Béton brut

Tu jestem, tu jestem, tu jestem, tu jestem, ja też, ja też, ja też

2008-07-07

Cierpię na technologiczne rozszczepienie jaźni. Z jednej strony uwielbiam klikać w te wszystkie wspaniałe zabawki, które noszę w plecaku, z drugiej strony najchętniej oblałbym je benzyną i podpalił, zdjął buty i pobiegł na pole zająć się plantacją rzodkiewki. Chyba każdy po jakimś czasie doznaje tego uczucia osaczenia przez technologię.

Przebudziłem się dziś w nocy. Chciałem iść do toalety, ale zamarłem w łóżku. W moim pokoju wylądowało UFO! Wyjrzałem delikatnie zza ściany.

Pieprzeni Marsjanie przylecieli by odebrać nam Wolność!

Nie, zaraz — chwileczkę. To monitor, access point, modem i odtwarzacz muzyki. Dobrze, na serio, czy ambicją każdego producenta jest dodanie do swojego produktu takiej ilości migającego draństwa żebym mógł po nocy czytać książkę bez włączania nocnej lampki? O ile diody na urządzeniach sieciowych jeszcze można jakoś zrozumieć to pulsujące fioletowe światło na panelu LCD? Łatwiej paluszkiem trafić w guziczek po ciemku?

No i odtwarzacz. Ponieważ ładuje się on przez USB, często zostawiam go na noc. Po podłączeniu go do prądu natychmiast rozjarza się jak świąteczna choinka. Ale to jeszcze nic! Zapala się, leci bannerek producenta (Sandisk), miga nazwa ostatnio słuchanego utworu, po czym całość gaśnie, by po sekundzie rozpocząć proces od początku. Ilekroć ładuję go w biurze, dostaję szału. Każde mignięcie niemal naturalnie przyciąga mój wzrok, więc co pietnaście sekund głowa odwraca mi się niemal automatycznie. Na szczęście mam też port USB z tyłu i mogę go ukryć za wyświetlaczem.

Nawet nie chcę pamiętać o producentach telefonów komórkowych. To Ci goście, którzy sygnalizują niski poziom naładowania baterii pulsującą diodą i głośnym dźwiękiem. Dorzućmy do tego pasek diódek znajdujący się na laptopie i mamy orgię światełek.

Czym więcej urządzeń chce nam powiedzieć o swoim stanie, tym lepiej uczymy się je ignorować. Kiedy ktoś krzyknął “pożar” w budynku, ruszałeś z miejsca. Dziś każdy kto przechodzi po korytarzu mruczy pod nosem różne rzeczy i jest duża szansa, że ważnemu komunikatowi nie uda się przecisnąć przez Twój mentalny filtr.

Może dożyję kiedyś czasów, gdy podczas nocnego spaceru do ubikacji odkryję, że muszę zapalić światło, bo wyłączone urządzenia nie robią za latarnie morskie.

Technologia ssie. Idę zapolować na wiewiórki w parku.