Béton brut

Opowiedz mi bajkę (cyfrowo lub z winylu)

2008-10-19

Zacznijmy historią. Dawno temu, w czasach gdy dinozaury zamieniły się już w paliwo, a Lech Wałęsa nadal szykował się do skoku przez płot, jedną z popularniejszych rozrywek wśród dzieci w moim wieku było słuchanie bajek z winylowych płyt.

Kochałem każdą bajkę w mojej kolekcji. Znałem na pamięć każdą piosenkę i żart. Niektóre zawierały ponadczasowe prawdy. Weźmy bajkę o znudzonych zwierzętach w lesie, które w ramach walki z nudą budują sobie boisko piłkarskie. Jest czyn społeczny, jest praca w pocie czoła. Po skończonej pracy pierwszy mecz, który nasi leśni przyjaciele przegrywają z kretesem. Wtedy to Słoń, najmądrzejsze bydle w stadzie (no, może nie był taki mądry skoro mieszkał w lesie? Choć w PRL-u mógł dostać po prostu taki kwaterunek) wygłosił kwestię: “To nie wszystko mieć boisko i trybuny mieć, nie wszystko”. Trzeba do tego trenować!

Miałem też “Piotrusia Pana”. Kto może nie kochać małego anarchisty na haju z wróżkowego pyłu? No i biły się o niego dwie dziewczyny! (Wtedy wydawało mi się dziwne, kilka lat później fantastyczne, dziś mocno nierealne) W każdym razie słuchałem tej płyty dość często i cieszyłem się z każdej chwili w której mogłem obcować z historią.

Było niedzielne popołudnie. Ojciec gdzieś wyszedł, a Matka sprzątała. Leżałem na łóżku ciesząc się kolejną ucieczką Kapitana Haka. Bajka się kończyła, już prawie wstawałem by podnieść igłę. Matka właśnie przechodziła w okolicy ciągając za sobą odkurzacz (ach, te pojedynki, kto kogo zagłuszy) i trąciła adapter.

Igła podskoczyła i opadła. Usiadłem sztywno, moje oczy zamieniły się w 50 złotowe monety (monety o wartości 50 złoty [wyglądały tak](http://www.numizmaty.com.pl/produkty2/274.jpg[/ref] — Kapitan Hak zginął w brzuchu krokodyla, który wcześniej odjął mu rękę. Ale jak to! Znam tę bajkę! To się nigdy nie zdarzyło. Co się dzieje? Dwa lata słuchania i nigdy tego tu nie było? Szok porównywalny z pierwszym kontaktem z biurokracją. Po bliższej inspekcji płyty odkryłem rysę. Rysę, która przez dwa lata podbijała igłę na chwilę przed zakończeniem historii. Rysę, która sprytnie umiejscowiła się w miejscu, gdzie przygrywał muzyczny przerywnik dzięki czemu nigdy nie miałem podejrzeń, że jestem ograbiany z epilogu.

Mody wracają. Osobiście czekam na powrót flanelowych koszul, których mam niezły zapas z lat dziewięćdziesiątych. Póki to nie nastąpi muszę się zadowolić nowo odkrytą pasją: podcastami. Co rano zbieram nowe epizody gadających głów, które umilają mi  kawę analizą, żartem i wiadomościami. A bajki? Bajki też są!

Projekt LibriVox jest tym dla książek audio, czym Projekt Gutenberg jest dla książek. To kolekcja klasycznych tekstów czytanych przez wolontariuszy. Czego tu nie ma! Samo wybieranie rzeczy, których chciałbym posłuchać zajęło mi dobry kwadrans. Na początek ściągnąłem “Alicję w krainie czarów” Lewisa. Mimo, że każdy rozdział czytany jest przez inną osobę, jakość okazała się doskonała i mogłem sobie przypomnieć najbardziej psychodeliczną bajkę mojego dzieciństwa podczas spaceru.

Zaprawdę powiadam Wam, są jeszcze w Internecie projekty, które nie koncentrują się na produkcji fotek kotków ze “śmiesznymi” podpisami. Wartości tego serwisu nie da się przecenić: mamy nie tylko dostęp do wielu perełek literatury, ale dodatkowo możemy podszkolić nasze zdolności językowe. Uczycie się rosyjskiego, francuskiego czy hiszpańskiego? No to zakładajcie słuchawki i słuchajcie.

Serwis przekroczył niedawno magiczną granicę — wysłuchanie całego materiału tam zgromadzonego zajmie Wam 365 dni.

Jutro poniedziałek. Droga do pracy w deszczu i zgrzytanie zębami przy pierwszym kontakcie z firmową pocztą. Umil sobie drogę do dobrą literacką pozycją. Ile można męczyć nowy singiel Britney?