Béton brut

Smak własnego lekarstwa

2008-09-19

Ci, którzy nie śledzą wyborczej wojny u naszego nowego Wielkiego Brata, powinni na początek dostać małą dawkę informacji. Kandydatów na Króla Mocarstwa jest dwóch: czarny, medialny i wygadany Obama, reprezentujący Demokratów (taka partia jak Republikańska, ale lubią aborcję i pedałów), drugi obóz reprezentuje McCain, biały staruszek, który utracił kontakt z rzeczywistością ok. roku 2000, więc jest idealnym kandydatem neokonserwatystów, słynny z kilku cytatów o bombardowaniu i e-mailach. Reprezentuje Republikanów (taka partia, jak Demokraci, ale nie lubią aborcji i pedałów (z niewiadomej przyczyny wielu koneserów kakaowego oczka wielokrotnie zasiadało w Partii Republikańskiej i groziło piąstkami swojej społeczności — widać przyciągają biczowników[/ref].

To były głowy, a teraz chwilkę o nerkach, czy wiceprezydentach. Obama wybrał białego faceta, który wygląda dobrze w garniturze — McCain chciał go załatwić i za jednym zamachem uszczuplić pulę wyborców, którzy przeszli do obozu Baracka po tym jak załatwił panią Clinton w partyjnych wyborach. Głosujący, a raczej głosujące, można zebrać w grupie i otagować ją “damy głos na posiadaczkę waginy”. McCain wymyślił więc panią Sarę Palin. Na początku komentarze przypominały mi moje pytania do częściej odwiedzających stadion  Łódzkiego KS-u podczas zmiany piłkarzy: “Kto zmienił kogo? Rany, co to za ludzie? Co? Skąd? Jeżu!”

[caption id=”attachment_469” align=”aligncenter” width=”320” caption=”Sarah Palin”]Sarah
Palin[/caption]

Internet eksplodował. Nawet śledząc dość uważnie, co się dzieje po drugiej stronie sadzawki, nie jestem w stanie wyliczyć, co tam wyciągnięto na biedną gubernator Alaski. Od fantastycznego fiskalizmu, przez bycie kreacjonalistką (eufemizm słowa ‘debil’, wiara, że ziemia ma 6000 lat, a ludzie zapierdzielali po glebie razem z tymi wielkimi padalcami z trylogii Jurassic Park), edycję strony Wiki w Wikipedii na godziny przed ogłoszeniem nominacji (fakt, że zrobił to ktoś inny), po opinię, że edukacja seksualna jest złem strasznym, a najlepszym środkiem zapobiegawczym jest abstynencja — i późniejsze ujawnienie, że Duch Święty nie był sprawcą ciąży jej siedemnastoletniej córki.

Najnowszą zabawką zwyrodniałych internautów jest zestaw e-mail z skrzynki pocztowej potencjalnej VP. Jak to się stało, zapytacie? Otóż przykład idzie z góry. Biały dom od kilku lat usilnie poszukuje backupów e-maili. Przyszła amba i zjadła te wszystkie niewygodne listy, które trzeba by ujawnić. Sara, nie dysponująca budżetem jaki posiada Biały Dom na zakup wadliwych, psujących się w idealnych momentach dysków, wpadła na pomysł tańszy, a równie diaboliczny. Konto pocztowe na Yahoo! — tak, to sprytny plan.

Odzyskiwanie “zagubionego” hasła w Yahoo! wymaga odpowiedzi na dwa pytania — Palin powiesiła poprzeczkę bardzo wysoko — kulawy krasnolud zahaczyłby o nią kolanem. Pierwsze pytanie dotyczyło kodu pocztowego pod którym mieszka posiadaczka konta, a drugie, szkoły do której chodziła. Dane absolutnie nie do zdobycia.

Tak, będzie puenta. W tym, albo w następnym paragrafie. Nie, nie jest moim celem naśmiewanie się z głupoty potencjalnej VP. Nie jestem obywatelem USA i moje pomruki z kraju wasalskiego nie są nawet warte ruchu powietrza. W tej całej akcji Internet vs Palin najbardziej ciekawiły mnie opinie polityków.

Gdy wypłynęła sprawa ciąży córki, która nie miała jeszcze okazji stanąć przed Bogiem i wytłumaczyć się z potencjalnej miłości do ojca jej dziecka przez przyjęcie klątwy “póki śmierć Was nie rozdzieli”, politycy powiedzieli, że to jej prywatna sprawa i wara od tego publice. Hola, hola! Wiem, jak się jedzie na wysokim koniu podpisanym Moralność, to zjebać się z niego boli — zwłaszcza, gdy część wyborców kocha Wartości — ale nie róbcie z ludzi idiotów, m’key? To, że ludzie uważają embriona w łonie córki pani gubernator za sprawę ważną, jest wynikiem tego, że ciągle zajmujecie się cudzymi embrionami w Senacie. Wyjdziecie ludziom z sypialni, to będziecie mogli płakać.

No i e-maile. Wiedziałem, że e-maile będą fantastycznie skomentowane. Wypowiedzieli się nawet moi ulubieni telewizyjni kretyni zasiadający w FOX TV. Oczekałem wodospadu słów o nielegalności, prywatności, poufności, hakerach, złu i komuchach. Dostałem to, plus dokładkę, plus deser i dwie żelki. Komentatorzy nawet nie mrugnęli mówiąc do szklanego oka. Ludzie wyrażający żal z powodu takiego gwałtu na Palin podnosili łapki podczas głosowania nad retroaktywnością działań operatorów telefonicznych. Poczta elektroniczna, ruch w sieci i rozmowy telefoniczne były podsłuchiwane przez operatorów na zlecenie NSA. Bez nakazu, zgody, powodu. Gdy sprawa wypłynęła, senatorowie związali zasadę lex retro non agit i usprawiedliwili wcześniejsze naruszenia prawa. Ot tak. Dziś ogłaszamy, że wczoraj nielegalne było chodzić po Piotrkowskiej i wszystkich zamykamy. My Cię nielegalnie podsłuchiwać, gut. Podsłuchiwać nielegalnie nas, not gut.

Rząd od młodego hakera, który załatwił konto na Yahoo!, różni się tym, że jeden może swoje przestępstwo uchwałą zamienić w działanie “dla dobra obywateli”.

Cholernie lubię oglądać ludzi konsumujących własne lekarstwa. Gdy wołający o sprawiedliwość otrzymują sprawiedliwość. Gdy Ci, którzy chcą wiedzieć o wszystkich, stają się przedmiotem publicznej debaty. Gdy konował, który umie leczyć tylko pijawką i amputacją, dostaje po przegubach.