. Dookoła kręgu światła zawisły twarze. Bardzo mieszane towarzystwo: panowie z sumiastym wąsem i gładkie twarzyczki dzieci spędzających kolejne wakacje na wojnie.

Cztery, trz…

Kurwa! — pomyślał na głos najstarszy stopniem i zwrócił się do pierwszej osoby z brzegu: — Jak wygląda sytuacja?

  • Melduję posłusznie, że wyszły bagietki, woda mineralna, a dzieci nie mają opieki dentystycznej — tu ze znanych tylko sobie powodów zdający raport popatrzył na górę szmat będących wcześniej ubraniem sanitariuszki, która wczoraj odstawiła taniec egzotyczny z rozdzieraniem, żeby poprawić morale.

  • Czy chłopcy nadal bronią elektrowni?

  • Tak. Dzielne chłopaki. Siedzą tam tylko o krewetkach i winie. Wczoraj kilku próbowało przebić się do fabryki serwetek, niestety, ponieśli śmierć na miejscu.

  • Siły wroga?

  • Nieświeże krewetki!

  • Wojna to pasmo nieszczęść.

Odwrócił się do zgromadzonych, odchrząknął i przemówił.

  • Panowie, nie ma co się oszukiwać. Przegrywamy ten zryw i wygląda na to, że nie dożyjemy do następnego sezonu “Mody na sukces”. Jako wasz przełożony przyznaję dziś, że napadanie na wystraszonych i uzbrojonych żołnierzy będąc samemu nieuzbrojonymbyło nie najlepszym pomysłem.

  • Prawda — przyznał jeden z bohaterów ruchu, Jasiek. Stał dalej, bo światło świecy nie oświetlało już jego dni. Oślepł po tym, jak napadł z siekierą na słońce.

  • Dlatego — kontynuował przełożony — musimy się poddać i zaoszczędzić sobie dogrywki. Chłopcy nadal bronią elektrowni, a to znaczy, że możemy wysłać e-maila.

Na środek pokoju wyciągnięto stół, a może były to tylko drzwi, który postanowiły się rozerwać podczas detonacji jednej z bomb. Postawiono na nich laptopa.

W pokoju dominowało światło ekranu laptopa i migające czerwone punkty papierosów.

  • Ktoś pamięta, jaki oni mają korporacyjny schemat na nazwy e-maili, te Szwaby?

  • Można sprawdzić w Wikipedii — powiedział młodszy szeregowy i zaraz tego pożałował. Dowódca zerwał się z miejsca i trafił go pięścią w szczękę. Stojąc nad nim wycedził przez zęby: — Jest wojna. Nie mamy routingu do Europy Zachodniej. Jak myślisz, czemu nie piszę tego listu przy pomocy GMaila?

  • Dobra, mam. ssobergruppenfuhrer@vondem-bachzelewski.de i daj kopię do info@röntgen.de.

  • Ale jako to, domena z znakami poza US-ASCII? Jak to wpisać?

  • Słowo daję, jeśli przeżyjemy te starcia, upewnię się, że domeny nie będą miały znaków narodowych. Albo zapiszę wszystkich w Niemczech na serwis żółtałódźpodwodna.pl.

  • Tak nam dopomóż Bóg! — zgodzili się obecni przy stole.

I to jest, synku, wkład Polaków w budowę Internetu, jaki znamy dziś.


Ślub Państwa Pewników


Podcasty: część druga


Dzieci wiedzą lepiej


Marta obrączkuje Piotra


Na powierzchni: nerdy, giki i inni szachiści


Pudełko administratora: iotop, multitail


Niepewne kroki


Ostatnie Koszenie Jezusa Chrystusa


Bój to nasz ostatni


Ubunchu: No to widziałem już wszystko


Na serio o prima aprilis


Earth hour: the time earth stood stupid


Ładny macie lokal. Prawdziwą tragedią byłoby, […]”


Muzeum Kinematografii w Łodzi: “60 lat animacji”


AJ-I(E*6)


Czytelność” i biurowa bezczelność


Teoria ewolucji: powieki


Dowiesz się, gdy będzie za późno


W tej samotności jesteśmy oboje