Archiwum | emil@fuse.pl

Zbieractwo: Holes in your pocket

Zbieractwo wszelkiego rodzaju niesie ze sobą konekwencje. Do niedawna musieliśmy się borkykać z pułapkami zastawianymi na nas przez rzeczywistość: „gdzie to wszystko upchnąć?”.

Amator statków w butelce mógł ich zgromadzić tylko tyle, ile miał dostępnej przestrzeni. Kiedy odwiedzający znajomi muszą przesunąć pół marynarki wojennej żeby skorzystać z ubikacji, na horyzoncie pojawia się perspektywa interwencji. To wbudowany w zbieractwo hamulec, zaciągany przez bliskich lub administrację budynku.

Wszystko zmieniło się wraz z postępem technologii. Dzięki, technologio. Teraz zbieracz może kolekcjonować wszystkie animowane GIF-y z kotami, przepisy kulinarne i odnośniki jakie tylko przewiną się przez ekran. Eldorado dla fanów gromadzenia cyfrowego gruzu, gdzie nikt nie sądzi cię na podstawie katalogu „pobrane”.

Niby nic w tym zdrożnego, co komu szkodzi, że mam kilka gigabajtów instrukcji i schematów do C64 na zawsze uwięzionych w Dropboksie? Kiedyś je przeczytam, ręka na moim czarnym sercu.

Moje ulubione powiedzonko o prokrastynacji idzie tak: z prokrastynacją jest jak z masturbacją, frajda jest, ale na końcu nadchodzi czas na refleksję, sam się wyruchałeś. Co to ma wspólnego z e-chomikowaniem? To ta sama natychmiastowa gratyfikacja (odłożyłem ten artykuł o bardzo ważnym problemie programistycznym) wywodząca się z budowanie własnego obrazu człowieka, który czyta ważne rzeczy.

To odpowiednik magazynu opinii rzuconego na stolik w salonie, nie służy on do czytania, ale jako sygnifikator kulturowo-klasowy. Jego bracia i siostry z poprzednich tygodni są już wyściółką dla kuwety, w tym wygrywają ze zbieractwem postępowym, przydają się nawet w drugim obiegu.

Weźmy moją przyjaciółkę, Lan. Oboje uwielbiamy aplikację Pocket, pozwalającą na archiwizację napotkanych w sieci artykułów. Opcja przetwarzani ich w wersje pozbawione dekoracji i dostęp offline znacząco poprawiały moje samopoczucie w ostatnich latach, gdy dużą część czasu przebywałem pozbawiony dostępu do Internetu.

Pocket ma też wygodną opcję dzielenia się znaleziskami. Jedno kliknięcie i już cyfrowy odpowiednik statku w butelce pojawia się na ekranie ofiary. Używam go tak często, jak mogę.

Różnica między mną a Lan jest następująca: jestem pozbawiony skrupułów. Jeżeli patrzę na tekst drugi raz i nie mogę przebrnąć przez lead in to bezceremonialnie go kasuję. Ona je trzyma. Za każdym razem kiedy wysyłam kolejny tekst, odczuwam ukłucie wyrzutów sumienia. Znów dokładam się do jej nieszczęścia, kolejny tekst na wieki uwięziony i omijany, walczący o uwagę z setkami innych.

Zażartowałem kiedyś, że napiszę programik, który przyjdzie i wyrzuci jej wszystko, co jest stare. Nie można wierzyć osobom uzależnionym, potrzebny jest zewnętrzny arbiter. Arbiter powinien być arbitralny, pozbawiony emocji, więc najlepiej zaprogramowany.

Po raz kolejny technologia pozwoli mi rozwiązać problem stworzony przez technologię!

Minął tydzień, potem drugi. Aplikacji nie pisałem, gdyż jestem rzemieślnikiem programowania, a kto to widział żeby rzeźnik po powrocie do domu podcinał gardła dla zabawy. Kiedy wreszcie udało mi się zebrać, Lan powiedziała, że odmawia! No ładnie. Nie pozostaje mi nic innego jak zaofiarować go innym, potencjalnym ofiarom.

Holes in my pocket, kliknij, gdyż link.

![](http://i.imgur.com/pvOBo91.png)

Zasada funkcjonowania jest prosta. Autoryzujemy się, sprawdzam, czy są jakieś teksty, które są starsze niż 30 dni i oferuję archiwizację. Klik i poszły. Dodałem też możliwość cofnięcia tej procedury dla tych, co się poddali i chcą znów zboczyć ze słusznej ścieżki.

W ramach podkręcenia ironii w tekście o czyszczeniu kolejki Pocketa: używasz IFTTT i Pocket? Pozwól mi dołożyć się do chaosu.