Béton brut

PanCVfaust

2011-04-30

Ostatnio miałem wątpliwą przyjemność czytania CV potencjalnych stażystów. Przez trzy lata nie przykładałem ręki do rekrutacji, ale widzę, że w tym temacie niewiele się zmieniło. Zmęczony lekturą postanowiłem, że napiszę kilka zdań do narybku w branży. Nie są to oczywiście rady pomocne przy zdobywaniu pracy w “prawdziwej korporacji”.

Comic Sans znaczy bez żartów

Zacznijmy od czegoś, co nie ma praktycznie znaczenia, póki nie trafisz na kogoś takiego jak ja. Smaczki. Wysłanie mi dokumentu w .docx znaczy, że aplikując na techniczne stanowisko jesteś zbyt leniwy, by kliknąć jeszcze jeden przycisk i wygenerować PDF-a lub zbyt niekompetentny, by zrozumieć, że nie każdy komputer przychodzi z pakietem Office.

Comic Sans. “Formatowanie spacją”. Orgia fontów. To wszystko mówi mi, że siorbiesz herbatę i obcinasz paznokcie na spotkaniach. Twój dokument jest obrzydliwy i ty jesteś obrzydliwy.

Te, ziom, gdzie masz stronę?

Zgadnijcie ile CV miało linka do strony zgłaszającego akces? Na około 30 zgłoszeń, niech policzę: przenieść dwa, średnia, odległość między cząsteczkami gazu, plus siedem. Tak, dokładnie zero. Ani jeden z ślących CV na “stanowisko komputerowe” nie uznał za rzecz wartą uwagi posiadania strony.

“Ale Emil” — powiecie — “nie każdy musi mieć stronę!”

Nie musi. Tylko ja już tłumaczę, prosto i z mostu. Jak czytam twoje nazwisko to są wielkie szanse, że nie będę go wpisywał do Google.

Bo.

Nie uważam, że “googlanie za pracownikiem” lub “sprawdzanie Facebooka na obecność fotek z najebek” jest czymś, czym powinienem się zajmować podczas rekrutacji. Po pierwsze są tysiące Janów Zwykłych i Ew Pospolitych. Szansa, że trafię na kogoś, kto nosi twoje imię i nazwisko jest zbyt duża żeby informacja tak pozyskana miała jakąś wartość. Po drugie popieram najebki i nie uważam żeby twoje prywatne życie było moją troską, póki robisz to, co masz w kontrakcie.

Gdyby tylko ktoś wynalazł jakiś uniwersalny sposób identyfikacji położenia zasobów w Internecie. Pomyśl, mógłbyś tam umieścić inne takowe wskaźniki i ja bym się dowiedział o forum, które moderujesz, może blognotkę przeczytał, może odbił się do galerii fotek, nie wiem. Słyszałem, że klikanie w 2011 to wznoszący się trend.

A, tak. Domena. Serio, te kilka złoty. Wiesz jak się czyta CV z adnotacją by odpowiadać na adres plonacypenis666@wp.pl? To oczywiście przesada, ale nie aż tak wielka. Kup sobie domenę. Wczoraj.

Ted, the Generic Guy

Ukradnę nomenklaturę Scotta Adamsa w śródtytule, ale tak, nie odróżniam was i to wasza wina.

Wszyscy jesteśmy strasznie nudnymi typami. Trzeba się z tym pogodzić. Gdyby umieścić kamery w losowo wybranych domach z różnych warstw społecznych okazałoby się, że zawsze jest jakaś “Rodzina Kiepskich” i zawsze jest piwo “Harnaś”, nawet jeśli to indyjskie kino alternatywne i Daniels. Trzeba zjeść, prawie każdy drapie się po dupie, bawi się telefonem na kiblu i chrapie, a w niedzielny ranek na kanapie jest tak samo dobrze prezesowi jak i Henrykowi Losowemu.

Tyle wiem, nie wiedziałem natomiast, że zadaniem CV jest uwypuklenie tego jak bardzo nudny jesteś. Ludzie prowadzący “szkolenia z pisania CV” powinni dostać po dwieście batów za uczenie ludzi dodawania rubryki “zainteresowania”. Bo tak, piszesz, że piłka nożna. Ale co ”piłka nożna”? Grasz amatorsko? Przygotowujesz oprawę na mecze? Jesteś w nabojce? Pracujesz z dziećmi w szkółce piłkarskiej? “Fotografia cyfrowa”. Nie no, świetnie. Gdybyś umieścił odnośnik do jakiejś galerii, albo do artykułu o soczewkach, który napisałeś. Cholera, wezmę odnośnik do dobrego trollowania w sprawie twojej ulubionej marki.

“Komputery”? Chcesz pracować z komputerami i piszesz mi, że interesują cię komputery? W restauracji zamawiasz z pewnością potrawę, pijesz tylko napoje. Napisz “dla frajdy programuję sobie klon UNIX-a na Z80”, masz moją uwagę. Napisz, że najbardziej lubisz pisać takie małe skrypty w Bashu, albo pochwal się encyklopedyczną wiedzą o kartach graficznych. Może kręcisz dla frajdy recenzje telefonów na YT? Założę się, że jest jedna rzecz, która rozpala twój umysł i jak ją wciskasz za “interesuję się komputerami, piłką nożną i długimi spacerami po plaży” to sam sobie robisz kuku.

Więcej bezwartościowych informacji

Składasz papiery do działu, który zajmuje się X. Fantastycznie byłoby, gdybyś wskazał jakieś doświadczenie z X. Dlaczego muszę przeczytać historię twojego życia, o tym jak piąłeś się po drabinie działu marketingu w Castoramie by potem otworzyć własny sklep rybny, na którego zapleczu odkryłeś talent do X? Mogę więcej informacji o tym, co będziesz robił dla mnie, a mniej informacji o tym co robiłeś i nie ma dla mnie znaczenia? Ty myślisz “jestem pracowity, od pierwszej pracy w fabryce zegarków, którą podjąłem w 1887”, ja myślę “o kurwa, znów dwanaście punktów z których muszę wyłowić to, co ma znaczenie”.

Jeżeli nie masz zawodowego doświadczenia z X — wezmę prywatne. Robiłeś stronę dla kota i X sprawiał problemy? To doświadczenie. Dostałeś plakietkę “sprzedawca miesiąca”? Jak śnieg w 2003. Nikt nie pamięta, nikogo nie interesuje, nie jest do niczego potrzebne.

A najlepiej

Najlepiej mnie nie słuchać, z tego prostego powodu, że mam bardzo małe doświadczenie w byciu petentem. 1 To pewnie kupa stresu i prawie automatyczne działanie. Cóż, nie mnie oceniać cudze strategie, zwłaszcza po odniesieniu tylu “własnych sukcesów”. Musisz pamiętać, że jest różnica między posadą w banku, w którym pracujesz w jednym z działów, a małą lub średnią firmą, gdzie będzie cię rekrutował taki gościu z pryszczami, który buduje dystrybucje Linuksa w ramach przerwy śniadaniowej.

Najlepszą strategią jaką możesz przyjąć na rynku pracy jest budowanie własnego zaplecza, tak abyś to nie ty słał CV, a firma dopytywała się o ciebie. Jeśli ktoś pyta o kogoś kompetentnego i pada twoje nazwisko to masz automatyczną przewagę nad każdym CV, które wyląduje na biurku rekrutującego.

Najlepiej najlepiej, zupełnie najlepiej jest czasem zagrać va bank. Nie ślij CV. Wyślij program, który wygeneruje PDF-a, wyślij haiku o rosie na trawie i statycznym linkowaniu, zrób pastisz cytatu z popularnego kawałka popkultury, który udowadnia, że jesteś tym, kogo szukają. Daj odnośnik do profilu na GitHubie. Wyślij ISO z własną dystrybucją, umieść projekty na pulpicie. Jestem pewien, że masz więcej pomysłów na lans niż ja o piątej nad ranem.

Pamiętaj też, że lans to sztuka. Bardzo łatwo przekroczyć linię pomiędzy interesującym człowiekiem, a napompowanym bucem. Na szczęście dla ciebie napompowany buc nadal ma większe szanse na pracę niż ktoś, kto śle CV.docx.

PS. biorę pierwszą pensję jeśli dostałeś pracę dzięki tym “poradą”.
PPS. no kurekta, nie ma edytorów o piątej zero dziewięć

  1. CV składałem dwa razy, raz jako wymóg formalny i podkładkę pod inwestycję w firmie, drugi raz do Allegro