Béton brut

Pozostawiony śmierci

2009-01-12

Są ulice, miejsca i ścieżki, które znasz doskonale. Za dnia śmieją się do Ciebie koszmarnymi reklamami, wykonami przez kuzynów właścicieli sklepów, co znają się na grafice i typografii. Za dnia pełne są ludzi i idzie się nimi z pewnością.

Gdy nimi biegniesz, nocą, zamieniają się w labirynt. Neony pływają w kałużach, rzeczywistość istnieje w plamach światła ulicznych latarni. Uciekasz nimi, a dookoła gra muzyka. Coraz szybciej bijące serce: kanał lewy. Coraz krótszy i świszczący oddech: kanał prawy.

Schody, a z nich w lewo. Skok, podwórko małego domku. Wprost w betonową pustynię okolicznych bloków. Nie odwracasz się. Odwracanie to coś, co robią ludzie, którzy chcą być pochwyceni. Jeszcze chwila i będziesz bezpieczny. Trzysta, może czterysta metrów. Zajęty obliczaniem kroków potrzebnych do pokonania tej odległości (uciekać najłatwiej, gdy mózg zajęty jest czymś, co nie jest związane z wszechogarniającym uczuciem paniki) nie słyszysz nawet cichego szczęknięcia.

Śmierć poprzedza, w innym przypadku wyglądający całkiem komicznie, upadek, uczucie ognia w płucach i rezygnacja.

Westchnąłem i zaciągnąłem się papierosem. Głos, gdzieś obok, powiedział: “Prawie się udało”. Wiedziałem, że prawie to za mało. Brzęknęło, gdy maszyna zjadła kolejny żeton. Odpowiedziałem mu: “Tym razem się uda, muszę tylko pamiętać o tym życiu obok śmietnika.”

Zagrała muzyka. A potem: schody, a z nich w lewo. Skok, podwórko małego domku. Wprost w betonową
pustynię okolicznych bloków. Nie odwracasz się. Odwracanie to coś, co robią ludzie, którzy chcą być pochwyceni.