Béton brut

Komplikacja realna i urojona

2008-08-26

Objawienie przyszło nagle, do szczęśliwego ze swego elektronicznego otoczenia geeka dotarło w końcu, że te wszystkie gadżety, które według etykiet na pudełkach ułatwią mi różne czynności, potrafią cholernie skomplikować życie. — Filip w notce “Trudno, coraz trudniej

Do takiego wniosku dochodzi każdy z nas. Jeden prędzej, inni później — ale w którymś momencie stajemy przed stwierdzeniem, że “komputery powstały by rozwiązać problemy, które nie istniałyby bez komputerów” i pozwalają nam się “robić błędy bardzo szybko”.

Wszyscy tęsknimy do prostych czasów, kiedy kobiety były kobietami, mężczyźni mężczyznami, lody Bambino były słodkie, a muzyki po prostu słuchało się z walkmana. Jest tylko jeden problem.

Lepsze stare czasy nie istniały. Nasz mózg ma taką wspaniałą funkcję, która pozwala nam pamiętać rzeczy dobre, a złe nakryć kocem i zlać kijem.

Możemy marudzić, że dziś słuchanie muzyki jest nie lada technologicznym wyzwaniem. Kable, ładowarki i konwersja płytek do zjadliwych formatów. Kiedyś było prościej. Kiedyś bez problemu miałem przy sobie kilka tysięcy utworów, mogłem sobie posortować po ulubionych, słuchać po gatunku, grupować. Mój walkman miał też rozmiar kilku centymetrów i dawał się przypiąć do paska tak, że nie czułem go przy biegu. Albo nie.

Nie jest więc tak, że skaczemy przez dodatkowe przeszkody chcąc słuchać muzyki. Skaczemy przez inne przeszkody. Kiedyś paluszki zdychały w najlepszych momentach “Master of Puppets”, dziś zapominamy podłączyć playera na noc do USB, kiedyś wciągało nam taśmę, dziś iPod potrafi zgubić listę. Mimo to wszystkie te “komplikacje” poprawiły, a nie pogorszyły mój standard słuchania muzyki.

Komplikacją urojoną jest mania synchronizowania wszystkiego ze wszystkim. To, że można próbować, nie znaczy że trzeba. Zresztą dobra synchronizacja jest dość niezłym technologicznym wyzwaniem, oczekiwanie że pięć firm nagle dogada się między sobą jest lekką naiwnością. Firmy produkujące nasze zabawki chcą Cię zamknąć w swojej infrastrukturze. Nie jest to wina technologi per se, tak po prostu działają firmy.

Nie bardzo też rozumiem rozżalenia faktem, że zakup czegoś wiąże się z poświęceniem czasu na zbadanie sprawy, pozwolę sobie zacytować jeszcze raz Filipa

Przy wyborze komputera nie chcę się zastanawiać, czy jego książka adresowa zsynchronizuje się z moim modelem telefonu, czy moja karta dźwiękowa zadziała z sekwencerem X, za pomocą ilu przejściówek podłączę dodatkowy monitor… Rozżalony dodam, że dotychczas całej tej układanki nie udało mi się ułożyć w żaden sensowny sposób.

Dlaczego od komputera, który jest wysoce skomplikowanym urządzeniem, miałbym oczekiwać wspaniałego “dżast łorks”, skoro ten termin nie działa nawet dla mniej skomplikowane rzeczy. Jak kupuję samochód, to sprawdzam na sieci ile to pali, jak jest z serwisem, czy da się go łatwo przerobić na karuzelę. Kupuję lodówkę — mierzę dziurę po starej, żeby mi się ta nowa zmieściła, patrzę jaką ma maksymalną moc i sprawdzam, czy mi bezpieczniki nie wywali. Kupuję telewizor: LCD, plazma, a może CRT? Jaka końcówka? Jakie wyjścia audio? Z takim czy innym trybem HD? Kupuję telefon: QWERTY czy dotykowa? Od kogo?

Bycie prosumentem ssie pałę.

Komputery można uprościć. W moich oczach zrobiono już bardzo wiele by ZU 1  cieszyć się z sieci, poczty elektronicznej i gier bez wkładania w to wielkiej pracy. Problem w tym, że Ty chcesz podłączyć “sekwencer X” i “dodatkowy monitor” i oczekujesz łatwizny? Zwykli ludzie nie mają dwóch monitorów i sekwencera. Grasz w innej lidze i dziwisz się, że trener kopie Cię w tyłek jak przystajesz na papierosa i piwo.

Kto pomyśli o użytkownikach? Większość firm myśli. Niestety, nie jesteś ZU.

  1. Zwykły użyszkodnik