Béton brut

Rysiek wali chmurę i ma dobrą nawijkę

2008-10-01

Wszystkie Ryski to porządne chłopy.

Richarda Stallmana przedstawiać nie trzeba — to ten facet, co zrobił wielki hałas, bo napisał sobie sterownik do drukarki. Skupił wokół siebie inne osoby i wspólnymi siłami napisali kompilator, którym ten sterownik do drukarki można skompilować. Ostatecznie wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a na wizytówkach napisali sobie GNU Not UNIX.

Stallman udzielił wczoraj wywiadu, w którym przywalił całemu sektorowi SaaS, opluł usługi sieciowe (zaraz jadę ze szmatą powycierać dookoła jamajka.fuse.pl) i wskazał jedyną drogę. Pozwolę zacytować sobie za Webhosting:

„Nie powinieneś korzystać z aplikacji sieciowych, ponieważ tracisz kontrolę. Jest to równie złe jak korzystanie z własnościowego, zamkniętego oprogramowania. Zajmij się swoją pracą na swoim komputerze przy wykorzystaniu programów, które szanują twoją wolność. Jeśli używasz własnościowego oprogramowania lub cudzego serwera WWW, jesteś bezbronny. Jesteś marionetką w rękach tych, którzy stworzyli to oprogramowanie”

Z głowami kościołów się nie dyskutuje. Nie mam co robić, a kawa stygnie. Awienc. O tym, co robi Rysiek z antylopami nie dowiedziałbym się gdyby w połowie (czy może pod koniec? Detale) lat dziewięćdziesiątych gdyby Ami nie wpuścił mnie na serwer abyss.lodz.pdi.net, a potem Rekin na supersonic.plukwa.net. Dzięki tym komputerom — cudzym, zaznaczę — naumiałem się UNIX-ów na tyle, by móc przygarnąć ISO z Debian.org i robić co Stallman przykazał: zająłem się pracą na swoim komputerze przy wykorzystaniu programów, które szanują moją wolność (szkoda, że kilka nie szanowało mojego czasu wieszając się i śmierdząc).

Złamałem przykazania. Używałem cudzych komputerów. Jeden serwował i odbierał ode mnie pocztę, inny znów wyświetlał moją stronę. Nadciągnęła rewolucja serwisów sieciowych i nagle mam jakiegoś GMaila, Google Calendar, Google Reader, Remember The Milk, a nawet dostęp do banku przez Internet. Teraz siedzę i analizuję, gdzie leży zło. Każdy z wyżej wymienionych serwisów pozwala mi na dowolny dostęp moich danych przez całkiem nieźle opisane formaty plików i protokoły. IMAP, SMTP, POP3, CSV, iCal, vCard, PDF. Nie mam kodów źródłowych, aplikacje nie stoją na moich serwerach — mimo to — czuję się panem i władcą moich danych (prócz banku, który usilnie nie chce mi dopisać dwóch zer).

Praca z zamkniętymi serwisami jest bezproblemowa póki Twoje dane da się ‘wynieść’. Jeżeli dane, które otrzymałeś z zamkniętego serwisu, nie są możliwe do przetworzenia na Twoim komputerze (bo nie masz aplikacji lub aplikacja o podobnej funkcjonalności nie ma możliwości importu danych w takim formacie) to zawsze możesz zacząć pisać otwarty kod lub patcha! Prawda, prawda?

Można mi zarzucić głupotę, bo przecież nie o takich serwisach mówił Stallman. Więc o jakich? Portalu randkowym? Blipie? Facebooku? Flakerze? Backup konta randkowego? Czy też ściany na twarzoksiążce? Wszystkie ‘poważne’ serwisy przetwarzające dane o jakimś znaczeniu mają opcję dostępu do danych zgromadzonych przez użytkownika. Serwisy rozrywkowe? W teatrze i kinie siadam na dupie i oglądam co mi miga przed oczami. Nie żądam wydania mi scenariusza i odegrania sceny balkonowej w kuchni — między koszem na śmieci a zlewem.

Odnoszę więc wrażenie, że szacowny autor uprawia zigływidłyzm, wprost idealnie pasujący na pierwszą stronę Onetu czy innej Wybiórczej.

Rzecz druga: dlaczego Stallman legitymizuje spik marketodiów? Cloud Computing to typowe określenie, którego używamy by sprzedać to samo gówno w nowym opakowaniu. Masz bazę danych i jakieś proste API? Chmura. Twój Apache lub lighttpd ma moduł do WebDAV-a? Chmura. Chmura. Chmura 2.0 — już niedługo. Ktoś, kto siedzi w branży tyle czasu i widział już jak bańki nadymają się i pękają pod własnym ciężarem powinien wiedzieć lepiej.

Wkładu Richarda w rozwój komputerów nie da się pominąć. Nie powinno się też pomijać, że z łebskiego programisty i lidera mamy teraz trolla i populistę. Tak, populistę — tylko populista może dawać proste rozwiązania problemów, które dla większości świata nie istnieją. Czy mój Ojciec ma mieć własny serwer pocztowy w domu, czy starczy jak zostanie w rodzinie? Babcia może oglądać zdjęcia wnuczki na Flickrze, czy mam czekać, aż zdecydują się wydać wszystkie literki, które to napędzają?

Męczy mnie koszerność. Zadziwiające jak wielu miłośników wolności zgrzyta zębami, gdy używam swojej wolności by robić coś innego, niż sobie umyślili.