Béton brut

Jedziemy na wycieczkę, bierzemy Androida w teczkę

2011-05-10

Uważaj na to, czego sobie życzysz

Chłopiec o imieniu Emil nie cierpiał wakacyjnych wyjazdów; wakacyjny wyjazd oznaczał separację od swojego ukochanego Commodore 64. Siedząc pod krzakiem jałowca konsumował wszystkie gazety komputerowe, które pozwolono mu zabrać. Ach – Atari Portfolio 1, ach – Commodore SX64, ach – przenośny komputer. Żeby mógł siedzieć nad brzegiem, patrzeć jak wujek łowi ryby (lub „łowi ryby” z Ojcem w cieniu lasu) i naciskać klawisze czy zagrać w grę!

Życie rozwiązało jego – czy raczej moje – problemy: od lat nie mam wakacji.

Jak co roku idzie lato i wmawiam sobie, że „w tym roku wyjadę”, a nawet więcej: że „w tym roku wyjadę i nie będę miał laptopa”. Może nie na długo, parę razy po kilka dni przez letnie miesiące, gdzieś niedaleko? Problem w tym, że będąc bardzo ważną osobą totalnym frajerem nie mogę zostawić całego tego majdanu samopas. Na szczęście nastała era „Internetu wszędzie” i mądrych telefonów, które są głupsze niż komputery, ale – parafrazując powiedzenie o aparatach fotograficznych – „najlepszy komputer to ten, który masz ze sobą”.

Pomyślałem, że ułożę listę aplikacji, które zabieram na potencjalne „wakacje bez komputera” i zanim ktoś zapyta: tak, to jest metoda na zaklinanie rzeczywistości: „Skoro mam już tu wszystko gotowe, to wystarczy po prostu pojechać!”

Ziemia zero: SSH

Nie ma dla mnie życia bez klienta OpenSSH. Po prostu. Nie wierzę w raporty, guziczki dostępne przez web, automatycznie wysyłane e-maile. Dzień zaczynam od obchodu. Zakładam garnitur, wkładam monokl, zapalam cygaro i robiąc stereotypowego dziewiętnastowiecznego biznesmena odwiedzam swoje włości, sprawdzając czy wszystko jest dobrze. Czasem skarcę, czasem rzucę dobre słowo, bo jestem tyranem o złotym sercu.

ConnectBot jest w tej chwili najlepszym klientem OpenSSH na Androidzie. Obsługuje autoryzację kluczami, tunelowanie, ma listę używanych hostów, potrafi utrzymywać połączenia do kilku maszyn na raz. Idealnie sprawuje się z telefonami, które posiadają fizyczną klawiaturę. Nawet jeżeli zmieniłem zdanie co do bezużyteczności klawiatury dotykowej, to nie zmienię zdania w temacie używania SSH. Zasłanianie sobie obszaru terminala klawiaturą może mieć sens na tablecie, ale nie na telefonie.

Ludzie specyfikacje piszą

Ktoś napisał nam bardzo rygorystyczne prawo. Pytałem się prawników, czy można zabić ludzi wysyłających „dokumenty Worda” i „zdjęcia w Excelu”; ku mojemu zdumieniu – nie można.

Nawet na wakacjach przyjdzie mi poprawić literówki lub dopisać akapit do jakiegoś dokumentu. Ponieważ nie znam się na „pakietach biurowych”, a doceniam możliwość równoczesnej edycji, do wszystkich prac z tekstem używam Google Docs. Jeszcze tydzień temu jedyną opcją na pracę z dokumentami pochowanymi po serwerach Google była mobilna wersja strony typu „darowanemu koniowi”; na szczęście pojawiła się natywna aplikacja. W tej chwili uznałbym ją za mocno surową (edycja dokumentów nadal odpala okienko z WebKitem, nie ma opcji edycji offline), ale jest to już jakiś krok(czek) w dobrym kierunku.

Dropbox

Dropbox. Nie trzeba chyba wiele wyjaśniać? Współdzielone katalogi. Szybki podgląd nadesłanych projektów. Katalog Public.

Łapacz pomysłów

Muszę przyznać, że próbuję się przekonać do takich aplikacji od roku, niestety technologia nadal przegrywa z kartką papieru. Piszę oczywiście o programach typu Evernote czy SpringPad, służących do rejestracji pomysłów. Można o nich myśleć jak o takich zeszytach do których wklejało się wycinki gazet, komiksów i innych dupereli 2 – z tą różnicą, że dochodzi tu element multimedialny, bo telefon może zrobić jeszcze zdjęcie, nagrać wideo, oznaczyć geolokalizację przy pomocy GPS-a i nagrać ten wiersz, co go ułożyłeś po pijaku w drodze do kajuty.

Myślę, że ktoś z silniejszą inklinacją do działań artystycznych znajdzie większą radość w takich aplikacjach niż ja, moje pomysły składają się w większości ze słów (nadal piszę szybciej na kartce niż na smartfonie) i rysunków („nie da się”). Można robić zdjęcia kartce notatnika, ale to już trochę za dużo warstw.

DELETE FROM worries

Mając dostęp do SSH mogę oczywiście użyć linii poleceń i odpalić sobie psql lub mysql, napisać zapytanie, jest to jednak kłopotliwe jeżeli chcę tylko rzucić okiem na dane lub przeczyścić np. tablicę z sesją, bo zrobiliśmy nowy deploy i pragnę wymusić ponowne logowanie użytkowników (HEJ, jestem na wakacjach!).

Klientów baz danych jest wiele i każdy może wybrać coś dla siebie. Moje poszukiwania, jeżeli można tak to nazwać, ograniczyły się do odnalezienia aplikacji, która potrafi nawigować między bazami MySQL-a, wyrzuca coś na SELECT i daje możliwość zrobienia INSERT. Mam nadzieję nie musieć sięgać w ogóle do tego typu narzędzi, ale „przezorny zawsze ubezpieczony”.

Piszę do ciebie, bo nie mogę z tobą rozmawiać

\<twarz value=”siruis”>Wszyscy profesjonalni blogerzy, autorzy ważnych serwisów o nowych technologiach, gadżetach i zawartości szaf\</twarz> muszą trzymać rękę na pulsie. Nigdy nie wiadomo, kiedy media powiedzą o czymś, do czego można dopisać siedem słów komentarza i nagłówek BREJKING. Będąc aspirującym blogerem profesjonalnym (treści za esemesa, ikonka VIP przy komciach dla opłacających moje dziennikarstwo obywatelskie) nie mogę wyjechać bez zainstalowania aplikacji zarządzającej instalacją WordPressa.

Nie ma tu wielkiego szału: edycja komentarzy, edycja i tworzenie notatek, statystyki dla płacących za konta na wordpress.com.

Proszę zostawić wiadomość po sygnale

Uwielbiacie swój głos, prawda? Też. Uwielbiam go tak bardzo, że wszystkie próby nagrania przeze mnie podcastu skończyły się na „AAARGH \<delete>”. Nie da się jednak ukryć, że posiadanie dyktafonu jest przydatne. W pracy używam go głównie do nagrywania spotkań (nie ma nic lepszego niż dowód audio), a poza pracą do… dzwonienia. 3 No, nie tyle dzwonienie, co przesyłania informacji, których nie da się przekazać tekstem (wszystko się da, ale czytelnik może nie być skłonny do rozumienia tekstu), lub w przypadku ataku lenistwa.

Wybrałem sobie Voice Recorder z jednego powodu: zaraz po nagraniu oferuje wysłanie wiadomości (co jest moim standardowym usage-pattern) i pozwala dokupić wersję z kodekiem MP3, gdybym chciał od razu publikować „w sieci”.

Abstrapenisując: wyobraziłem sobie takie dziennikarstwo obywatelskie i podcast w jednym. Zwykle wstaję rankiem i prasówkę mam skończoną zanim większość z was się obudzi. Mógłbym użyć Voice Recordera i Dropboksa do publikowania podcastu z najświeższymi wiadomościami wprost ze spaceru z psem, który musi ulżyć potrzebom fizjologicznym. Normalnie frontline.

Nie udało mi się jeszcze ustalić, czy są jakieś ograniczenia w długości nagrania wynikające z pamięci telefonu. Zakładam, że aplikacja nagrywa od razu na kartę SD, bo mój dziadek-G1 bez problemu nagrywa godzinne spotkanie.

Pliki, pliki

Są pewnie ludzie, którzy nie mogą żyć bez klienta FTP; nie jestem jednym z nich, ale szanuję ich miłość do protokołu, który 14 kwietnia obchodził czterdzieste urodziny. Będąc stworzeniem sshcentrycznym pcham swoje pliki głównie przy użyciu SSH (lub montując katalogi via sshfs).

Jeżeli już jednak musisz sięgnąć do zasobów serwera w ten sposób i przy pomocy telefonu, to mogę polecić klienta AndFTP, który połączy się przez FTP i SSH i pozwoli Ci baraszkować po katalogach, pobierać i wysyłać pliki. Nie wygląda wspaniale, za to wspaniale działa (wolę tak niż na odwrót).

Układanie list to chyba najmniej ambitna forma pisania w Internetsach. Jak zwykle kreditsy dla Shota i Anny za edycję.

  1. kiedy dorósł, za pierwszą wypłatę kupił sobie Atari Portfolio, które okazało się być bezużyteczne; tak to już jest z marzeniami
  2. może tylko ja to robiłem?
  3. Nie używam telefonu, moja karta SIM obsługuje tylko i wyłącznie połączenie danych. Dzwonienie is so 90s.