Béton brut

To nie ma bardzo sensu, zwłaszcza pod koniec

2008-09-15

Choroba powoduje, że nie mogę się skoncentrować. Skaczę między jedną myślą, a drugą podczas gdy trzecia już dawno podstawiła nogę pierwszej i prowadzi w peletonie bezmyślności. Po napisaniu tak skomplikowanego zdania patrzyłem się na ekran z rozdziawioną gębą i trzymałem przycisk shift, co mi się czasem zdarza. Na szczęście już mi przeszło.

Porządkowałem dziś pocztę 1 i przeczytałem kilka e-maili, które leżały sobie otagowane jako ważne und inspirujące. Chodziło głównie o postacie z komiksów. Jak powstają, dokąd idą, co lubią, czemu się zadają z innymi postaciami? Tworzenie charakterów dla papierowych ludków to nie jest łatwe zajęcie. Uśmiercanie jest trochę prostsze, dlatego też ostatnimi czasy — kulturalnie — skłaniam się ku filmom takim jak “Machine Girl“, gdzie nie oczekujesz już niczego poza prostym językiem buta, pięści i zaostrzonego kawałka stali. Czy potrafiłbym stworzyć postać, w którą czytelnik mógłby uwierzyć? Biorę więc do ręki kilka książek, tych, co mówimy o nich “ulubione” i kartkuje.

Ach, wiem, że ten gość pali cygara. Ten się boi tego, ona jest zwykłą dziwką o złotym kolczyku w brodawce. Są dla mnie jak znajomi z NK — wiem jak wyglądają, może nawet z kim dzielą łóżko. Postanowiłem, że też spróbuję. Mam już wszystkie składniki, tylko za cholerę nie znam proporcji — ile ukraść ze znanych mi osób, tak żeby nie wiedzieli co na serio o nich myślę? Czy ujawnić mój — wyssany z mlekiem matki —  antysemityzm i ogólną niechęć do pedalstwa tworząc pejsatego miłośnika analu, który będzie postacią jakiej nie można polubić?

Wpuścić ich w środowisko, które znam, czy może kłamać o gromadzie ludzi, których środowisko i obrządki? I jak w ogóle nie zrobić z tego satyry. No bo jesteście bogiem tych postaci. Nie chcecie zrobić z nich krańcowych idiotów i pyszałków, a na końcu ich zabić i powiedzieć im, że nigdy ich nie lubiliście? Ilekroć próbuję coś zbudować, to widzę murzyna nadającego na antenie RM lub islamski oddział Greenpeace’u, który kocha wszystkie bydlaki, ale wykonuje zbiorowe egzekucje na bekonie, gdy znajduje się on jeszcze w stanie samobieżnie różowym.

Zanim postawiłem pierwszą kreskę w notatniku postanowiłem, że poszukam sobie jeszcze jakiś głupich postaci wykreowanych za niezłe pieniądze żebym mógł czuć się lepiej jeśli zaliczę porażkę. Poklikałem “w internet” i po chwili puknąłem się w czoło — no jasne, tylko on!

na mnie, jestem tak wyluzowany. Bawią mnie własne pierdy i opowiadam dowcipy o blondynkach, paląc je raz na pięć. Zamiast reklamować produkt, próbuję ośmieszyć konkurencje. Większość rzeczy, które mówię to półprawdy — czyli całe kłamstwa. Podczas gdy ten gościu w garniturze sączy whiskey z innymi wartościowymi członkami społeczeństwa, ja piję piwo “Książ” i nagrywam “artystyczne filmy” webcamem.

Jak zaliczę jakąś dupę to przybijam sobie piątki w kawodajni z innymi posiadaczami życia w białym plastiku.

Hi, I’m a Fuck.

Jak rany, strasznie mnie rzuca jak widzę tego gnoja i  te “reklamy”.

Wiem już, że można wykreować postacie słabe, bo liczy się tylko wyrazistość. Zawikłane postacie == źle. Charaktery, w których możemy odnaleźć swoją codzienną chujowiznę == bardzo dobrze. Introwertyczne przemyślenia człowieka pod ścianą == źle. Proste prawdy mówione podniesionym głosem == bardzo dobrze.

Dobrze, wiem już co mam robić przez następny tydzień. Tylko wystawię sobie fakturę za stracony czas na konsultacje ze sobą.

  1. INBOX 0 trzyma się u mnie dobrze