Béton brut

Przekładanie PDF-a z kieszeni do kieszeni — Dropbox

2008-07-21

Czasy w których posiadanie więcej niż jednego komputera było nieprawdopodobnym luksusem odeszły dawno temu. Komputer na biurku, laptop, sublaptop, komputer w pracy, komputer partnera, dzieci, rodziców. Uh. Co jakiś czas okazuje się, że siedzimy przed “tym złym, mniej używanym komputerem” i właśnie potrzebujemy pliku ze zdjęciem kotka, PDF-a z dokumentacją, którą czytamy, czy też sterowników, który chcieliśmy zainstalować.

Metody oldskulowe, nerdowskie lub zwyczajnie irytujące

Do tej pory ludzie wpadli na kilka sposobów rozwiązywania problemu “nie mam przy sobie tego, czego potrzebuję”. Przy spadających cenach pamięci jednym z podstawowych sposobów przenoszenia danych stały się klucze USB. Tanie to, szybkie no i w tych czasach zadziała nawet pod AmigaOS. Mam jednak problemy natury logistycznej: laptopy cierpią na deficyt portów USB (przynajmniej moje, nie chce mi się targać hubów), a komputer jest ustawiony tak, że trzeba się do niego wczołgać pod stół. Jestem na to mocno za leniwy.

Samba. Samba wydaje się być wprost idealnym rozwiązaniem — szybki dostęp do plików w sieci lokalnej. No i znów lista smutków: zawsze są jakieś problemy z zestawieniem jej dla trzech środowisk 1, zasadniczo działa tylko w LAN-ie (mówiłem już, że jestem leniwy i nie chcę budować dodatkowo VPN-ów), dorzućmy jeszcze fakt, że Finder potrafi się zgubić w Sambie 2 a komputer z plikiem musi być online i dobre rozwiązanie “przestaje już być bieżące”.

Subversion? Subversion jest świetne, nawet da się w nim trzymać dokumenty, 3 ale przerzucanie filmiku, serii zdjęć czy muzyki wydaje się lekką przesadą. Możliwość skakania po rewizjach to świetna rzecz, ale na serio, ile rewizji Kokodżambo.mp3 możesz mieć? Większość plików, których potrzebujesz na drugim komputerze, nie będzie podlegała zarządzaniu wersjami (w rozsądny sposób — delta między plikami MPEG jest lekko bezużyteczna). Będą, albo ich nie będzie. Oprogramowanie klienckie obsługujące Subversion jest zbudowane pod kątem potrzeb programistów. Trzeba wytłumaczyć dziewczynie, że po wrzuceniu pliku do katalogu należy mu zrobić add, potem commit i jeszcze ten commit opisać. Dużo kroków.

Dropbox

po raz pierwszy wpadłem na projekt Dropbox od razu pomyślałem, że to coś dla mnie. Niestety, okazało się, że nie ma wersji dla Linuksa. Strona trafiła do zakładek, a ja o całej sprawie zapomniałem.

Po jakimś czasie na moje domowe biuro trafił jednak OS X i postanowiłem przetestować czy projekt działa tak sprawnie jak pokazana na “piarowski” wideo.

Dropbox: o co chodzi?

Po zainstalowaniu Dropboksa na wszystkich komputerach, których używamy, dodajemy je (komputery) do naszego konta w serwisie. Dzięki temu zyskujemy dostęp do specjalnego katalogu, w którym dokonywane przez nas zmiany są automatycznie synchronizowane na wszystkich komputerach.

Przykład z życia wzięty. Mam na OS X fotkę, którą chciałbym obrobić. Niestety, nie udało mi się jeszcze odpalić żadnego z dostępnych portów GIMP-a dla OS X, muszę więc użyć PC pod stołem. Ciągnę fotkę z pulpitu na folder Dropbox i loguję się na Windowsa przy pomocy RDC. Fotka już czeka.

Genialne w prostocie i działa — kombinacja która nie występuje w naturze dość często.

Dropbox pozwala nam udostępnić pliki dla szeroko rozumianej ludności pozbawionej konta w serwisie (folder “Public”) i współdzielić katalog z innymi użytkownikami Dropboksa (katalog “p0rn”, “torrentz”, “LOLCats”) — współdzielenia nie udało mi się jeszcze przetestować, bo nie mam przyjaciół! ;-(

Zalety:

  • Cholernie dobrze realizuje zasadę “dżast łorks”
  • Interface webowy pozwala nam dokonać operacji na plikach nawet jeśli używamy komputera niepodpiętego do Dropboksa. Dodatkowo mamy tu dostęp do przywrócenia skasowanego wcześniej pliku lub folderu.
  • Zamiast używać jakiś magicznych metod zapisywania plików na dysku mamy zwykły katalog. Możemy mieć dostęp do plików będąc offline lub przy wyłączonym kliencie (oczywiście, tracimy wtedy możliwość synchronizacji)

Wady:

  • Musicie trzymać swoje pliki w obcej infrastrukturze. Nie używałbym Dropboksa z “poważnymi plikami”, chyba, że po kuracji GPG
  • Klient na Linuksa jeszcze nie wyszedł ze stadium alpha
  • Synchronizacja odbywa się zawsze z “centrum” w “dół”. Jeżeli wrzucisz pół giga danych, to musisz się liczyć z tym, że za chwilę reszta Twoich komputerów je odbierze. Nawet jeśli stoją obok siebie.
  • Tylko” dwa giga miejsca
  • System jest jeszcze invite-only

Posłowie

Dziękuję Maciejowi Chojnackiemu za podarowanie zaproszenia. Jeżeli sami chcielibyście potestować Dropboksa, proszę skrobnąć mi e-maila, mam jeszcze dziesięć zaproszeń do rozdania. Chętni do “wspólnego folderu” z komiksami też mile widziani. ;->

  1. Linuks, OS X, Windows
  2. Finder zgubić, rozumiecie? Taki żart. Ha ha ha!
  3. …i kod, ale to chyba oczywiste?