Archiwum | emil@fuse.pl && crypto

Zasiać susła: SuSE Studio

Podaj deskę, zbudujemy nowy złom

Młodzi ludzie z zapasem czasu i pokładami chęci często chorują na ciężką odmianę NIH 1. Objawia się to pisaniem własnych frameworków, baz danych, budowaniu karmników dla ptaków i produkcji naszywek ze sloganami obecnie dominującego popkulturowego ruchu. Jest przy tym dużo radości i jeszcze więcej nauki, gdy powtarzamy te same błędy, które dziesiątki innych ludzi już popełniło, a od których jesteśmy przecież sprytniejsi.

Kilka lat temu dostałem książkę, która prawdopodobnie nazywała się “Building Embedded Linux System”. Było o tym, jak zbudować własną dystrybucję Linuksa przeznaczoną do specjalnych zdań, używając do tego zainstalowanego wcześniej Debiana. Całą książkę można streścić w następujący sposób: “Nagraj to i to, skasuj resztę. Kasuj tak długo, aż przestanie działać. Jak przestanie działać przegraj to, co zbytecznie skasowałeś. I karm ldd plikami binarnymi. Taa-da! Embedded Linux!”.

Mimo wielu talentów, które posiadam (takich jak czytanie dokumentacji ze zrozumieniem), nie udało mi się nigdy odpalić mojej dystrybucji. Pod zamkniętymi powiekami pojawił się horror modelów samolotów, które zawsze wyglądały po złożeniu inaczej niż to, co było na pudełku.

Studio Suseł

SUSEStudio to najnowszy projekt Novella, który umożliwia użytkownikom budowanie własnych, specjalizowanych dystrybucji Linuksa bazowanych na dystrybucjach openSuSE i SuSE Enterprise. Cały proces składa się z kliknięcia w kilka webdwazerowych guzików i pobrania przygotowanego przez system, gotowego do dystrybucji obrazu. Zabawa jest na tyle wciągająca, że po godzinie miałem więcej specjalizowanych systemów operacyjnych niż NASA w przeciągu swojego istnienia.

Po utworzeniu konta (do logowania niezbędne jest konto w systemie OpenID — na szczęście każdy posiadacz konta GMail.com ma już tę część z głowy) przechodzimy do wyboru typu dystrybucji, od której możemy zacząć budować własny system. Podstawowym wyborem jest JeOS czyli, jak to ujęli twórcy systemu: “Just enough OS”. Jest to absolutny szkielet, który po zbudowaniu zajmuje ca. 80MiB. Jeżeli nie chcemy sobie brudzić rąk budując system od JeOS, możemy wybrać desktop z GNOME, KDE lub minimalny z IceWM i system serwerowy.

ss1

Po wybraniu szkieletu i nazwy dla naszej aplikacji przechodzimy wprost do instalatora pakietów. Możemy zainstalować dowolne pakiety, które będą potrzebne w naszym systemie, dodać URI do dodatkowych repozytoriów czy wprost wgrać własne paczki .RPM przez przeglądarkowe międzymordzie. Stąd już szybciutko: wybieramy typu urządzeń wskazujących, konfigurujemy sieć, firewall i czy w ogóle go potrzebujemy, personalizujemy sobie opcje bootsplasha, tu polecam własny ryj dla komicznego efektu, wybieramy domyślny poziom startu systemu, możemy dograć własny kawałek prawniczego bullshitu znanego jako EULA 2, wybrać użytkownika, jaki ma być automatycznie zalogowany do systemu operacyjnego 3 i ostatecznie uzupełnić system o własne skrypty startowe i pliki, które znajdą się w systemie.Proces budowania obrazu zajmuje chwilkę, możemy więc odsapnąć po tej niesamowitej, prawie trzyminutowej, pracy, którą włożyliśmy w budowanie własnej dystrybucji.

ss2Jeżeli mamy akurat kilka maszyn, które zajmują się mieleniem powietrza, możemy zainstalować na nich Kiwi i budować obrazy na własnych maszynach, używając webowego konfiguratora stworzonego przez Novella. Pisząc ten tekst postanowiłem sprawdzić przydatność SuSE Studio w sytuacji zawodowej.

Zadaniem było zbudowanie kolejnego node bazy MySQL, która ma replikować dane z głównego serwera. Całość będzie żyła pod kontrolą systemu Xen. Kiedy pobrałem i zainstalowałem system w serwerze Dom0, minęło trochę ponad dwadzieścia minut. Otrzymałem system, który nie zużywa zasobów wczytując sterowniki do dźwięku, nie zawiera dziesiątki mniejszych i większych aplikacji, które są zupełnie zbyteczne na systemach embedded, który to system z łatwością można sklonować dowolną ilość razy i zmienić cały obraz kilkoma kliknięciami myszki.Ponieważ jest to pełnoprawny system zbudowany z pakietów SuSE, otrzymamy wszystkie poprawki bezpieczeństwa i możemy nawet spróbować zaktualizować cały system do najnowszej stabilnej wersji lub przyszłych wersji będących obecnie w fazie testów.

ss3

Dodatkowy cukierek. Zbudowany obraz możemy przetestować bez potrzeby ściągania obrazu, który w przypadku rozwiązań biurkowo-pracostacjowych może zajmować dobrze ponad dwa gigabajty. SuSE Studio dostarcza nam możliwość uruchomienia naszego bajzlu na maszynach Novella i obserwowania wyniku takiego startu przez przeglądarkę 4, co zdecydowanie ułatwia szybkie testy.

ss4

Zawsze mówiłem, że urodziłem się w najlepszych latach. Rosnąc razem z komputerami miałem okazję ubrudzić sobie łapy 5 grzebiąc w flakach, a gdy dorosłem i straciłem ochotę na walkę z każdym przełącznikiem setek obskurnych programików, z których większość zamyka dokumentacje w zdaniu “TODO: Documentation goes here”, technologia dorosła na tyle, żeby mi dać te wszystkie guziczki, które powodują, że nie muszę spędzać dnia na sprawdzaniu .bash_history i przypominaniu sobie, jaka kombinacja dała ostatnio dobry efekt.

  1. Not Invented Here
  2. Czytając tę notatkę zgadzasz się nie zgadzać się z innymi EULA-mi
  3. jeśli wybrano opcję desktop
  4. na moje oko jest to kombinacja QEmu/VNC/Flash
  5. moja Amiga nie była zbyt czysta

Problemy Państwa Środka

Mądrość ludowa mówi: “w środku gówno po kotku”. Pewnego dnia przestał nam pasować biało-czarny układ, w którym jedni są niesamowicie dobrzy, a drudzy niesamowicie bezwartościowi i wymyśliliśmy coś takiego jak klasa średnia. Klasę średnią ekonomicznie stać na kredyt mieszkaniowy, dziecko i dwa komputery. Dziecko opcjonalnie można wymienić na dwa koty. Ponieważ i tak nie wszyscy załapali się do tej kasty, dokonano jeszcze jednego cięcia: na wyższą klasę średnią i niższą klasę średnią, jak w tym dowcipie o elementach, z których składa się dzida.

Ten podział zrodził we mnie chęć pomachania tasakiem nad klasą inteligencką. Do tej pory pasował mi układ czarno-biały: byli piszący i niepiśmienni, muzykalni i słuchacze disco-polo, zwolennicy aborcji i wyborcy PiS-u. Bardzo to łatwe. I z radością sam siebie do klasy próżniaczo-inteligenckiej zaliczałem.

Pozwolę sobie na małą dygresję. Macie moje pozwolenie (a sąd puści Was uznając, że nie przekroczyliście granicy obrony koniecznej) na obicie ryja każdemu, kto dumnie mówi o sobie per artysta. Mamy od chuja fotografów, bo każdy może zrobić dziś zdjęcie i pokazać je innym bez zajmowania maminej łazienki na ciemnię, mamy nadprodukcję pisarczyków, bo blożka stawia się pół kwadransa z przerwą na siku. Niewyczerpane są pokłady grafików, którzy nie potrafią trzymać ołówka i znawców dowolnych dyscyplin związanych z kulturą i sztuką. Są to współcześni ludzie oświecenia. Wystarczy zaświecić im w ucho i zobaczyć snop fotonów, który nie napotkał przeszkody.

Wracając do intelektualnej klasy średniej. Ci z góry piramidy robią po prostu swoje, Ci z dołu mają twórczość gdzieś, póki wódkę z przemytu da się zaprawić łyżką cukru skarmelizowaną nad ogniem. I zostajemy my: potrafiący docenić dobry tekst i pozbawieni talentu, by samemu taki napisać. Wytrawni słuchacze muzyki, których ostatnią melodią był “Wlazł kotek na płotek” w szkole podstawowej, na 3+. Wiecznie małpujący utwory ludzi z góry drabiny. Nie tylko style, maniery i grubość kreski na płótnie, także to, czy ulubiony malarz zwykł jeść buraki z dżemem przed spaniem.

Męczeni brakiem jakiegokolwiek pomysłu, łapiący się każdej metody i każdej butelki, byle tylko udało się zagrać coś, coś zrobić. I ta nieustanna frustracja. Facet z miarką i krótkim penisem. Mierzyć umiesz, uczciwie. I mierzysz. I kurwa, nie staje. Talentu.

Zapalasz więc fajkę i piszesz notkę na blożka, że nie możesz już dłużej w niższej klasie średniej i bardzo chcesz przemyconej wódki i ogórka.

A wszystko przez to, że klasa średnia bierze się tak bardzo na serio.

ksiazka


Siekiera, motyka, pakiet, bramka

Wszyscy obserwowali sufit. Cztery, trzy, dw… Uderzenie zatrząsnęło budynkiem, tynk posypał się małymi strumykami, pokrywając ukrytych w pomieszczeniu ludzi warstwą kurzu.

Ktoś wyciągnął świeczkę i zapalił zapałkę. Dookoła kręgu światła zawisły twarze. Bardzo mieszane towarzystwo: panowie z sumiastym wąsem i gładkie twarzyczki dzieci spędzających kolejne wakacje na wojnie.

Cztery, trz…

Kurwa! — pomyślał na głos najstarszy stopniem i zwrócił się do pierwszej osoby z brzegu: — Jak wygląda sytuacja?

  • Melduję posłusznie, że wyszły bagietki, woda mineralna, a dzieci nie mają opieki dentystycznej — tu ze znanych tylko sobie powodów zdający raport popatrzył na górę szmat będących wcześniej ubraniem sanitariuszki, która wczoraj odstawiła taniec egzotyczny z rozdzieraniem, żeby poprawić morale.

  • Czy chłopcy nadal bronią elektrowni?

  • Tak. Dzielne chłopaki. Siedzą tam tylko o krewetkach i winie. Wczoraj kilku próbowało przebić się do fabryki serwetek, niestety, ponieśli śmierć na miejscu.

  • Siły wroga?

  • Nieświeże krewetki!

  • Wojna to pasmo nieszczęść.

Odwrócił się do zgromadzonych, odchrząknął i przemówił.

  • Panowie, nie ma co się oszukiwać. Przegrywamy ten zryw i wygląda na to, że nie dożyjemy do następnego sezonu “Mody na sukces”. Jako wasz przełożony przyznaję dziś, że napadanie na wystraszonych i uzbrojonych żołnierzy będąc samemu nieuzbrojonymbyło nie najlepszym pomysłem.

  • Prawda — przyznał jeden z bohaterów ruchu, Jasiek. Stał dalej, bo światło świecy nie oświetlało już jego dni. Oślepł po tym, jak napadł z siekierą na słońce.

  • Dlatego — kontynuował przełożony — musimy się poddać i zaoszczędzić sobie dogrywki. Chłopcy nadal bronią elektrowni, a to znaczy, że możemy wysłać e-maila.

Na środek pokoju wyciągnięto stół, a może były to tylko drzwi, który postanowiły się rozerwać podczas detonacji jednej z bomb. Postawiono na nich laptopa.

W pokoju dominowało światło ekranu laptopa i migające czerwone punkty papierosów.

  • Ktoś pamięta, jaki oni mają korporacyjny schemat na nazwy e-maili, te Szwaby?

  • Można sprawdzić w Wikipedii — powiedział młodszy szeregowy i zaraz tego pożałował. Dowódca zerwał się z miejsca i trafił go pięścią w szczękę. Stojąc nad nim wycedził przez zęby: — Jest wojna. Nie mamy routingu do Europy Zachodniej. Jak myślisz, czemu nie piszę tego listu przy pomocy GMaila?

  • Dobra, mam. ssobergruppenfuhrer@vondem-bachzelewski.de i daj kopię do info@röntgen.de.

  • Ale jako to, domena z znakami poza US-ASCII? Jak to wpisać?

  • Słowo daję, jeśli przeżyjemy te starcia, upewnię się, że domeny nie będą miały znaków narodowych. Albo zapiszę wszystkich w Niemczech na serwis żółtałódźpodwodna.pl.

  • Tak nam dopomóż Bóg! — zgodzili się obecni przy stole.

I to jest, synku, wkład Polaków w budowę Internetu, jaki znamy dziś.


Ślub Państwa Pewników

Pewnik; 1. fakt, prawda oczywista, coś, co nie budzi żadnych wątpliwości, jest całkowicie pewne, udowodnione; 2. twierdzenie uważane za oczywiste, niepodważalne; aksjomat

Kiedy pierwszy raz odwiedziłem Kierzka w jego rodzinnym domu pokazał mi swoje zdjęcie z Kasią.  On, młodzieniec, który jeszcze nie musi się golić i ona, wyglądająca jak kolekcjonerka Karteczek 1 bez, że tak powiem, atrybutów kobiecości. Dzieci.

Z mojej arytmetyki wychodzi, że znoszą się nawzajem już od kilkuset lat, plus minus trzy godziny. Było niemal pewne, że ostatecznie zdecydują się zainstalować sobie nawzajem małe, przenośne urządzenia GPS zwane popularnie obrączkami.

Misja zakończyła się sukcesem jedenastego lipca bieżącego roku. Konrad ‘Kierzko‘ Kierzkowski wziął sobie za żonę Katarzynę Jarmuż.

IMG_1753

W imieniu swoim i organizacji lekko artystycznej ‘zuo’ chciałbym złożyć podziękowania młodej parze za znoszenie nas podczas wesela. Rozumiemy, że nie było to łatwe zadanie.

IMG_2158

Zdjęcia udostępniła Aleksandra Korszuń.

  1. Nie wiem jak to nazwać. Moja młodsza siostra spędziła kupę czasu zbierając kartki z notatników, na których znajdowały się nielegalne kopie znanych postaci z bajek wytwórni Disney

Podcasty: część druga

Anime pulse, Manga Pulse

Kanał RSS. Strona.

Tego się pewnie nie spodziewaliście. Podcast o anime i mandze z “anime” i “manga” w tytule. Nowinki, recenzje i relacje z Japonii, w której mieszka i pracuje Ichigo, jeden z załogantów audycji.

Raz w tygodniu dostajemy dwa podcasty, jeden o komiksach, drugi o animacji. Obie edycje składają się z nowinek, recenzji i słownych utarczek obsługi mikrofonów.

Cztery mikrofony na pięć. Bluźnią.

Common Sense, Hardcore History

Kanał RSS Common Sense. Kanał RSS Hardcore History. Strona.

Dan Carlin to facet z ciepłym, radiowym głosem. O szybkości karabinu maszynowego. Kiedyś dziennikarz, dziś podcaster. Prowadzi dwie audycje, jedną o polityce (Carlin jest wielkim przeciwnikiem dwupartyjnego systemu politycznego instniejącego w Stanach Zjednoczonych) i świecie w ogóle, drugi historyczny.

Program polityczny można sobie odpuścić,  niewiele osób jest na serio zainteresowanych niuansami z salonów nowego Wielkiego Brata. Podcast historyczny jest zdecydowanie audycją, którą każdy słuchacz podcastów powinien zaliczyć. Ilość pracy, którą Dan wkłada w jeden odcinek HH jest wręcz powalająca, a praca ta w połączeniu z talentem oratoryjnym powoduje, że spędzam dwie godziny słuchając o konflikcie na Osterfront i nie odczuwam znużenia. A historia nigdy nie była moją miłością.

Pięć mikrofonów. Puszczać młodzieży.

Double Feature

Kanał RSS. Strona.

Dwa filmy, jedna audycja. Siedzi sobie Eric z Michellem, gadają o filmach. Zajmująco gadają, choć nie zawsze na temat filmów, które wybrali. Podcast zamknął właśnie pierwszy sezon i przygotowuje się na lekką zmianę formuły, aby to uczcić nagrano odcinek o dwóch filmach, które leżą na dwóch końcach spektrum kinematografii: “Tank Girl / Shindler’s List“.

Pięć mikrofonów. Bluźnią i złorzeczą bogom i świętościom.

Engadget podcast

Kanał RSS. Strona.

Autorzy popularnego bloga o gadżetach podsumowują wydarzenia tygodnia i toczą słowne spory o typy wyświetlaczy, czy Nokia skończyła się na czarnym albumie. Rzeczy ważkie dla ludzi noszących spodnie. Wróć, emancypacja. Dla ludzi nie noszących nigdy sukienek. Wróć, Szkoci i pasterze kościoła rzymskiego.  Po prostu ważne.

Cztery mikrofony, bo ostatnio ciągle o tych telefonach gadają, aż się chce wyjść z kina. Nie bluźnią. Młodzieży nie puszczać, bo załapią bakcyla.

Hijink Ensue

Kanał RSS. Strona.

O HE pisałem już przy okazji listy ulubionych komiksów i podając przykład rzeczy, na które wydaje swoje pieniądze (i czemu nie na gazety). Audycja ma teoretycznie standardową formę (nowinki z Internetu, mailsack, czyli listy od czytelników, Fancy Bastards Book Club i tak dalej) ale najlepiej wychodzi im wolna amerykanka.

Od trzech mikrofonów do sześciu (sześć przyznaję za wolną amerykankę: jak Predator dzwonił do działu technicznego w Indiach bo mu się komputer w kostiumie zepsuł, ale rant Osamy Bin Ladena na temat VHS), dodatkową premią są organizowane co jakiś czas “Shitty Movie Nights”.

Overthinking It

Kanał RSS. Strona.

Podtytuł podcastu “lustrujemy kulturę popularną w sposób na który pewnie nie zasługuje” prawdopodobnie mówi wszystko. Prowadzący składają się w większości z absolwentów kierunków humanistycznych szacownych uniwersytetów USA. Wyposażeni w długie wyrazy, wiedzę o historii literatury i muzyki potrafią wyciągnąć z najgłupszego filmu najbardziej nieoczekiwane wnioski.

Bo na przykład, kto z Was zadał sobie pytanie “Czy Optimus Prime może zamienić się w Vishnu“? Czy też sprawy bardziej na czasie ze względu na niedawny pogrzebowy show “Jak przeżyć thriller“.

Nikt nie wkłada tyle cykli mózgu w rozmyślanie o popkulturze.

Pięć mikrofonów. Nie bluźnią. Dobra, czasem im się wyrwie jakaś “dupa”.

Jeff and Casey Show

Kanał RSS sezonu drugiego. Sezon pierwszy. Strona.

OMG! OMG! OMG! WRÓCILI!

Przepraszam za ten wybuch fanboizmu. Tworząc listę do tej notki zatrzymałem się na chwilę nad Jeff and Casey Show i westchnąłem. Pierwszy sezon zakończył się jakiś czas temu, chłopcy się tak komuś spodobali, że podpisali umowę na przeniesienie audycji do jakiegoś radia. Jak to bywa w życiu umowa wybuchła im w twarz, a legalne zobowiązania nie pozwoliły im rozpocząć drugiego sezonu.

I wrócili. Nie wiem jeszcze jak to się udało, ale się udało. Drugi sezon ma już osiem epizodów. Yay!

Podcast prowadzony jest przez dwóch programistów firmy Mollyrocket. Trafiłem na niego przypadkiem, gdy ktoś podlinkował mi ten oto wycinek jednego z odcinków, rant o Visual Studio.

Obowiązkowo.

Sześć mikrofonów na pięć. Bluźnią.

Zapraszamy na drugą stronę, do Byte i jego listy. Możecie też zobaczyć moją pierwszą listę jeżeli ta dwuczęściowa edycja nie zadowoliła Was do końca.


Dzieci wiedzą lepiej

Piotrek, zapytany przez swoją sześcioletnią siostrzenicę o jednorożce, próbuje wytłumaczyć, co to za stwór.

— Widzisz — mówi — to taki koń 1, tylko z rogiem na czole.

Dziewczynka popatrzyła na niego.

— Nie było jednorożców.

— Ależ były, dawno temu, tylko już wyginęły. Serio.

— Nie ma jednorożców. To tylko taka bajka, jak Święty Mikołaj. Nie ma Świętego Mikołaja. I boga też nie ma.

Każdy z nas urodził się ateistą. Żeby uchronić nas przed rozpaczą po śmierci Babci, powiedziano nam, że poszła do takiego miejsca, gdzie jest zajebiaszczo i “Dynastia” też tam jest, więc nawet martwa nie przepuści odcinka, w którym wszyscy okazują się być swoimi zaginionymi braćmi z amnezją. Żebyśmy sprzątali zabawki wciśnięto nam historię o dwóch podglądaczach z pedofilskim zacięciem: Mikołaju i bogu, którzy widzą każdy Twój gest i przygotowują odpowiednią karę dla nieposłusznych.

W szkole po lekcji polskiego, na której świetnie bawiliśmy obśmiewając greckie mity, chodziliśmy na religię, która przygotowywała nas do zjedzenia ciała i wypicia krwi Jezusa, który począł sam siebie 2 z kobietą, wieczną dziewicą. Kupiono nam ładne wdzianka, wódkę i zegarek z dwunastoma melodyjkami. Z koperty patrzył na nas dumny amerykański orzeł siedzący na napisie “stainless steel“.

Rodzice nie kłamcie dzieciom o jeżu. I Mikołaju. I bogach.

  1. kiedy opowiadał nam tę historię wczoraj, powiedział ‘nosorożec’, czym wprowadził nas w stan odrętwienia. Jak można dziecku odpowiedzieć, że Jednorożec to nosorożec? Na szczęście mówił przez niego alkohol
  2. edycja, bo Joan zwróciła uwagę na literówkę/niekonsekwencję. Wstawiam Jezusa, bo jego jemy, ale jest tym samym gościem co Jahwe z tego co pamiętam, więc teoretycznie sam się począł. I jeszcze jest gołębiem. Symbolicznie.

Marta obrączkuje Piotra

To było nieuniknione. Po przekroczeniu trzydziestki faceci rozwijają chęć posiadania pierwszego pierścionka, który można nosić bez skrępowania na ulicy. Wczoraj ofiarą tego niepokojącego trendu 1 padł Piotr Wojciech Szotkowski (znany także jako [Shot](http://shot.pl, który wziął sobie za żonę Martę Jackowską w kościele Św. Marcina.

showe-mini

Gambare, gambare Szotkowski-san!

Zdjęcie: Marta Malina Moraczewska. Kilka dodatkowych fotek dostępne w moim albumie.

  1. pierwszym z pięciu, którzy zakupią sobie biżuterię tego lata, jubilerka to dobra branża w czasach kryzysu

Na powierzchni: nerdy, giki i inni szachiści

Wpierw cię ignorują, potem z tobą walczą, na końcu wygrywasz. Później trafiasz w główny strumień popkultury.

Znany cytat wypowiedziany przez znaną osobę.

1980-1999

Kiedy zaczynałem z komputerami, było to hobby dla ludzi z brodami aspirujących do gęstszych bród oraz młodzików takich jak ja, czekających aż zapuszczą swoją. Jeżeli chodzi o publiczny odbiór, byliśmy gdzieś pomiędzy filatelistami a użytkownikami CB-radio. Nikt nie przejmował się tym, co robimy, my nie przejmowaliśmy się światem.

Nie było bariery wiekowej, nie było uprzedzeń religijnych i nie było kobiet. Dziś trochę tęsknię za starymi, dobrymi czasami. 1 Człowiek mógł poczuć się jak bohater bardzo taniej powieści sensacyjnej.

Wspinałem się po schodach w starej kamienicy, stukałem w drewniane drzwi. Po jakimś czasie otwierała mi Stara Kobieta (zbliżała się niebezpiecznie do trzydziestki) i spoglądała na mnie z mieszaniną niechęci i zmęczenia. Przepuszczała mnie do małego pokoju, gdzie na podłodze bawiła się dwójka dzieci, a w kącie przygarbiony siedział jej mąż, odkrywający wtedy tajniki asemblera 6502. Prasa branżowa na biurku, czasem nawet ksero przemyconego gdzieś z Niemiec miesięcznika o komputerach Commodore i rozmowy o fantastycznych niuansach programowania.

Patrząc z perspektywy czasu, mogę sobie wyobrazić, jak czuła się Stara Kobieta, która musiała znosić to, że jej mąż, ojciec dwójki dzieci – starsza dziewczyna była chyba cztery lata młodsza ode mnie – spędza wolny czas nad klawiszami w towarzystwie szczyla, który grywa w piłkę z chłopakami z parteru.

Dialogi z koleżankami w pracy musiały być dla niej bolesnym doświadczeniem. “Mój mąż kupił Poloneza”. “Podłączą nam telefon w przyszłym roku”. “Tak, a mój mąż siedzi z jakimś dzieciakiem i podskakują z radości, bo w lewym rogu ekranu wyskoczyło im ‘A’”. 2

Jej nieszczęście polegało na tym, że nie miała w słowniku dobrego słowa, które opisuje dokładnie to, kim był jej facet. Mogła powiedzieć “entuzjasta” albo “hobbista”, mogła użyć dużo pojemniejszego terminu “totalny pojeb”. Nie mówiło się wtedy do kogoś per geek. 3

Lata płynęły, komputery przeniosły się z banków i biurek “totalnych pojebów” do domów zwykłych ludzi. Nagle ten dziwny facet w okularach, z tłustymi włosami, ubrany we  flanelową koszulę w kratę stał się nieocenionym źródłem dyskietek z grami i pomocną dłonią w instalacji karty graficznej Virge 3D, który miał wyjątkowo kłopotliwe w instalacji sterowniki do Windows 3.11 for Workgroups.

Staliśmy się potrzebni. Jak facet, który przepycha twój kibel zapchany wyjątkowo udanym produktem jelita. Faceci przepychający kibel mieli jednak przewagę: w większości lepiej pachnieli.

Przewijamy o dziesięć lat do przodu.

Nasza powolna praca polegająca na podkopywaniu społeczeństwa opartego na wiedzy opłaciła się. Wszyscy mają komputer, telefon z własnym systemem operacyjnym, lodówkę z portem USB do aktualizacji oprogramowania.  Świat został zdany na naszą łaskę i niełaskę. Potworzyliśmy miejsca pracy, które są przykrywką do rozgrywania naszej małej gry. “Programista” i “administrator” to lepsze nazwy dla tego co robimy niż “młodszy Adolf Hitler aplikacji webowych” lub “Józef Stalin ds. systemów UNIX-owych”. Wywołują mniej komentarzy.

Z niewiedzy i strachu rodzi się kult. Młody narybek dostosował się do świata. Tak narodził się komputerowy diabeł 2.0, z zaokrąglonymi rogami.

geek2_0

Z piwnicy do świadomości

Konsumenci rozrywki popularnej poznawali nas powoli. W latach osiemdziesiątych stereotypowy nerd był zwykle pomocnikiem Przebojowych Młodzieńców w jednej z wielu nakręconych wtedy komedii, które rozgrywały się na terenach uniwersytetu.

Nie dało się już wyprowadzić dyrektora z równowagi psując zamki w drzwiach lub nosząc nieprzepisową fryzurę. Nową drogą do komicznego spełnienia byłą wyrzutnia kobiecej bielizny, a kto lepiej wie o trygonometrii, elektronice i tych wszystkich rzeczach, o których nie dowiesz się z dna butelki Bud Light niż uzbrojony w pisaki i okulary sklejone taśmą klejącą, noszący muchę mól książkowy?

angelina-jolie-hackersZza rogu zaatakował “Tron” i “Gry wojenne”, dające widowni przedsmak bohaterów uzbrojonych w klawiaturę. Zły programista uwalnia dinozaury w “Parku Jurajskim”, a ubrany na czarno profesor matematyki podrywa kobiety na teorię chaosu. Usta młodej Angeliny Jolie (i chyba reszta), muzyka The Prodigy i bohaterska walka dobrze ubranych i ekscentrycznych młodzieńców rozpala do czerwoności umysły przyszłych administratorów. Jak dziś pamiętam artykuł Bonzaja/Plastic, który w tekście zatytułowanym “Jebać” wymieniał rzeczy, które go niezmiernie irytują (“baby atakujące parasolem w tramwaju”) skąd pochodzi następujące zdanie:

Jebać tego gościa, co przed zajęciami pisze na tablicy “Hack the planet!”

Potem kosmici zginęli z ręki, czy raczej dyskietki gościa, co napisał wirusa na komputerze Apple i wgrał go do systemu statku-matki najeźdźców, a Neo razem z jego dziewczyną odzianą w lateks strzelał z karabinu maszynowego biegając po ścianach.

Świat wiedział, że nie ma z nami żartów. No, przynajmniej ta część świata, która wyrabia sobie światopogląd oglądając mały i duży ekran. Czyli większość.

Na tajnym spotkaniu zapadła decyzja, że trzeba trochę złagodzić obraz nerdów, bo mamy problemy z pozwoleniami na broń, kiedy w rubrykę zawód wpisujemy jedno z zajęć uchodzących za związane z technologią.

…i mały ekran

Ostatnie dwa lata to droga od sukcesu do sukcesu dla dwóch seriali telewizyjnych, których głównymi postaciami są właśnie typowi techniczni/naukowcy.

itcrowd

IT Crowd to produkcja anglików. Akcja dzieje się w typowej korporacji, zasiedlonej przez piękne kobiety z górnych pięter, które nie potrafią odróżnić tranzystora P-N-P od N-P-N oraz ekspresu do kawy od oprogramowania antywirusowego.

W piwnicach firmy czają się pracownicy działu IT. Ignorujący telefony od zrozpaczonych współpracowników, którym Spinacz zajumał żmudnie wklepywany raport. Randkujący od przypadku. I ich szefowa, przyjęta z łapanki paniusia, kompletna ignorantka w temacie rzeczy, którymi zajmuje się dział, którym zarządza. A przynajmniej powinna.

Trzy niestety dość krótkie sezony. Wizualna lektura dla każdego, kto kiedykolwiek musiał powiedzieć przez telefon “Próbował Pan wyłączyć i włączyć go ponownie?” w ramach obowiązków zawodowych.

tbbt

The Big Bang Theory kręcą Amerykanie. Tym razem komputery są tematem pobocznym, bo główni bohaterowie to fizycy-teoretycy. Zestaw typowych cech dziwaków, jakimi są trudność w nawiązywaniu kontaktu z ludźmi spoza swojego kręgu społecznego, obsesyjność, bluzganie żargonem technicznym i blond-sąsiadka miały dać świetny materiał na komedię. Niestety, Amerykanie mają napisane w konstytucji, że każdy film musi mieć wątek miłosny 4 i musimy znosić słabe podrywy, gdy moglibyśmy słuchać więcej monologów ulubionego bohatera wszystkich widzów: Sheldona.

Po dwóch sezonach serial zaczyna zjadać własny ogon i jeżeli reżyser się nie ogarnie to pozostanie mu dodanie z trzech rodzin i podpięcie się do nurtu “Mody na sukces”.

Jeżeli jesteś młodym człowiekiem i szukasz wyróżnika, który pozwoli Ci przyłączyć się do jakiejś grupy, której sztandarem będziesz mógł powiewać, to powinieneś się zastanowić, czy bycie nerdem się opłaca. Jesteśmy już opakowani, ometkowani i gotowi do spożycia przez kulturę masową. Bycie nerdem to ścieżka kariery jak bycie maklerem. Czerwone szelki czy prostokątne okulary z szkłami bez właściwości korekcyjnych, biała koszula czy koszulka ze sprytnym sloganem.

Na pomysł tego tekstu (który miał być tematem mojego podcastu, numer -2, ale ludzie współpracujący są kompletnie zajęci) wpadłem skacząc po blożkach. Zatrzymałem się na jakimś “szafowym”, gdzie modne kobiety przebierają się w ubrania zakupione na ciuchach lub w modnych sklepach i robią sobie fotki. Jedna z kolekcji nawiązywała do skeczu z TBBT, “Rock, paper, scissors, lizard, Spock”. Pomyślałem: nawiązanie do Spocka na blożku o modzie? Przeszliśmy tak daleko, że widzimy swoje plecy.

  1. Nie ma czegoś takiego jak stare, dobre czasy. To tylko nasza zjebana optyka.
  2. LDA, STA
  3. W państwach byłego bloku sowieckiego, bo na zgniłym Zachodzie tak. Ale tam biją Murzynów.
  4. patrz: Alien vs. Predator, Ulica Sezamkowa

Pudełko administratora: iotop, multitail

iotop

Jeżu, co tak muli?” — to jedno ze standardowych pytań zadawanych administratorom systemów. Standardową odpowiedzią jest oczywiście “u mnie działa, instalowałeś nowego service packa? Nie, to zainstaluj i wróć“.

Kiedy już pozbyliśmy się pytającego, który za chwile zniszczy sobie system fałszywym pakietem aktualizacji, który zbudowałeś właśnie na takie okazje, możemy w spokoju popatrzeć co wisi na plecach serwera i nie pozwala Ci ściągać filmów.

Na swoich serwerach używam do tego htop, mytop czy lsofw połączeniu z grepem. Dziś do pudełka administratora trafił iotop.

IOTop to prosty programik w Pythonie, który wyświetla listę procesów używających obecnie dysków. Ubuntu, OpenSuSE i Debian Stable posiadają odpowiednią paczkę, gotową do zainstalowania. Jeżeli chcemy zapisać log obciążenia dysków przez procesy, możemy użyć parametru -b, który powoduje wysyłanie informacji na STDIO.

iotop

Multitail

Każdy, kto miał przyjemność stawiania po raz pierwszy serwera pocztowego wie, jak przydatnym narzędziem jest tail w połączeniu z parametrem -f.  Czasem chce się zobaczyć pliki error.log, access.log lub mail.log i mail.err w tym samym czasie. Możemy odpalić dwa terminale lub zainstalować Multitail.

Multitail pozwala śledzić dowolną 1 ilość plików z logami i wyświetlać je podzielonym pionowo lub poziomo 2 widoku. Dostępny jest też widok łączony.

multitail-split

multitail-merge

Program w zupełności zasługuje na slogan wymyślony przez autora, czyli “tail na sterydach”. Po inne przykłady użycia odsyłam na odpowiednią stronę projektu.

  1. oczywiście, rozmiar dostępnej pamięci i rozmiar ekranu, na którym widzimy wyniki gra rolę
  2. jak :vnew i :new w Vimie

Niepewne kroki

Szedł niepewnym krokiem, co jakiś czas podpierając się ściany. Rzygać. Chce się rzygać. Poddając się sile ciążenia padł na kolana i ulżył sobie na buty przechodzącej obok kobiety. Piesi znajdujący się w okolicy popatrzyli z niesmakiem, kilku rzuciło za nim “Co za bydlę”, “Przeproś, gnoju”, a ktoś zebrał się, aby postawić pijanego do pionu kopniakiem.

Na zmianę biegnąc i czołgając się, dotarł bezpieczny do jednej z wielu uliczek i zasnął.

Na drugi dzień, już z obmytym ryjem i kawą w krwiobiegu, napisał artykuł o brutalności przechodniów i nawoływał do poprawy. A temu, co go kopnął, przekazał staropolskie “Pocałuj mnie w dupę”.

Tak upłynął wieczór i poranek w redakcji jednej z gazet.


Ostatnie Koszenie Jezusa Chrystusa

Nie chciałem wchodzić z nimi. Nie pamiętam jak ich poznałem i czemu poszliśmy do domu rodziców tej dziewczyny. W każdym szedłem w towarzystwie kilku osób. Dość młodych, ale nie dzieci. Postanowiliśmy. Nie, oni postanowili, że odwiedzimy rodziców jednej z dziewczyn. Doszliśmy do budynku, pobielonego tynkiem z frontu, do którego wchodziło się prawie jak do sklepu. Rodzice okazali się być bardzo rodzicowi. Uśmiechnięci, rozsadzający nas za kuchennym stołem, pytający czy czegoś chcemy i dający swojej córce małe, drobne rady. Te, które każdy ignoruje tym mocniej im częściej je słyszy.

Załóż czapkę zanim wyjdziesz znów na dwór, jest dość chłodno”

Pamiętaj, że w przyszłym tygodniu masz wizytę u dentysty.”

Przestań brać heroinę.”

Wyjmij łyżeczkę z herbaty. Wydłubiesz sobie kiedyś oko.”

Ludzie rozmawiali. Nie rozumiałem ani słowa. Wiedziałem, że gdzieś pomiędzy tym wszystkim ukryty jest klucz. To tak jak gdybym czytał krzyżówkę od lewa do prawa, rzędami. Litery nie składają się zdania. Ktoś wie, że to idzie pionowo, a to poziomo. Ja nie wiem, słyszę tylko litery bez klucza.

Stolica Kanady?”

Liczba morderstw popełniany w rodzinie?”

Kto zagrał rolę męską w szlagierowym filmie ‘Przeminęło z Wiatrem’?”

Przeciwnością kwasu jest?

E7, pionowo. Powiedziałem: “muszę wyjść do ubikacji”. Pomyśleć. Drzwi do kibla połączonego z łazienką były zamknięte. Zapukałem i po chwili usłyszałem szczęk odmykanego zamka. Jedna z osób — jak wynikało z mojej obserwacji gestów — chłopiec dziewczyny, w której domu gościliśmy. Opierał się rękoma o umywalkę i trzymał głowę w wodzie. Po chwili, pod wpływem mojego wzroku lub z braku tlenu, wyrwał ją z wody, parsknął w moją stronę i wyszedł. Wydawał się większy.

Czas rzucił się do przodu jak wściekły pies, który odkrył, że łańcuch został zerwany. Gdy myśli wróciły do mnie za oknem było ciemno. Szedłem korytarzem, a będąc tu przecież pierwszy raz, sprawdzałem wszystkie drzwi celem odnalezienia kuchni i ludzi. Trafiłem do sypialni. Tu, na podłodze, córka swoich rodziców gwałciła lub kochała się z koleżanką, która odwiedzała dom razem z nami. Nie mogę stwierdzić z całą pewnością, bo biorczyni seksu oralnego wydawała się być nieobecna w ciele. Obok strzykawka ze śladami krwi. Ktoś nie potrafił jej dobrze użyć. W zasięgu wzroku leżała jeszcze brzytwa. Też trochę rdzawo brudna.

Przeniosłem wzrok na łóżko i znalazłem przyczynę dla której akt seksualny odbywał się na podłodze. Nie było pościelone, a do tego przeszkadzała matka. Wpatrzona szklistym wzrokiem w sufit, z palcami sklejonymi krwią, przyciśniętymi do gardła. Pośrednia użytkowniczka brzytwy.

W tej sytuacji nie pozostało nic innego jak odnalezienie kuchni, dopicie kompotu i opuszczenie lokalu.

Korytarz, którym tu weszliśmy, był ciemny i wąski. Cichy i pusty. Cichy i pusty jeszcze osiem sekund. Zostałem odepchnięty na ścianę przez biegnącą postać. Amatorkę płci własnej gonił wcześniejszy pływak w ceramice. Z siekierą. Pomyślałem do siebie, klasyka. Należy doceniać konserwatywne podejście do mordu. Chwycona za włosy wyrwała się pozostawiając w ręku kawałek własnego skalpu. Oklepałem kieszenie spodni w poszukiwaniu papierosów.

Korytarz zapełnił się głosami i ludźmi. Człowiek z siekierą w korytarzu może się bronić póki starczy mu sił. Pierwszą ofiarą, choć właściwie uszło mu płazem, gdy się zastanowić był Ojciec dziewczyny. Ludzie nadbiegali i umierali a ja rozwinąłem chęć zostania komentatorem sportowym. Gdy jeden z przyjaciół dziewczyny dostał idealnie wymierzony cios ostrzem siekiery w kręgosłup użyłem głosu, którego mógłby użyć narrator programu “Śmieszne przypadki w sporcie”

No, proszę Państwa. Wygląda na to, że obrońca nie spodziewał się takiej ostrej interwencji, ha ha. Wygląda na to, że będzie musiał zrezygnować z imprezy tanecznej. A co Ty myślisz, Emil?” — oddałem sam sobie głos w drugim mikrofonie — “Ha ha, nie sposób się nie zgodzić. Ale sama akcja warta uwagi, co udowadniają powtórki. Poza tym myślę, że rehabilitacja potrwa trochę dłużej. Kręgosłupy nie odrastają, jak pokazują statystyki. Ha ha”

Odgłos dobijania się do drzwi. Odgłos wyłamywanych drzwi.

W bronieniu się plecam-do-ściany trzeba pamiętać żeby ściana nie była drzwiami. Ktoś uniósł młotek i uderzył w kierunku posiadacza siekiery.

Pięęęękne uderzenie” — krzyknął komentator w mojej głowie — “Proszę zobaczyć, opiera się na trzonku od siekiery. Nie będzie grał dalej. Zmiennik jednym uderzeniem oderwał mu żuchwę. Ha ha. Jedyny człowiek, który może polizać się po szyi!”

Nagłe wszystkie ciała wstały. Jak plan taniego horroru. Zmasakrowane. Posiadacz młotka powiedział: “Oni są już zbawieni”. Zgodziłem się i poszedłem ulicą do domu.

ciąg dalszy nastąpi


Bój to nasz ostatni

Czy z armią blogerów, agregatorów i zwykłych cwaniaków da się wygrać? To będzie ciężkie starcie, ale wydawcy już się jednoczą i rekrutują własne wojsko.

Gazeta Wyborcza “Gazety idą na wojnę

Miałem się nie włączać w dyskusję o upadku gazet na rzecz nowych mediów. Kotek też “miał”.

Militarystyczna terminologia (“rekrutują wojsko”, “wielka wojna”) używana w artykule nie brzmi jak wyraz pewności siebie. Brzmi bardziej jak facet stojący na drugiej stronie ulicy, który krzyczy w naszą stronę “Wyjebać Ci? Wyjebać? No?”, a gdy machamy ręką na jego zaczepki i odchodzimy, woła za nami “No, dobrze! Bo bym Ci wyjebał!”

Silniejsi nie muszą się puszyć i napinać mięśni. Po prostu biją w twarz.

Mądrzejsi rozmawiają. Skoro przewagą gazet są ludzie mądrzejsi i jako medium są dużo silniejsi (czemu na chwilę obecną nikt normalny nie zaprzeczy) to czemu wymachują mi szablą przed oczyma.

I gdzie jest ta “armia blogerów”? Jak rozumiem, armia jest zorganizowana, ma jakiś wspólny cel, dowództwo, gradację stopni i przywilejów. Przeciętny bloger to jednostka wybitnie samotna, dowodzeniem nim zajmuje się najczęściej rodzina (bloger młody) lub partner życiowy (bloger starszy).

Rozumiem też, że jest to zabieg erystyczny mający na celu zebranie  iluś tam tysięcy ludzi, pod jednym sztandarem, bo z wrogiem nazwanym łatwiej walczyć. Rozumiem też, że można jednym tchem wymienić ludzi piszących o swoich kotach razem z “agregatorami i innymi cwaniakami” i być w porządku.

Dalej w artykule stoi, że duzi rozmawiają. Ze sobą. Duży może więcej. Portale chcą płacić autorom zajumanych z gazet tekstów. Doniosła chwila. Może nadejdzie taki dzień, gdy portale uznają, że wartością dodaną są też użytkownicy piszący komentarze? Bo jeżeli informacja o tym, że Paris Hilton pokazała kanał rodny warta jest miedziaka, to dwa miedziaki warty jest komentarz o tym, jak Paris Hilton skończyła się na “…and Justice For All”.

Nadejdzie też czas, gdy nie będziemy musieli czytać artykułów z enigmatycznym źródłem “Internet”. Lub przeredagowanych blogowych notek zaczynających się “Jak podaje anonimowe źródło”.

Bo zgadzam się z tezą Piotra Waglowskiego, że wszyscy jesteśmy autorami. Beznadziejnymi, w większości. Prawo nie powinno jednak być tylko dla “białych ludzi, mężczyzn, szlachetnego rodu, posiadaczy ziemskich, o nieposzlakowanej opinii. Katolików”. Skoro szlachta nie daje przykładu, to jak od gminu wymagać, żeby sobie nie skopiował fotki na swój plotkarski blożek?

Jak wiadomo, prowadzenie bloga czyni ze mnie eksperta we wszystkim: od życia seksualnego muszek owocówek, przez systemy UNIX-owe po dziennikarstwo. Postanowiłem więc dać wydawcom gazet i redakcjom portali darmową radę.

Pierwsza jest darmowa, następne sprzedawane w pakietach po 30.

Jeżeli chcecie żebym Was czytał i dawał Wam moje ciężko zarobione pieniądze to musicie — to bardzo ważne — przestać pisać żenujące i słabe teksty. To jest wasza praca, do cholery. Przestańcie się mazgaić, wytrzyjcie nosy i nie pokazujcie na “układ” agregatorów i “armię” blogerów czyhających na wasze dobro.

Wiara w to, że rygorystyczne rozwiązania prawne pomogą wam zachować obecną pozycję jest równa wierze, że wystarczy wydać ogólny przepis o zakazie przechodzenia na czerwonym, aby ten proceder ustał.

Współczesny świat to cholernie dynamiczne miejsce. Programiści w BASIC-u nie płaczą, że nikt nie chce kupić ich arkusza kalkulacyjnego napisanego w Microsoft Basic v2 1, ustalono ponad wszelką wątpliwość, że kolej żelazna nie powoduje wyjałowienia u krów dojnych, kaseta magnetofonowa nie zabiła muzyki.

Ludzie zarzucają wytwórniom fonograficznym i redakcjom, że nie rozumieją współczesnego odbiorcy i chcą tego odbiorcę przekonać, że potrzebuje tego, co oni oferują.

Mała demonstracja. Joel Watson jest autorem komiksu Hijinks Ensue oraz podcastu pod tym samym tytułem. Jego celem jest utrzymanie siebie i swojej rodziny dzięki rysowaniu i gadaniu do mikrofonu. Każdy, kto przeleje dowolną kwotę na konto Joela, otrzyma miesięczny dostęp do podstrony, na której ukazują się szkice komiksów oraz krótki dodatek do podcastu, dużo luźniejszy w formie.

Mnie, jako wielkiemu fanowi ich cotygodniowej audycji zależy na tym, żeby jego misja zakończyła się sukcesem. Gdy tylko sobie przypomnę, podsyłam kilka dolarów. Ziarnko do ziarnka. Czyli wbrew powszechnej opinii o złych użytkownikach Internetu, co z piwkiem w jednej, a penisem w drugiej ręce ściągają wszystko za darmo, płacę za rzeczy, które na serio mi się podobają. Szok, prawda?

obrazek-1

Wczoraj zauważyłem, że da się bez problemu obejść zabezpieczenie płatnej części strony Joela, napisałem mu więc e-maila i zaoferowałem pomoc w zatkaniu dziury.

A teraz zobaczycie różnicę między autorem, który kuma, a autorami, którzy nie kumają.

I know about that. The idea is, if you are going to steal the vault files, you probably aren’t going to donate any way. No reason to police douchebaggery.

Joel Watson via Twitter.

Zanim zakrzykniecie, że traci tylko pięć centów, no, może dolara, zastanówcie się, jaki procent jego budżetu stanowi dolar.

Więc nie paradujcie mi tu z prawnikami, nie róbcie sobie rautów, na których będziecie się poklepywać po plecach i płakać nad jakimś dupkiem, co buduje sobie bazę SEO na waszych artykułach o świńskiej grypie.

Piszcie ciekawe artykuły, kręćcie dobre filmy, grajcie fantastyczną muzykę i patrzcie, jak moje pieniądze płyną wprost do waszych kuferków. Na dziś nie macie mnie i mi podobnym osobom wiele do zaoferowania.

  1. jeżeli ktoś chce pałać niechęcią do MS to powinien właśnie za ten “produkt”

Ubunchu: No to widziałem już wszystko

e38186e381b6e38293e381a1e38285efbc810001

Puściłbym na Cynika w normalnych okolicznościach, ale manga o uczniach poznających arkana administracji systemami *NIX-owymi przy użyciu Ubuntu?

Ubunchu. Po angielsku. Z lewa w prawą. Z prawa w lewą.

Jeszcze nie wiem co o tym myśleć. Podziw i przerażenie zmieszały się i wlały mi do oka, co spowodowało roższerzenie źrenic.

Drukarka już drukuje.


Na serio o prima aprilis

Planowałem zrobić jakiś dowcip z okazji prima aprilis. Myślałem, myślałem i niczego dość dobrego nie wymyśliłem. Skoro nie mogę podejść do tego poważnie, czyli niepoważnie, podejdę niepoważnie, czyli na serio.

Podczas wymyślania najlepszego żartu na świecie (ale czy coś pobije zeszłoroczny “zakup Maka” i Jarka wbiegającego do biura żeby go zobaczyć?) zastanowiłem się: “Skąd w ogóle wziął się ten zwyczaj?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: nikt tak na serio nie wie. Natomiast wiele osób ma własne teorie. Ze wszystkich (a było ich spokojnie ponad piętnaście) które przeczytałem dwa motywy kreacji powtarzają się najczęściej.

Kalendarzowe szaleństwa dawnych wieków

Dziś przesuwanie wskazówki o godzinę w jedną lub drugą stronę wywołuje nieprzychylne komentarze. Gdybyś żył w czternastym wieku, to oprócz możliwości pracy do końca życia u Pana za tyle kopniaków ile możesz znieść, szczurów i L4 w postaci Czarnej Śmierci, miałbyś przyjemność oglądać jak papież Grzegorz XIII przenosi Nowy Rok na pierwszego stycznia. Wcześniej obchodzono go właśnie w kwietniu.

Poczta dostarczała kiedyś listy trochę szybciej niż dzisiejszy monopolista, dzięki czemu wiadomość o tym fakcie szła z jednego końca chrześcijańskiego świata na drugi kilka lat, by ostatecznie być zwrócona do nadawcy przez Renesans.

Świat podzielił się jak zwykle na liberałów (“Co dobrego przyszło nam z Nowego Roku w kwietniu? Uwielbiam odmrażać sobie tyłek pijąc szampana! Dawać styczniowe obchody!“) oraz konserwatystów (“Mój dziadek obchodził Nowy Rok w kwietniu, mój ojciec obchodził w kwietniu. Też będę obchodził w kwietniu!“).

Ponieważ liberałowie kontrolowali media (zawsze!) udało się przedstawić szerszej publice obraz zakutego łba-konserwatysty, słuchacza Barda Maryjana, zwolennika wypraw krzyżowych. Papierkiem lakmusowym testu na głupca była próba przekonania testowanego obiektu, że Nowy Rok jest w kwietniu. Gdy obiekt się zgadzał, śmiechom nie było końca.

Śmy go zrobili w wała. Nowy rok jest w styczniu! Hahaha!

Imprezy

Jeśli teoria kalendarza nie wydaje Ci się dość dobra, możesz zawsze zapisać się do szkoły historyków i antropologów kultury, którzy szukają korzeni dnia robienia z ludzi tata-wariata w naśladowaniu starych imprez. Ogólna teoria idzie tak: “Trzeba zauważyć, że w okolicach kwietnia, w tej czy tamtej kulturze, odbywały się święta na których funkcjonowała postać Głupca, Króla Głupców czy też innego Parlamentarzysty. Wyciągamy stąd wniosek, że współczesne igraszki to właśnie naśladowanie tamtych rytuałów”.

Brzmi zgrabnie.

Mój problem z tą teorią polega na tym, że praktycznie w ciemno mógłbym wybrać datę i znalazłbym jakąś imprezę organizowaną przez praszczurów. Nie przeczytałem wielu książek antropologicznych, ale ogólnie wyniosłem wrażenie, że oni tam trzeźwieli nad butelką wina, a dobra impreza tłumaczyła się jako “nie mogę chodzić”, najlepszym terminem na jej odbycie był zaś “dzień”, ewentualnie “noc”.

Rzymianie mieli Hilaria 25 marca. Na początku marca Hindusi mają Holi, Żydzi Purim. Średniowiecze dało nam znów Festiwal Głupców (Festus Fatuorum), zabawę w parodiowanie szanowanych funkcjonariuszy kościelnych i państwowych. Całością Festiwalu rządził Pan Nieładu, co po raz kolejny pokazuje jak sprawni byli nasi przodkowie. Dziś trzeba zatrudniać setki Panów Nieładu, a ich impreza trwa cztery lata.

Słoneczko

Jest też mało popularna teoria, która w moim odczuciu jest właśnie podstawą tego święta. Bo są fakty, daty i manuskrypty. Są literaci dyskutujący, czy wiersz  z XII wieku mówi o kwietniowym święcie głupców, czy też może interpretowanie linii “dwadzieścia i dziewięć dni, a dwa później marca” 1 to może lekka przesada.

Jest też słońce, które wreszcie zaczyna trochę pracować nad Europą, i dłuższe dni. Człowiek się trochę rozluźnia, otrzepuje spodnie z błota i idzie zobaczyć, czy można się z czegoś pośmiać.

Moja teoria jest taka: mylimy skutek z przyczyną. Ludzie nie dlatego żartują na wiosnę, bo osiemset lat temu ktoś coś zrobił. Ludzie żartują na wiosnę, bo to bardzo dobra pora na żarty.

  1. nie zrobiłem zakładki z tego wiersza więc kłamię absolutnie tutaj. Ogólnie próbowano ustalić, kiedy pierwszy raz pojawił się w tekście prima aprilis jako osobne święto. Czym starszy tekst, tym bardziej naciągana interpretacja

Earth hour: the time earth stood stupid

Kliknąłeś brzuszek Pajacyka, wywiesiłeś baner przeciwko okupacji Tybetu i opiekujesz się parkiem wirtualnych drzew. Jesteś, trzeba to przyznać szczerze, współczesnym bohaterem.

Kościół Rzymski, nawet krytyk tej instytucji musi to przyznać, ma łeb do interesów. Handel odkupieniem był świetnym pomysłem. Świat nosi na sobie wielu zajętych ludzi, którzy zawodowo zajmowali się urywaniem głów, ćwiartowaniem i innymi usługami świadczonymi przez wojsko. Drobny abonament na usługę “wybaczam Ci” rozwiązywał męczące kwestie moralne.

Wiesz, że jesteś konsumentem. Czujesz, że w wyniku takiego trybu życia jesteś zły. Potrzebujesz odkupienia.  Dostajesz więc akcję, ładnie opakowaną w stronę internetową, z logiem żebyś mógł wszystkim pokazać jak świadomy swoich zbrodni jesteś, prawdopodobnie przemówi też Bono z U2 i powie żebyście się wszyscy kochali bez względu na religię i kupowali jego nowy album, którzy brzmi jak pierwszy album, który był też najgorszym albumem.

Nadejdzie jutro, ustawisz status na GG “Wyłącz światło!! :-)” i przejdziesz do działania. Wszystko zostanie wyłączone. No dobrze, nie wszystko. Pralki nie, kabel ciężko sięgnąć. Lodówki też nie,  masz trochę resztek z KFC. Zgasisz światło, uśpisz laptopa i będziesz czekał aż minie ta cholerna godzina. Z okna porobisz zdjęcia wygasającej dzielnicy. Znajdą się z pewnością na Twoim blogu, obok loga akcji.

Gratuluję! Wziąłeś udział w kolejnej akcji poklepywania się po plecach. Z 8760 godzin w roku udało Ci się przetrzymać prawie jedną bez swoich zabawek. Użyte przy tym świeczki wyprodukowały więcej CO~2~ niż udało Ci się “zaoszczędzić”. Kupę, którą zrobiłeś z nudów, spłukałeś wiaderkiem czystej wody. Nie szkodzi. Kupisz wirtualną szklankę dla Murzyniątek na nawodnij-słodkie-murzyniątko.org. Nie zapomnij zostawić włączonego komputera. Z torrenta leci przecież film o roli prosumentów we współczesnym społeczeństwie. Leci od 18 dni, bo słaby transfer, ale to Ci nie szkodzi, bo przecież komputera nie wyłączasz. Masz duży uptime i możesz się pochwalić przy okazji spotkania z innymi młodymi i zaangażowanymi ludźmi.

Na koniec chciałbym zaproponować własną akcję, która — mam nadzieję! — zainteresuje wszystkich bawiących się jutro wyłącznikami. Zrobiłem Wam logo. Liczę, że się przyłączycie!

ratunku


Ładny macie lokal. Prawdziwą tragedią byłoby, […]”

Mam kilka ulubionych knajp. Ta, o której będę opowiadał, serwuje dania śródziemnomorskie, ma przedziały dla palących i niepalących, można zapić wspaniałe falafel piwem lub w opcji “jeszcze idę na spotkanie”, zieloną herbatą. Niedawno odkryłem, że w lokalu jest dostępna także sieć bezprzewodowa.

Knajpa znajduje się na ulicy Piotrkowskiej, vis-a-vis “restauracji” McDonald’s.

Wyciągam więc moje urządzenie z dostępem do Internetu i skanuję dostępne sieci bezprzewodowe i na liście pojawia się “Plujemy do Big Maców”. Pomyślałem sobie chwilę i wyszło mi, że to wspaniała zagrywka. Każdy, kto w McD wyciągnie laptopa, iPhone czy inny telefon z WiFi, zostanie podłączony do sieci “Plujemy do Big Maców”. Nie wiem ile osób będzie potrafiło stwierdzić, że sygnał dochodzi z drugiej strony ulicy, ale zakładam, że niewiele.

Stołowałbyś się w lokalu, w którym kucharze plują do paszy i się tym chwalą lub żartują na ten temat? Wychodzisz więc trzaskając drzwiami. Nadal jesteś głodny. Zauważasz knajpę po drugiej stronie ulicy. Ciągle podłączony do “sieci z McD” możesz jeść jedzenie bez płynów ustrojowych pracowników!

Metoda odwiedzania konkurencji z kijem w celu negocjacji biznesowych jest już przestarzała. Dziś walka o teren zaczyna się powietrzu.


Muzeum Kinematografii w Łodzi: “60 lat animacji”

Obywatelko, Obywatelu!

  • Masz od 25 do 40 lat,
  • mieszkasz w Łodzi lub będziesz ją niedługo odwiedzał,
  • stać Cię na wydanie 5 PLN (15 PLN jeśli posiadasz aparat fotograficzny w stanie erekcji),
  • wyraz “muzeum” nie powoduje, że uciekasz w dowolnym kierunku.

Już dziś możesz odwiedzić ekspozycję “60 lat animacji” w łódzkim Muzeum Kinematografii. Za szybami, na obrazach i na celuloidowych kliszach czekają na ciebie postacie z bajek wyświetlanych przed DTV oraz tych dostępnych na “wielkim ekranie” dzielnicowego Domu Kultury.

Poza lokalnymi produkcjami można zobaczyć, jak wyglądają obecnie prace naszych sąsiadów Czechów. Naszym absolutnym faworytem został film “Pani G.” wyreżyserowany przez Michala Zabke, który można było zobaczyć na festiwalu ReAnimacja.

img_7630

img_7638

img_7629

Tych postaci chyba w większości nie trzeba Państwu przedstawiać.

img_7643

img_7644

Przekrój. Pismo prawdziwego Borsuka.”

img_7646

img_7648

Tata Koralgola był prawdziwym trendsetterem. Homoseksualista z Samoobrony — to nawet dziś ciężko sobie wyobrazić”

img_7649

Prawdziwego bandytę rozpoznaje się po: opasce na oczy, worku, zaroście”

img_7659

Chciałbym zobaczyć reakcję zagranicznej widowni na “nasze” bajki.

img_7661

Koleżanka Pingwinka Pik-Poka pali zioło przed wejściem na plan. To spojrzenie poznam wszędzie.”

img_7664

img_7665

Nie wiem z jakiej to bajki, ale autor jest szaleńcem. Albo geniuszem. Albo obie odpowiedzi są poprawne.

Tu i tam stoją, leżą, a czasem nawet działają rozmaite maszyny związane z sztuką filmową. Gdy Eri koncentrowała się na sposobach zwędzenia lalek z gablot, których okolice patrolowali czujni jak węże na meskalinie pracownicy muzeum, ja i Staszek podziwialiśmy tajemnicze i nęcące skrzynki ze zwisającymi kablami, pokrętłami i guzikami opisanymi “Aus”, “Ein”, “Schwarz” czy też “Weiss”.

img_7628

img_7635

img_7639

img_7667

Pozostaje mi tylko jeszcze raz zaprosić do Muzeum i życzyć miłego zwiedzania.

Wszystkie fotografie wykonał Stanisław Osiński, dziękuję za udostępnienie ich do notki.


AJ-I(E*6)

Scott Adams w jednej ze swoich książek o świecie zagródkowo-technologicznym opisuje postać Primadonny Techniki. Złośliwego egomaniaka, który żyje tylko po to byś mógł czuć się każdego dnia jak w piekle i marzyć o startupie, który polega na hodowli kóz, gdzieś w niedostępnych rejonach Szkocji, gdzie gorzelnia jest największym przedsięwzięciem technologicznym. Jedną z kluczowych cech takiego technologicznego świra jest uwielbienie starej technologii. Nowe rzeczy posiadają dwa stany: są nieprzetestowaną technologią lub czymś, co zostało wyssane z brudnego palucha marketoida. (Web 2.0, Cloud Computing)

Primadonna Technologii ma tu bezsprzeczną rację. Mówię to jako taka właśnie osoba, wiem więc lepiej niż wy!

Ludzie próbują czasem naśladować tych, których podziwiają i których się boją. Można przetestować tę teorię udając się do dowolnego pubu z karaoke i posłuchać fantastycznego wykonania “Baranka” na trzy głosy i ósme piwo.

Nie ma w tym nic groźnego. Końcowym produktem może być kompromitujące wideo na YouTube lub poranny kac i śniadanie z kuzynką, która normalnie z Tobą nie mieszka.

Naśladowanie zawodowców może się skończyć tragicznie. Nie chcę widzieć programu “Jak oni operują” ani reality-show o przypadkowej gromadzie ludzi budujących bombę atomową. Zwykły użytkowniki nie powinien też naśladować świrów od IT. My wybieramy starą technologię opierając się na ważnych przesłankach (“Tego się nauczyliśmy, tego się będziemy trzymać”), inni ludzie są po prostu nieświadomi i leniwi. Wielu jest szpetnych i ma zwyczaj zostawiania noża ubrudzonego majonezem na Twoim biurku. 1

IE6. Ludzie ludziom zgotowali ten los”

Zwykły użytkownik pozostaje wierny rzeczom, które mu zainstalował producent. Na pulpicie ma “Ściągnij 50 utworów MP3 za darmo!.lnk”, a tacce systemowej przeterminowaną wersję Norton Antyvirusa, który z radością pożera 60% czasu procesora. Sieć przeglądają niebieskim e. Windowsa zainstalował im syn sąsiada, który jest licencjonowanym dostawcą The Pirate Bay. Aktualizacje są wyłączone.

Od dawna nie wspieramy IE6. Nie wspieramy też Atari XL, nie produkujemy raportów dla telegrafów podłączonych do USB, instrukcji nie kaligrafujemy na skórach zwierząt, które wcześniej były naszą kolacją. Lubimy starą technologię, która działa.

Piotr Potera projektuje dla mnie większość międzymordzi i zwykle znika pomiędzy projektem a wdrożeniem na jakiś tydzień. Pije i klnie. Czasem pali. Inni spece od UI znają to jako syndrom “Pod IE pasek uciekł, bo [lista wyjaśnień, która mnie nie interesuje]”.

ie6

Podczas ostatniego alkoholowego korka wyprodukował Ostateczną Odpowiedź, stronę IE6.pl, która nawraca, upomina i ruga. Prócz standardowego tekstu o tym, że używanie IE6 jest subskrybcja “Bravo” (nakrją Cię znajomi to trochę wstyd Ci będzie) dostępny jest też skrypt doprowadzający zwykłych ludzi do szaleństwa.

Chcesz spędzić piątek na czymś, co wygląda jak praca i nie jest pracą? Powrzucaj przygotowaną napominajkę do swojego kodu. W podziedziałek helldesk będzie miał kilka ciekawych rozmów, które z pewnością przedyskutujecie sącząc kawę i naśmiewając się z głupich użytkowników.

  1. nie, nie o Tobie mówię

Czytelność” i biurowa bezczelność

Coraz trudniej przeczytać tekst zamieszczony w sieci. Prócz migających i śpiewających nam głosem Bogusława Lindy reklam ([AdBlockPlus](https://addons.mozilla.org/pl/firefox/addon/1865, mamy całe zastępy projektantów-amatorów, którzy uwielbiają dać czcionkę o rozmiarze siedmiu punktów jako tę, która będzie reprezentowała treść. Dodatkowo! Nic tak nie podkreśla  lekkości “dizajnu” jak nadanie jej koloru porannej szarej mgiełki, która unosi się nad białą jak obudowa plastikowego laptopa znanej firmy kartą strony.

My, nerdy, poradzimy sobie. Możemy sobie używać Opery i własnego zestawu CSS, można użyć jakichś gotowców z userstyles (dla Firefoksa [Stylish](https://addons.mozilla.org/en-US/firefox/addon/2108. Pięknie treść renderuje ELinks.

pudelek

Coraz trudniej czyta się tekst zamieszczony w sieci. W biurze. W godzinach pracy. Bardziej złośliwi szefowie potrafią poznać design strony zjadającej czas pracowników z bardzo dużej odległości. Jedne krzyczą różem, inne straszą błękitem. Pani Jadzia pracująca w sekretariacie nie może używać przecież ELinksa. Administrator jej konta shellowego jest pałą i odinstalował wszystkie przeglądarki tekstowe. Przekonywanie księgowych do zaprzestania używania firmowych serwerów jako zbiornika na kilkusekundowe, promocyjne klipy porno spełzło na niczym, stąd ten nerwowy ruch użytkownika root. 1

Jestem w kropce” — powiedziała Pani Jadzia, obecnie będąca w kropce.

Wczoraj znalazłem w RSS-ach i rozesłałem e-mailem link do strony projektu Readability, który zdaje się rozwiązywać oba problemy. Ten cięższy, związany ze zbijaniem bąków przez nietechnicznych pracowników, i ten mniejszy, tyczący się poprawy czytelności stron WWW.

Autorzy przygotowali wideo, które wyjaśni Wam ideę.

No, skoro już wszystko wiecie, możecie się rozejść do… pracy.

PS. Bardziej kumatym Jadziom można osadzić też Pudelkowy RSS przygotowany przez Wiktora.

  1. Trochę na faktach. W poprzedniej pracy administrator napominał pewnego Pana, że ssanie porno na konto to nie jest taki dobry pomysł. Użytkownik nie należał do tych, którzy potrafią przewidywać i kontynuował proceder. Aż admin odebrał mu prawa zapisu do kolekcji. Z 50 MiB dostępnego miejsca zostały mu kilobajty. Przestała dochodzić mu poczta. Co jakiś czas sprawdzaliśmy, czy próbuje skasować. Próbował. Ostatecznie do biura przyszedł e-mail proszący o usunięcie plików młoda-robi-laskę.avi, babcie-na-kucach.mpg i inne. Don’t fuck with IT.

Teoria ewolucji: powieki

Leżeli na wpół pijani, na wpół zmęczeni, na wpół odurzeni narkotykami. Półtora nieszczęścia. Migotliwe chwile szczęścia przerywa napomnienie:

Światło, niech ktoś zgasi światło.”

Cisza. Cisza. Autobus nocny ze zmienioną trasą. Cisza.

Zgaś światło, masz najbliżej.”

Bezruch. Bezruch.

Sześć par oczu obserwuje żarówki wiszące pod sufitem. Ktoś próbuje je bezskutecznie zdmuchnąć. Za daleko od sufitu do podłogi.

Błagam, no niech się ktoś ruszy.”

Cisza. Bezruch.

Eeee, idzie się przyzwyczaić.”