Béton brut

Niedzielne rozmyślania nad sensem ru…rozmnażania

2008-12-21

Podczas wczorajszej rozmowy z Pauliną zeszliśmy na chwilę na temat tematów muzycznych, bajek i wierszyków, które zalęgły się nam w głowach jeszcze w czasach dzieciństwa.

Dziś, podczas zmywania naczyń, zanuciłem sobie następującą piosenkę:

Ojciec Wirgiliusz
Uczył dzieci swoje
A miał ich wszystkich
Prawdziwe roje
Takie malutkie
I takie wielkie
Takie grubiutkie
I takie cienkie

Zatrzymałem się po pierwszej zwrotce (innych i tak pewnie nie pamiętam) i zastanowiłem się. Wirgiliusz miał roje dzieci. Zupełnie niepodobnych jedno do drugiego. Powoli i majestatycznie, jak lodowce w stronę Tytanika, napływały pytania mające zatopić dobre wspomnienie głupawej piosenki.

Wirgiliusz miał wiele żon, które powiły mu różne dzieci, czy też żona jedyna jest rozwiązła i puszcza się gdy on kupuje im “bluzeczki w kwiatki”? Czy bohater piosenki powinien wystąpić o badania w celu ustalenia ojcostwa i jakie ma szanse na uniknięcie alimentów po rozwodzie? Czy za takie badania powinien płacić polski podatnik, refundować ZOZ. Może lepiej sponsorować prezerwatywy w ramach akcji zapobiegawczej? No, religia może nie pozwalać.

Dodatkowo: jakie są warunki mieszkaniowe dzieci Wirgiliusza? Czy chodzą ubrane, domyte i najedzone?

Sztuka nigdy nie daje odpowiedzi. Zwiększa tylko pulę sprytnych pytań bez odpowiedzi powodując zakłopotanie odbiorców.