Archiwum | emil@fuse.pl && crypto

Za kwadrans wiosna

Otworzyłem okno. Mimo ostrzeżeń o zanieczyszczeniu powietrza podjąłem decyzję, że lepszy jest dym płonących opon unoszący się z kominów łódzkich slumsów niż moja własna tytoniowa wędzarnia. Przez szparę wlał się chłód będący idealnym towarem zastępczym świeżości.

Usiadłem na fotelu i patrzyłem się tak w okno. Laptopa zostawiłem w biurze żeby się odtruć, widocznie nawyku patrzenia się w okna z tępym wyrazem na twarzy nie da się wyzbyć w jeden dzień odwyku. Kontemplowałem wszechświat, ale bardzo krótko, bojąc się że przez przypadek coś odkryję i będę musiał temu stawić czoło.

Zabrałem się za odpisywanie na listy i okłamywanie się, że nie jest mi zimno z powodu tego okna. Jak ludy prymitywne wierzyłem, że moje przekonanie o komforcie udzieli się, zwykle nie zważającym na byt ludzki, sferom niebieskim. I że będzie wiosna.

Po trzech godzinach, gdy wiosna się nie zjawiła, a w jej miejsce przyszła noc, musiałem uznać przewagę materii nad umysłem. Zamknąłem okno. Zapaliłem papierosa żeby nie dać się tej nowo nabytej świeżości zbyt łatwo.

I wtedy usłyszałem to leniwe, monotoniczne bzyczenie.

Tłusta mucha, pobudzona jak i ja, tą pierwszą obietnicą wiosny, podniosła swój zielony brzuch i zaczęła latać mi nad łbem.

Ja pisałem do paryżanki o chińskim atramencie, a ona przerywała mi co zdanie.

Zdałem sobie sprawę, że sam doprowadziłem do tej sytuacji. Nie przez otwieranie okna, nie. Widzicie, to wszystko przez technologię. 15 lat temu zwinąłbym w rulon gazetę i postawił się w roli sędziego, oskarżyciela i kata w jednej osobie. Po krótkiej gonitwie zgniótłbym ją na jakiejś płaszczyźnie i wydał z siebie pomruk zadowolenia; prymat homo sapiens zostałby zachowany.

Po upadku prasy papierowej mógłbym jej najwyżej przyjebać tabletem.

W sumie i tak nic na nim nie czytam.